tomek9991
03.01.04, 12:40
Mieszkańcy Strumienia, Skoczowa, Ustronia, Wisły czy Cieszyna to tzw.
cieszynioki czy cesaroki. Choć ziemie te, podobnie jak "Opolszczyzna", mogą
się nazywać górnośląskimi - to jednak w większości mieszkańcy tego nie chcą.
Rzecz przerażającą powiedział mi kiedyś dr Kazimierz Ślęczka, który pracuje w
Cieszynie i w Katowicach i zna obie "odmiany" śląskości: W Cieszynie książkę
o Górnym Śląsku kupi się z podobnym zainteresowaniem, jak książkę np. o
Francji.
Kiedyś też przeprowadziłem burzliwą rozmowę z innym "starym cieszyniokiem",
którego bardzo denerwowało, że widzę Cieszyn na mapie Górnego Śląska.
- My tu, na Śląsku Cieszyńskim, jesteśmy spadkobiercami wykształconej,
kulturalnej i tolerancyjnej monarchii habsburskiej, a nie jak wy tam na
Górnym Śląsku. Jak wom Wiluś zagroł, tak maszerowaliście!
- No to dlaczego - odpowiedziałem - mądre cieszynioki dały się zrobić
Czechom "za gupka" i oddały im w latach 1919/1920 połowę Śląska
Cieszyńskiego. Natomiast w tym samym czasie "gupie Górnoślązoki od Wilusia"
upomniały się o swoje w trzech powstaniach śląskich (1919-1920-1921)!?
Wiele nie brakowało, a dostałbym wtedy po pysku! Natomiast osobnym problemem
jest część Górnego Śląska po czeskiej stronie, nazywanego czasami Czeskim
Śląskiem lub Zaolziem (czytaj też str. 17). Dla tamtejszych Ślązoków
najważniejszym jest problem przetrwania przy swej regionalnej odrębności, a
nie dyskusje czy są Górnoślązakami czy cieszyniokami.
www.slaskie-abc.com.pl/ksiazki10.html