Wróciliśmy z upału w upał w czwartek. Kreciątko dało nam na Krecie popalić,
chyba jej nie kocha tak jak my

(
Mniejsza z tym, plan zwiedzania zrealizowany w 100 %.
Samochodzik z Autowaya

spisał się na medal.
1. dnia zobaczyliśmy: Kritsę z Panagia Kera, Lassithi, krótki postój w
Eloundzie (niech babcia popatrzy

.
2. dnia z racji spotkania ze znajomymi w połowie Krety odwiedziliśmy po
latach Retymnon i utwierdziłam się w tym, że to moje ulubione miasto na Krecie
3. dnia sami, a Kreciątko z babcią. Przez Ierapetrę ruszamy na frappe do
Mirtos, a potem cofamy się do Ierapetry i południowym wybrzeżem ruszamy w
stronę Ziros, a z Ziros na Xerokambos. Cudownie!!! Potem do Kato Zakros.
Rewelacyjnie!!! Pałac minojski i pyszne jedzenie przy plaży. Koniec świata,
koniec Krety, niesamowicie tam pięknie.
4. dnia zawieźliśmy Kreciątko i babcię na Vai (też już kiedyś przez nas
odwiedzone, babcia po drodze zobaczyła Toplou.
KTELami dotarliśmy do Agios Nikolaos (nic mnie w tym mieście nie urzeka) i
Sitii (wręcz przeciwnie, bardzo miłe miasteczko)
"Nasze" Istro/Kalo Chorio było b. przyjaznym dziecku miejscem i chwile
plażowe też były przyjemne. Piękna plaża Vulisma była niedaleko wcale od
hotelu.
Nie udało nam się zobaczyć płaskowyżu Katharo i Moni Feneromeni, ale cóż...
Jest powod, by jeszcze raz na Kretę przyjechać.
Ten czwarty raz był inny niż 3 poprzednie, z racji Kreciątka. Taki wiek, że
wszystko było NIE. Ale w chwilach wytchnienia można było popatrzeć na
szmaragdowe morze, zamyślić się z kieliszkiem wina w ręku czy spróbować
pyszności (najlepszą musakę w życiu jadłam w Sitii)
Zazdroszczę tym z Was, którzy dopiero do raju jadą

))
Pozdrawiam serdecznie
Kretka