estelka1
10.06.06, 08:12
Kochani, moja mama (66 lat) od roku choruje na raka płuc, w październiku
zakończyła chemię, potem od końca listopada do lutego miała radioterapię
(płuca i profilaktycznie głowa). I choć już tyle czasu minęło, za nic nie
może dojść do siebie. Ciągle łapie jakieś przeziębienia (ostatnio leżała
blisko 2 tyg. w szpitalu, żeby wyleczyć się z uporczywego kaszlu), zdarzyło
się tak, że straciła przytomność - podobno z wyczerpania organizmu. Mimo
tego, dzielna kobitka, nie daje się, stara się robić wszystko jak do tej
pory. Ale nie jest tak jak było. Kaszel, choć znacznie mniejszy, ciągle
jeszcze się odzywa, mama mówi, że czuje taką "kluchę" w gardle i dlatego ją
ciągle szarpie to pokasływanie. Męczy się bardzo szybko, zdarza się, że
przysypia w dzień, co jest całkiem niezgodne z jej naturą, przy każdym
większym wysiłku bardzo kołacze jej serce. Od czasu do czasu miewa zawroty
głowy. Mam świadomość, że dają znać o sobie nerwy, bo za 2 tyg. mama ma
kontrolę u onkologa, wiem że uboczne skutki leczenia występują nawet do pół
roku, ale mimo wszystko boję się bardzo. Rok temu od dolegliwości serca i
kaszlu się zaczęło... I choć mówię sobie, że przecież zaledwie 1,5 msc temu
mama miała robione prześwietlenie płuc i tomografię głowy i nic się nie
działo, to stracha mam dużego. Czy ktoś z Was lub Waszych bliskich borykał
się z takim czymś, jak moja mama i może mi parę słów na ten temat powiedzieć?
Czy takie sytuacje są normalne? Pozdrawiam. Agnieszka