verdana
18.01.07, 21:29
Mamy w domu straszliwy burdel. I ja nie sprzątam i mąż nie sprząta. Ja - bo
nie lubię, nie umiem i uważam, ze mam dosyć innej pracy, jak jeszcze się
wezmę za spzatanie, to padnę.
Mąż, bo mu bałagan nie przeszkadza, ale za to umie - jak już musi to
sprzątnie.
No i ja, zdeklarowana feministka, jednak czuję się wyłącznie winna za ten
bałagan, tak jakby to "z natury" do mnie należało i ja powinnam tego
pilnować. Rodzinę, ktora mówiła "mogłabyś jednak sprzątnąć" już wytresowałam.
Teraz mówią "mogibyście jednak sprzatnąć". A siebie samej nie potrafię.