sjs2011
15.05.12, 09:25
W szkole podstawowej miałem duże kłopoty z ortografią. Chyba nawet określenie "duże" jest niewłaściwe.
Podczas dyktanda w zdaniu:
"Nie wierzył Jerzy, że na wieży nie ma jeży" zrobiłem więcej błędów niż jest w nim słów.
Natomiast z gramatyka radziłem sobie bardzo dobrze - ta przynajmniej była logiczna.
---
Minęły pięćdziesiąt cztery lata.
Dawny nauczyciel polskiego - ten od dyktanda - poprosił mnie abym wprowadził go w obsługę komputera.
Ciężko to szło bo ten nauczyciel to urodzony humanista ale ponieważ on się nie zrażał to i ja miałem cierpliwość.
Przyszło do nauki pisanie tekstów - Shiht, Alt, Enter - zapisywanie tekstu, otwieranie itd
Pokazałem a teraz czas aby "uczeń sam spróbował
Zacząłem dyktować:
"Nie wierzył Jerzy, że na wieży nie ma jeży"
i co?
ano pojawiły się błędy ortograficzne - w jego własnym tekście
Mój wnuczek tak to skomentował:
Pewnie tak bardzo był zaabsorbowany pisaniem, że zapomniał co pisze.
Tak - tak właśnie było. Każde słowo żyło własnym życiem.
Ot po latach takie małe "Schadenfreude"
--
Większość was i waszych dzieci uczyło się na jego podręcznikach.
?
Tak, sprawdzałem.