Forum Sport Rowery
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    [PRASA] Marcin, który ciągnie...

    02.05.08, 20:17
    Znalazłem coś w Gazecie Wyborczej (Stołeczna str. 7). Jeśli ktoś chce to mogę
    skan wysłać na maila. Cyfrowy klon na portalu podaję poniżej.

    miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,5173955.html
    Treść:
    " - Masa Krytyczna nie będzie jeździć do końca świata. Przestaniemy, kiedy w
    Warszawie rowerzyści będą mieli to, o co walczą. Ale kilka lat jeszcze musimy
    masować - mówi Marcin Myszkowski. To on z garstką kolegów od sześciu lat
    napędza rowerową Masę Krytyczną - organizowane w ostatnie piątki miesiąca
    przejazdy setek albo tysięcy rowerzystów przez miasto, aby władze pamiętały o
    ich potrzebach.

    Marcin Myszkowski: To ja podjadę do "Gazety", skoczę na rolkach.

    Wojciech Tymowski: Taki kawał, spod Konstancina?

    - Na rolkach jadę kawałek, przez moją wieś do przystanku - dwa kilometry,
    potem już autobusem, w Warszawie znowu na rolkach.

    To chyba rzadki widok w twojej wsi - facet na rolkach?

    - Chyba tylko ja to robię. Ale skoro zostałem wybrany do rady sołeckiej, to
    znaczy, że to nie wydaje się dziwne.

    Półtorej godziny później

    To gdzie te rolki?

    - Już w plecaku, proszę, zobacz...

    Myślałem, że przyjedziesz rowerem.

    - Wyszło szybciej autobusem, bo nie było korków. Często jeżdżę najpierw
    rowerem lub na rolkach do przystanku, a dalej autobusem. Jeśli jest korek, to
    omijam go na rowerze. Po Warszawie poruszam się zwykle rowerem. Bywa, że
    zostawiam go na parkingu "parkuj i jedź" przy metrze Wilanowska i dalej jadę
    metrem. W pobliżu stacji Centrum mam uczelnię i siedzibę Zielonego Mazowsza. Z
    Wilanowskiej do tych miejsc jadę na rolkach, specjalnych, do szybkiej jazdy. W
    lecie są nawet wygodniejsze niż rower, bo tyłek się nie poci.

    A jaki jest twój rower?

    - Bardzo często zmieniam rowery. Teraz mam przywieziony z Niemiec za 800 zł.
    Ma napęd na wał Kardana czyli nie ma łańcucha. Dobrze, bo łańcuch to pierwszy
    element w rowerze, który się psuje.

    Ten rower to nie jest kolarzówka?

    - Nie, kolarzówek nie lubię. Wąskie koła nie nadają się na dziury w jezdniach.
    Poza tym kolarzówka jest mało wygodna.

    A jaki jest wygodny rower?

    - Damka. Nie trzeba nogi przerzucać nad ramą.

    Ale chyba nie jeździsz damką?

    - Właśnie że jeżdżę. Skoro to jest wygodny rower i ma wygodne szerokie siodło,
    to czemu nie? Nie ma sensu argument, że akurat rower z ramą jest bardziej męski.

    I na tej damce jeździsz po mieście?

    - Tak, także po Śródmieściu, gdzie nie ma tras rowerowych.

    Jak się czujesz między samochodami?

    - Wiem, że to niebezpieczne, ale nie mam duszy na ramieniu. Zakładam kamizelkę
    odblaskową. Sam ją zaprojektowałem - ma paski i żółte, i pomarańczowe, bo
    czasem jedne są lepiej, a drugie gorzej widoczne.

    A nie zakładasz ubrań rowerowych, spodenek, koszulki?

    - Nie. Czasem nawet dziwię się, gdy ktoś w stroju kolarza goni przez miasto na
    górskim rowerze. Ja jestem rowerzystą miejskim, kolarskich strojów nie potrzebuję.

    A w co się ubierasz na rower w zimie? Jeździsz podobno cały rok.

    - Robię przerwę, gdy jest minus 20. Mniejszy mróz mi nie przeszkadza. Mam
    dobre rękawiczki, bo to podstawa, i cienką, ale ciepłą kurtkę. Przy większych
    mrozach zakładam na stawy ochraniacze od rolek.

    Jeździsz rowerem w dalsze trasy?

    - Bardzo rzadko jeżdżę rowerem turystycznie. Kiedy mam czas, wolę wsiąść w
    pociąg i pojechać zwiedzić inne miasto. Używam roweru codziennie, tak jak inni
    samochodu. Z praktyki wiem więc, że taka jazda po Warszawie nie jest ani
    bezpieczna, ani przyjemna. Ale właśnie po to organizujemy Masę Krytyczną - by
    przypominać władzom, żeby to się zmieniło. Rowerzyści są tak samo ważni jak
    kierowcy i piesi.

    Ile osób było na ostatniej Masie?

    - Około 1600.

    Przewodzisz temu zgromadzeniu?

    - Hm... ja to razem z kilkoma kolegami organizuję.

    Ale jedziesz na czele.

    - No tak. Ostatnio ciągnę rikszę, na której jest sprzęt nagłaśniający i
    generator prądu. Jedziemy z hukiem, ale dzięki temu jest wesoło. Za jakiś czas
    będziemy jeszcze ciągnąć scenę z zespołem grającym na żywo. Myślę, że
    charytatywnie zagrają u nas znani muzycy. Oni też chcą tego samego: by
    powstawały nowe ścieżki rowerowe, pasy dla rowerzystów, by na ulicach
    rowerzyści mieli zapewnione bezpieczeństwo.

    Ta wasza walka coś daje?

    - Coś. Jest już np. zarządzenie prezydenta miasta, że inwestycje rowerowe
    muszą być z nami konsultowane i że nowe ścieżki mają być z asfaltu, nie z
    kostki brukowej. Na tych wybrukowanych bardzo szybko robią się nierówności i
    przyjemność jazdy znika.

    Niedawno udało nam się przekonać urzędników do lepszego wzoru stojaka
    rowerowego. Obecne są mało funkcjonalne. Można przypiąć tylko koło, rower może
    się przewrócić, nie mówiąc o tym, że złodziej odkręca koło i odchodzi z
    rowerem. My domagamy się stojaka, do którego można przypiąć rower w kilku
    miejscach, który jest dobrą podporą, ma kształt odwróconej litery "U". Od pół
    roku pilnujemy, żeby wszystkie stojaki montowane przez miasto były w tym
    kształcie, i poza Krakowskim Przedmieściem robimy to skutecznie.

    Urzędnicy się wami interesują?

    - Pani prezydent raz się nawet z nami przejechała, ale wtedy prowadziła
    kampanię wyborczą. Jednak nie chcę narzekać. Co tydzień jesteśmy na radach
    technicznych u inżyniera ruchu i opiniujemy projekty ścieżek rowerowych.
    Zgłaszamy sporo zastrzeżeń, bo projektanci nie są - mówiąc delikatnie -
    przeczuleni na punkcie potrzeb rowerzystów. Zakręt na ścieżce rowerowej pod
    kątem 90 stopni, krzyżowania ścieżek z chodnikami dla pieszych wciąż się
    zdarzają. Ale coraz częściej inżynier ruchu bez naszej akceptacji nie aprobuje
    projektu.

    Kiedy to wszystko się zaczęło?

    - Pojechałem na spotkanie Zielonego Mazowsza w 2001 roku w Parku Saskim.
    Zapisalem się do nich i taka zacząłem działalność w organizacji rowerowej. Rok
    później zacząłem zajmować się Masą Krytyczną. W 2002 w czerwcu zaprojektowałem
    ulotkę, którą ze znajomymi rozdawałem rowerzystom. Może dzięki temu zebrało
    się dużo osób, chyba z 500. To się musiało przekształcić w coś regularnego,
    tak jak na całym świecie.

    Ale wtedy mieliście starcie z policją?

    - Policja chciała przerwać przejazd kilkuset rowerzystów przez centrum. Z
    radiowozu nadawali komunikaty, że mamy się rozejść. Nie skutkowało. W końcu
    oddziały prewencji zrobiły szpaler na placu Konstytucji i nie mogliśmy jechać
    dalej. Ale porozdzielaliśmy się na grupki, a po jakimś czasie większość
    spotkała się na placu Zamkowym. Tam policja spisała wszystkich. Mnie nawet dwa
    razy. Policjanci twierdzili, że bardzo dużo przepisów złamałem. Jeden z
    zarzutów był taki, że nie przestrzegam przepisu o konieczności posiadania przy
    rowerze urządzenia do wydawania nieprzeraźliwego sygnału dźwiękowego. A ja na
    kierownicy miałem gumową piszczałkę w kształcie pingwinka - widocznie została
    uznana za przeraźliwą. Inny zarzut: grupa powyżej 15 osób poruszała się
    nielegalnie.

    Policjanci chcieli mi wręczyć mandaty. Nie przyjąłem, sprawa poszła do sądu. A
    ponieważ spisało mnie dwóch funkcjonariuszy i każdy coś innego mi zarzucał,
    dostałem dwa wezwania w dwóch różnych sprawach. Stawiałem się trzy razy w
    sądzie grodzkim na ul. Kocjana na Bemowie.

    Było groźnie?

    - Przeciwnie, chwilami nawet zabawnie. W pierwszej sprawie zostałem uznany za
    winnego. Uzasadnienie było mniej więcej takie, że popieram inne osoby, które
    coś przeskrobały. I musiałem zapłacić 100 zł kosztów sądowych

    W drugiej - za udział w nielegalnym zgromadzeniu - zostałem uniewinniony.

    To cię nie zniechęciło do organizowania Masy?

    - Nie, wręcz wzmocniło. Myślę nawet, że gdyby tej policyjno-sądowej zaprawy
    nie było, to nie wiadomo, czy ta impreza dziś by się odbywała.

    (...)"

    c.d.n.
    Obserwuj wątek
      • freaky_mati Re: [PRASA] Marcin, który ciągnie... 02.05.08, 20:23
        c.d.

        "(...) Teraz współpracujecie z policją?

        - Teraz tak, wszystko układa się bardzo dobrze. Zaraz zresztą po incydentach na
        placu Zamkowym komendant stołeczny zaprosił rowerzystów na spotkanie. Przyszło
        kilka osób, policja przekonywała nas, że musi mieć nad tym kontrolę. Dogadaliśmy
        się. Przed każdą Masą składamy potrzebne papiery. Jest ich siedem: pięć trzeba
        rozwieźć po urzędach, dwa nadać faksem. Policja ochrania nasz przejazd. To nie
        jest do końca zgodne z ideą Masy jako spontanicznej akcji bez żadnych zezwoleń,
        ale trudno. Uczestników jest coraz więcej - dotychczasowy rekord to 2360 osób.
        Stwierdziliśmy więc, że nie da się inaczej.

        Nie wszyscy są zadowoleni z waszej aktywności - blokujecie na kilka godzin ulice
        w centrum Warszawy. Kierowcy złorzeczą.

        - Rzadko nas krytykują. Jeśli już, to raczej w internecie niż bezpośrednio. Na
        forum Gazeta.pl zawsze pod artykułami o nas pojawiają się krytyczne głosy. Chyba
        wciąż te same osoby tam gardłują.

        Trudno zorganizować Masę?

        - Dla mnie to sama przyjemność. Tak jak i jazda na rowerze. Już teraz planujemy
        trasę na 30 maja. Długi weekend w tym nie przeszkadza.

        Na waszej stronie internetowej napisałeś, że w Budapeszcie na kwietniowej masie
        krytycznej było 80 tys. osób.

        - To była największa na świecie rowerowa masa krytyczna. Ale w Budapeszcie masy
        zawsze są imponujące. Nic dziwnego, że na Węgrzech politycy zauważyli siłę
        rowerzystów. Podczas ostatnich wyborów każda partia miała jakiś program
        rowerowy. W tym kraju wiele przepisów udało się już zmienić na korzyść rowerzystów.

        Aktywność rowerzystów obserwujecie też w innych krajach.

        - W Berlinie już nie organizują masy. Tam dla rowerzystów już jest wszystko OK.
        Raj w mieście.

        Kiedy u nas tak będzie?

        - W Warszawie jest coraz lepiej, ale sytuacja zmienia się powoli. Chyba jeszcze
        kilka dobrych lat musimy naciskać na władze. Ale nie martwię się tym. Mam dobrą
        kondycję m.in. dzięki temu, że jeżdżę na rowerze, więc na kolejne kilka lat Masy
        starczy mi pary."

        Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
        pełny tytuł: "Marcin, który ciągnie Masę"

        --
        Pozdrawiam,
        Mati
      • freaky_mati Re: [PRASA] Marcin, który ciągnie... 04.05.08, 13:42
        freaky_mati napisał:

        > Jeśli ktoś chce to mogę skan wysłać na maila.

        W sumie już nie muszę; wrzuciłem to na neta:
        img114.imageshack.us/img114/733/skelerhh1.jpg
        img128.imageshack.us/img128/3328/skeler2slu4.jpg
        Pozdrawiam,
        Mati

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka