rybenbaum
16.03.09, 15:36
Saalbach na pewno w większości znacie, ale opisuję dość dokładnie dla
tych, którzy szukają opinii / planują wyjazd.
DOJAZD / POWRÓT
Wyjechaliśmy z Warszawy w piątek po pracy, nocowaliśmy w Bielsku
(prowadziłem sam całą drogę). Rano (po wykopaniu się z zaspy pod
blokiem) tankowanie i dalej:
do Cieszyna – S1 (uwaga na „suszarki” przy dawnym przejściu
ograniczenie do 40), potem do Żiliny, autostrada D1 do Bratysławy,
A6/A4 do Wiednia miniętego od południa S1/A21, A1 do Salzburga. Super
pogoda, nadrobiliśmy mnóstwo czasu. Dalej mieliśmy przeciąć Niemcy
B21 do Lofer, ale lawina spadła, droga „gesspert” musieliśmy się
wracać przez Salzburg na A10 i do Bisshoffschofen. Potem – masakra –
1.5 godz korka w StJohann i mało przyjemny dojazd po ciemku w tłoku
drogą 311 Pinzgauer BundesStrasse przez ZellamSee do Saalbach. Skutek
tych niespodzianek – w Salzburgu byliśmy przed 17, a na miejsce
dotarliśmy ok. 20.
Trasa jak najbardziej rekomendowana, tylko trza nasłuchiwać info o
lawinach i sprawdzać korki w komórce na Stau.mobi. Super nowe
fragmenty polska S1 Bielsko-Cieszyn i austriacka betonówka A6 przy
granicy.
Powrót – tym razem zamknięta była za to trasa przez Bishoffshoffen –
jedna z głównych dróg w okolicy. Pojechaliđmz więc b21 do Salzburga,
tym razem bez lawin. Potem nie Cieszyn, tylko przez Zwardoń – droga
koło Cadcy była chwilowo zamknięta i nas wyprowadziło przez
Oszczadnicę na Zwardoń po jakichś totalnych wertepach bezasfaltowych.
Droga w Polsce ok., znaczna część jest już ekspersowa – nieekspresowe
fragmenty dramat, ale do przejścia. Jak dokończą tunel będzie super,
ale i tak będę tamtędy jeździł, tym bardziej, że czeskiem winietki
nie trza nabywać. Pogoda fatalna, jazda po autobahnie w Austrii max
130 /h, tak wiało, że samochody z trumnami znosiło na sąsiedni pas,
do tego non-stop śnieg z deszczem.
NOCLEG
Pensjonat Scharnagl ze śniadaniem w samym centrum, pomiędzy deptakiem
a kapsułkami Kohlmaisbahn. Super, choć zamówiłem go jeszcze przy
kursie EUR 3.4 no i poczuliśmy to mocno na koncie. Rano budziły nas
dzwony z kościółka, mieliśmy widok na góry. Na dole pensjonatu od
razu wypożyczalnia i serwis.
MIASTECZKO
Do tej pory jeździliśmy właściwie tylko do Francji, więc w porównaniu
z blokami na 2000 npm wrażenie super – mnóstwo knajp wszelakiej
maści, restauracji, kawiarni puby itd.. Najbardziej mnie zdziwiło, że
restauracje są nie tylko „regionalne” na jedno kopyto, jak u nas w
górach czy na SK, ale była i knajpa włoska i hiszpańska –
różnorodność pełna, można też tanio zjeść wursta w imbissach. Apres
ski kwitło, niektórzy kończyli jeszcze o 5 rano ;-)) Polecam pub
jack-in, bez nadmiernego hałasu, a i meczyk można obejrzeć ;-) i po
necie połazić jak ktoś tęskni.
Klientela głównie Niemcy i Austriacy, trochę Anglików i Holendrów,
mało Duńczyków, Polaków i Czechów. Angole robili straszną wiochę,
niestety, zachowują się gorzej od nowo-Rosjan, widzę to w różnych
miejscach już od kilku lat.
Pomiędzy kolejkami w mieście nie da się przemieścić na nartach,
trzeba przejść, ale odległości minimalne, po 200-300 m. Jest też
darmowy basen (w cenie skipassu) ale odkryliśmy go dopiero dzień
przed wyjazdem i nie poszliśmy.
POGODA i ŚNIEG
2 dnia lampa
1 dzień dno deszcz +5 i mgła
3 dni śniegu, ale z przebijającym słońcem
„Na górze” czyli od pośrednich stacji kolejek śnieg super, poniżej
raczej mazia. Trasy przygotowane świetnie, ale w niższych partiach
brakowało, żeby koło 13 jak wszyscy i tak jedzą, przejechali coć raz
ratrakiem. Niestety daje się we znaki wysokość, a właściwie jej brak
)dolne stacje na 1000 m, góra ok. 2000). Góry przypominały mi trochę
nasze Tatry Zachodnie.
NARTY
Mapka
www.saalbach.com/fileadmin/images/PDFs/Winterpanorama%2008_09_
72%20dpi.pdf
Generalnie – rewelacja!
Pod kątem różnorodności tras, organizacji ośrodka, połączenia
wyciągów - jak najbardziej porównywalne z la plagne czy valthorens,
lepsze od innych „rozczłonkowanych” ośrodków austriackich jak np.
Stubai czy nawet Schladming. Skibusów nawet nie widziałem, chociaż są
i to jeżdżą dość często. Dojazd kapsułkami do środkowej części tras,
stamtąd krzesełka na górę. Poszczególne wyciągi połączone leśnymi
trawersami, bardzo sprawnie i szybko można się przemieszczać. Jedyny
„komunikacyjny” problem to powrót so Saalbach z Hinterglemm, wąskie
gardło stanowi orczyk nr 16. Warto wracać albo ostatnimi krzesełkami
po 16, albo już o 15, inaczej tłok.
Po „prawej” stronie doliny.
Cześć w Saalbach (KohlmaisBahn, Panorama 6-er, Magic6-er), bardzo
zatłoczona, trasy niebieskie/ czerwone szerokie i mało wymagające.
Dobre na początek. Zaletą szerokość, trudno na kogoś wpaść. We
Francji wszystkie hurtowo oznaczyliby pewnie na niebiesko.
Świetna ponad 4km trasa 46 wzdłuż Bernkogel, zróżnicowane spadki,
naprawdę można poczuć w nogach. Jest to też trasa powrotna z
hinterglemm więc dużo ludzi - wjeżdżaliśmy więc na górę ostatnimi
krzesełkami, czekaliśmy w knajpie i zjeżdżaliśmy na dół już po
pierwszym przejeździe ratraków.
Znacznie większy wybór w Hinterglemm – krzesełka Hausener, Sunliner,
Hochalm, Spieleck. Mój faworyt – Hochalm, porządna niebieska 25,
krótka czarna 26 i czerwona 23. Trasy mają spore nachylenie
szczególnie w górnej części, poza tym jakoś tak się złożyło, że był
tam najlepszy śnieg. No i bardziej „alpejski” klimat niż w Saalbach –
większa ekspozycja stoków.
Ostatnia kolejka Spieleck – potencjalnie super miejsce, ale jest
tylko 1 trasa niebieska 22. Na kilka zjazdów ok., ale jak na tak
fajne miejsce, trochę byłem zawiedziony, mogliby tam jaką czerwoną
sieknąć.
Po lewej stronie mapki:
Generalnie, mam wrażenie, że w tej części infrastruktura przerosła
trasy, tzn te miejsca mają bardzo duży potencjał związany z świetną
infrastrukturą, a tras trochę mało. Może miałem takie wrażenie, bo
niestety nie zjechałem czarnymi 1 i 14, ale nie miałem z kim, a sam
jednak wolałem nie w tych warunkach pogodowych.
Schattberg - wjazd małymi kapsułkami 6os na góre, gdzie można
jeździć po drugiej stronie góry 3 trasami na krzesełkach Limberg.
Świetne widoki, z tras polecam czerwoną 3. Szczególnie warto, gdy na
dole problemy ze śniegiem.
Shattberg sprinter – typowa kolejka „łącznikowa”, podobnie jak
towarzyszące jej trasy 3, 7 i 7a.
Fantastyczna trasa 6/6s czerwona ze szczytu na sam dół wzdłuż
kapsułek Westgipfelbahn – spore nachylenie, zróżnicowane krajobrazy,
świetny śnieg. Chyba moja ulubiona trasa w Salbach.
Zwolferkogel – tu więcej jeżdżenia, szczególnie polecam trasę 17
czerwoną.
Niestety w końcu nie dotarliśmy do rejonu Leogang – chodziły głosy,
ze zdecydowanie warto tam jechać, chociaż na 1 rzut oka wygląda na
„doczepkę”. Mieliśmy tam się wybrać ostatniego dnia, ale pogoda się
totalnie popsuła, mgła całkowicie ograniczyła widoczność.
Podsumowując – rewelacja, naprawdę 1 liga, na pewno tam jeszcze
pojadę. A i zaleta, że dość blisko.
Jakbyście mieli pytania – walcie śmiało.