Dodaj do ulubionych

bilans dwulatka

13.08.09, 14:13
Witajcie,
Dzisiaj bulam z MAlym na bilansie dwulatka. No i sie zalamalam.
Moj Maly malo mowi-ok 10 slow, wiec hv stwierdzila, ze konieczna jest speech therapist. Ponadto wszystko zle, ze Maly je ogladjac bajke ( wiem, zly nawyk, ale to niejadek i inaczej nie da sie go nakarmic. Nie zrozumie tego nikt, kto nie ma w domu niejadka).
Ze butla z kaszka rano i wieczorem, zamiast "normalnego" posilku. Butla podobno spowalnia rozwoj mowy. Szymon pije butle o 6 rano i nie da sie go przetrzymac, pozniej spi do 8:00.
Ze za pozno chodzi spac: o 9:00, zamiast o 07:30 p.m. Ze za dlugo spi w poludnie - 2 godz. zamiast 1, itd
Sorry, ze taki dlugi post, ale zalamalam sie troche, ze zle wychowuje syna. A kocham go najbardziej na swiecie.
Obserwuj wątek
    • azbestowestringi Re: bilans dwulatka 13.08.09, 15:05
      nasz dwulatek moze wiecej gada ale ma starsza siostre, ktorej sie buzia nie
      zamyka no i w przedszkolu gadaja i spiewaja, przy wlaczonym tv nigdy sie u nas
      nie jada, albo sie oglada telewizje, albo jest wylaczana.
      ale jesli chodzi o reszte - butle z mlekiem mlody caly czas dostaje rano jak sie
      obudzi i przed snem. chodzi spac o 20.45, przesypia cala noc i budzi sie o 7
      rano. w poludnie w przedszkolu maja obowiazkowe DWIE godziny drzemki w poludnie.
      na bilansie dwulatka HV nam piala, jak wszystko super.
      nie przejmuj sie i rob swoje.
    • basiak36 Re: bilans dwulatka 13.08.09, 15:41
      Co do mowy, moj synek w tym wieku niewiele mowil, i nie chcial zrobic niczego co
      HV chciala zeby zrobil:) A teraz ma 6.5 lat i w szkole radzi sobie swietnie:)

      Co do spania tez bym olala, bo to wazne zeby calej rodzinie pasowalo jak
      spi.Pojdzie do szkoly i sila rzeczy zacznie potrzebowac chodzic wczesniej spac.

      Co do jedzenia, zgadzam sie...Nie wierze w dzieci niejadki, to raczej kwestia
      tego jak podchodzimy do jedzenia. Jesli 2 latek dostaje 2 butle dziennie, to nie
      dziwne ze nie ma apetytu na jedzenie. Lepiej byloby zeby sniadanie dostawal po
      prostu lyzeczka. I uczyl sie jedzenia przez spozywanie posilkow z mama/tata przy
      stole, nie przed tv. Mniej wiecej do 3 roku zycia ksztaltuja sie u dzieci nawyki
      zywieniowe.
      Daj mu sniadanie np o 6.30 i juz, niech zje jakas owsianke czy cos. Albo po
      prostu banana. Czy kawalek weetabix.
      Butla sie szybko nasyci i potem apetytu brak.
      Piszesz ze nie da sie go nakarmic. Naprawde go karmisz? Dziecko w tym wieku
      spokojnie powinno jesc posilki samo. Moja coreczka ma 22 mce, kiedy miala 9 mcy
      dostala lyzeczke do reki, na poczatku bylo jedzenie wszedzie ale szybko sie
      nauczyla.
      Zacznij po prostu dawac dziecku jedzenie na stol, kiedy Ty jesz i niech sam
      zacznie po nie siegac, nie karm go.
      Metoda 'zrobie cokolwiek byle zjadl' do niczego nie prowadzi.
      • carmita80 Re: bilans dwulatka 13.08.09, 21:50
        Zgadzam sie z basiak36 moj dwulatek kiedy mial 9-10 m-cy probowal
        jadac sam, dokarmialam ale mial wlasna lyzeczke, teraz swietnie
        sobie radzi, zawsze jada sam, nie pozwoli sie karmic, np. na
        sniadanie dostaje bule z maslem i szynka i zjada ja w 5 min. itp.
        Jada praktycznie wszystko. Przewaznie jadamy posilki razem, przy
        stole, nie ma mowy o wlaczonym tv w tym czasie. Co do butli z
        kaszka, moj dostaje mleko w butelce 2 lub 3 razy na dzien, wczesnym
        rankiem rzadko bo na ogol przesypia cale noce, czasami przed
        popoludniowa drzemka (w przedszkolu tez) i wieczorem przed snem
        godzine po kolacji. Nigdy nie dawalm mleka z kaszka! Czy HV o tym
        powiedziala? Jesli dajesz z kaszka to nie dziw sie ze jest syty,
        poza tym kaszka z lyzeczki nie z butelki. Ja tez nie wierze w dzieci
        niejadki, corka ma 6 lat i tez niby niejadek, ale tak naprawde to
        podjada pomiedzy posilkami a potem nie chce np. obiadu. Jesli nie
        pozwalam na podjadanie i jest glodna to je i niemarudzi, nawet o
        dokladke sie pyta. Z tym spaniem, to szczerze w tym wieku dzieci
        spalu 45 min - 1 godz. wybudzalam i tak robie z malym. Ida spac ok.
        20. Corka budzi sie ok. 8, a maly ok.10. Moj 2 latek tez nie wiele
        mowi, bedzie mial zajecia z logopeda od wrzesnia, nie ma problemu,
        ale tak dla stymulacji, sa darmowe i przychodza do domu. Moze popros
        o zbadanie sluchu. Moj mial robione gdy mial ok. 1 roku i wyszlo ze
        ma plyn w uszach, zalozono mu dreny (nie byly konieczne, ale
        zasugerowano, ze to moze pomoc). Ponowne badanie sluchu po 6 m-ch
        wyszlo bardzo dobrze. A on i tak nie wiele mowi. Corka w jego wieku
        mowila zdaniami. To zalezy od dziecka, wiedocznie rozwija inne
        umiejetnosci. Pozdrawiam.
        • mama5plus Re: bilans dwulatka 13.08.09, 23:01
          carmita80 napisała:

          > Zgadzam sie z basiak36

          A ja z obydwoma Wami ;)
          I podpisuje sie pod wszystkim, nie wylaczajac lyzeczki do lapy podanej przed
          pierwszymi urodzinami jeszcze. W wieku 2 l juz swobodnie smigali nozem i
          widelcem rowniez i jadali regularne posilki z nami.

          Co do `niejadztwa` .... juz po tej butli z kaszka widac co moze byc potencjalna
          przyczyna problemow z apetytem ( jaka to kaszka na dodatek)plus fakt ze nie ma
          wyrobionego nawyku jedzenia przy stole i samoobslugi w tym wieku.
          Prawdziwe niejadztwo z autentycznym zaburzeniem laknienia to przypadek naprawde
          rzadki niezmiernie i powinien byc potwierdzony diagnoza lekarza oraz leczony
          odpowiednio jesli mnie pamiec nie myli.

          Tez bym mogla powiedziec ze mam w domu co najmniej jednego niejadka ;-) bo do
          calkiem niedawna jadal naprawde minimalnie, malenkie porcje, w dodatku wazyl
          niecale 13 kg jeszcze 1-2 mies temu( w wieku prawie 4l) ale w zyciu by mi nie
          przyszlo do glowy by nacisk wywierac ani go do niejadkow zaliczac. po prostu
          jadl tyle ile potrzebiowal i co potrzebowal. Nie dostawal przy tym zadnego
          badziewia, nie byc dopychany niczym mocno przetworzonym. Przy gwaltowniejszym
          etapie wzrostowym zapotrzebowanie tez wzrastalo (acz po wadze widac specjalnie
          nie bylo bo i przemiane materii ma sprawna i aktywny jest bardzo) Teraz tez
          wlasnie zaczal sie kolejny i tym razem nagle haslo dnia to `jestem glodny`
          powtarzane zanim porzadnie otworzy oczy, oraz srednio w pol godziny po
          skonczonym posilku ;-P
          Staram sie przetrzymywac go do regularnych por posilkow (5 obecnie). Jesli jest
          bardzo aktywny i wiem ze naprawde mogl zglodniec to dostaje np jablko. Acz
          smiem twierdzic ze porcje japkie zjada nadal moglyby wiele matek niejadkow ;)
          nie zadowolic jednak. :) No ale moje oczekiwania nie sa wygorowane. :)

          Co do mowy, nie martwilabym sie na zapas, ale moze nie jest zlym pomyslem
          spotkanie ze specjalista i np upewnienie sie ze wszystko OK?

          Dzieci jednak rozwijaja sie roznie, zwlaszcza w przypadku dwujezycznosci to
          opoznienie moze byc uzasadnione choc to tez roznie bywa. Najstarsza corka tez w
          wieku 2 l jakos szalenie duzo nie mowila ( przynajmniej w porownaniu z mlodszym
          rodzenstwem ( najmlodszy zaczal przed pierwszymi urodzinami , przed drugimi mial
          szalenie bogate slownictwo i mowil zdaniami- ot, wplyw starszego rodzenstwa).
          Jednak nigdy HV nie uznawala tego za problem. Junior zreszta, choc wygadany, do
          niej sie slowem nie odezwal i musiala sie zadowolic moim zeznaniem jedynie ;) )

          Co do snu tez sie zgadzam ze to od wewnetrznych ustalen zalezy i jak Wam
          odpowiada jesli nie jest z zewn. powodow regulowane.
          Moje dzieci w tym wieku juz porzucily regularne popoludniowe drzemki o ile
          pamietam ale to znowu wplyw rodzenstwa bo jak mozna spac skoro wokol tyle
          ciekawych rzeczy sie dzieje. ;)
          • emkz Re: bilans dwulatka 13.08.09, 23:50
            Ha, a ja się z Wami nie zgadzam;-)
            Mam bliźnięta niejadki w domu, kaszy rano butlą nie dostają (w ogóle
            butlą nic nie dostają), i mogłyby nie jeść i dwa dni, a po jedzenie
            nie sięgną. Karmienie odbywa się więc tylko na bajkach i to nie byle
            jakich... Nie cudujemy przy tym. Ale tak po prostu jest... Słusznie
            napisałaś gabez: nie zrozumie ten, kto nie ma niejadka. Moje mają 2
            lata i 4 miesiące (niecałe 12 kg), też same nie jedzą, chyba, że do
            ręki, ale chlebka 'ne, ne'. Mówią po swojemu, po naszemu tylko parę
            słów, ale u nas to ponoć rodzinne, że późno zaczynają dzieciaki
            mówić... A co do spania, to każde dziecko ma swój rytm, i jeśli tyle
            śpi, to na zdrowie mu, znaczy, że rośnie, jak mawiała moja babcia;-)
            • basiak36 Re: bilans dwulatka 14.08.09, 00:15
              > Mam bliźnięta niejadki w domu, kaszy rano butlą nie dostają (w ogóle
              > butlą nic nie dostają), i mogłyby nie jeść i dwa dni, a po jedzenie
              > nie sięgną. Karmienie odbywa się więc tylko na bajkach i to nie byle
              > jakich... Nie cudujemy przy tym.

              To znaczy jak dlugo byly bez jedzenia? 2 dni?
              Czy po prostu jadly bardzo malo?

              Moje pierwsze dziecko to wlasnie taki 'niejadek' czyli dziecko ktoremu mamusia
              (ja) nie dala mozliwosci zeby od poczatku nauczylo sie samo jesc. Bez asysty
              mamusi, bez mamusinej najetosci z karmieniem lyzeczka i namawianiem do jedzenia.
              Wystarczylo zeby dziecko zaczelo kojarzyc jedzenie z czyms dziwnym i niefajnym.
              Jedzenie powinno byc czyms naturalnym, zaspokajaniem ciekawosci swiata, niestety
              my sami czesto dzieciom to utrudniamy.
              Moj starszy syn zaczal normalniej jesc jak calkowicie odpuscilam temat ilosci
              jedzenia. Bo tak naprawde wyszlo na to ze to ja musialam zmienic swoje zachowania...

              Drugiemu dziecku dalam luz totalny, od poczatku jedzonka byly wylacznie w formie
              kawalkow jedzenia, ktore kladlam na stol. Pare miesiecy skubala tylko i
              oblizywala jedzenie, rzucajac na podloge (poza tym tylko piers) po czym okolo 10
              mca zaczela jesc. Trzymam sie zasady ze klade jedzenie (zdrowe) na stol a ona
              decyduje ile je. Jak nic nie zje, zabieram i juz.
              • basiak36 Re: bilans dwulatka 14.08.09, 09:39
                Dodam jeszcze o tym jak latwo wszystko popsuc.. sa u nas tesciowie, ja w pracy,
                dowiaduje sie ze mala nic nie chce jesc. Zaczeli okazuje sie ja zabawiac zeby
                zjadla ona nic, fochy stroic itp.. Zdzwilam sie bardzo bo wiem jaka mala jest z
                jedzeniem.
                W koncu poprosilam zeby w ogole dali jej spokoj jak je, bez chodzenia wokolo,
                patrzenia na jej talerz, zachecania, i bron Boze, podawania jej jedzenia
                lyzeczka! Od razu wrocilo wszystko do normy.
                A najlepiej jest jesli wszyscy jemy razem przy stole i nikt nie patrzy na to co
                ona robi z jedzeniem:)
                Czytalam o tym ze dziecko ktore czuje ze ma kontrole nad tym co je, ma wieksze
                szanse na to ze polubi to jedzenie. A kontrola doroslego ogranicza sie do
                wybierania tego co daje dziecku na stol.
                • kingaolsz Re: bilans dwulatka 14.08.09, 12:54
                  Emkz - moj 3 i pol latek wazy 12 i nie uwazam, zeby to bylo malo ( oczywiscie
                  wszystko tez zalezy od wzrostu).

                  Moje dzieci tez niby niejadkami byly, ale pomoglo zmienienie kilku rzeczy w ich
                  diecie - np. zlikwidowanie innych napoi niz woda , bo soki, a juz w ogole jakies
                  wynalazki typu Kubus itp. zabijaja apetyt u dzieci bardzo skutecznie, bo sa
                  naladowane cukrem i kaloriami ( ktore szybko zaspokajaja potrzebe organizmu na
                  owe). Oczywiscie slodycze tez poszly w odstawke. I po tych zmianach nagle u
                  dzieci pojawil sie jakis apetyt.
                  Kaszki tak samo zapychaja cukrem i macznoscia swoja.

                  I ciekawa jestem co pija te Twoje blizniaki :) i co podgryzaja miedzy posilkami.

                  A inna sprawa, ze 2 dni bez jedzenia dla dziecka to nic - moim to sie regularnie
                  zdarza i nie trwe wlosow z glowy. Jeszcze sie nie zdarzylo, zeby sie dziecko w
                  tym wieku zaglodzilo.
    • agg3 Re: bilans dwulatka 13.08.09, 23:13
      To jest jakis bilans 2-latka? Pierwsze slysze. kolezanki maja
      dzieci, ktore pokonczyly 2 lata i niemialy zadnego bilansu.
      a co do HV to jakas zniewiesciala jedza Ci sie trafila. Twoje
      nazwijmy "wykroczenia" maja sie nijak do rozwydrzonych angielskich
      dzieci karmionych fish&chipsem wiec... wez gleboki oddech i zlej ta
      HV. Nastepnym razem na Jej zarzuty daj logiczne wytlumaczenie.
      Wogole nie wyobrazam sobie, zeby HV krytykowala moje wychowanie!
      Mala chodzi do zlobka, takze jest pod stalym okiem nazwijmy
      to "pedagogow". Jest dzieckiem w pelni 2 jezycznym po pol dnia w
      zlobku otacza ja jez ang, a w domu polski. Takie dzieci pozniej
      zaczynaja mowic, chociaz rozumie w obu jezykach. Je jak chce. Mleko
      z kaszka, na zadko pije rano i wieczorem. Rano na sniadanie potem w
      zlobku o 11 maja lunch, o 15 tea. W domu je jakis obiad-kolacje,
      owoce, jogurt i na noc mleko z kaszka. Jesc zaczela w pelni sama w
      zlobku w wieku 12 m-cy, nie da sie nakarmic, chyba, ze sama poprosi
      o to. Telewizor zazwyczaj jest wlaczony, jednak nie robi na niej
      wrazenia. Nie wiem do czego moglaby sie HV przyczepic? Do tego, ze
      dbam o wlasne dziecko, zapewniam Jej w weekendy jak jestesmy razem
      mnostwo atrakcji, zeby sie rozwijala?
      Wiesz oni tu maja swoje "jazdy". To , ze dajesz dziecku butle jest
      zle, ale jak 5 latki ssaja smoka albo palce to jest ok? Ze jedza
      gowniane zarcire to tez ok? Ze chodza w gownianym obuwiu tez ok?
      Rozejrzyj sie dookola i sama sobie odpowiedz na pytanie, czy ta HV
      potraktowala Was powaznie....
      • mama5plus Re: bilans dwulatka 14.08.09, 00:45
        agg3 napisała:
        Twoje
        > nazwijmy "wykroczenia" maja sie nijak do rozwydrzonych angielskich
        > dzieci karmionych fish&chipsem wiec...

        Wiec nie popadajmy w relatywizm.

        Czy jakos wynika z postu autorki watku ze jej HV ktora nie pochwala butli z
        kaszka, dla odmiany pochwala fish&chips w diecie 2latka, oraz ze smok u 5latka
        czy rzeczone obuwie( daruje sobie dokladny cytat :-/) jest wpisane w oficjalny
        standard?

        Bledy popelniane przez jednych, nie usprawiedliwiaja bledow popelnianych przez
        innych.

      • edytataraszkiewicz Re: bilans dwulatka 14.08.09, 00:56
        Moj dwulatek tez do lakomchuchow nie nalezy,mysle,ze jak bym mu nie
        dala to by sie nawet nie upomnial.
        Owszem butla jest rano i wieczorem,ale tylko mleko (kozie),nigdy
        zadnych kaszek u nas nie bylo.Dziewczyny pisaly o owsiance,owszem
        bardzo zdrowa,jako,ze ja nie lubie jakos dzieciakom nie wciskalam
        nigdy.Zawsze sie pytam na co ma ochote i to mu robie,jak widze,ze
        dochodzi poludnie a dziec nic nie jadl to wymyslam jakies czary aby
        jednak sie skusil,ale nic na sile ,bo to dziala w przeciwnym
        kierunku:P
        Slodycze bardzo sporadycznie,ale maly i tak za nimi nie
        przepada,moze dlatego,ze nigdy go nimi nie faszerowalam,czasami
        czekolada,ale teraz kakao -zamiast.Owoce owszem,chociaz nie
        wszystkie.kiedys lubil banany,teraz nie zje,tak samo
        winogrona,jagody...Przejadly sie:-(
        Teraz jest na etapie brzoskwin.

        Oczywiscie je sam od dawna sztuccami,ale lapka nie pogardzi.

        Moglabym powiedziec,ze jest niejadkiem,ale...Kiedys nie chcial
        kanapki,a jak mu wycielam z kanapek samochodziki ,to wrabal ze
        smakiem(wjechal do garazu(czyt. buzi))Czasami troche wysilku i
        wyobrazni dziala:)

        Ja tez nie mialam bilansu,chyba nie wszedzie to jest praktykowane.
        Moj dwulatek swoim slownictwem z latwoscia przegada niejednego
        pieciolatka.Ostatnio wypytywal sie jak jest zbudowany silnik i jak
        dziala:-)


        Niedawno w parku obok mnie siedzialy dwie Polki i tak sie
        przygladalam jak karmily swoje 1-2 letnie pociechy...Najpierw w ruch
        szly paczki,nastepnie ciasteczka i crispsy,popily to dzieci
        geeeestym kubusiem a na koniec...Lody przyjechaly!!!!
        Wiec ja wole te angielskie fish&chips od czasu do czasu...
    • wioluszka78 Re: bilans dwulatka 14.08.09, 00:30
      czym ty sie lamiesz kobietko:))moja mala tez po skonczeniu dwoch latek
      slabiutkio mowila teraz ma 2 i 7 miesiecy i buzka jej sie nie
      zamyka:)pieknie buduje zdania zadaje miliony pytan na dzien ,na ktore z
      usmiechem jej odpowiadam,pije mleko dwa razy dziennie rano i
      wieczorem:)ze pozno chodzi spac badz tez ze za dlugo spi w poludnie
      jest moim zdaniem niedorzeczne:/sluchaj swojej maminej intuicji napewno
      jestes super mama i tak trzymaj;))
      • migotka_bober Re: bilans dwulatka 14.08.09, 02:27
        co ty sie stresujesz na zapas! zwlaszcza z mowa,,,chlopczyki podobno
        sa pozniejsi w tej kwestii od dziewczynek,,

        moj mowi kilka niby slowek--znaczy jakichs tam urywkow ktore ja
        rozumiem i maz,,
        nie je sam, mowy nie ma, bawi sie lyzeczka ktora mu daje
        po mleku krowim go obsypuje wiec dania meczne robie na kozim i jest
        ok
        nienawidzi obiadkow, zadnych kawalkow mies ,
        nawet jablka nigdy nie zje calego,,,
        raz zjadl banana malego to mu zdjecia robilam ze skorka zeby
        utrwalic rodzinie,
        od poczatku nie lubi jedzenia, byl malutki to wypijal 25ml mleka i
        to bardzo wolno,,,
        jest szczuplutki
        jakbym mu jesc nie dala to by tylko pil wode i zagryzal chrupkiem
        kukurydzianym,
        nieraz mu robimy smaka obiadem ale on powacha i mowi nie ce (nie
        chce)
        oglada teledyski zeby zjesc chociaz 100ml zupy

        nie licza sie dla mnie rady i opinie osob ktore nie wiedza co to
        niejadek, co znaczy dziecko ktore nie delektje sie jedzeniem,nie
        smakuje go i ktore za nim nie teskni,,,bo to jest tak jakbyscie
        wykladaly mi teorie opisana w ksiazkach w ktora same uwierzylyscie
        skoro tak pisza, ja mam praktyke na codzien a to zdecydowanie
        miarodajniejsze..

        raa dla autorki postu,moze zacznij jak ja,powoli eliminowac to co si
        przeszkadza w jego sposobie bycia za dnia, jedzenia, poznego
        spania,,nie wszystko naraz, moze juz jest gotowy na jakas
        zmiane,dzieci sa bardzo zmienne,
        moj ma teraz 22 miesiace,jedna zasade mam, nie wpycham na sile gdy
        placze i nie chce,,,odczekam troche i probuje znowu
        nieraz tak nie je ze widac wyraznie jego kosci policzkowe--a dzieci
        w jego wieku maja pysie wrecz..

        pozdrawiam
        • gabez1 Re: bilans dwulatka 14.08.09, 09:46
          DZIEKUJE
          • moncik32 Re: bilans dwulatka 14.08.09, 11:05
            ja widzialam jednego niejadka prawie 3 letniego ,ktory byl karminony tak,ze
            siedzial z glowa w laptopie.jak przyszedl na playgroup i panie postawily owoce
            to okazlo sie,ze dziecko umie widelec trzymac i samodzielnie jesc.niania zdjecia
            robila ,bo na slowo rodzice by nie uwierzyli.
            a i drugi niejadek ,tez pila 2 butle gestej kaszki .jak mama butle wyrzucila
            jakos po drugich urodzinach ,to okazalo sie ,ze dziecko calkiem sporo je
            normalnego jedzenia. i wcale niejadkiem nie jest.

            • migotka_bober moncik 14.08.09, 14:05

              mam nadzieje ze twoje slowa sa prorocze bo o niczym innym nie
              marze :0
        • beamek8 Re: bilans dwulatka 14.08.09, 14:13
          A dlaczego ma jeść całe jabłka czy banany? Sama mam czasem problem ze zjedzeniem
          całego.
          Większość polskich matek, mnie nie wykluczając, jest totalnie zeschizowana na
          punkcie wciskania dziecku jedzenia. Taka tradycja narodowa. Ostatnio na moim
          forum rówieśniczym czytałam wątek pt "ile wasze dzieci jedzą" i mnie zamurowało.
          Półtoraroczniak na śniadanie jajecznicę z 2-3 jajek, na obiad co najmniej 300 ml
          zupy itd. Mama widać aż promienieje z dumy, reszta jej zazdrości i robi sobie
          wyrzuty, że tyle nie wepchnie.

          Zastanawiam się czy to takie zdrowe i dobre. Ja dziecięciem będąc każdym
          wmuszonym kęsem wymiotowałam, więc rodzice dali sobie na spokój, wyglądałam jak
          szkielet. Siostra jadła jak się patrzy, pulpecik mały. Wzrostem się nie różnimy,
          obie studia skończyłyśmy, tylko ona całe życie na diecie, ja niczego sobie nie
          żałuję i nie tyję.

          Co do niejadków. Jak ja małemu ciągle coś pod noc podtykam, to na obiad zje
          odrobinkę. Jak tata zapomni nawet lunchu mu dać, bo zajęty czymś był, to w porze
          obiadu mały zabierze mu wielką kanapkę z rąk i wtrąbi całą. Dziecko musi czasem
          dobrze zgłodnieć.
          • moncik32 migotka 14.08.09, 14:27
            ja tylko pisze wnioski z moich obserwacji tzw niejadkow.dziecku obiad sie
            wciska na sile ale w drodze do domu to dziecko schrupalo biszkociki czy pol
            opakowania winogron .po takiej porcji to ja tez juz bym nie miala ochoty na obiad.
            oczywiscie nie mam pojecia co jedza Wasze dzieci .ale czasami lepiej jak ktos
            rozsadny z boku popatrzy co je w ciagu dnia niejadek i wyciagnie wnioski .albo
            sobie zapisujcie kazdego kesa i po tygodniu moze bledy zywieniowe wyjda .
            ja tylko teoretyzuje bo moj dziec naszczescie wszystkozerny jest.
          • mama5plus Re: bilans dwulatka 14.08.09, 15:18
            > Półtoraroczniak na śniadanie jajecznicę z 2-3 jajek, na obiad co najmniej 300 m
            > l
            > zupy itd. Mama widać aż promienieje z dumy, reszta jej zazdrości i robi sobie
            > wyrzuty, że tyle nie wepchnie.
            >

            :) no to mnie powalilas tymi porcjami!
            Zaraz pojde i sie utopie bo ewidentnie dzieci glodze! ;-P

            Kurcze, ja nie wiem czy nawet moja 12latka 3 jajka wsunie.
            A dzisiejszy 4latek jesli pare lyzek zupy na obiad pochlonie to gora.
            A ja glupia myslalam ze to normalne i widocznie mu wystarcza skoro zdrowy i
            energia tryska! ;)
            Roznica tylko taka miedzy teraz a pare miesiecy temu ( kiedy tez w okolicach 12
            kg oscylowal wiec tyle co ponad rok mlodsze wspomniane tu blizniaki-niejadki) ze
            teraz mowi ze jest glodny i je 5 posilkow dziennie ( ale to tez takich
            `sladowych` ;) wiec moze sie nie licza?? ;-) )
            W dodatku slodyczy nie dostaje, sokow zadnych tylko biedak wode. No i jablka
            tez calego nie zje!. Nawet takie male teraz mamy to sama z inicjatywa wyszlam
            zeby polowe bral zamiast takie nagryzione zostawiac...

            A tak na serio... ja nie wiem skad sie to wciskanie jedzenia bize ale na moj
            gust ewidentnie jest to jakas spuscizna pokryzysowa moze??
            Jak juz w innym miejscu pisalam, maz mojej znajomej pochodzacy z Haiti ma tzw
            syndrom pustego brzucha i wlasnie te tendencje do okazywania milosci poprzez
            wciskanie jedzenia. Musi byc duzo i czesto. Przy czym w jego przypadku jeszcze
            najgorsze badziewie na dodatek. Im nowsze i bardziej reklamowane, tym lepiej. Bo
            zeby dzieci okazji nie stracily kiedy sie taka nowosc pojawia. ;)

            No i tez powiedzenie ze posiada sie na stanie niejadka to takie cool jest.
            Zawsze sie znajdzie ktos kto zrozumie, pozaluje, ma tak samo.
            I zeby nie bylo... ja naprawde wierze ze zdarzaja sie dzieci z powaznymi
            zaburzeniami laknienia u ktorych instynkt samozachowawczy kompletnie zawodzi,
            ale .... ale no wlasnie... wszystkie znane mi niejadki( w dodatku tak liczne ze
            szokuje po prostu czestotliwosc tego zjawiska) nie dosc ze jedza wiecej niz moje
            jadki (a pewnie i wiecej niz niejeden zdrowy dorosly), to rowniez bez dwu zdan
            zwykle waza wiecej a niechec do jedzenia jest juz na pierwszy rzut oka misternie
            wypracowana przez rodzicow czy/i dziadkow. Czasem tez przez lekarza jakiegos
            straszacego `zbyt mala waga` i zaczyna sie od dokarmiania, dopychania butla i
            kaszka na spiocha, pozniej serki, soczki, tu pol danonka, tam lyczek bobofruta,
            gryz banana, biszkopcik... no, na obiad ZNOWU nic nie zjadl!!... a dziecko samo
            nie wie czego chce bo zoladek ( i mozg) nie mial kiedy odpoczac od jedzenia....
            Niejadztwo jest po prostu takim zgrabnym wytlumaczeniem na wlasne leki,
            lenistwo czy brak silnej woli na walke z tymi zlymi nawykami.

            Przypominam, mowie o znanych mi osobiscie przypadkach.

            Mialam tez taka jedna ciocie u/przy ktorej sie zawsze robilam niejadkiem :)
            Moge zdradzic tajemnice jej `sukcesu` ;)
            • monika_i Re: bilans dwulatka 14.08.09, 15:34
              Mama5plus, Samuel ma prawie dwa lata i 3 jajka na sniadanie to on by
              bardzo chetnie zjadl, bez problemu. sam sobie z lodowki wyciaga
              czasami i musze z podlogi zbierac!
              no, ale moj je duzo i wszystko, stawiam przed nim talerz makaronu z
              warzywami gotowanymi i wybiera sobie co lubi a reszte zostawia badz
              dojada w swoim tempie. nigdy go nie zmuszalam do jedzenia, mlody sam
              je widelcem badz lyzka, przy stole razem z mama i tata. sniadania i
              kolacje jemy zazwyczaj razem, z dala od telewizora.
              sammy po prostu lubi jesc, jest duzym chlopcem pelnym energii i
              najwidoczniej tyle potrzebuje.
              • mama5plus Re: bilans dwulatka 14.08.09, 16:45
                monika_i, ja jak najbardziej wierze ze moze i ze tyle potrzebuje organizm i
                spali sobie. Wazne ze sam chce a nie ma te 3 jajka wciskane albo za cel
                postawione ( bo jesli nie zje tyle to juz niejadek ;) )
                I wazne tez co je. Bo bialko np ma to do siebie ze nie mozna go w nadmiarze
                wcisnac specjalnie czyli widocznie takie ma potrzeby.

                Junior zjada male porcje ( wyjatkiem jest makaron jakis ktory to pasjami) ale
                teraz ma np skok wzrostowy ( co po portkach przykrotkich zauwazylam gdy sie
                nieco ochlodzilo ;)) i te swoje male porcje( no troche wieksze) jada czesciej.
                Fakt ze latem tez swieze powietrze i aktywnosc caly dzien dodatkowo swoje robi.
                No i wiek pewnie. Choc nadal jest szczupak, galoty spadaja ale taka ma budowe i
                tyle.
                Gdyby zjadl te 3 jajka to by je dostal. :) Ale skoro wiem ze zmiesci jedno, to
                mu kolejnych nie wciskam.
                Dostaje tez male porcje z mozliwoscia dokladki i jesli zje i prosi o wiecej to
                dobrze. Jesli nie to tez OK.
                Na sniadanie zawsze symbolicznie. Niejadek? ;)
                • beamek8 Re: bilans dwulatka 14.08.09, 17:21
                  Jest jeszcze kwestia tego, że kazde jedzenie zawiera rózne szkodliwe substancje.
                  Niektóre się kumulują, inne mocno obciążają wątrobę. Przy wielkich ilosciach
                  przetwarzanego jedzenia większe są szanse, że w końcu coś zaszkodzi. Oczywiscie
                  każdy organizm jest inny i niektórzy potrzebują jeść więcej i lepiej sobie radzą
                  z toksynami.

                  Do autorki watku: Gabez1, naprawdę nie ma się czym martwić. Bardzo nietaktowna i
                  zarozumiała kobieta ci się trafiła. Jestem winna wszystkim twoim grzechom z
                  wyjatkiem kaszy w butelce. Ale sama piłam do 7 roku życia. Zyje, zęby mam własne.
            • gypsi Re: bilans dwulatka 14.08.09, 18:49
              > A tak na serio... ja nie wiem skad sie to wciskanie jedzenia bize ale na moj
              > gust ewidentnie jest to jakas spuscizna pokryzysowa moze??

              Nie wiem skad, ale to zaprawde powszechna sprawa - nieraz mi sie niedobrze
              robilo od patrzenia jak mamunie z babuniami za kilkuletnimi dziecmi popitalaja z
              talerzem, wciskajac chlebek w kosteczke pokrojony do dziobeczka, ratunku!
              Dla odmiany ja przegielam raz w druga stone dajac dzieciowi 8-mies kawalek
              jablka, no bo skoro mialo juz 6 zebow? Nie skojarzylam, glupia, ze tymi 6
              zebiszczami, to ono moze co najwyzej kawal odgryzc, ale juz zmiazdzyc i
              rozetrzec nie ma czym. I tak o malo nie zachlysnelam wlasnej corki. Zreszta,
              manewr Heimlicha jeszcze przy 2 innych okazjach musialam na niej trenowac;)

              Sa takie rodziny, gdzie wszystko, absolutnie wszystko kreci sie wokol zarcia -
              ledwo skoncza sniadanie, juz zabieraja sie za obiad, i tak dookola Wojtek. Zycie
              wokol stolu, wszystkie okazje to przede wszystkim celebra zarciowo-piciowa. OK,
              tez sobie lubie pojesc i za stolem posiedziec, ale robic z tego sens zycia?
              • mama5plus Re: bilans dwulatka 15.08.09, 13:19
                > Nie wiem skad, ale to zaprawde powszechna sprawa - nieraz mi sie niedobrze
                > robilo od patrzenia jak mamunie z babuniami za kilkuletnimi dziecmi popitalaja
                > z
                > talerzem, wciskajac chlebek w kosteczke pokrojony do dziobeczka, ratunku!

                O!:) Pzypomnialas mi nasza wizyte w PL 12l temu kiedy bylismy miesiac i z
                pierworodna i wszyscy chcieli `nas` zobaczyc wiec objazd rodziny niejednokrotnie
                z 3ma wizytami dziennie.
                I jak M zielenial na widok zastawionego stolu u kolejnej cioci bo on nauczony
                ze jak czestuja to sie nie odmawia :o)
                No to jadl i jadl...., az dojechalismy do jednej cioci- mamy 2 doroslych ( i
                mocno okazalych ;)) niejadkow ;-) oraz babci 1 niejadka na etapie dosc wczesnym
                czyli buntu ;)
                Jako ze ciocia mieszkala nad cukiernia to lawa zastawiona wszelkiej masci
                cudownosciami z dolu. W tym tort bezowy, labedzie z bita smietana, ptysie,
                eklerki....a ciocia namawia i namawia i cieszy sie ze chlopakowi smakuje :)...az
                mi sie w koncu zwierzyl z odcieniem tej zieleni na licu ze jak kolejnego
                eklerka w siebie wcisnie (a bylismy juz po 2 innych posiadowkach przy stole ;-P
                ) to chyba zawartosc wydali gwaltownie zanim do lazienki skoczy i pyta naiwnie
                czy wypada odmowic gdy juz NAPRAWDE nie moze. ;-P

                Ja biedaka nie uprzedzilam ze w Polsze (i w pobliskich krainach o ile sie nie
                myle bo pamietam ze chyba na Litwie tez) namawianie jest rzecza swieta a
                odmawianie swoista forma grzecznosci ;) i ze jak czestuja to najpierw wypada
                odmowic i podroczyc sie troche ;-) czyli takiego niejadka pozgrywac ;) a
                nastepnie po kilku namowac laskawie cos skonsumowac ;)

                czyli wypada byc niejadkiem ;)

                A jak on wmialat wszystko przy pierwszym podejsciu ( nie zostawiajac nawet
                kawalka na talerzu bo tez tak mu mama kazala) to mysleli ze taki glodny i sie
                nim zaopiekowali stosownie :).
                A ze alkohol byl jedynym czego odmawial, to ze zdwojona sila w jadlo inwestowali ;)

                O samych posiadowkach nie wspomne. Rzeczywiscie wszystko wokol stolu. Jeszcze
                sie sniadanie nie ulezalo, a juz obiad zaraz. W miedzyczasie jakies paluszki czy
                inne przegryzki.
                A mawiaja o Francuzach ze oni zyja zeby jesc.... ;)

                Ostatnio tez ktos mi przypomnial o tych rodzicach biegajacych za dziecmi w
                piaskownicy z jakimis chrupkami czy jabluszkiem. To przy okazji tematu `co
                biezecie dla dzieci do jedzenia w piaskownicy? 8-OOO ;)
                I jak jedzenie moze pozniej smakowac kiedy metabolizm sie nie nadaza rozbujac
                do nastepnego posilku??

                Moja mama akurat wtedy otworzyla sobie sklep w domu wiec swieze paczusie,
                ciasteczka i batoniki ;) oraz napoje gazowane co chwile znosila 8-O

                Przeciwienstwo tesciowej ktorej mantra to `prosze sie czestowac
                ale nie zmuszam`
                Tak mi sie to udzielilo ze kiedy mialam bardzo ostatnio kuzynostwo z Pl w
                goscinie to obawiam sie ze ich podglodzilam nieco ;) bo nie nalegalam zbytnio a
                przy pierwszym podejsciu zwykle odmawiali ;0)
                Najpierw myslalam ze cos nie tak z tym zarciem. Pozniej mnie oswiecilo ze
                przeciez tak wypada!! I eureka!! 2-3 podejscia i akceptacja ;)
                A moze po prostu zglodnieli? :)


                • golfstrom Re: bilans dwulatka 15.08.09, 13:31
                  :D Ubawilam sie czytajac o przygodach Twojego meza :)

                  A tak serio to sie zastanawiam, czy u nas kult jedzenia nie wynika z okresowo pojawiajacego sie w narodzie glodu. Moja ciocia, do ktorej jedzilam na wakacje, byla przekonana, ze umieram z glodu, jesli nie zjadlam czegos porzadnie tlustego co 2 godziny. Cokolwiek mi sie dzialo - glowa mnie bolala, spac mi sie chcialo, jej odpowiedz byla jedna "to z glodu, bo nic nie jesz". No i tak pokolenie wojenne przekazuje nam swoja madrosc zywieniowa.

                  • gypsi Re: bilans dwulatka 15.08.09, 16:29
                    Nie wiem, czy to tylko kwestia wieku i przezytej wojny, chyba nie.

                    Moi dziadkowie cala wojne, lacznie z Powstaniem przezyli w Warszawie i owszem,
                    jedzenia sie nie wyrzucalo u nich, w ogole, ale tez i nie czcilo. To czego
                    naprawde sie nie dalo przerobic, zjadal pies.
                    Posilki byly jak w zegarku - sniadanie, obiad, kolacja, pomiedzy nimi 2.
                    sniadanie (najczesciej kawa/herbata i szneka z glancem;) oraz powdwieczorek
                    (kawa/herbata i domowe ciasto).
                    Byli szczupli i zyli oboje dobrze ponad 90.
                    W swieta czy inne rodzinne okazje nadal sniadania byly krotkie, jako i kolacje.
                    Najdluzszy byl obiad, a po nim wymarsz wszystkich na obowiazkowy spacer. Po
                    kolacji ewentualnie podjadalo sie wieczorem owoce, zima orzechy, minimalne
                    ilosci slodyczy albo babcine ciasto.
                    Maslo orzechowe albo pringlesy przywozone/przysylane ze Stanow, byly traktowane
                    jako prawdziwy cymes i dzielone na wszystkich - kuzynce do dzis zostala milosc
                    do czipsow, a mnie do masla, bo zawsze bylo za malo na te gromade;)
                • 7oz Re: bilans dwulatka 15.08.09, 13:45
                  mama5plus napisała:

                  Ja biedaka nie uprzedzilam ze w Polsze (i w pobliskich krainach o ile
                  sie nie
                  myle bo pamietam ze chyba na Litwie tez) namawianie jest rzecza
                  swieta a
                  odmawianie swoista forma grzecznosci ;) i ze jak czestuja to najpierw
                  wypada
                  odmowic i podroczyc sie troche ;-) czyli takiego niejadka pozgrywac
                  ;) a
                  nastepnie po kilku namowac laskawie cos skonsumowac ;)


                  My mieliśmy to samo z naszą angielską ciotką, mąż Polak, który tu
                  wylądował po drugiej wojnie światowej jej nie uprzedził o tym
                  zwyczaju. Myślę, że było to dla niego oczywiste, zresztą po latach na
                  obczyźnie z radością przyjmował każdy kolejny sernik i makkowiec.
                  Kobieta wychowana w starym angielskim stylu, grzeczność to podstawa,
                  nie umiała odmówić, jadła i cierpiała :)
                  • liley11 Aa na ten bilans to samemu sie idzie czy dzwonia? 15.08.09, 14:19
                    Taaaa pobyt w Pl konczy sie kilkoma kilogramami do przodu.. juz
                    zapomnialam, ile to trzeba potraw przygotowac dla kilku osob, aby
                    mialy czym zakaszac wodeczke:)))

                    I jak jest bilans dwulatka po angielsku?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka