dorasia1
12.08.11, 15:27
...z kubka z tym napisem pijałam sobie przez kilkanaście dni poranną kawkę, siedząc na balkonie i obserwując jak budzi się Roda. Z drugiej strony kubka był rysunek przedstawiający Korfu. A ja się zastanawiałam jak matce-naturze udało się zmieścić tyle piękna na tak małym skrawku ziemi.
Ale po kolei. W poniedziałek wykupiliśmy lasta, w środę, pięć godzin po trzaśnięciu drzwiami domu (w ulewnym deszczu) wylądowaliśmy w krainie słońca, błękitu i soczystej zieleni.
Po godzinie od wyjazdu z lotniska w Korfu, przybyliśmy do hotel Silver Beach. 3*, opcja z HB (bo tylko taka była możliwa). Hotel z zewnątrz b.przyzwoity, pokoje lekko klaustrofobiczne, winda, długie korytarze, zwyczajnie o jakieś 60 pokoi za duży. Tego nie lubimy, ale nie zamierzaliśmy marudzić, szczęśliwi że udało nam się wreszcie wyrwać. Wykupiliśmy 2 dwójki.
Sympatyczna recepcjonista spytała się, czu zgodzimy się pojutrze rano przenieść do "apartamentu"? Zgodziliśmy się. (dla niewtajemniczonych- apartament to 2 pokoje z wyposażonym aneksem kuchennym, w standardowej dwójce nie ma nawet szklanki). Tymczasem wrzuciliśmy bagaże do pokoi (chłopaki dostali pokój piętro niżej) i ruszyliśmy przywitać się z morzem. Uwielbiam ten moment. Po drodze wstąpiliśmy do sklepu po Mythosa i rycynkę. Uwielbiam atmosferę greckich "marketów", tych z mydłem i powidłem, zapach "tradycyjnych" greckich wyrobów. Stęskniłam się nawet za widokiem tych wszystkich tandetnych pamiątek... Dzieciaki opędzlowały po gyrosie i
"zaopatrzeni" udaliśmy się w bok od plaży miejskiej, gdzie w szpitalnym szyku stały rzędy leżaków, aby znależć jakieś miejsce dla siebie. Wkrótce znależliśmy 2 drzewa dające miłosierny cień, piasek, trochę skałek. Chłodząc się w cudownie ciepłej, krystalicznie czystej wodzie z zaciekawieniem przyglądaliśmy się Rodzie, która przycupnęla w zatoczce na tle pokrytych zielenią gór. Poza sezonem mieszka tu ponoć ok. 300 osób. Jest kilka starych uliczek, ze starymi domkami, jest nawet mini-promedana (ze starymi domkami nieco "podrasowanymi"), jest mini-molo (czyli mostek prowadzący na mini-wysepkę, przy której jest mini port).
Za naszymi plecami, w dali, widać było majestatyczne góry Albanii.
I tak zaczęly się nasze wakacje 2011,które można określić jako "niespodzianka" i "fart".