aguerre
28.02.09, 23:55
To wyrażenie robi od pewnego czasu wielką karierę. Rozpanoszyło się
w języku mówionym i prawie całkowicie wyparło sformułowania
typu "prawdę mówiąc", "w istocie", "w rzeczywistości" itp. Teraz
niepodzielnie króluje "tak naprawdę" (często w wersji "ale tak
naprawdę"). Niektóre telewizyjne gwiazdy używają tego wtrętu w co
drugim zdaniu.
Zwrot ten ma zapewne podkreślać wagę słów kierowanych do odbiorcy i
przykuwać jego uwagę - na zasadzie "słuchaj uważnie, człowieku, bo
nie będę mówił żadnych nieistotnych pierdółek ani wyssanych z palca
głupot, tylko najprawdziwszą prawdę!". Czasem jednak efekt jest
odwrotny od zamierzonego. Oto na przykład reporter zaczyna swoją
relację, wypowiada dwa zdania, a w trzecim znienacka wtrąca "ale
tak naprawdę...". Podważa w ten sposób wiarygodność wcześniejszej
części wypowiedzi, która - jak z tego wynika - nie była taka całkiem
prawdziwa. Metodą na uniknięcie tego typu sytuacji jest coraz
powszechniejszy w telewizorni obyczaj rozpoczynania całej wypowiedzi
od "tak naprawdę" - żeby już od samego początku było wiadomo, że to
nie przelewki.
Zresztą coraz częściej ten nieszczęsny wtręt jest używany całkowicie
w oderwaniu od kontekstu - jako nic nieznaczący "zapychacz", który
zastępuje dawniej stosowane "jakby", "właśnie" i "po prostu".
Notabene w tej roli jest od nich lepszy, bo dłuższy (więcej sylab,
więcej można "zapchać"), a poza tym brzmi mądrzej.
Mnie już od tego "tak naprawdę" uszy puchną. Czy jestem odosobniony?