Gość: basia IP: *.crowley.pl 22.02.07, 15:32 czy narty przewożone na dachu samochodu (nie w trumnie) moga być gołe, czy lepiej je jakoś zabezpieczyć, przynajmniej wiązania ? pokrowca nie mam, bo do tej pory jeździły w środku pozdr basia Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
zolviu Re: narty przewożone na dachu samochodu 22.02.07, 15:37 przynajmniej wiazania jakos zabezpiecz, srodki sypane na drogi (zwlaszcza w polsce) napewno nartom nie pomoga, wrecz przeciwnie pzdr zolv Odpowiedz Link Zgłoś
numenius Re: narty przewożone na dachu samochodu 22.02.07, 16:15 niedawno sie dowiedzialem, ze koledze na Slowacji ukradli 2 pary nowych nart przewozonych na dachu - poszedl z zona na obiad a samochod zostawil pod knajpa... 3 tysiace w plecy... ale oczywiscie tylko czekac jak je dostanie spowrotem - w koncu Slowaccy policjanci pilnie sie o to zatroszcza;))) Odpowiedz Link Zgłoś
wote Re: narty przewożone na dachu samochodu 22.02.07, 16:41 Ja zawsze owijam stretchem wiązania, a porem kilka pociągnięć mocną taśmą pakową. Zawsze dojeżdżają nietknięte. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: a_ozieblo Re: narty przewożone na dachu samochodu IP: *.cyf-kr.edu.pl 22.02.07, 18:35 > czy narty przewożone na dachu samochodu (nie w trumnie) moga być gołe, czy > lepiej je jakoś zabezpieczyć, przynajmniej wiązania ? pokrowca nie mam, bo do > tej pory jeździły w środku Przez cale lata wozilem je gole i dobrze bylo. Ale gdy kupilem calej rodzinie pokrowce, nawiasem mowiac za niewielkie pieniadze w Makro, woze w nich. Oczywiscie, gdy jezdziemy w 2-3 osoby - to w srodku. Wozenie nart w pokrowcu na dachu daje mi psychiczny komfort, ze sie mniej brudza. Moze to i prawda. :) Natomiast do trumny, podobnie jak Ty, sie nie przekonalem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: web Re: narty przewożone na dachu samochodu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.02.07, 11:37 na dłuższe trasy wozimy w trumnie. Wsadzamy tam - oprócz nart- buty narciarskie całej rodziny, jak potrzeba żarełko, stroje narciarskie. Bagażnik przeznaczamy na resztę + -/przy wyjazdach krajowych/ na naszego wielkiego psa. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Trzeźwy To proste. Żeby zmniejszyć opory powietrza, trzeba IP: *.chello.pl 23.02.07, 12:16 odpiąć od nich narciarza. (jak rozumiem narty masz cały rok, a jeżdzisz na nich tylko przez 8 dni w roku? warto je kupować i wozić? nie lepiej wypożyczyć na miejscu?) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jw Re: narty przewożone na dachu samochodu IP: *.prokom.pl 23.02.07, 12:18 Gołe, nic im się nie stanie. Pokrowce tylko zwiększają hałas i stanowią większy opór na dachu samochodu. Po drodze na narty - przetrą się same na śniegu, po powrocie z, spłukuję cipłą wodą i tyle. Pozdro Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: cycek Re: narty przewożone na dachu samochodu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.02.07, 13:25 Ooo widze że kolega z PROKOMU, co Rychu już do pracy nie goni?? Odpowiedz Link Zgłoś
ortodox Re: narty przewożone na dachu samochodu 23.02.07, 13:54 Gołe ?????????? To chyba nie najlepszy pomysł ... . Ślizgi jak ślizgi, ale wiązania ???? Po dłuższej trasie pełno w nich piachu, soli, a w najlepszym wypadku kurzu. Takie wiązania mogą zawieść w najmniej oczekiwanym momencie. Dobrze owinięte wiązania nie będą bardziej hałasować, a wręcz przeciwnie... pozdro. Odpowiedz Link Zgłoś
cubikon Re: narty przewożone na dachu samochodu 23.02.07, 14:15 Eeee.. tam, nic im nie będzie, po trasie warto je przemyć pod prysznicem z całego tego syfu, ale stać to im się nic nie może, wszak jest to sprzęt do funkcjonowania w warunkach atmosferycznych. Jeżeli masz faktycznie nowiutki, wypucowany sprzęt to można je owinąć folią stretch (można zwykłą spożywczą) tylko z głową i mocno ponaciągać bo inaczej będziesz miał welon za samochodem. Można owinąć całe narty z wiązaniami. Ostatnio robiliśmy tak z "pięknymi nartusiami" mojej lubej. Odpowiedz Link Zgłoś
cubikon Re: narty przewożone na dachu samochodu 23.02.07, 14:23 A, i jeszcze jedno, jak wieziesz narty na dachu to staraj się je wieźć przodem do tyłu, (będziesz miał mały spoiler ;), żart oczywiście) ja przy 4 parach na dachu odczułem wielką różnicę, aż się zdziwiłem. Te teorie o szkodliwej solance itp to trochę zabawne, jedziesz przez 5-10 h autem i to ma ci zniszczyć sprzęt który starcza na kilka lat dwa razy do roku... proszę. Po trasie myjesz pod prysznicem, wysuszysz i masz spokój. Moje narty mają jakieś 5 lat a na samochodzie wożone były chyba z 9 razy (pożyczałem je czasem) i absolutnie nic im się nie stało. Odpowiedz Link Zgłoś
ortodox Re: narty przewożone na dachu samochodu 23.02.07, 16:11 Jeżeli sądzisz, że prysznic załatwi wszystko, to jestś w błędzie. Ale to Twoje narty i nogi :)) pozdro. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kuza Re: narty przewożone na dachu samochodu IP: *.abcdata.pl 23.02.07, 14:15 dokładnie, wystarczy spojrzec co dzieje sie z zamkami samochodowymi po kontakcie z sola na drogach, to samo bedzie z wiazaniami Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: LO Re: narty przewożone na dachu samochodu IP: *.krak.tke.pl 23.02.07, 14:13 Witam, Najlepiej dla nart to w pokrowcu - chronisz sprzęt. Jeśli przewozisz bez pokrowca to owiń je folią. Nawet taka do zywności (z rolki) i nie same wiązania !!! Ważne są przeciez krawędzie a solanka wraz z różnymi nieczystościami z drogi ma właściwości wyżerające.... przyspiesza korozje itd... Dla jazdy samochodem to najlepiej przewozić w środku - względy aerodynamiczne. Ja jak tylko mogę przewoże wsrodku w samochodzie - jesli na dachu to w pokrowcu na bagażniku magnetycznym. Na postoju ZAWSZE zdejmuje bagażnik i narty i wkładam do samochodu...i już mogę spokojnie zjeśc obiad i pochodzic po lesie Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: THULE Tylko w trumnie. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.02.07, 15:27 Po to są bagażniki zamykane /popularne trumny/, żeby w nich wozić narty. Wejdzie spokojnie nawet 10 par, lub 2 i tyczki, wiertarki, ochraniacze itp. Wygodnie, bezpiecznie. Masz miejsce w w bagażniku na torby, a w środku jest komfort jazdy. Szkoda wam paru stówek? Odpowiedz Link Zgłoś
staruch5 bez trumny da sie zyc! 23.02.07, 15:35 jezeli moge sie obejsc bez trumny, to nie musze znosic jej wad. W moim przypadku, to: koszt zakupu, zwiekszone zuzycie paliwa (do 10-15% przy dozwolonych predkosciach), troche zmniejszona stabilnosc pojazdu niemozliwosc wjechania czy wyjechania do/z garazu w domu (to samo czesto w parkingach podziemnych) brak miejsca na trumne w garazu i w domu. Dlatego, jak moge, to woze narty w srodku, a jak juz musze, no to biore bagaznik (sporadycznie). Ja Ci (Thule) nie zabraniam miec trumny, tylko pokazuje, ze nie kazdemu to musi odpowiadac. Odpowiedz Link Zgłoś
ortodox Re: bez trumny da sie zyc! 23.02.07, 16:09 ... a ja wszystkich przestrzegam, żeby trzymali się z daleka od samochodów z trumnami na dachu. 10par nart, buty, wiertarki ... pewnie uzbiera się ze 80kg "żywej wagi" i nie daj Boże ... amen ;) pozdro. Odpowiedz Link Zgłoś
afilipinka Re: bez trumny da sie zyc! 24.02.07, 13:08 Tylko że w sezonie to Twoje trzymanie się z dala od samochodów z trumnami równoznaczne jest ze zjechaniem z autostrady niemieckiej i przedzieraniem się opłotkami. Z roku na rok przybywa aut z trumnami (a swoją drogą my jadąc kiedyś do Włoch na narty ochrzciliśmy to mianem gondoli, coby złego losu nie kusić ;) ), w czasie ferii to już przed Monachium zdecydowanie przeważają na drodze i jak się tu trzymać od nich z daleka? Odpowiedz Link Zgłoś
ortodox Re: bez trumny da sie zyc! 24.02.07, 15:19 Czy ja wiem? Zazwyczaj trzymam się z dala od Niemieckich autostrad. Jazda nimi jest strasznie nudna ;) Szczególnie gdy jadę na narty, ale czy to znaczy, że przedzieram się opłotkami? Nie sadzę :) No a tak na poważnie, to trzeba unikać pewnych tras w określonych terminach, godzinach ... nie tylko z powodu trumien, czy jak to nazywasz gondolek. Cóż, nie mam zaufania do takich sprzętów, a szczególnie do ludzi, którzy je zakładają w pośpiechu i bez wyobraźni ... . pozdro. Odpowiedz Link Zgłoś
staruch5 Re: bez trumny da sie zyc! 24.02.07, 15:28 niby sie zgadzam z ortem, ale nie slyszalem, zeby odpadajacy sprzet narciarski byl jakims powaznym problemem na autostradach. Na razie to na A24 zaatakowalo mnie kiedys wiadro z samochodu malarskiego. udalo mi sie uniknac kontaktu a na szczescie wiadro bylo plastikowe. Pzdr. Odpowiedz Link Zgłoś
kubagr Re: bez trumny da sie zyc! 24.02.07, 16:28 a propos prysznicowania nart po jezdzie w solance; kazdy odpowiada za swoje narty ale ja NIGDY nie narazil bym moich nart i czichs tez, na takie warunki prysznicowanie nic nie zalatwi oprocz uspokojenia sumienia.......... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kross Re: Tylko w trumnie. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.02.07, 21:50 Hmm... ja mocno zastanawialem sie w tym roku na kupnem box'a. Obecnie uzywam bagaznika Fapy (nie polecam na dluzsza mete - rdzewieje i sie rozpada). Rozgladalem sie i sprawdzalem, porownywalem, az trafilem na cos takiego: www.adac.de/images/Dachboxentest_ISDN_tcm8-167389.wmv To dalo mi do myslenia i z zakupem sie chwilowo powstrzymalem. Niestety box'ow firmy Kamei w Polsce nie widzialem. A nawet Thule Atlantis, ktory nalezy do jednych z drozszych i wydawaloby sie, ze co jak co, ale Szwedzi - majacy jopla na punkcie bezpieczenstwa - zadbaja o to aby takze w sytuacja ekstremalnych zagwarantowane bylo bezpieczenstwo. Efekt - w tym roku pojechalem do Austrii z nartami w aucie. Wzielismy 2 pary, 2 osoby i tak wypozyczaly sprzet na miejscu, wiec dramatu nie bylo. A zalaczony link i video polecam zwlaszcza tym, ktorzy wala do boxow X par nart, kijow, butow, zarcia, ciuchow i wszystkiego co sie tylko tam zmiesci. Odpowiedz Link Zgłoś
d25 Re: Tylko w trumnie. 28.02.07, 12:52 No coz, niespecjalnie mnie to przekonuje. Brakuje mi informacji o predkości, a z drugiej strony jak cokolwiek montujesz na dachu samochodu to musisz sie liczyć z rezultatami. Chciałym zobaczyć jak się zachowują narty w środku auta, szczególnie położeone w zdłóż np. przy dachowaniu. A co z rowerami?? też do środka??. Sam jeżdże z "trumną" drugi sezon (z lenistwa po pare miesiecy w roku) i mogę powiedzić że informacje o większym zużyciu paliwa (a szczególnie przy dozwolonych prędkościach) są wyssane z palca - nie zauważyłem żadnej róznicy (a mam najwiekszego Thula jakiego znalazłem na rynku). A wygoda jest taka ze hey - narty czyste, w aucie sporo miejsca i nie zastanawiam sie czy brać też biegówki czy już sie nie zmieszczą (6 par nart + deska spokojnie wchodzi). A dobrze przypięte w środku są niesłyszalne nawet na największych wybojach. A w przypadku zderzenia, to najmniejszym moim zmartwieniem będzie czy mi wypadną czy nie. No i tak przód do roboty w najlepszym przypadku. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JaC Re: Tylko w trumnie. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.07, 13:12 Wybacz, ale zuzycie paliwa to rośnie już od założenia smych poprzeczek, szczególnie z uchwytami na narty, nawet jeszcze bez przypiętych nart czy trumny... No chyba, że Ty tylko po mieście 50 km/h JaC Odpowiedz Link Zgłoś
staruch5 Re: Tylko w trumnie. 28.02.07, 14:21 d25, no grzeszysz niewiedza. mozna nie wiedziec dokladnie ile, ale zeby twierdzic, ze nie zwieksza sie zuzycie paliwa z powodu trumny.... to znaczy, ze w ogole nie wiesz dlaczego twoje auto zuzywa benzyne. W znakomitej wiekszosci to opor powietrza, potem opor toczenia gum i wreszcie przyspieszanie. Z grubsza w przedziale predkosci okolo 100km/h zuzycie paliwa (na dystans) zalezy liniowo od powierzchni przekroju poprzecznego. trumna to przewaznie jakies 10-20% powierzchni przekroju samochodu. I tyle tez rosnie zuzycie. Przy wyzszcyh predkosciach jest jeszcze gorzej. Pewnie prawie zawsze jezdzisz z trumna i nie badasz doladnie zuzycia. No to nie pisz bzdur. Odpowiedz Link Zgłoś
ortodox Re: Tylko w trumnie. 28.02.07, 16:06 ... tylko jeszcze wyjaśnię, że nie tyle przyspieszanie jest odpowiedzialne za zużycie paliwa, lecz hamowanie, bo wtedy bezpowrotnie tracimy nadaną podczas przyspieszania energię. Tu jeszcze dodatkowo zdziwię wszystkich fanów motoryzacji, że wbrew utartym opiniom, gwałtowne (na całkowicie otwartej przepustnicy) przyspieszanie jest najbardziej paliwo-oszczędnym przyspieszaniem. Ja akurat należę do tych dziwaków, którzy nawet rowery wożą w środku( w aucie). Oczywiście, auto kombi i do tego trzeba zdemontować przednie koła, ale dwa normalne górale wchodzą na specjalnym stelażu (własnej konstrukcji :)). W ten sposób w 2003 zrobiłem po Europie 15 000 km oszczędzając na paliwie min.1000zł. pozdro ;) Odpowiedz Link Zgłoś
staruch5 ortodox lubi jezdzic z pedalami w srodku! 28.02.07, 16:37 eort napisal "nie tyle przyspieszanie jest odpowiedzialne za > zużycie paliwa, lecz hamowanie, bo wtedy bezpowrotnie tracimy nadaną podczas > przyspieszania energię. " gdybys wowczas nie przyspieszal, to bys paliwa nie zuzywal:-) Zeby sie popsrzeczac, powiem, ze paliwo zuzywasz na przyspieszanie, ktore w 99% przypadkow wynika z uprzedniego hamowania. Ten 1% to start po wejsciu do autka. Co do rowerow. Zgadzam sie z Twoim wyliczeniem (z grubsza), jezeli by rowery mialy byc na dachu. Troche lepiej jest je wozic na tylku (bagaznik na klape lub na hak). Porownujac do takiej konfiguracji wyjdzie, ze troche mniej zaoszczedziles majac rowerki kolo szyji :-) a w ogole, to pzdr. Odpowiedz Link Zgłoś
ortodox korypetycje z fizyki... 28.02.07, 17:55 .. staruchu, miałem Cię za inteligentnego starucha, a Ty mnie zawodzisz ;) Zapewniam Cię, że za zużycia paliwa odpowiada hamowanie, a nie przyspieszanie, bo za zużycie paliwa odpowiadają opory. Jak już sam słusznie zauważyłeś: opór powietrza, opory tarcia tocznego i ślizgowego w łożyskach ... i także opór HAMOWANIA. Do przyspieszenia co prawda potrzebne jest paliwo, ale zostaje ono zużyte na powiększenie energii kinetycznej ( zasada zachowania energii, wzrost prędkości) i gdyby nie hamowanie (i sprawność silnika) ... to cała zużyta w ten sposób energia w postaci paliwa, zastała by wykorzystana na pozostałe w/w opory ruch samochodu. Hamowanie dodatkowo je zwiększa, wiec powiększa zużycie paliwa. Chętnie jednak pokłócę się dalej... Co do pedałów w środku, to zapewniam, że maiłem je daleko od szyi, a bagażnik na tylnej klapie ma swoje wady niestety: wystające poza obrys samochodu koła, zakrywanie tylnych świateł i tablicy rej. o co czasem czepiają się czepialscy policjanci ... pozdro ;) Odpowiedz Link Zgłoś
zolviu Re: korypetycje z fizyki... - to ja poprosze 28.02.07, 18:25 ortodox napisał: > Jak już sam słusznie zauważyłeś: opór > powietrza, opory tarcia tocznego i ślizgowego w łożyskach ... i także opór > HAMOWANIA. hmmmmmm, a jakbym hamował tylko na luzie? ;) pzdr zolv Odpowiedz Link Zgłoś
staruch5 Re: korypetycje z fizyki... 28.02.07, 18:33 Wiesz co, boje sie to kontynuowac, bo jak ostatnio pisalismy o predkosci narciarza, to byly za duze jaja. Co do rowerow i pedalow, to chyba nie chwyciles, o co mi chodzilo ;-) albo ja teraz nie chwycilem, ze Ty chwyciles byl. W samochodach z wtryskiem paliwa, przy hamowaniu silnikiem paliwo jest zupelnie odcinane, dopoki obroty silnika sa na tyle male (okolo 1000 obr/min.), ze wlacza sie obieg benzyny dla biegu jalowego. Umiem ten moment zauwazyc w swoim aucie przy hamowaniu silnikiem. W starszych autach gaznikowych przy hamowaniu silnikiem niestety paliwo sie zuzywa, ale nie na hamowanie. Nie wiem, jak ja to mam napisac. Do hamowania nie jest potrzebna benzyna. Przy jezdzie ze stala predkoscia caly wydatek benzyny idzie na opor powietrza, opor toczenia opon, opor lozysk, troszke na opory samego silnika. Uzywasz energie zgromadzona w benzynie na prace przeciw silom tarcia. Jezeli przyspieszasz na poziomym torze, to zwiekszasz energie kinetyczna pojazdu kosztem wlasnie zuzytej benzyny. Jezeli hamujesz na plaskim to zmniejszasz energie kinetyczna pojazdu kosztem tarcia klockow o tarcze i opon o asfalt. Tu sie wydziela cieplo i podgrzewasz atmosfere. Wszystko. W tramwajach przy hamowaniu silnik elektryczny zamienia sie w pradnice i prad wraca do trakcji (przy jakiejs tam sprawnosci mniejszej od 1, oczywiscie). ORTODOX::: @@@@ Do przyspieszenia co prawda potrzebne jest paliwo, ale zostaje ono zużyte na powiększenie energii kinetycznej ( zasada zachowania energii, wzrost prędkości) i gdyby nie hamowanie (i sprawność silnika) ... to cała zużyta w ten sposób energia w postaci paliwa, zastała by wykorzystana na pozostałe w/w opory ruch samochodu. Hamowanie dodatkowo je zwiększa, wiec powiększa zużycie paliwa. Chętnie jednak pokłócę się dalej... @@@@ No wiec poniewaz hamujesz, to potem musisz przyspieszyc. Jeszcze raz: w procesie hamowania nie uzywasz benzyny w celu zmniejszenia energii kinetycznej pojazdu. Albo nie uzywasz jej wcale, albo troche z powodow technologicznych budowy gaznika. A moze Ty chcesz powiedziec, ze opor toczenia opon jest wiekszy w trakcie hamowania? Minimalnie moze i jest (wieksze odksztalcenie opony), ale to nie ma wplywu na zuzycie paliwa. Powtorze jak w poprzednim poscie: Hamowanie powoduje utrate energii kinetycznej, aby ja pozniej odbudowac potrzebujesz sily ciagu, ktora daje Ci energia zgromadzona w benzynie. Nie chce mi sie robic juz dokladniej. Czuje, ze mnie wypuszczasz. Pzdr. Wole pogadac o zawartosci sniegu w sniegu. Odpowiedz Link Zgłoś
ortodox Re: korypetycje z fizyki... bardo proszę ;) 28.02.07, 20:16 Jest z Wami panowie gorzej niż myślałem ;) Nigdzie nie napisałem, że silnik zużywa paliwo podczas hamowania, na hamowanie, choć tak jak staruch zauważył, zużywa podobna ilość, jak na biegu jałowym ... (czyli na luzie, zolviu!). Nie chodzi o to, ale o to, że hamując HAMULCEM wytracasz energię, bezpowrotnie ją marnując. Przyspieszając, tylko zmieniasz postać energii i możesz ją później odzyskać ... . Inna sprawa, że należy uważać z przyspieszaniem, bo może się to wiązać z koniecznością hamowania, gdy rozpędzimy się zbyt mocno. Na tym polega umiejętna, oszczędna jazda na przyspieszaniu tylko na tyle, by odzyskać jak najwięcej energii. Nie mniej nie zmienia to faktu, że przyspieszanie tylko zamienia postać energii z możliwością jej późniejszego wykorzystania. Hamowanie (hamulcem) powoduje utratę energii i konieczność ponownego rozpędzania. Ma zawodach tzw "jada na kropelce" tak się właśnie jeździ, że przyspiesza się na pełnym otwarci przepustnicy, a potem włącza się luz, wykorzystując zużytą na przyspieszenie energię, zamienioną w e. kinetyczną, na pokonanie wszelkich nieuniknionych oporów tarcia i powietrza. Przepustnicę otwiera się max. dlatego, żeby uzyskać największy z możliwych stopień sprężania, bo wtedy silnik spalinowy ma najwyższa sprawność. To czy to jest silnik wysokoprężny, benzynowy z wtryskiem, gaźnikowy, doładowany ... nie ma żadnego znaczenia, bo tylko max. otwarta przepustnica umożliwia zbliżenie się do teoretycznego ( wynikającego z konstrukcyjnych warunków) stopnia sprężania . Oczywiście sprężarka pomaga wypełnić cylindry, ale max otwarcie przepustnicy jej to ułatwia. Dymienie z silników wysokoprężnych ( czarny dym z rury) jest spowodowany zużytymi, lub źle wyregulowanymi wtryskami, a nie otwarta przepustnicą. Max. otwarcie przepustnicy, tylko te uszkodzenia ujawnia. To tak jakby powiedzieć, że zachorowało się po badaniach, które ujawniły chorobę . pozdro. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: o_andrzej Re: korypetycje z fizyki... bardo proszę ;) IP: *.ghnet.pl 28.02.07, 21:50 > To czy to jest silnik > wysokoprężny, benzynowy z wtryskiem, gaźnikowy, doładowany ... nie ma żadnego > znaczenia, Ma i to duze. Ty masz na mysli silnik idealny, a ja realny. W silniku gaznikowym jezeli otwarles za duzo przepustnice, to po prostu niespalona benzyna przelatywala przez uklad wydechowy. W silnikach wtryskowych jest lepiej, bo teoretycznie paliwo jest dawkowane stosownie do obciazenia, nie da sie go wstrzyknac za duzo w stosunku do potrzeb. W idealnie wyregulowanym dodajmy. Ale juz w silnikach turbodoladowanych rzecz sie komplikuje. Turbina powoduje dodatkowe sprezanie w cylidrach, a paliwo dawkowane jest wyjatkowo szczodrze. Czasem zbyt szczodrze. Pisalem, ze mozna sie o tym przekonac obserwujac ostry start diesla turbodoladowanego. Mialem na mysli silnik w doskonalym stanie technicznym, nie stary dezel. Latwo sprawdzic. Popros kolege, niech wcisnie ostro gaz, a Ty jadac za nim obserwuj rure wydechowa. Nie jest to temat na to forum, dlatego koncze dyskusje. Odpowiedz Link Zgłoś
ortodox Re: korypetycje z fizyki... bardo proszę ;) 28.02.07, 22:14 ... słusznie, bo na silnikach spalinowych znasz się równie dobrze jak na hartowaniu i ostrzeniu krawędzi. Pewnie powiedzieli Tobie o tym w serwisie samochodowym ... Buhahaha ............ pozdro. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: o_andrzej Re: korypetycje z fizyki... bardo proszę ;) IP: *.ghnet.pl 28.02.07, 22:50 > ... słusznie, bo na silnikach spalinowych znasz się równie dobrze jak na > hartowaniu i ostrzeniu krawędzi. Na hartowaniu sie nie znam. Nie jestem metalurgiem. Na ostrzeniu krawedzi nart sie znam niezle, robie to od lat, sporo poczytalem w temacie i nauczylem sie od innych. Na silnikach samochodowych tez sie znam niezle. Nawet przez pewien cza pracowalem jako mechanik samochodowy. Nie czuje sie tu ekspertem, ale sporo wiem. Od lat czytam prase motoryzacyjna, a wiekszosc napraw przy swoim samochodzie wykonuje samodzielnie. Znam sie tez niezle na ludziach, potrafie dobrze wyczuc ich problemy, kompleksy i patologie. Odpowiedz Link Zgłoś
staruch5 sonda lambda 28.02.07, 23:02 a ja sobie myslalem, ze sonda lambda (ta pierwsza przed katem) jest po to, zeby dbac o stosunek stechiometryczny benzyny i powietrza i w efekcie nie doprowadzac do plucia benzyna w wydech. A moze ona nie nadaza w trakcie przyspeieszania i dobrze dziala tylko w spokojnej jezdzie? moze przeniesiemy sie na Exploatacje samochodu? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: o_andrzej Re: sonda lambda IP: *.cyf-kr.edu.pl 01.03.07, 08:59 Staruchu, zaraz wote powycina te nasze rozwazania, jako kompletnie oderwane od tematyki forum. Choc z drugej strony narciarze musza jakos dojechac na stok. :) Sonda lambda to tylko jeden z elementow regulujacych sklad paliwo, powiedzialbym taki cyzelator. Pojawila sie z chwila wprowadzenia katalizatorow, by poprawic sklad spaliny aby te mu za bardzo nie szkodzily. Sondy lambdy nie uswiadczysz w silnikach gaznikowych i niektorych dawnych wtryskowych, choc obecnie wszystkie juz ja maja. Nie ma jej tez w dieslach. Kiedys, przez przypadek wylaczylem sonde w moim samochodzie. Jezdzilem tak przez miesiac nie czujac zadnej roznicy. Zapewne ciut wiecej spalil niz powinien. Zorientowalem sie, ze jej nie ma tez przez przypadek. :) Pytanie ktore sie narzuca przy okazji watku Ortodoxa brzmi. Czy w przypadku silnikow benzynowych, ale turbodoladowanych, gwaltowne otwarcie przepustnicy wciaz pozwala na idealne dawkowanie benzyny w stosunku do potrzeb silnika? Tego nie wiem. Wiem natomiast, ze w przypadku turbodiesli tak nie jest. Przynajmniej trzech: VW 1.9 TDI, 2.5 TDI i JTD Fiata. A propos serwisowania samochodu. Zszedlem na psy. Ostatnio nawet tak prosta czynnosc jak wymiane pompy wodnej zlecilem serwisowi. Odpowiedz Link Zgłoś
staruch5 Re: sonda lambda 01.03.07, 11:17 pogadajmy dalej, poki wote'a nie ma. Co do sondy lambda. To byl skrot myslowy. Komputer tak steruje wtryskiwaczami, zeby byl stosunek stechiometryczny, Sonda patrzy na obecnosc niespalonego paliwa w spalinach i podaje sygnal do kompa. Nie pamietam, czy jest sterowanie dolotem powietrza, ale chyba tak. W przerobkach na LPG tak wlasnie jest. Co do serwisowania, ja tez. W poprzednim aucie (nissan bluebird 2.0 diesel) sam wymienialem pompe i robilem rozrzad. teraz w hodzie mam 2 paski zebate i 2 balancery i tam jest pompa, wiec wybralem kogos, kto to robi na codzien. pojechalem do mechanika. to byl moj pierwszy raz od czasow mlodosci, kiedy bylem z maluchem, zeby sie szybko nauczyc tego autka. Pzdr. Odpowiedz Link Zgłoś
ortodox sonda lambda i nie tylko... 01.03.07, 11:50 Oj Andrzeju :)) .... o ile mogę zrozumieć, że nie jako fizyk nie musisz znać się (b. dobrze) na silnikach spalinowych, to jednak jako człowiek inteligentny, powinieneś rozróżniać pojęcia "gwałtowne przyspieszanie na max. otwartej przepustnicy" którego użyłem, od "gwałtownego otwarcie przepustnicy" . Z punktu widzenia składu mieszanki w silniku, to całkowicie różne i nie porównywalne sytuacje. Oczywiście, żeby przyspieszać na otwartej przepustnicy, trzeba ją wcześniej otworzyć. Czy gwałtownie czy nie, to juz inna bajka. Wszystkie poważne silniki spalinowe wyposażone są w urządzenia wzbogacające mieszankę podczas GWAŁTOWNEGO OTWIERANIA PRZEPUSTNICY. W starych gaźnikowych była to pompka przyspieszacza ... teraz, dodatkowa sterowana elektronicznie dawka. Jest to konieczne, żeby silnik nie ksztusił się, zanim nie zaczną działać inne urządzenia regulujące skład mieszanki, wielkość wtrysku. Jest to więc stan przejściowy, w którym zakłada się z góry ,że stosunek paliwa do powietrza jest zachwiany na plus. Ma się to NIJAK do jazdy z CAŁKOWICIE OTWARTĄ PRZEPUSTNICĄ na stosownych obrotach, o której ja piszę. Podczas jazdy z CAŁKOWICIE OTWARTĄ PRZEPUSTNICĄ, urządzenia kontrolujące skład mieszanki (wielkość wtrysku) w sprawnym silniku pracują normalnie i nie ma żadnego powodu do niespalania paliwa w skutek jego nadmiaru. Jest za to najwyższy z możliwych do uzyskania przy danej prędkości współczynnik wypełnienia cylindrów, a to skutkuje najwyższym z możliwych w danych warunkach stopniem sprężania i sprawnością. Co to jest sprawność silnika cieplnego i czym skutkuje, chyba fizykowi nie muszę tłumaczyć. Co do wycinania wątków, wpisów przez wote, to proponuję się nie martwić, bo wycina tylko wulgaryzmy ;) pozdro. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: o_andrzej Re: sonda lambda i nie tylko... IP: *.cyf-kr.edu.pl 01.03.07, 16:15 > powinieneś rozróżniać pojęcia "gwałtowne przyspieszanie na max. otwartej > przepustnicy" którego użyłem, od "gwałtownego otwarcie przepustnicy" . > Z punktu widzenia składu mieszanki w silniku, to całkowicie różne i nie > porównywalne sytuacje. Uzylem skrotu myslowego. Chodzilo mi przyspieszenie przy max. otwartej przepustnicy i jazde z nia jakis czas. Co to znaczy jechac na otwartej przepustnicy? Dlugo sie tak nie pojedzie. Wg. Ciebie warto szybko i zdecydowanie przyspieszyc, by potem jechac ze stala predkoscia. I o to przyspieszanie wlasnie chodzi. Sam to zreszta piszesz. Gwaltowne przyspieszenie na max. otwartej przepustnicy, zaklada, ze musisz ja najpierw otworzyc. Jesli jej szybko nie otworzysz cale rozumowanie nie ma sensu, bo i tak bedziesz zaraz musial ja przymknac. Srednio mocny samochod rozpedza sie do setki w 10 s. A wiec za wiele sie nie rozpedzisz. A otwierajac szybko przepustnice dorzucisz paliwa (cale szczescie, ze sie z tym zgodziles), ktore nie zdazysz pozniej zaoszczedzic jadac Twoim "opymalnym" sposobem. Dodajmy, nie za dlugo, bo bys sie za bardzo rozpedzil. Cala ta dyskusja jest mocno akademicka. Rozwazasz jakis teoretyczny model "jazda z max. otwarta przepustnica" dobry na bezdroza australijskie. Nawet moj stary samochod szybko osiagnie 200 km/h. Byc moze rozumowanie dobre dla zawodow o spalanie jak najmniejszej ilosci paliwa, gdzie stosuje sie specjalne silniki. Ale skoro juz jestesmy przy tym zupelnie nierealnym modelu, to i tak mozna sobie zadac pytanie. Czy jadac stala predkoscia z max. otwarta przepustnica, pomijajac opory powietrza, itp. silnik bedzie zuzywal optymalna mieszanke? W przypadku wspolczesnego silnika wtryskowego wolnossacego (nie turbo) byc moze. Nie wiem. Natomiast w przypadku silnikow torbodoladowanych, przypuszczam, ze uklad dorzuci dodatkowa, nadmiarowa porcje paliwa, bo uzna te sytuacje za wyjatkowa i lepiej jechac na troche bogatszej mieszance. To sa tylko przypuszczenia, ktore i tak niczemu nie sluza, bo w codziennej jezdzie samochodem, nawet na autostradzie w strone Dolomitow, nikt nie jezdzie dlugo z max. otwarta przepustnica. :) Odpowiedz Link Zgłoś
staruch5 Ortodox na autostradzie 01.03.07, 16:31 alez, Andrzeju, ortodox wlasnie tak jedzie! Na autostradzie w strone Dolomitow jedzie 15-letni VW Passat na 3. biegu 120 km/h i ryczy jak wol na w pelni otwartej przepustnicy. Tak jest oszczedniej ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
ortodox Re: Ortodox na autostradzie 01.03.07, 17:39 ... jakbyś jechał za mną, staruchu. Ale teraz już przynajmniej wiesz jak powinno się jeździć samochodem. Pewnie wydawało się Tobie, że już wszystko na ten temat wiesz. Życie potrafi zaskakiwać. pozdro ;) Odpowiedz Link Zgłoś
ortodox Re: sonda lambda i nie tylko... 01.03.07, 17:32 Przypomnę, bo masz tendencję do rozmydlania sporu, że dyskutujemy o sprawności silnika i zużyciu paliwa podczas rozpędzania. Przypomnę, co napisałem na wstępie dyskusji, a z czym się nie do końca zgodziłeś, że optymalnym rozpędzaniem pod względem zużycia paliwa, jest wg mnie ROZPĘDZANIE auta (nie jazda)na max. otwartej przepustnicy. W przeciwieństwie do Ciebie staram się wyrażać ściśle i bez skrótów myślowych, słów typu "prawdopodobnie" które może dobre są w rozważaniach o polityce, bo wiem co piszę. Wiem też, jakie są powszechne, także serwisowe (he, he,) opinie na ten temat. Przepraszam, że przypominam, ale sytuacja z hartowniem i rozhartowywaniem krawędzi jest tu bardzo podobym przykładem. Przykładem niechlujstwa językowego, skrótów myślowych, niewiedzy "fachowców". Napisałem, że Was zadziwię, bo wiem z jakim zdziwieniem reagują na te "sensacje" wszystkowiedzący. Tak niestety bywa, gdy próbuje się propagować coś wbrew utartym sloganom. Tak niestety jednak jest i nie jest to wiedza teoretyczna, choć poparta teorią silników cieplnych, ale jak już pisałem, sposób na "jazdę o kropelce". Wcale nie na jakiś super maszynach o specjalnych silnikach, ale na seryjnie produkowanych samochodach. Jak to ma się do jazdy w praktyce drogowej, to zupełnie inna bajka. Czy przyspieszenie na max. otwartej przepustnicy jest jednoznaczne z gwałtownym jej otwarciem? Oczywiście, że nie i nie ma w tym żadnej nielogiczności, ani niekonsekwencji. Nawet w samochodach o sporej mocy, jest to sprzeczne z logiką i oszczędnością, bo doprowadza do zerwania przyczepności nawet na wyższych biegach. Przepustnicę należy otwierać z umiarem, ale doprowadzić do max. otwarcia tylko na czas PRZYSPIESZANIA na kolejnych biegach, do prędkości, którą można kontynuować jazdę. Następnie wrzuca się najwyższy bieg (na zawodach wrzucają luz i jadą rozpędem)i redukuje się otwarcie przepustnicy i obroty ... Ludzie inteligentni mogą czegoś nie wiedzieć, mogą się mylić, ale nie mogą być odporni na argumenty i powinni umieć przyznać się do tego. pozdro. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: o_andrzej Re: sonda lambda i nie tylko... IP: *.cyf-kr.edu.pl 01.03.07, 18:04 > Przypomnę, co napisałem na > wstępie dyskusji, a z czym się nie do końca zgodziłeś, że optymalnym > rozpędzaniem pod względem zużycia paliwa, jest wg mnie ROZPĘDZANIE auta (nie > jazda)na max. otwartej przepustnicy. No wiec ja sie z tym nie zgadzam i napisalem dlaczego. W trakcie rozpedzania auta na max. otwartej przepustnicy idzie dodatkowe paliwo, ktore przy lagodnym rozpedzaniu by nie poszlo. Napisalem w jakiego typu silnikach to na pewno nastepuje i dlaczego. Prosciej i inaczej nie potrafie, wiec sie nie bede powtarzal. Nie pije do Twojej inteligencji, odpornosci na argumentacje innych ani umiejetnosci arumentowania wlasnych racji. I zupelnie unikam zlosliwosci. Tak dla kontrastu. :) Moglbym napisac, ze najlepiej ocenia to inni, ale mijalbym sie z prawda. Nikt nas, poza nami samymi i moze Staruchem, w tym temacie juz nie czyta. :) Dorzuce jeszcze jedno wlasne doswiadczenie. W czasie powrotu z Chorwacji kilka lat temu dopadla mnie awaria. Strzelila sonda lambda. Gdybym wtedy wiedzial co sie stalo, wypialbym ja i kontynuowal bez wiekszych przeszkod nieznacznie spalajac wiecej benzyny, jakies 0.5 - 1 l na 100 km, o czym przekonalem sie niedawno odlaczajac przypadkowo na jakis miesiac sonde lambda. Niestety na to wpadlem. A jazda przypominala mniej wiecej to, co proponujesz. Musialem otwierac przepustnice na full, bo przy malym otwarciu wtryski nie dzialaly (tryb awaryjny). Po kilku sekundach trzmania gazu wcisnietego silnik zaskakiwal i samochod przyspieszal normalnie. Oczywiscie przyspieszalem najczesciej na 5-tym biegu, by zminimalizowac szarpniecie. Po rozpedzeniu do pewnej predkosci, odpuszczalem gaz, pozwolilem sie toczyc samochodowi jakis czas znow wciaklem gaz na full i tak wkolo Wojtek. W ten sposob ujechalem ponad 700 km, w tym cala Austrie. Spalilem ponad 3 l wiecej na 100 km. Oczywiscie nie odpowiada to dokladnie sytuacji, o ktorej piszesz, ale bardzo ja przypomina. Niniejszym koncze watek, pozostawiajac Ci satysfakcje wypowiedzenia ostatniego slowa. Odpowiedz Link Zgłoś
ortodox kończ ... wstydu sobie oszczędź... ;) 01.03.07, 18:53 Gość portalu: o_andrzej napisał(a): > No wiec ja sie z tym nie zgadzam i napisalem dlaczego. W trakcie rozpedzania > auta na max. otwartej przepustnicy idzie dodatkowe paliwo, ktore przy lagodnym > rozpedzaniu by nie poszlo. -------------------------------------- To bardzo proszę o wyjaśnienie, z jakiego powodu przy całkowicie otwartej przepustnicy "idzie dodatkowe paliwo" oczywiście ponad to, które powinno iść, aby zapewnić prawidłowy skład mieszanki w sprawnym silniku? I jakie urzadzenia za to odpowiada? To nie jest prawda! ============================================ >Moglbym napisac, ze najlepiej ocenia to inni, ale mijalbym sie z prawda. Nikt > nas, poza nami samymi i moze Staruchem, w tym temacie juz nie czyta. :) ------------------------------------- hihi, najlepiej w takiej sprawie ogłosić plebiscyt, przestań Andrzeju! Weź fachowa literaurę o zailani silników spalinowych i poczytaj ze zrozumieniem, albo porozmawiaj z mądrymi ludźmi, niekoniecznie z serwisu samochodowego :) ================================================ > Oczywiscie nie odpowiada to > dokladnie sytuacji, o ktorej piszesz, ale bardzo ja przypomina. --------------------------------- Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: o_andrzej Re: Tylko w trumnie. IP: *.cyf-kr.edu.pl 28.02.07, 18:38 > Tu jeszcze dodatkowo zdziwię wszystkich fanów > motoryzacji, że wbrew utartym opiniom, gwałtowne (na całkowicie otwartej > przepustnicy) przyspieszanie jest najbardziej paliwo-oszczędnym > przyspieszaniem. Nie do konca. W idealnych wtryskach tak, ale, jak wiadomo, nasz ziemski padol daleki jest od idealu. W starych silnikach gaznikowych, przy szczodrym otwarciu przepustnicy sporo paliwa szlo... przez rure wydechowa. Podobnie w silniach turbodoladowanych, o czym latwo sie przekonac jadac za szybko przyspieszajacym turbo dieslem. Widac wtedy czarny dym, ktory wali z rury, czyli niedopalone, tracone paliwo. W zwyklych, niedoladowanych silnikach, mozna przyjac, ze Twoja teza jest prawdziwa. Odnosnie wozenia rowerow na dachu. Mam tu spore doswiadczenie, niestety. Od kilku lat jezdze na wakacje letnie z rowerami na dachu: w Polsce, a wiec jezdzac stosunkowo wolno, jak i na autostradach za granica. Niestety takie wozenie dodatkowo konsumuje od 1-2 l paliwa na 100 km. Im szybciej tym gorzej, ale nawet jadac 70 km na h i tak dopalam dodatkowy literek. Namawiam malzonke do wozenia rowerow w srodku, ale uparta kobieta odmawia. :) Odpowiedz Link Zgłoś
staruch5 rowery 28.02.07, 18:45 ja woze na pupie, tzn. z tylu i bardzo mi to pasuje. Niewygoda, to otwieranie tylnej klapy (kombi). A poza obrys auta to rower wystaje - owszem istotnie - gdy to robie ticiem... wtedy musze sie bardzo pilnowac, zeby rowerkiem nie zamiesc jakiegos rowerzysty. To naprawde jest niebezpieczne (duzy rower + maly samochod). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: o_andrzej Re: rowery IP: *.cyf-kr.edu.pl 28.02.07, 19:03 ja woze na pupie, tzn. z tylu i bardzo mi to pasuje. Kiedys tez tak wozilem. We Francji, jezdzac stara Sierra. Do trzech rowerow na raz. Ale mi przeszlo, bo w kombi trudniej, a poza tym wyczytalem, ze wbrew pozorom, opory powietrza sa niemniejsze niz przy wozeniu na dachu. Nie chce mi sie w to wchodzic, moze tak, moze nie, ale przestawilem sie na dach. Odpowiedz Link Zgłoś
staruch5 Re: rowery 28.02.07, 19:09 wiesz, zgadzam sie, ze to wcale nie jest pewne, ze opory (gdy rower z tylu) beda mniejsze. Nie wiem. Niby to schowane w "ciemiu aerodynamicznym" samochodu, ale jednak powierzchnia poprzecznie wobec kierunku jazdy wielokrotnie wieksza, niz na dachu. Troche wiecej roboty, aby dac na dach. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JaC Re: rowery IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.03.07, 10:41 Jednak rower na dachu brudzi się o niebo mniej, niż zaczepiony z tyłu. Co od nart, to podoba mi sie pomysł owijania samych wiązań folią kurczliwą. Z uwagi na aerodynamikę woziłbym w środku kiedy tylko się da. Pytanie też, czy zawsze chcemy brudne narty wkładać do środka. Z myciem nart po prysznicem to bym uważał, bo a nuż jakiś piasek dostanie się gdzieś w sprężyny, poza tym w mechanizmach są smary i lepiej ich bez potrzeby nie wypłukiwać. Odpowiedz Link Zgłoś
ortodox Re: Tylko w trumnie. 28.02.07, 20:18 tutaj odniosłem się do Twoich uwag: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=380&w=57831041&a=58212037pozdro. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JaC Re: Rowery w kombi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.03.07, 10:45 Mocujesz pionowo, czy poziomo? JaC > Oczywiście, auto kombi i do tego trzeba zdemontować przednie koła, ale dwa normalne górale wchodzą na specjalnym stelażu (własnej konstrukcji :)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JaC Re: Tylko w trumnie. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.07, 13:09 A trumien jeszcze nie kradną w naszym kraju? JaC Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pipa Re: Tylko w trumnie. IP: *.ed.shawcable.net 01.03.07, 09:52 Jesli nie kradna to bylaby to jedyna rzcz, ktorej nie kradna. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Romek Re: narty przewożone na dachu samochodu IP: 91.192.57.* 28.02.07, 22:24 witaj Basiu ja od nasty lat woże narty na dachu bez pokrowca. Narty są z takich materiałów że nic im nie będzie. Może tylko się trochę zabrudzą, co na śniegu zaraz znika. pokrowiec robi szym większy od samych nart. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: luzik Re: narty przewożone na dachu samochodu IP: *.hsd1.md.comcast.net 01.03.07, 09:58 Od ponad 20 lat jezdze z nartami na dachu, bez zadnego pokrowca ani trumny i nie zauwazylem aby to im w jakikolwiek sposob szkodzilo. Napewno sposob, w jaki je na stokach traktuje jest znacznie bardziej brutalny niz ich transport na dachu auta. Odpowiedz Link Zgłoś