kriss67
26.05.06, 22:23
Witam sredecznie wszystkich:)
Na placu Zamkowym odbył się wiec rowerowy, jako że ostatni piatek miesiąca,
czyli tradycyjny termin Warszawskiej Masy Krytycznej. Niestety, pozwolenie
dostalismy tylko na wiec, na przejazd już nie. Zgodnie z zaleceniami włodarzy
stolicy po spotkaniu pod kolumną kolega Skeler zakończył impreze. I co było
dalej....
O dziwo okazało sie, że zupełnie nieznane sobie osoby wybrały sie na
wycieczke po Wawie w tym samym kierunku. I tak wyruszyła całkiem przypadkowa
grupa kilkustet osób (może 1000) do centrum i na Prage.
Trasa kapitalna, Marszałkowska, Jana Pawła, Aleje Jerozolimskie, znowu
Marszałkowska, znowu Jana Pawła, wreszcie Niepodległości.
W końcu turyści zapragneli przetestować nowo oddaną jezdnie Marszałkowskiej.
Bardzo przypadł om do gustu plac Zbawiciela, na którym rowerzyści wykonali
kilka rundek. Ktoś niesmiało zaczął skandowac "gdzie jest ścieżka", i tłum
jak to tłum, podchwycił ten podejrzany okrzyk. Piesi na chodnikach
przygladali sie z usmiechem i nieskrywanym aplazuem. Jedna z pań stojących na
chodniku spytała sie pierwszego z brzegu rowerzystę, skąd was tu tylu. A
chłopak odrzekł : a nie wiem, sam zachodze w głowe skąd oni sie wzieli...
Dodatkowe atrakcje zaczeły sie przed rondem Dmowskiego. Do tutrystów
dołaczyły słuzby mundorowe, które dzielnie towarzyszyły nam prawie nad samą
Wisłę.Policjantom widocznie znudziła sie akcja B16, i zaprgneli pojedzic wraz
z nami po Parku Agrykola i okolicach. Co dalej sie działo to juz tajemnica
operacyjna (Dziennik Ustaw o Kontroli Publikacji i Widowisk....itd).
Było troche ciuciubabki z dzielnymi słuzbami mundurowymi, ale piekno okolic
Muzeum Ziemi itp wynagrodziło wszystko.
I tak turyści szczesliwie dotarli na Prage, gdzie skierowali sie tłumnie w
pewne miejsce.
Trzeba przyznać, że ten przypadkowy przejazd przeszedł do historii. Wrażenia,
widoki, emocje niesamowite.....
I o dziwo, ta grupa przypadkowych ludzi, doskonale radziła sobie z
organizacją. Poza jednym drobnym incydentem na Niepodległości nie było
rzadnych zgrzytów.
I tempo kapitalne, jak na odbywającym sie równoległe Giro di Italia. Grupa,
którą przyłapało czerwone światło, musiała doginać na maxa żeby czoło
peletonu dojść. Piekne dzieki wszystkim za wspaniały wiec pod Zygmuntem i
potem niesamowitą, spontaniczną jazde:):)
Trzeba to powtórzyc, koooniecznie:)
Pozdro
Krzysztof