Dodaj do ulubionych

Poznałam kogoś...

22.02.13, 14:15
Aż sama się dziwnie czuje zakładając ten watek, taka głupia sprawa. Dojeżdżam codziennie do pracy pociągiem, prawie godzinę w jedną stronę. Razem ze mną wsiada gość mniej więcej w moim wieku. Któregoś dnia weszłam na stację, tak jak zwykle, on już czekał, uśmiechnął się do mnie promiennie, pomyślałam "jaki ładny uśmiech" , wtedy właściwie go zapamiętałam. Zauważyłam, że codziennie ze mną dojeżdża, on też na to zwrócił uwagę, przez jakiś czas wymienialiśmy uśmiechy, złapałam się nawet na tym, że jak go nie było to też nie uszło to mojej uwadze ;) Kilka dni temu zagadał, jakiś drobiazg. W pociągu zapytał, czy może usiąść naprzeciwko mnie, przegadaliśmy całą drogę, na tematy naprawdę luźne, ot, jak to podróżni w jednym przedziale. Od tamtej pory codziennie rozmawiamy, podróż szybciej leci, gość jest sympatyczny i fajnie się z nim rozmawia. Nie wiem o nim za wiele, on o mnie też nie. Podkreślam, że to nie jest znajomość typowo męsko-kobieca, absolutnie nie patrzę na niego w tych kategoriach. Mam męża, którego kocham, szczęśliwą rodzinę i nie zamierzam tego zmieniać, zresztą facet i tak nie w moim typie ;)
No i teraz się zastanawiam. Wczoraj wspomniałam o tej znajomości koleżance z pracy, mimowolnie, podczas jakiegoś innego tematu wspomniałam, że "poznałam faceta w pociągu". Na to ona zrobiła ogromne oczy i zapytała "jak to, a co z x? (mój mąż)" Zamurowała mnie tym pytaniem, odpowiedziałam, że nic, bo to zwykła znajomość koleżeńska jak między mną i nią na przykład. Ona mi nie wierzy, uważa że facet i kobieta w podobnym wieku nie mogą nawiązywać takiej znajomości bez podtekstów, i że prędzej czy później "coś się wykluje". I jeszcze, że może ja tak tego nie traktuję, a ten facet owszem. I w sumie pomyślałam, że ma rację. Może faktycznie powinnam to zastopować? Tylko jak, nagle udawać , że go nie znam? Nie chcę być niemiła, bo facet naprawdę wydaje się grzeczny i sympatyczny. W rozmowie wspominałam, że mam męża, nie było żadnej reakcji, więc może i on traktuje to jako zwykłe pogadanki podróżnych? Psia krew, gdybym codziennie ucinała sobie pogawędki ze starszą panią albo matką z dzieckiem to nie było by tematu, a tak mam mętlik w głowie. Powiedzcie mi kobietki, jakie macie zdanie na ten temat no i przepraszam za temat rodem z gazetki dla nastolatek :)
Obserwuj wątek
    • izabelski Re: Poznałam kogoś... 22.02.13, 14:22
      zawsze mialam kolegow w pracy i nie uwazam, ze nie moze byc przyjazni takiej bez kontekstu seksualnego

      czesto ludzie mierza swoja miarka lub ta, ktora do nich przykladano
      nie przejmuj sie jej komentrzami, bo moznaby zwariowac jakby sie nie dalo gadac z przypadkowymi ludzmi dowolnej plci

      a co by bylo gdybys byla lesbijka i zaczela gadac z kobieta? :)
      • steph13 Re: Poznałam kogoś... 22.02.13, 14:34
        Jestem napewno duzo od ciebie starsza ale tez poznalam pana, na przystanku autobusowym. Od wyrzekan na mlodziez szkolna i opoznione autobusy poszlo do normalnych pogawedek typu rodzina, praca, polityka. Gosc jest Amerykaninem, zonaty, z doroslymi dziecmi, inteligentny i z dobrym poczuciem humoru i rozjasnia ponure poranki w drodze do pracy dwa razy w tygodniu. Raz napatoczylam sie na niego z zona w supermarkecie, przedstawil mnie sympatycznie jako 'ta pani z przystanku'. Pracuje blisko mnie i pare razy przyszedl zabrac mnie na lunch, wszyscy przekonani byli, ze mam afffair pozamalzenska. Opowiedzialam historie mezowi i ktoregos dnia zaprosilam goscia z malzonka na drinka do nas no i mamy w ten sposob super nowych znajomych. Zadnych podtextow.
    • izabelski Re: Poznałam kogoś... 22.02.13, 14:54
      a co z samotnymi kierwcami na autostradach?

      ;)
    • golfstrom Re: Poznałam kogoś... 22.02.13, 15:44
      To czego on chce, to jedno i na to wplywu specjalnie nie masz. Powiedzialas, ze masz rodzine, ok. Moze poznal sie na glebi Twojej duszy oceniajac Cie po wygladzie, moze mu wpadlas w oko, moze zwyczajnie potrafi nawiazywac znajomosci, moze lubi wyrywac laski i mezatka mu nie przeszkadza, bo on nie szuka zony, a przynajmniej nie swojej.
      Jest duzym chlopcem i dopoki nie zaczniesz uskuteczniac na nim jakiegos ewidentnego mindfuck, daj mu podejmowac decyzje za siebie samego.

      Inna rzecz, to jest to czego Ty chcesz. Masz ochote z kims gadac w pociagu? Twoja sprawa, nie potrzebujesz pozwolenia znajomych. Choc milo by bylo, gdyby maz o nim wiedzial.
      Myslisz o facecie czesciej niz o mezu? Brakuje Ci jego obecnosci? No to potencjalnie wchodzisz na grzeski grunt, zwlaszcza jesli obydwoje z mezem bardzo sie przyzwyczailiscie do aktu wlasnosci, tfu, malzenstwa. Moze cos jest nie tak w Twoim malzenstwie? Moze warto z mezem porozmawiac? Nie znam Twojego meza, wiec to jak i o czym z nim porozmawiac, to juz Twoja dzialka.
    • jaleo Re: Poznałam kogoś... 22.02.13, 18:14
      Wow, wypisz wymaluj jak scenariusz Brief Encounter ;-)
      www.imdb.com/title/tt0037558/
      Tak jak pisza dziewczyny wyzej, jestes troche na grzaskim gruncie, bo nie wiadomo, jakie intencje i oczekiwania ma ta druga strona, ludzie roznie, czasami przedziwnie interpretuja zachowania innych, i jest jakies tam prawdopodobienstwo, ze on moze zle zinterpretowac Twoja grzecznosc/niezobowiazujace pogawedki.

      To, ze on wie o Twoim mezu, to tez o niczym nie swiadczy. Ja kiedys przez prawie piec lat pracowalam z jednym gosciem, ktory mi sie wydawal bardzo rozsadnym czlowiekiem, i wydawalo mi sie, ze jestesmy dobrymi kumplami, nawet znal mojego meza z roznych firmowych imprez itp. No i kiedys po tych prawie pieciu latach mnie dopadl na osobnosci (i calkiem na trzezwo) i mi zaczal wyznawac milosc dozgonna, co najsmieszniejsze, on sie pare tygodni wczesniej zareczyl!!! Ja bylambym sobie dala glowe uciac, ze jestesmy kumplami i nic, absolutnie nic wiecej. No ale potem uratowal twarz, bo zrobil honorowa rzecz i zmienil prace, slyszalam potem od znajomych, ze sie jednak ozenil z ta biedna kobita, potem nie wiem jak sie potoczyly jego losy...
      Z drugiej strony mam sporo znajomych facetow, nie tylko z pracy, ale tez z klubu lekkoatletycznego itp, ale takie znajomosci sa bardziej prostolinijne, niz spotykanie sie z kims 1:1 (powiedzmy pol-przypadkiem, jak to ma miejsce w Twojej historii).

      Jesli i tak jestes "skazana" na te pogawedki bo jezdzicie tym samym pociagiem, i facet ogolnie jest mily, ciekawie sie z nim rozmawia, to ja bym zaproponowala moze jakies wspolne wyjscie "double date" np do kina czy cos, z partnerami - jak on jest samotny to moze jakas samotna kolezanke przyprowadz? Kto wie, moze w ten sposob zyskasz przyjaciol na cale zycie
      • robak.rawback Re: Poznałam kogoś... 22.02.13, 21:35
        hehe dopiero obejrzalam taki wlasnie film o romansie z pociagu wiec sie usmialm jak przeczytalam o twojej znajomosci

        www.youtube.com/watch?v=CdWFuUPWCXI
        mysle ze to normalne szczegolnie na poczatku takiej znajomosci, ze czlowiek sam nie wie czego chce, jest dreszczyk emocji bo nowo poznana osoba, ciekawosc jak sie to rozwinie, idzie sie w znajomosc zupelnie nie wiadomo dlaczego i dopiero po swoich reakcjach zobaczy czy jest zakochany czy tylko sie koleguje. tez mnie czasami zaskakuja moje wlasne reakcje na osoby ktore wydaje mi sie tylko przelotnie lubie.

        mysle ze nie wiadomo co ty chcesz, nie wiadomo co on chce, moze nic nie chcecie i nie bedziecie chcieli, moze jak sie lepiej poznacie to sie okaze ze jest osobowosciowo nie do zaakceptowania nawet jako kolega, a moze za pol roku stwierdzicie ze sie chcecie rozwiesc z obecnymi partnerami. albo jedno z was sie zakocha a drugie nie. nikt szklanej kuli nie ma.

        ja kiedys na kurs chodzilam z gosciem, kolegowalismy sie w mily i przyjemny sposob ale to wszystko, kiedys chyba po roku trwania znajomosci przyszlam jednego dnia na zajecia, spojrzalam na niego i malo nie padlam - nagle mnie zamurowalo jaki on przystojny etc etc nie moglam sobie w glowie pukladac skad taka reakcja. oczywiscie nie przyznalam mu sie do tego ale do tej pory pamietam ;b
    • izabelski Re: Poznałam kogoś... 22.02.13, 18:22
      ja mowie o sobie :)
    • elioli Re: Poznałam kogoś... 23.02.13, 01:58
      Wiesz, to co Ty masz w glowie to jedno, a to co on to moze byc zupelnie inna rzecz wiec uwazaj... niestety wiem z doswiadczena :/ ...
    • aniaheasley Re: Poznałam kogoś... 23.02.13, 12:40
      No to ja sie wylamie i napisze, ze nie wierze w czysto platoniczna przyjazn miedzy kobieta a mezczyzna. Przynajmniej na poczatku. No nie wierze i juz.
      Pozniej, jak juz sie ze soba przespia, raz czy wiecej, i atmosfera sie oczysci taka przyjazn jest mozliwa nawet do konca zycia :)
      Ale dopiero wtedy kiedy podtekst seksualny zostanie rozegrany do konca.
      A jezeli nawet sie nie przespia, to potem czesto po latach jedna ze stron przyznaje, ze bardzo tego chciala ;)
      • gnusmas12 Re: Poznałam kogoś... 23.02.13, 16:08
        Hehe, teraz to jeszcze bardziej mi namieszałyście ;) Mąż wie o tej "znajomości", nie robi to na nim wrażenia bo nigdy nie był jakiś zazdrosny czy podejrzliwy, ufamy sobie. Zresztą jakby on mi powiedział, że znalazł sobie towarzyszkę do rozmów w podróży to ja też nie miałabym nic przeciwko temu. Dotychczas miałam bardzo luźne podejście do tego typu spraw, tylko ta koleżanka mi ostatnio namieszała w głowie, ehh... bo mimo moich własnych poglądów to jakby nie patrzeć taki układ nie jest przez większość ludzi odbierany jako normalny i niezobowiązujący, przecież jak kobieta nawiązuje znajomość z mężczyzną to musi być romans :p Nic, na razie zobaczę jak się sprawa rozwinie, spróbuję wybadać sytuację, zacznę mu może więcej opowiadać o moim mężu ;)
        • marinav Re: Poznałam kogoś... 23.02.13, 16:42
          zastanawiam sie, jak bym sie czula, gdyby moj mezus pewnego dnia przy kolacji rzekl: "wiesz, kochanie, poznalem fajna babke w pociagu. Spotykamy sie codziennie i wspaniale sie z nia rozmawia..." Mysle, ze pomimo glebokiego zaufania do mojego meza, cos by mnie codziennie gryzlo w godzinach szczytu....
          ale kazdy ma inny stosunek do takich znajomosci i kazdy jest kowalem wlasnego losu.
          • robak.rawback Re: Poznałam kogoś... 23.02.13, 17:36
            tak zgadzam sie z powyzszymi wypowiedziami - nawet jesli znajomosc sie rozpoczyna zupelne platonicznie to po prostu nie wie sie i nie ma nad tym kontroli w ktorym momencie przerodzi sie to w cos wiecej.
            jakby mi moj gosc powiedzial ze kogos poznal w pociagu to by mi sie czerwone swiatelko w glowie zapalilo bo np maz moze nic nie chciec wiecej niz rozmowa, ale jesli babka chetna to moze zaczac flirtowac itp a ja uwazam ze kobita jak sie na faceta uwezmie to jest gorsza niz facet w roznych przemyslnych sposobach aby go do lozka zaciagnac.

            z drugiej strony pamietam jak mi sie zalila kolezanka ze jej bf wlasnie jest w takiej znajomosci przez ostatnie 5 lat, z nia jest bardzo dlugo - okolo 10 a ta druga babke poznal gdzies tam u siebie w pracy i sie okazalo ze w ta sama strone wracaja wiec tak sobie jezdza i dziela taksowki juz pare dobrych lat... on twierdzi ze to jest platoniczne.

            gosc nadziany i utrzymuje moja kolezanke i jej dzieci od lat, mysle ze jakby nie chcial to by ja rzucil i sie z kims innym zwiazal. ale tez nie chce sie z nia ozenic i nawet unika tego typu rozmow (ona w nim zakochana)
            no i ma sobie ta towarzyszke taksowkowa od kilku lat, kolezanka oczywiscie zazdrosna na maxa. ja bym byla na pewno zazdrosna.
            • robak.rawback Re: Poznałam kogoś... 23.02.13, 17:48
              z drugiej strony - niektorzy faceci to jak nie poflirtuja codziennie przez jakis czas to sie nie czuja dobrze, ale nie zamierzaja poza flirt wychodzic, np w pracy malo spodni nie straci, tak namietnie flirtuje i sie z tym nie kryje, a jak przychodzi co do czego w stylu - to idziemy na lunch? i nagle sie okazuje ze zaczyna sie nim ktos bardziej interesowac to sie wycofuje - jest w long term relationship i kocha swoja dziewczyne ponad zycie i nie dziekuje, etc...

              tez sie zastanawiam czy mozliwe jest zupelnie platoniczna znajomosc - od jakiegos czasu pracuje z nami gosciu kolo 50tki jest bardzo fajny i smieszny (wogole mnie nie interesuje romantycznie) ale jest tak fajny ze za kazdym razem bardzo sie ciesze jak go widze.

              nie znamy sie za dobrze, ale mialam wrazenie ze juz pare razy tak spontanicznie prawie sie objelismy rano na powitanie (on tylko co jakis czas u nas bywa) - ja chcialam i on chyba tez chcial, ale jakos tak w polowie sie oboje zorientowalismy ze moze nie byloby to za stosowne poniewaz ja baba a on facet.
              z niektorymi kolezankami dajemy sobie roznego rodzaju hugs wiec jakby byl baba to bysmy sie pewnie wysciskali - a tak tylko jakis dziwny taniec koguta wykonalismy naokolo biurka.

              on jest taki wesoly do wszystkich wiec sobie pomyslalam - zaczatek damsko meskiej znajomosci zupelnie bez podtekstu?
              • glasscraft Re: Poznałam kogoś... 23.02.13, 19:03
                Robak, w jednym poscie piszesz, ze Tobie by sie swiatelko zapalilo, bo jak sie baba zawezmie, to facet nie ma szansy i do wyra zostanie natychmiast zaciagniety, a w drugim opisujesz sytuacje, w ktorej sama jestes i jakos o rekacji swojego faceta na to nie wspominasz? Troche to jak ten Kali i krowy nie sadzisz? Tobie wolno, bo Ty wiesz jak sie kontrolowac, ale Twoj facet to juz nie? Jak facet nie bedzie chcial sie dac do wyra zaciagnac, to zadna najbardziej napalona baba go nie zaciagnie...
                • robak.rawback Re: Poznałam kogoś... 23.02.13, 21:27
                  ah your honour ja tu tylko rekreacyjnie postuje, nie zwierzam sie onlinowo z detali zycia osobistego but if you insist - moj obecny on-and-off bf - tego przestalam na serio traktowac jak mi zaproponowal swinging; kiedys nawet chyba sumienie mu dogryzlo bo mi zdal relacje ze swoich romantic shm-antics...
                  natomiast jesli bym miala takiego ideal bf/husband to bym traktowala powaznie, przezywala, etc... ale to nie z tym.

                  glasscraft napisała:

                  > Robak, w jednym poscie piszesz, ze Tobie by sie swiatelko zapalilo, bo jak sie
                  > baba zawezmie, to facet nie ma szansy i do wyra zostanie natychmiast zaciagniet
                  > y, a w drugim opisujesz sytuacje, w ktorej sama jestes i jakos o rekacji swojeg
                  > o faceta na to nie wspominasz? Troche to jak ten Kali i krowy nie sadzisz? Tobi
                  > e wolno, bo Ty wiesz jak sie kontrolowac, ale Twoj facet to juz nie? Jak facet
                  > nie bedzie chcial sie dac do wyra zaciagnac, to zadna najbardziej napalona baba
                  > go nie zaciagnie...
                  • glasscraft Re: Poznałam kogoś... 23.02.13, 21:29
                    Cholerka, robak - nie chcialam relacji, czy u Ciebie wszystko w porzadalu? Nie daj sie mu zwariowac, co?
                    • robak.rawback Re: Poznałam kogoś... 23.02.13, 21:44
                      nie tam, jakos zbyt teatralnie zabrzmial ten moj post, ja sie juz nim nie za mocno przejmuje, kiedys sobie tym mocno lamalam glowe, a teraz to czekam na jakas nowa okazje, wiec sie nie czepiam juz i jego ;b


                      glasscraft napisała:

                      > Cholerka, robak - nie chcialam relacji, czy u Ciebie wszystko w porzadalu? Nie
                      > daj sie mu zwariowac, co?
                      >
    • onmytoes Re: Poznałam kogoś... 23.02.13, 18:28
      Tak sobie podczytuje ten watek i mysle ze tak:
      Po pierwsze, to ze powiedzialas i bedziesz mowic mu o mezu niczego nie gwarantuje. Facet chyba nie slepy i obraczke widzi. Mnostwo ludzi, czasem nawet celowo pakuje sie w romanse z zonatnymi/zameznymi/dzieciatymi. Wiec maz czy zona nie jest niestety zadnym gwarantem platonicznosci znajomosci z innymi ludzmi.

      Po drugie, nie masz zadnej kontroli na tym co ten pan sobie mysli o tej waszej znajomosci. Czesto ludzie nie slysza tego co sie do nich mowi, slysza to co chca uslyszec. Wiec dla Ciebie to moze byc tylko taka tam sobie znajomosc pociagowa, a dla niego zupelnie cos innego.
      Albo odwrotnie, Ty o nim rozmyslasz, piszesz tutaj watki a on zapomina w Waszych rozmowach w momencie gdy wysiada z pociagu i nic to dla niego nie znaczy.

      Po trzecie, jak to w zyciu, scenariuszy "co bedzie dalej" mozliwych jest tysiac. Za tydzien pan moze zmienic prace i juz go wiecej w pociagu nie zobaczysz. Albo ktoregos dnia maz Cie wkurzy a Ty skusisz sie na kawe ze swoim znajomym...
      Pan moze byc normalnym sympatycznym czlowiekiem. A moze tez byc zaburzonym emocjonalnie facetem, ktory cos sobie ubzdura i potem sie od Ciebie nie odczepi.

      Po czwarte, wszystko tak naprawde zalezy od tego jakie z mezem akceptujecie zasady. Znam facetow, ktorzy w zyciu nie tolerowaliby zadnych meskich przyjaciol w otoczeniu swojej zony. A sa tacy, ktorym zupelnie to nie przeszkadza. Sa ludzie, ktorzy takimi niewinnymi, nieskonsumowanymi flirtami dowartosciowuja sie, urozmaicaja sobie nudny dzien w pracy itp, powodow moga byc setki. A potem grzecznie wracaja do domu, do zony/meza, a taka mala dawka adrenaliny na boku jest im od czasu do czasu potrzebna do szczescia w monogamicznym zwiazku.

      I po piate, piszesz o nim w dosc.. hmm... dziwny sposob: "poznalam kogos", "jak go nie ma na stacji to.." Z Twojego postu wynika, ze ten pan dosc duzo miejsca zajmuje i sporo Twojej energii angazuje. Ciekawe dlaczego.
      Chyba tylko Ty jedna bedziesz w stanie stwierdzic kiedy ta znajomosc przekroczy granice lojalnosci wobec meza. Opinia kolezanek z pewnoscia bym sie nie sugerowala.
      • robak.rawback off top - onmytoes 23.02.13, 18:49
        jako ze o chlopach gadamy, a ja juz tyle razy mialam to powiedziec - fajna sygnaturka o posejdonie ha ha
        • onmytoes Re: off top - onmytoes 23.02.13, 21:57
          robak.rawback napisała:

          > jako ze o chlopach gadamy, a ja juz tyle razy mialam to powiedziec - fajna sygn
          > aturka o posejdonie ha ha

          hehe, no zyciowa nie? ;)
      • golfstrom Re: Poznałam kogoś... 23.02.13, 19:30
        No wlasnie. To samo myslalam, tylko Ty zgrabniej.
    • yumemi Re: Poznałam kogoś... 23.02.13, 22:56
      gnusmas12 napisała:

      Podkreślam, że to nie jest znajomość typowo męsko-kobie
      > ca, absolutnie nie patrzę na niego w tych kategoriach. Mam męża, którego kocham
      > , szczęśliwą rodzinę i nie zamierzam tego zmieniać, zresztą facet i tak nie w m
      > oim typie ;)

      czy aby na pewno?:)
      Jezdze pociagami do pracy od 15 lat, zawieram mnostwo znajomosci (bo taki ze mnie typ:)) meskich i damskich, z jednym z panow codziennie ucinam pogawedke. Ale do glowy by mi nie przyszlo pisac ze 'poznalam kogos':)) zwykle typowe znajomosci w pociagu.
      Mam wrazenie ze troche sama uwazasz to za cos szczegolnego? :) Pytanie dlaczego? :)
      • gnusmas12 Re: Poznałam kogoś... 23.02.13, 23:33
        Ah no właśnie Yumeni, o takie właśnie podejście innych mi chodzi - czy aby na pewno dla mnie to jest znajomość bez podtekstów i czy aby na pewno nie chcę czegoś więcej, bo niemożliwym jest, żeby kobieta poznała faceta i nie chciała go zaciągnąć do łóżka :P No właśnie nie chcę, nie myślę o tym gościu w takich kategoriach, w ogóle nie pociąga mnie jako facet i nie widzę w nim materiału do romansu ;) - za to świetny materiał na codzienne zabicie czasu w pociągu.
        No i dlaczego uważam to za coś szczególnego - ano właśnie, dotychczas nie uważałam, ale po uwadze koleżanki i niektórych opiniach z tego forum zaczęłam się zastanawiać, czy taka męsko-damska znajomość, nawet bez cienia zaangażowania z mojej strony "wypada". Bo właśnie dla większości to jest co najmniej nieodpowiednie i jasno wskazuje cel matrymonialny, a nie mogę wykluczyć, że ów pan ma takie samo podejście.
        Ten tytuł "poznałam kogoś" jest trochę przewrotny, miał przyciągnąć forumki do przeczytania :) A i dla mnie to nie jest jakaś codzienność, nawiązywanie znajomości w pociągu. Bo czym innym jest small talk prowadzony przez parę minut z kimś, kogo więcej pewnie nie zobaczę, a czym innym regularne pogawędki na coraz bardziej rozległe tematy, jakby nie patrzeć poznawanie kogoś.
        Jeśli chodzi o znajomości męsko - damskie np. z pracy to nigdy nie miałam wątpliwości, bo to zupełnie inna kategoria, tego się w pewien sposób nie da uniknąć, jesteśmy skazani na obecność i rozmowy z X czy Y. A tutaj w jakimś sensie sama dokonałam wyboru.
        • yumemi Re: Poznałam kogoś... 24.02.13, 10:56
          Powiem Ci tak, poznalam juz tylu ludzi przez 15 lat dojezdzania pociagami do pracy, ze nie pamietam nawet:)) Facetow, i kobiet, no gada sie z ludzmi. Kiedys z jednym facetem gadalam codziennie przez rok, z innym 2 lata, to samo z kilkoma babkami. Z jedna teraz gadam o ksiazkach. Z jednym facetem narzekamy razem na pociagi, bo lubi narzekac.
          Normalna czesc podrozy pociagiem.
          Raczej nie zaloze zaslony na twarz aby unikac kontaktow z ludzmi i rozmow:)

          > No i dlaczego uważam to za coś szczególnego - ano właśnie, dotychczas nie uważa
          > łam, ale po uwadze koleżanki i niektórych opiniach z tego forum zaczęłam się za
          > stanawiać, czy taka męsko-damska znajomość, nawet bez cienia zaangażowania z mo
          > jej strony "wypada".
          W ogole bym sie nad tym nie zastanawiala. Bycie w zwiazku z kims nie oznacza ze nie rozmawiamy z ludzmi wokolo:)
    • aniaheasley Off topic troche 24.02.13, 11:34
      Dziewczyny, gnusmas i yumemi zwlaszcza, jakimi Wy pociagami jezdzicie, w jakim kraju, jaki operator, w jakich godzinach, ze sobie pogawedki (o ksiazkach??) ucinacie w tych pociagach???
      Jezdze pociagami jak South East Anglia dluga i szeroka, i jedyne doswiadczenia ze wspolpodroznymi mam w kilku kategoriach:
      1. Nos. Glosne wycieranie, w chusteczke, w rekaw, lub pociaganie obrzydliwe co pol minuty. Dlubanie. Dyskretne, mimochodem, lub nachalne i doglebne kiedy osoba mysli, ze nikt nie patrzy.
      2. Makijaz. Nakladanie, systematyczne, metodyczne, przez pol godziny, lub wnikliwa milimetr
      po milimetrze inspekcja makijazu.
      4. Gadgets. komorki, kindle, ipady, ipody, laptopy, nexusy, co tam jeszcze. Na dluzszych trasach co najmniej 2 komorki plus ipad lub laptop. Intensywne stukanie, wpisywanie danych, excel dominuje.
      5. Bardzo Wazna Dokumentacja i jej wnikliwe wertowanie.
      6. Ksiazki i Metro/City AM/Evening Standard/Daily Mail. Czytanie pochlaniajace bez reszty uwage.

      I to by bylo na tyle. Jedyne rozmowy sa wsrod ludzi, ktorzy razem pracuja, lub par, ktore razem do pracy podrozuja.
      A poza tym, co najbardziej dominuje, to patrzenie wilkiem, polowanie na miejsca siedzace, przepychanki, lokciowki itp.
      Na romanse lub platoniczne pogawedki zwyczajnie brak miejsca w pociagach podmiejskich.
      • jaleo Re: Off topic troche 24.02.13, 12:10
        aniaheasley napisała:

        > Dziewczyny, gnusmas i yumemi zwlaszcza, jakimi Wy pociagami jezdzicie, w jakim
        > kraju, jaki operator, w jakich godzinach, ze sobie pogawedki (o ksiazkach??) uc
        > inacie w tych pociagach???

        Moze zacznij robic na drutach. Ja co prawda pociagami jezdze tak srednio raz na kilka miesiecy, ale jak wyjme druty i robotke to rozmowa gwarantowana. Nawet jak w grudniu jechalam na trasie Newcastle-Edinburg, po drugiej stronie nawy pociagowej siedzialo czterech cholpakow, takich moze w wieku 17 - 20 lat , i oni sie nawet zainteresowali, bo akurat dzierglam dla syna taka czapke z norweskimi gwiazdami, i do tego w kolorach Newcastle United (super-modne podobno wg. mojego syna).
      • yumemi Re: Off topic troche 24.02.13, 15:29
        aniaheasley napisała:

        > Dziewczyny, gnusmas i yumemi zwlaszcza, jakimi Wy pociagami jezdzicie, w jakim
        > kraju, jaki operator, w jakich godzinach, ze sobie pogawedki (o ksiazkach??) uc
        > inacie w tych pociagach???

        nie wiedzialam ze codziennie dojezdzasz?:))
        Ja dojezdzam First Capital Connect.

        > I to by bylo na tyle. Jedyne rozmowy sa wsrod ludzi, ktorzy razem pracuja, lub
        > par, ktore razem do pracy podrozuja.
        > A poza tym, co najbardziej dominuje, to patrzenie wilkiem, polowanie na miejsca
        > siedzace, przepychanki, lokciowki itp.
        Moze to kwestia pory, ja jade bardzo wczesnie rano i wracam przed 17, pociag wzglednie nie zapchany:)
        • izabelski Re: Off topic troche 24.02.13, 15:38
          walsnie tak - yumemi dojezdza codziennie , tym samym pociagiem i moze nawet wsiada do tego samego wagonu

          to naturalnie tworzy inna atmosfere - w pociagu Brighton-London jest nawet Book Club :)
          • aniaheasley Re: Off topic troche 24.02.13, 17:41
            W ktorym pociagu dokladnie Izabelski? Do Brighton jezdze kilka razy w miesiacu, z Clapham Junction najczesciej, nie natknelam sie jeszcze.
            • aniaheasley Re: Off topic troche 24.02.13, 17:44
              A propos book club w pociagach, to na stacji w Chichester (a moze w Worthing, teraz juz nie dam sobie reki uciac za to) w poczekalni jest fajna rzecz, ludzie zostawiaja stare przeczytane ksiazki na polkach w poczekalni, i mozna sobie taka ksiazke wziac, wrzucajac co laska do puszki z wolnymi datkami.
              • izabelski Re: Off topic troche 24.02.13, 21:00
                kiedys o nim czytalam, byl w pociagu z Brighton do Londynu Victorii, takim co wyjezdza tuz po 7 rano
          • yumemi Re: Off topic troche 24.02.13, 18:39
            izabelski napisała:

            > walsnie tak - yumemi dojezdza codziennie , tym samym pociagiem i moze nawet wsi
            > ada do tego samego wagonu

            Otoz to:)
            Ania chyba jezdzi sporadycznie, wiec nie ma jak znajomosci codziennych nawiazywac:)
            • aniaheasley Re: Off topic troche 25.02.13, 12:33
              Nie jezdze codziennie w to samo miejsce, to fakt, ale na przyklad zdarza mi sie jezdzic 2 tygodnie tym samym pociagiem, powiedzmy do Luton czy St Albans, potem mam pare tygodni, lub nawet miesiecy przerwy, i potem znowu jezdze te sama trasa przez jakis czas, i widze wtedy blysk rozpoznania wsrod regularnych pasazerow, z tym, ze sa jak zwykle zajeci szeregiem dzialan w opisanych wyzej przeze mnie kategoriach, wiec do pogawedek nie dochodzi. Ale potencjalne sytuacje sa jak najbardziej, oh, so you are back on this route again, blah blah blah :)
        • aniaheasley Re: Off topic troche 24.02.13, 17:40
          Aaaa, First Capital Connect, znam, a jakze, specyficzna firma.

          W wagonach 2-3 z przodu rzeczywiscie czasami odbywaja sie dziwnie ozywione 'pogawedki', nawet ludzie robia sobie jakos duzo zdjec. :)
          Nie moglam sie poczatkowo zorientowac o co chodzi, az ktoregos dnia sie zorientowalam, ze tym pociagiem (godzina 7.00-8.00 rano) dojezdza sporo aktorow do studia w Elstree...
          Sporo lekarzy z Holby City na przyklad. I rozni fani zaczynaja z nimi pogawedki.
          • robak.rawback Re: Off topic troche 24.02.13, 19:57
            no cos ludzie musza robic w pociagu przez godzine - czytac, probowac czytac, ale nie moc bo ktos sie akurat drze przez komorke przez pol godziny, albo jakis disco pig ma dziadowskie sluchawki i rozlewa nutki na caly przedzial etc...

            a propos makijazu - nie mowie tu do ani bo nie wiem jaki jest twoj stosunek do tego, tylko ze jako juz wspomnialas o tym, ogolnie jakos nie moge zrozumiec tego problemu ktory niektorzy ludzie maja w stosunku do dziewczyn nakladajacych makijaz - w koncu zebow nie nitkuje, nie dlubie w nosie, nie robie nic obrzydliwego tylko nakladam cien do powiek albo mascare albo pomadke - czy jak ktos by siedzial z notatnikiemi robil malowanke to tez by takie halo bylo.

            ani nie smierdzi an i nie pryska na nikogo, miejsca fizycznie nie zabiera wiecej niz jakbym nie robila, tyle tylko ze ewentualnie mozna sobie kosmetyczke rozlozyc jak jest stolik w pociagu;

            w metrze bez stoliczka trzeba sie obejsc. bardziej "pachnie i wyglada" jak ktos je kanapke albo nawet pije goraca kawe w przedziale wiec nie wiem troche o co chodzi z ta stygma makijazowa.
            • golfstrom Re: Off topic troche 25.02.13, 08:50
              Ja mysle, ze to chodzi o to, ze nie wypada pokazywac warsztatu - znaczy ze to taki troche widok od kuchni.
              Ja sie przestalam przejowac, od kiedy dojezdzam do pracy godzine i jak tylko utkne w korku to wykorzystuje to na makijaz.
              Znaczy makijaz. Zwyczajnie podklad i rzesy, zaden tam makijaz.
            • illegal.alien Re: Off topic troche 25.02.13, 12:25
              Hehe, jak mieszkalam w Polsce i uczylam sie angielskiego, to nie moglam zrozumiec na cholere Anglikom slowo 'commuter' - od dwoch lat wiem doskonale :P
              Czasami zaluje, ze w pociagu nie da sie pokroic warzyw na obiad - duzo zaleglosci internetowych nadrabiam w pociagu, czytam ksiazki, maluje sie, zdarzylo mi sie nawet haftowac (krzyzykowo, nie po imprezie). Kiedys mialam nawet plan, zeby kupic prostownice bezprzewodowa do wlosow, ale stwierdzilam, ze to juz by byla dla mnie przesada ;) Podobnie jak nie pilowalabym i nie malowalabym pazokci (ze wzgledow estetycznych).
              Za to u mnie w pracy na 13 osob, co najmniej 3 albo 4 zostaly zrekrutowane w pociagu - to znaczy obecni pracownicy poznali ich w pociagu i jak byl wakat, to dali znac szefowi.
      • robak.rawback Re: Off topic troche 25.02.13, 01:27
        ale co sie przejmowac, przeciez to wiadomo juz z opisu ze to nie rodzimi anglicy tylko roznej masci aliens - przeciez wiemy ze prawdziwi anglicy tak nie robia
        (no nie moglam sie powstrzymac ;b )

        aniaheasley napisała:

        > Jezdze pociagami jak South East Anglia dluga i szeroka, i jedyne doswiadczenia ze wspolpodroznymi mam w kilku kategoriach:
        1. Nos. Glosne wycieranie, w chusteczke, w rekaw, lub pociaganie obrzydliwe co pol minuty. Dlubanie. Dyskretne, mimochodem, lub nachalne i doglebne kiedy osob a mysli, ze nikt nie patrzy.
        > 2. Makijaz. Nakladanie, systematyczne, metodyczne, przez pol godziny, lub wnikliwa milimetr po milimetrze inspekcja makijazu.
        > 4. Intensywne stukanie, wpisywanie danych, excel dominuje.
        > A poza tym, co najbardziej dominuje, to patrzenie wilkiem, polowanie na miejsca siedzace, przepychanki, lokciowki itp.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka