kubek
15.12.06, 13:25
Ślązacy się skarżą: TVP nas lekceważy
Anna Malinowska, Józef Krzyk 2006-12-14, ostatnia aktualizacja 2006-12-14
21:54:30.0
Konkurs "Po naszymu, czyli po śląsku" zniknął z telewizji. Twórcy i sympatycy
imprezy uznali, że to dowód lekceważenia Ślązaków i napisali skargę do prezesa
telewizji
Poszło o pieniądze. Władze katowickiego ośrodka telewizji uznały, że konkurs,
w którym Ślązacy rywalizują w gwarowych gawędach, jest zbyt drogi, by
przeprowadzić jego retransmisję. - Nagranie całości imprezy kosztuje 40 tys.
zł. Telewizja stwierdziła, że za drogo i zaprosiła mnie wraz z laureatami do
programu "Niedziela w Bytkowie". Mieliśmy zrobić rekonstrukcję tego, co działo
się na żywo. A jak odtworzyć imprezę? Przecież zatraciłby się klimat, nie
można powtórzyć tego, co było - skarży się senator Maria Pańczyk, dziennikarka
i autorka konkursu.
Maciej Wojciechowski, dyrektor TVP Katowice, zapewnia, że nikt od Pańczyk nie
domagał się zapłaty 40 tys. zł. O tym, że retransmisji nie będzie, zdecydowały
ograniczenia czasowe - w obecnej ramówce ośrodek w Bytkowie ma mniej czasu na
programy własne na antenie niż wcześniej. - Zaproponowaliśmy relację w
"Aktualnościach", przedstawienie laureatów konkursu i 15-minutowy reportaż w
paśmie "Niedzieli w Bytkowie", ale usłyszeliśmy, że "Niedziela..." to nie jest
poważny program - mówi Wojciechowski.
- Gdzie podziała się misja publicznej telewizji? - pyta Pańczyk.
Wielbiciele "śląskiej czelodki" napisali skargę do Bronisława Wildsteina,
prezesa TVP: "Co roku oglądamy w telewizji nie zawsze na najwyższym poziomie
przeróżne festiwale kultury kresowej, romskiej, żydowskiej itp. Nie ma
niestety w telewizji miejsca na prawdziwy folklor i kulturę śląską. W związku
z tym uważamy, że Ślązacy zawsze, niestety i teraz też traktowani są jako
podrzędna kategoria ludzi".
Wśród sygnatariuszy listu, oprócz wielu znanych osób, są zwykli mieszkańcy
Śląska. - Płacę abonament, a oglądam chałę. Są program trzeci, telewizja
regionalna. I co tam jest? Jedyny przejaw regionu to serial "Święta wojna".
Mnie, jako rodowitą Ślązaczkę, ten film obraża - denerwuje się Aniela Langer z
Wodzisławia Śląskiego.
W podobnym tonie wypowiada się senator Kazimierz Kutz. - Jak Śląsk wygląda w
telewizji? Jak głupawy serial z jakimś Bercikiem w roli głównej. Nie ma się co
oszukiwać. Telewizja jest partyjna, a Śląsk przez partyjniaków traktowany jak
kolonia. Zarządzać i zaciskać, a jedyna rozrywka dla tych, co tam robią, to
niech sobie po szychcie fajeczkę popykają - uważa senator.
Stanisław Wieczorek z Miasteczka Śląskiego, laureat pierwszej edycji konkursu:
- Na zachodzie Europy już dawno się przekonali, że ludzi najbardziej
interesuje to, co dzieje się w ich najbliższym sąsiedztwie. Wielka polityka
jest na drugim planie. Niestety, jak włączę telewizor, to nie ma szans, żeby
zobaczyć Śląsk.
Senator Krystyna Bochenek, wieloletnia dziennikarka, uważa, że konkurs spełnia
wszelkie wymogi związane z misją telewizji publicznej. - Ma tradycje,
prowadzony jest na wysokim poziomie, z odpowiednią oprawą artystyczna i - co
istotne - naprawdę cieszy się dużym zainteresowaniem. Tłumaczenie, że nie ma
pieniędzy czy czasu antenowego, nie jest żadnym tłumaczeniem. Można poszukać
sponsorów, a transmisję zorganizować w taki sposób, że widzowie widzieliby
najważniejsze, budzące największe emocje fragmenty. Ponieważ znam realia pracy
w telewizji, wiem, że w takiej sprawie wystarczą tylko dobre chęci - dodaje
senator.
Konkurs "Po naszymu, czyli po śląsku" odbył się w tym roku już po raz 16. W
sumie wystartowało w nim kilka tysięcy uczestników.
Anna Malinowska, Józef Krzyk
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3794416.html