A moze napisalibyscie troche o tym, jak to Wasze dwu/wielojezyczne dzieci zaczynaly mowic...?

Chodzi mi o pierwsze slowka...
Moj synek skonczyl wlasnie 17 miesiecy. Mieszkamy w Holandii, mama (ja) jest Polka, tata Holendrem. Ja jestem jedyna osoba mowiaca po polsku, z ktora maly ma staly kontakt. Cala reszta otoczenia jest niderlandzkojezyczna. Bardzo konsekwentnie stosuje OPOL. I staram sie oczywiscie wprowadzac w zycie wszystkie rady na temat urozmaicania i uatrakcyjniania kontaktu dziecka z jezykiem, ktore do teraz wyczytalam na forum i w ksiazkach.
Maly uzywa kilku slowek. Sa miedzy nimi slowka, ktore brzmia tak samo w obu jezykach. Ma tez kilka slowek, ktore sa w obu jezykach do siebie bardzo podobnie. Co do tych slowek, to z jego wymowy nie da sie na razie jeszcze odroznic, czy on je mowi po polsku, czy po holendersku.

I jest jeszcze kilka holenderskich slowek. Ale nie ma zadnych slowek, ktore maly mowi tylko/wyraznie po polsku. Zastanawiam sie czy to ma wiecej wspolnego z tym, ze maly mieszka w niderlandzkojezycznym otoczeniu - czy moze z tym, ze polskie slowa sa duzo trudniejsze do wymowienia... Zdaje sobie sprawe, ze najprawdopodobniej jest to kombinacja obu aspektow...
Ale jednoczesnie w calej pelni zaczyna do mnie docierac jak trudne sa juz nawet te pierwsze polskie slowka. Tam, gdzie w holenderskim jest tylko jedna sylaba i nie ma zadnych trudnych kombinacji spolglosek - w polskim sa juz dwie, trzy sylaby, plus trudna do wymowienia kombinacja. Wcale nie dziwie sie, ze maly wybiera wtedy latwiejsza opcje. I bardzo boje sie, ze przy tej opcji pozostanie...