16.08.09, 09:50
pustka. brak odczuć, uczuć poza nagtłymi skokami emocji, agresją,
nieufnością. bodźce zewnętrzne działają skrajnie silnie, nagle
atakują doprowadzając do granicy świadomości i gasną momentalnie.
nic nie ma tak naprawdę, głęboko, tak dłużej niż przez chwilę. więzi
z otoczeniem znikają, nie ma nowych więzi. nieufność. nawet
najbliźsi są cały czas objęci jakimiś dziwnymi podejrzeniami
rodzącymi się z byle powodu, a przerastającymi jakikolwiek związek
powodu ich powstania z możliwymi skutkami. wyolbrzymianie zachowań
negatywnych innnych osób.
terapia nie działa. bo i jak ma działać skoro rzucam ją w momencie,
gdy czuję, że jakieś zaufanie może wreszcie z trudem ale powstać.
życie umyka na szapranie się z całym światem. spadanie coraz
głębiej. uciekanie w pracę, ciągłe uciekanie gdzieś, przed czymś,
przed sobą.
i ataki na siebie. uderzenia pozwalające poczuć, odczuć, odnaleźć
chwilę. małe chociażby zniszczenia ciała, ból dają coś swojego,
ppczuć istnienie. i wyładować napięcie, rodzącą się co chwila agresję
Obserwuj wątek
    • little_emma Re: pustka 17.08.09, 12:05
      Ja tak trochę nie na temat, przynajmniej w tym poście.
      Ale masz nick:P Obawiam się, że będą Cię mylić z innym osobnikiem, który używa nicku bardzo podobnego. A że nie jest on zbyt lubiany, może się czasami i Tobie przez pomyłkę oberwać;)
      • katha_ko Re: pustka 17.08.09, 13:40
        mnie też się tak skojarzyło od razu...;)

        łatwo pomylić, zwłaszcza, jak dyskusja staje się ożywiona :P
    • katha_ko Re: pustka 17.08.09, 15:17
      mask0 napisał:

      > nic nie ma tak naprawdę, głęboko, tak dłużej niż przez chwilę.

      deficyt miłości, brak poczucia bezpieczeństwa, sympatii od siebie, poczucia
      wartości, prawda...? A te bodźce powodują tak silne emocje, aby tę pustkę,
      deficyt zasłonić...

      > terapia nie działa. bo i jak ma działać skoro rzucam ją

      O, sam(a) sobie odpowiedziałaś(eś) :)

      > głębiej. uciekanie w pracę, ciągłe uciekanie gdzieś, przed czymś,
      > przed sobą.

      Tylko, że przed sobą nie da się uciec, to jest niewykonalne i jest iluzją :)

      > chwilę. małe chociażby zniszczenia ciała, ból dają coś swojego,
      > ppczuć istnienie. i wyładować napięcie, rodzącą się co chwila agresję

      Czy tak wobec Ciebie postępowały ważne dla Ciebie (emocjonalnie) osoby? Tak, jak
      teraz Ty postępujesz wobec siebie?
      • mask0 Re: pustka 17.08.09, 17:18
        najgorzej, że to wiem. wiem, że prrzed sobą nie ucieknę. wiem, że
        powinienem zacząć się leczyć. kiedyś rzucając terapię myślałem, że
        już wszystko wiem. że pięknie sam sobie poradzę (terapeutka
        wyglądała na co najmniej jakąś taką wątpiącą :) i faktycznie jak się
        dzieje to wiem, ze się dzieje. i tyle. wiem ale się dzieje. nie
        jestem w stanie tego opanować. może nie chcę. to jeszcze bardziej
        chore.
        nie potrafię zaufać terapeutom. widzę sam, oni pewnie też, że w
        pewnej chwili zaczynam kluczyć, uciekać w inne tematy itp.
        usłyszałem juą ilka razy o pięknie składanych zdaniach, których
        długośc ma doprowadzić gładko do rozmowy o czymś innym...

        autoagresja pozwala poczuć chwilę. odczuć siebie. nie widzę, by była
        reakcją taką pkrostą na coś co było, na przemoc wobec mnie itp. bo
        tego nie było.
        • katha_ko Re: pustka 17.08.09, 17:34
          mask0 napisał:

          > reakcją taką pkrostą na coś co było, na przemoc wobec mnie itp. bo
          > tego nie było.

          Ok, a skąd w takim razie u Ciebie się wzięły zaburzenia?
          Jeśli chodzi o przemoc: mam na myśli nie tylko fizyczną, ale psychiczną,
          emocjonalną.
          • mask0 Re: pustka 17.08.09, 17:41
            nie wiem. są od tak dawna

            żyjemy i siłą rzeczy doświadczamy przemocy emocjonalnej. ale nic
            takiego co miałoby aż tak mocno wpłynąć. chyba.

            a przemoc nie jest chyba i tak odpowiedzią na wszystko
            • katha_ko Re: pustka 17.08.09, 21:33
              mask0 napisał:

              > nie wiem. są od tak dawna

              To warto by się nad tym zastanowić w końcu...

              > żyjemy i siłą rzeczy doświadczamy przemocy emocjonalnej.

              bzdura!!!! faktycznie, w dzieciństwie jesteśmy bezbronni i mamy niewielki jeśli
              jakiś wpływ na to, jak nas traktują dorośli. ale dorosły człowiek może to
              kupować lub nie. żaden dorosły człowiek NIE POZWOLI SOBIE na emocjonalną przemoc
              - jeśli tylko chce i potrafi lub gdy chce to zmienić. terapia.

              > takiego co miałoby aż tak mocno wpłynąć. chyba.

              Ale to jest nielogiczne. Skoro są zaburzenia to MUSZĄ być ku temu silne powody.
              Nic się nie dzieje bez przyczyny. Nie ma dymu bez ognia. Siła cierpienia
              świadczy o sile przyczyn powodujących to cierpienie.

              > a przemoc nie jest chyba i tak odpowiedzią na wszystko

              nie, niekoniecznie. odpowiedzią może być też coś mniej spektakularnego - BRAK
              czegoś. np. brak zainteresowania i madrej milosci
              • mask0 Re: pustka 17.08.09, 22:26
                wiesz, w kwestii prezmocy emocjonalnej w pełni się zgadzam -
                chodziło mi o to samo. dajemy się lub nie ale nie zmienia to faktu,
                że jej doświadczamy, w tym sensie, że stykamy się z nią. a już jak
                na nas działa to inna sprawa

                powody mogą być - chyba przyznasz - też różne. może cosik tam
                kiedyś, może zaburzenia genetyczne np. na co już niespecjalnie wpły
                mieć będzie wygrzebanie ich z otchłani struktur genetycznych
                naszych :)
                pewnie coś tam jest. terapia mi nie wywlekła.

                z terapią chciałbym się potrafić przekonać, zaufać, uwierzyć,
                otworzyć. ale nie umiem. przynajmniej przez te kilka miesięcy jak
                chodziłem - może niedługo ale jakiś obraz i terapii i siebie mam -
                niezbyt to wychodziło. może nie gta osoba, może nie ta terapia.
                zawsze jest jakieś może.

                ogólnie rozwalony dzisiaj jestem. może nieskładny też. ostatnio nie
                jest najlepiej. takie małe kawałeczmki gdzieś się porozsypywały i
                jakoś nie można ich pozbierać w całość tworzącą mnie
                • urocza_diablica Re: pustka 17.08.09, 22:50
                  Wiesz, z ta terapią mam podobnie. Po prostu nie widzę efektów, a
                  przynajmniej tak mi się wydaje. Nie ufam. Węszę podstęp. I często
                  myślę, że to troche do dupy, że muszę płacić obcej osobie, żeby mnie
                  wysłuchała i pomogła rozwiązać mi moje problemy. Poza tym ciężko mi
                  sie otworzyć, on mówi że nie tworzę relacji terapeutycznej. W ogóle
                  zaczęłam watpić w sens terapii, ale narazie daję szanse jemu i sobie
                  i tej terapii. W ogóle zaczynam się zastanawiać jak ma działać
                  terapia, czy ktoś mądrzejszy moze mi to wytłumaczyć? No bo czy da
                  się zmienić chore schematy myśleniowe?
                  • mask0 Re: pustka 17.08.09, 23:01
                    ja tak sobie obserwowałem co pani terapeutka próbuje ze mną robić i
                    jakoś tak nie udawało mi się jakiegokolwiek punktu zaczepienia
                    pt "coś to da" znaleźć.
                    fajna kobieta, fajny kontakt łapie ale jakoś tak... zresztą od
                    pewnego czasu ja z nikim nie jestem pełnego kontaktu chyba w stanie
                    złapać to pewnie i z nią nie miało wyjść :)
                    • urocza_diablica Re: pustka 17.08.09, 23:16
                      No to może z inną wyjdzie?:) Ja chyba za bardzo się spinałam, on
                      miał dość, gadałam o bzdurach, albo prowadziłam gierki słowne, albo
                      starałam się przyłapać go na błędzie, raz okazywałam, że go wcale
                      nie potrzebuję, a za tydzień przychodziłam z płaczem. Ale jakoś tak
                      w końcu spuściłam z tonu kiedy doszłam do wniosku, że to fajny
                      facet, dobry terapeuta i najzwyczajniej w świecie mnie rozumie.
                      Potrafi mnie przyprowadzido porządku i ostro skrytykować mimo że wie
                      że nie toleruję krytyki. I chyba to polubiłam. Dalej mam problem z
                      otwarciem się ale stwierdziam, że walę to i przynajmniej sobie z nim
                      będę gadać.
                      • mask0 Re: pustka 17.08.09, 23:23
                        moze wyjdzie :)
                        tylko może znowu będę miał podwójną wizję: 1. to nic nie daje 2.
                        wspaniale pomogę sobie sam (bo akurat osiągnałem chwilową wyżynę
                        nastrojową, gdzie wszystko jest łatwe i przyjemne; tylko że w chwili
                        wyżyny nigdy nie pamiętam jak krótko ona zwykle trwa)

                        to może właśnie tak jest. człowiek pobuntuje się trochę, wyciągnie
                        pazurki próbnie kilka razy a potem jakoś w końcu zaczyna się praca.
                        powoli może coś z tego wyjdzie
                        • urocza_diablica Re: pustka 17.08.09, 23:30
                          No niestety myślenie perspektywiczne nie jest moja najmocniejszą
                          stroną. Jak uda mi się osiągnąć wyżynę nastrojową to generalnie
                          wszystkie problemy mam gdzieś i zastanawiam się jaka byłam głupia
                          kiedy było gorzej. Tylko że z wyżynami nastrojowymi niestety jest
                          tak, że potem przychodzi nizina i wtedy też zapominam, że może byc
                          lepiej. I może terapia ma nas przygotować własnie na takie momenty?
                          • mask0 Re: pustka 18.08.09, 08:02
                            no właśnie. problemem jest jakiś taki zanik myślenia w kontekście -
                            teraz jest tak a później będzie inaczej. jest teraz i tyle. jak jest
                            dół to jest tylko on. jak jest wyżyna to jest tylko wyżyna. a
                            pomiędzy czasami uda się człowiekowi na chwilę zatrzymać i obejrzeć
                            co się dzieje. u mnie zwykle przebiega to tak: coraz gorze i gorzej,
                            wszechogarniająca pustka i wypranie z sensu, rodząca się wściekłość,
                            agresja, wyładowania niefajne i po pewnym czasie okres chwilowej
                            stabilizacji. czasami nawet trochę ta stabilizacja trwa. ale często
                            z takim strachem ciągłym o to, kiedy coś następnym razem uderzy.
                            niekiedy cały cykl szybko się bardzo zmienia. niekiedy nie.
                            kurde, jak ja nie lubię tej niemocy wpływania na swoje życie w tych
                            chwilach
                            • katha_ko Re: pustka 18.08.09, 08:50
                              A czytaliście "Uratuj mnie?". Tam jest pokazane, jak wygląda terapia bordera,
                              jak wygląda motywowanie siebie i ja bardzo można się zmienić. To lektura
                              obowiązkowa moim zdaniem
                              • mariemadelaine Re: pustka 18.08.09, 09:08
                                mam to samo.
                                ciagła niepewność, co mi strzeli do głowy.
                                działam popędami.
                                potem je sobie tłumaczę na logikę.
                                totalnie odwrotny proces!najpierw robię, potem myślę.
                                nigdy nie wiem jak skończy się dany wieczór.
                                związane jest to także z alkoholem...
                                • urocza_diablica Re: pustka 18.08.09, 13:27
                                  No ja mam podobnie. Tylko zawsze potem myślę czemu zdając sobie z
                                  tego sprawę i tak potem robię to samo. To jest po prostu silniejsze
                                  ode mnie. A po alkoholu to juz w ogóle masakra. A najgorsze jest to,
                                  że stwierdziłam że w sumie to lubię sie napić. I nie chodzi o picie
                                  zeby wpaść pod stół, chociaż czasem ostro przeginam, ale po prostu
                                  ten stan po kilku drinkach jest ok:) Najgorsze jest to, że często
                                  wtedy zupełnie puszczają mi hamulce. Nie dość, że normalnie odwalam
                                  jakieś numery to po alkoholu już w ogóle. Ale jest to dobra wymówka
                                  jak już zrobię coś głupiego.
                                  • mariemadelaine Re: pustka 19.08.09, 09:38
                                    ale jak potem trzeźwiejesz, to boli każde przypomnienie sobie
                                    minionych ekscesów...ja odwalam takie akcje, że strach sie bać.ale
                                    postanowiłam to zmienić. drugi dzień bez alkoholu dziś.świat mniej
                                    straszny jest na kacu.
                                    • urocza_diablica Re: pustka 19.08.09, 13:56
                                      Ja niestety mam tak, że na trzeźwo nie narzucam sobie praktycznie żadnych
                                      ograniczeń więc jak wypiję to już jest koniec. Na szczęście prawie zawsze jestem
                                      wtedy z kimś zaufanym, często mało to zmienia i i tak robię swoje, ale
                                      przynajmniej ktoś wtedy jest niedaleko. Niestety nawet na ślubie siostry się nie
                                      mogłam powstrzymać, odwaliłam niezłe numery, głupio mi z tym, wstydzę się tego,
                                      ale to mi w końcu dało do myślenia.
                                      • mariemadelaine Re: pustka 19.08.09, 15:22
                                        hm...ale z drugiej strony, świat bez alkoholu tez jest straszny.
                                        upijanie się to małe samobójstwa.ucieczki w niebyt na jakis czas.
                                        • czita88 Re: pustka 19.08.09, 22:47
                                          "upijanie się to małe samobójstwa.ucieczki w niebyt na jakis czas."

                                          Też lubię pić ale zwykle moje stany się wtedy nasilają, czy to
                                          dobre , czy złe, nienormalne. A że tak powiem pić do upadłego nie
                                          lubię i unikam tego. Lubię gdy świat wiruje przyjemnie i szybko
                                          kiedy zamykam oczy, ale nie lubię sie potykać o wlasne nogi i rano
                                          mieć luki w pamięci (raz się zdarzyło).

                                          A uwielbiam (łam?) palić zioło... Ta błogość... Zapomnienie,
                                          odcięcie się od tego co było, od lęku przed tym co będzie, tylko tu
                                          i teraz, piękno świata, muzyki, tego co widzę, wspaniali ludzie
                                          wokół mnie.... Tylko siedziałam i się tym co się wokół mnie działo
                                          rozkoszowałam, nic nie potrzebowałam... Ech...

                                          Dla zniechęcenia dodam, że jak już wszystko ze mnie "zeszło" to
                                          pojawiało się zniechęcenie do wszystkiego, ciągły lęk, dziwne
                                          poddenerwowanie, napięcie, i ogroomna pustka, bezsens wszystkiego.
                                          Inne narkotyki nie dawały tak błogiego stanu ale dzień po czulam się
                                          równie fatalnie ( +sto razy gorzej fizycznie :) ).
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka