Dodaj do ulubionych

Wspomnienia z USA

IP: *.ny325.east.verizon.net 12.03.05, 15:35
Byl 16 czerwca 1992, zdaje sie ze czwartek. Krotkie pozegnanie z
najblizszymi i w droge. PKS-em do Lublina, aby zdazyc na pociag do
Berlina.

Kilka miesiecy temu zostalem zakwalifikowany do pracy na Campie w
Stanach. Wiedzialem tylko ze bedzie to gdzies kolo NY. Wylot mialem z
Londynu. Cale szczescie ze Camp oplacal bilet lotniczy i dawal
zakwaterowanie, bo nigdy nie byloby mnie stac na taka wycieczke. Jako
student, piatego roku, ledwo wiazalem koniec z koncem. Moj kumpel z
akademika, Amerykanin, pokazal mi niewielkie ogloszenie ktore
ukazalo sie w Gazecie Wyborczej, "Camp America" organizuje nabor w
Warszawie. Powiedzial sprobuj, no i sprobowalem. Z wiza nie bylo
problemow, pamietam jednak ze potrzebowalem wizy tranzytowej do
Wielkiej Brytanii. Promesse dali, ale pani w okienku jak zobaczyla moj
indeks, to wyrwalo sie jej z gardla "przeciez on nie wroci"


Pociag Lublin - Berlin, dotarl na miejsce jakos wczesnie rano. Kumpel w
akademiku dal mi namiary na miejsce z ktorego mozna zlapac stopa.
Cel podrozy Dortmund. Kilka miesiecy temu moj brat wczasie podrozy
stopem po Europie poznal goscia z ktorym mozna konie krasc. Poznalem go
kilka tygodni przed wyjazdem, kiedy odwiedzil nas w domu. Przejechal
stopem pol Europy aby spedzic z nami weekend.


Berlin wydal mi sie jakis szary. Polska byla wtedy szara, ale Berlin
wydal mi sie jescze gorszy. Na dworcu poznalem innego Polaka, ktory tak
jak ja chcial stopem jechac dalej. Dotarlismy wspolnie na ten parking i
pol godziny pozniej siedzielismy juz w samochodzie jakiegos czlowieka
ktory jechal w tamtym kierunku. Po kilku godzinach dotarlem na miejsce.
Niestety, pocalowalem klamke. Nie ma to jednak jak sasiedzi,
skontaktowali sie z jego ciotka. Przesiedzialem u niej kilka godzin az
zjawil sie kumpel. Przespalem sie u niego jedna noc, pamietam kilka piw pod
prysznicem i glosne Guns'n'Roses. Nastepnego dnia zameldowalem sie u jego
ciotki.

Swoj pobyt w Dortmundzie planowalem na 2-3 dni. Ciotka miala hopla na
punkcie rowerow, zjezdzilismy kawalek okolicy tak ze nog nie czulem.
Zrobila mi tez niespodzianke, kupila bilet na autobus do Londynu. Nie
musialem sie juz martwic, jak tam dotrzec.


Przeprawa przez kanal przebiegla bez problemu, ale juz po brytyjskiej
stronie musialem wyjsc z autobusu i wyjasnic moj cel podrozy
urzednikowi. Dal mi wize na 48 godzin.


Autobus dotarl na dworzec autobusowy, szybko z niego wyszedlem aby
polazic po miescie. Wylot mialem nastepnego dnia, wiec mialem sporo
czasu do zabicia. Zaraz po wyjsciu z dworca, przyskoczyla jakas
dziewczyna namawiajac mnie do zatrzymania sie w jakims hoteliku.
Proponowala nawet taksowke, ta cala przyjemnosc miala mnie kosztowac 8
funtow. Mowie wiec dziewczynie, ze mnie nie stac bo mam wszystkiego 10
funtow. Co zreszta bylo prawda.


Dotarlem na dworzec kolejowy, szukalem punktu informacyjnego gdzie
moglbym dostac mape Londynu i metra. Tuz przede mna w kolejce jakies
dwie Amerykanki nie moga sie dogadac z pania w okienku. Niby mowia tym
samym jezykiem, a jednak.


Teraz moja kolej, pani sie mnie grzecznie pyta skad jestem. Okazuje sie
ze rodaczka. Zaprosila mnie do swego "officu", zaraz poleciala i kupila
dla mnie jakas kanapke i cos do picia. Pozwolila mi zostawic moj
plecak, a ja wybralem sie na zwiedzanie miasta.


Kupilem sobie bilet na metro na caly dzien i w droge. Kilka znanych
miejsc, Parlament, Picadilly Circus, Buckingham Palace. Po kilku
godzinach musialem wrocic na dworzec odebrac swoj bagaz. Co dalej
zrobic z tak pieknie rozpoczetym wieczorem. Na Heatrow mialem jeszcze
czas. Lazac tak po dworcu zauwazylem reklame firmy Guiness, ktos
rozdawal za darmo piwo, musialem sie czegos napic. Usiadlem sobie z
butelka pod sciana. Przysiadl sie do mnie jakis Anglik. Okazalo sie ze byl
kiedys w Polsce. Rozplywal sie doslownie nad polskim PKP, mowil ze mamy
super wolne pociagi.


Chyba byl mieszkancem tego dworca, zaproponowal aby kazdy z nas zrobil
kilka rundek po darmowe piwo. Potem cala siatke wymienilismy u
babci klozetowej na kilka kanapek.


Dotarlem wrescie na Heathrow, przespalem sie na lawce. Rano, poznalem
jakiegos Wegra, ktory tak jak ja wybieral sie do USA na Camp. On juz
byl dobrze przygotowany do tej wyprawy. Nie rozstawal sie z czapka
basebollowka i caly czas cos gadal o NBA.

Jezeli chcesz dowiedziec sie co bylo dalej, zajrzyj

mysite.verizon.net/plawrow/kilkapierwszychlatnowyjork/
Obserwuj wątek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka