Forum Sport Rowery
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    [rzepa] art. o wolontariuszach - czyli o nas

    16.01.07, 08:48
    Pani redaktor Anna Brzezińska podsumowała działanie "wywrotowców" czyli ludzi
    trzęsących tych miastem. Od fanatyków z fundacji Przemka Paska Ja Wisła, WMK
    po wolontariuszy z Hospicjum. Polecam:
    rzeczpospolita.pl/dodatki/warszawa_070113/warszawa_a_2.html
    SPOŁECZEŃSTWO

    Armia wolontariuszy zakasała rękawy i poprawia Warszawę


    Pracują w hospicjach i schroniskach dla zwierząt. Dbają o wygląd miasta i
    bronią zabytków. Opiekują się bezdomnymi i... myją okna sąsiadom. Nie dostają
    za to ani złotówki. Zapytani, dlaczego to robią, odpowiadają: bo ktoś musi


    W odbywających się co miesiąc Masach Krytycznych bierze udział nawet kilka
    tysięcy osób
    JERZY DUDEK

    Latem Przemek Pasek z Ja Wisła organizuje bezpłatne rejsy łódką "Stworą"
    ROBERT GARDZIŃSKI

    Społeczność Chrześcijańska zaproponowała sąsiadom mycie okien
    KUBA KAMIŃSKI
    W stolicy działa rekordowa liczba organizacji pozarządowych. Podczas gdy na
    Śląsku jest ich 5,5 tys., w Małopolsce tylko 4,5 tys., w Warszawie działa
    ponad 11 tys. A liczbę wszystkich wolontariuszy szacuje się na kilkadziesiąt
    tysięcy.


    Jak wrak ożywił Wisłę

    Była połowa lat dziewięćdziesiątych, gdy Przemek Pasek dostrzegł w kanale
    Portu Czerniakowskiego zatopiony wrak przeżartej przez rdzę barki. Trochę dla
    zabawy, za symboliczną złotówkę, odkupił ją od Warszawskiego Towarzystwa
    Wioślarskiego. Razem z przyjaciółmi wyciągnął wrak z mułu, wylał z niego wodę
    i oczyścił. W tym samym tygodniu na barce -ochrzczonej "Herbatnik" - odbyła
    się pierwsza impreza. - Wtedy zrodził się pomysł organizowania w Porcie
    Czerniakowskim koncertów i projekcji filmowych. Były to tylko nieśmiałe
    marzenia -wspomina chłopak.

    W 2005 roku Przemek założył fundację Ja Wisła działającą na rzecz rzeki.
    Zdobył pierwsze dotacje z ratusza na organizację imprezy. - Rany, nie miałem
    pojęcia jak to się robi, do kogo trzeba iść, jak wypełnić druki - opowiada.

    Dziś przy wsparciu ratusza organizuje m.in. plenerowe pokazy filmowe i rajdy
    rowerowe (w 2006 r. uczestniczyło w nich ponad 10 tys. osób). Wiele imprez
    fundacji odbywa się przy"Herbatniku". Fundacja ma wielkie plany. Dlatego
    działalność kulturalną łączy z ekologiczną. Dzięki jej staraniom udało się
    m.in. wstrzymać wycinkę 10 tys. nadwiślańskich drzew. -Chcemy stworzyć
    Skansen Rzeki Wisły -mówi Przemek.

    Od 1998 roku działa inna organizacja, która dba o ekologię. Jej obecność
    widać w każdy ostatni piątek miesiąca na pl. Zamkowym. Tuż przed godz. 18
    zbierają się tu tysiące rowerzystów. Ich przejazd przez miasto, tzw. Masa
    Krytyczna, to już tradycja.

    - Pomysł zrodził się w San Francisco w 1992 roku, a do nas dotarł 6 lat
    później - opowiada Marcin Czajkowski, jeden z twórców MK.

    Dla cyklistów kolorowe, wypełnione muzyką parady to nie tylko zabawa. - Jak
    przynajmniej raz na miesiąc urzędnik stanie w korku spowodowanym przez nasz
    przejazd, to może uświadomi sobie, jak ważne jest inwestowanie w ścieżki
    rowerowe - tłumaczy Czajkowski.

    Dzięki tym spotkaniom rowerzyści zostali dostrzeżeni przez ratusz, który nie
    zawsze był im przychylny.


    Pastorzy myją okna

    Niektórzy pracę społeczną rozpoczynają i kończą na własnym podwórku, i to
    dosłownie. - Mój dom zaczyna się nie na progu mieszkania, ale na chodniku
    przed budynkiem -mówi Jarosław Chołodecki, współzałożyciel prężnego ruchu
    sąsiedzkiego - Stowarzyszenia Mieszkańców Ulicy Smolnej. Lokatorzy kamienicy
    zintegrowali się w obliczu zagrożenia, jakim w 2004 r. byli goście
    kontrowersyjnego klubu Labirynt. Później razem wyremontowali klatki schodowe
    i bramy, oczyścili ulice z pornoulotek, a fasady kamienic z graffiti.

    - Nic tak nie łączy, jak wspólny wysiłek -przyznaje Dawid Wawrzyniak ze
    Społeczności Chrześcijańskiej, która od dwóch lat bezpłatnie myje okna na ul.
    Puławskiej. -Mało kto chciał nam uwierzyć, że pracujemy w ramach sąsiedzkiej
    samopomocy, bo to takie niewarszawskie.

    Dodaje, że dzięki tej pracy poznaje się wielu ludzi. -Poprzednim razem wśród
    170 wolontariuszy było m.in. 3 pastorów, 15 policjantów i 4 hiphopowców -
    wymienia.

    Kiedy już wszystkie okna na Puławskiej są umyte, wolontariusze idą razem
    oddać krew.

    Społecznicy często muszą długo czekać na efekty swojej pracy. Przekonali się
    o tym obrońcy zabytków. Ich Społeczny Projekt Rewaloryzacji Ulicy Ząbkowskiej
    udało się wprowadzić wżycie dopiero po kilku latach, kiedy z pomocą przyszły
    władze dzielnicy.

    Dzięki zmianom Ząbkowska doczekała się własnego festiwalu, czyli Praskich
    Spotkań z Kulturą. Już od trzech lat jesienią ulica zamienia się na jeden
    dzień w artystyczny jarmark z happeningami, spektaklami teatrów offowych,
    wystawami i koncertami. W tym dniu prascy artyści otwierają dla zwiedzających
    galerie i studia.

    Na początku festiwal organizowały praskie stowarzyszenia promujące kulturę,
    m.in. Art Barbakan. Pomogły też władze dzielnicy. Teraz włączyły się
    ogólnowarszawskie stowarzyszenia.

    Tej wiosny kolejna praska ulica będzie miała swoje święto - festiwal odbędzie
    się na ul. Brzeskiej. - Co jak co, ale ta ulica nigdy nie miałaby szans
    kojarzyć się z działaniami kulturalnymi, gdyby nie społecznicy - podkreśla
    Irena Chmiel z Wydziału Kultury urzędu Praga-Północ.

    Presji silnego lobby poddawane są też władze Śródmieścia. Powstałe w 1996 r.
    Stowarzyszenie Nowy Świat nieustannie zabiegało u nich o sezonowe zamknięcie
    ulicy i organizację imprez. Udało się dopiero dwa lata temu.

    Latem Nowy Świat zmienia się w deptak, a zimą rozbłyska eleganckimi
    dekoracjami. Gorzej z wydarzeniami kulturalnymi. - Dzieje się tu coraz
    więcej, ale ciągle nie doczekaliśmy się kontynuacji Święta Nowego Światu,
    które po raz ostatni zorganizowaliśmy w 1997 roku - mówi Witold Fizyta ze
    stowarzyszenia. -To drogie przedsięwzięcie, którego sponsorzy nie chcą w
    całości finansować.

    Dlatego społecznicy lada dzień po raz kolejny pójdą po dotacje do ratusza.


    Polityka a bezinteresowność

    Czym poza zachwytem i uznaniem mieszkańców może zaowocować ta gigantyczna
    praca? Sukcesem wyborczym.

    Podczas tegorocznych wyborów samorządowych na Ochocie duże poparcie zyskali
    ci kandydaci, którzy udzielają się w organizacjach społecznych: Mariusz
    Prządek (Towarzystwo Przyjaciół Dzieci), Mirosława Kątna (Komitet Ochrony
    Praw Dziecka) czy Maurycy Seweryn (Towarzystwo Inicjatyw Społecznych Troska).
    Ten ostatni został nawet wiceburmistrzem dzielnicy.

    -Ludzie nie zawiedli się na mnie - mówi Maurycy Seweryn. - Wiedzieli, że
    startuję nie z przyczyn ambicjonalnych, by zaistnieć jako polityk, ale po to,
    by skuteczniej pomagać innym.

    Biuro Troski w piwnicy bloku przy ul. Sękocińskiej na Ochocie Seweryn
    otworzył w 2004 roku. Wokół siebie zgromadził garstkę wolontariuszy. Dziś ma
    ich ponad 100. Pomagają niezaradnym i najbiedniejszym.

    - Ludzie wstydzą się nieszczęścia. Musimy sprawić, by się przełamali -
    wyjaśnia Seweryn. - Dlatego starannie dobieram wolontariuszy. To nie mogą być
    zimne skurczybyki, ale osoby otwarte na innych.

    Jego organizacja m.in. udziela bezpłatnych porad prawnych (pomogła ok. 900
    osobom) i psychologicznych, organizuje dni działkowca i mikołajki (w tym roku
    dla ok. 250 dzieciaków). - Dziś trudno sobie wyobrazić funkcjonowanie
    samorządu bez współpracy ze społecznikami -mówi Marta Sokołowska z biura
    pełnomocnika prezydenta ds. organizacji pozarządowych.

    Wylicza, że bez pracy społeczników nie działałyby m.in. kluby sportowe. Nie
    miałby kto organizować młodzieży czasu wolnego. Nie miałby kto zajmować się
    bezdomnymi (dziś w 100 procentach opiekę nad nimi pełnią organizacje
    pozarządowe). Nie funkcjonowałyby też schroniska dla zwierząt i hospicja, w
    których w większości pracują wolontariusze.

    -Wypełniamy lukę, której nie są w stanie wypełnić urzędnicy. Bez nas by sobie
    nie poradzili, bo
    Obserwuj wątek
      • gromanik dokończenie 16.01.07, 11:07
        nasz czas pracy nie jest limitowany -mówi Ewa Flatau, dyrektor Warszawskiego
        Hospicjum Społecznego pomagającego od 20 lat chorym i ich rodzinom, m.in. ze
        Śródmieścia, Bielan i Żoliborza. -Członkowie naszego stowarzyszenia to
        wolontariusze. Pracują za słowo: dziękuję.


        Społecznicy mają pod górkę

        Społecznicy skarżą się, że w ratuszu każdą złotówkę trzeba sobie wychodzić,
        wyprosić. Często, kiedy już im się uda przekonać urzędników do pomysłu`,
        obiecane pieniądze wpływają nie przed, lecz już po rozpoczęciu działań.

        - Utyskują też na nadmiernie rozbudowaną administrację, niejasne kryteria
        przyznawania środków i konkursy preferujące jednych wykonawców, a
        dyskryminujące innych - wylicza Jan Herbst ze Stowarzyszenia Klon/Jawor
        badającego organizacje pozarządowe.

        Z analiz, które stowarzyszenie przeprowadziło w 2004 r., wynika, że w Warszawie
        i na Mazowszu społecznicy są bardziej krytyczni w ocenie współpracy z
        administracją niż w innych częściach Polski. Czy polityka prowadzona przez nową
        prezydent poprawi notowania urzędników?

        - Do tej pory organizacje te były traktowane po macoszemu - przyznaje Hanna
        Gronkiewicz-Waltz. -Chcę, by stały się naszymi partnerami, tym bardziej że
        często wydają pieniądze efektywniej niż administracja.

        Prezydent zapewnia, że chce zawierać z organizacjami, szczególnie tymi o
        ugruntowanej już pozycji, umowy wieloletnie. - Dla miasta to korzystne
        rozwiązanie, bo ogranicza biurokrację - tłumaczy.

        Społecznicy cieszą się z tych deklaracji, ale są ostrożni: na pierwsze efekty
        współpracy trzeba poczekać.

        ANNA BRZEZIŃSKA, ALEKSANDRA PAULSKA

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka