Że tak niegramatycznie zacznę: No więc w końcu po 24 godzinach, przejechaniu łącznie ok. 1200kilometrów i przeleceniu około 2000 jesteśmy na miejscu. Barbelki wylądowały w Vassiliki- letniej miejscowości na południu Lefkady. Pierwszy raz na Wyspach Jońskich. Eksploracja rozpoczęta. Ale od początku: na sam pierw przepraszam za wszelkie błędy, ale na pysk padam i tylko kinol mnie podtrzymuje w pozycji w miarę pionowej przy kompie. Jedno piwo wypite do kolacyjnego stifado- a czuję się już lekko trafnięty. Za stary już jestem na tak extremalne wypady. Zaczęło się wczoraj gdy o 18 w samochód się zapakowaliśmy i kierunek- jak czterej pancerni i pies- na Berlin obraliśmy. Stolicę Niemiec około 2 w nocy zdobyliśmy, potem klasycznie samochód na parkingu, z parkingu transfer na Schoenefeld i w hali odlotów na swoją kolejkę czekaliśmy. EasyJet punktualnością się wykazało i o 06.10 czasu lokalnego odbiliśmy się od Matki Ziemi, by po pozornych 4 godzinach (pozornych, bo w powietrzu zmiana czasu magicznie nastąpiła) o 10 w Atenach wylądowaliśmy. Tu samochód jak zwykle bezproblemowo czekał (jak zwykle, bo zawsze z tej samej firmy bierzemy) i kierunek na zachód. Po drodze dwa cuda ręcyma człowieka stworzone oglądaliśmy: pierwszy to Kanał Koryncki. Wprawdzie rok temu już go obejrzałem, ale i tak robi ogromne wrażenie. Drugi cud to most Rion-Antirion. Widok zapierający dech w piersiach, przejazd po nim także pozostawia niezatarte wrażenia, ale trasa dalej do Mesalongi także pięknem powala. Niestety z powodu braku sił i piasku sypiącego się spod powiek nie udało się pójść za radą Sebastiana naszego forumowego i zahaczyć o drogę Astakos-Mitakas- to następnym razem w przyszłości. Po kilku sesjach fotograficznych w drodze w końcu parę minut po 18 zawitaliśmy do Vassiliki- ślicznie położona wioska, która teraz w sezonie przeistacza się w Mekkę windsurfingowców. Po rozpakowaniu się i orzeźwieniu kąpielą w basenie udaliśmy się w teren po połechtać zmysły smaku. I połechtaliśmy

smacznie było. Grecka kuchnia w Grecji to mistrzostwo świata. A teraz już dogorywam i marzę tylko o tym, by w horyzontalnej się znaleźć pozycji. Jutro słodkie lenistwo i całą dzisiejszą trasę odreagujemy. To tyle. Kalinichta Wam.