vygotsky
27.06.07, 13:56
To taka rzecz ktora ciagle przewija sie w mojej glowie.. mieszkam w bardzo
ciekawym miejscu - na coucil estate ktora graniczy z kilkumilionowymi
posiadlosciami. Na osiedlu, jak wiadomo rozni ludzie, rozne dzieci, rozne
wzorce spoleczne i kulturowe. Moje dzieci chodza do bardzo wymieszanych pod
kazdym wzgledem szkol choc nie chodza do lokalnej "sink" podstawowki.
Szczytem marzen mojego 3-latka jest bluzka z power rangers i turtle ninja cos
tam o czym ja nie mam wielkiego pojecia. Moj 7 -latek jak kazali mu narysowac
co najbardziej lubi robic to narysowal siebie grajacego na play station i
podpisal ze najbardziej to on lubi grac na SWOJEJ play station. Oczywiscie
zadnej play station nie posiadamy. Czyli moje dzieci, jak kazde inne lubia
sie przypodobac i dostosowac. Gorzej bedzie w przyszlosci - co bedzie jak
trzeba bedzie ich poslac do najgorszej w okolicy szkoly sredniej gdzie gangi,
narkotyki, noze, przeklenstwa i policja sa na porzadku dziennym.
Na prywatna nas nie stac a poza tym tematu szkolnictwa prywatnego z mezem nie
podejmuje, bo on nie chce o tym slyszec. Do kosciola nie chodzimy, do
religijnej szkoly wiec rowniez nie poslemy... za merytokracja rowniez nie
przepadamy wiec grammar schools tez odchodza z planu. Co mam robic? Uczyc ze
ma podazac za wlasnymi wartosciami nawet jesli bedzie wyalienowany ze swojego
srodowiska? Wyjechac z UK? Znalezc alternatywe - tylko jaka? I nie mowcie mi
ze demonizuje szkoly srednie - te w mojej okolicy sa fatalne pod kazdym
wzgledem.
Czy puszczcie dziecko "na podworko" albo "na pole" jak kto woli, oczywiscie
jesli macie watpliwosci co do elementu tam bawiacego sie? Czy probujecie
dziecku zapewniac zajecia pozaszkolne z mysla ze to pomoze mu nie stoczyc sie
bo zapelni jego czas? Czy trzymacie dzieci w domu pod kloszem zeby nie
wrocily z nozem? A moze wogole nie macie takich dylematow???