Dodaj do ulubionych

Robi mi się przykro...

24.02.07, 14:07
jak czytam takie wątki:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=572&w=57947811&v=2&s=0
I chciałabym coś mądrego a nienapastliwego napisać.
Bo np. moje 'rozpuszczone' dziecko jest aż zanadto samodzielne (ostatnio nie
daje się juz nawet nosic po schodach - musi s.a.m.a, a my mieszkamy na trzech
piętrach i na każdym jest coś innego (pokoje dzienne, łazienka, kuchnia), więc
możecie sobie wyobrazić ile czasu zajmuje mi pokonywanie tych schodów :P) i
też nie wiem, co to 'nieprzespane noce. Ale pewnie gdyby ta mama miała się
zajmować moją córką, to by osiwiała :D.
Obserwuj wątek
    • lizzy9 Re: Robi mi się przykro... 24.02.07, 14:27
      Mi tez zrobilo sie przykro jak przeczytalam co niektore mamy wypisuja... brr...
      Jak mozna rozpuscic trzymiesieczne dziecko noszac je na rekach!!! Moje dzieci
      nie sa rozpuszczone, a byly i sa nadal duzo przytulane, kazde z nich spalo z
      nami przez pierwsze 6 miesiecy. Poswiecamy im duzo uwagi, duzo sluchamy, duzo
      czytamy, ale i uczymy.
      • ithilhin Re: Robi mi się przykro... 24.02.07, 15:19
        ja to zaobserwowalam u siebie - tez nie chcialam za duzo nosic na poczatku. i
        madre dziecko im mniej nosilam tym bardziej chcialo :-) to znaczy mowie tu o
        Macku w okresie 0-3 miesiace. Maje nosilam jednak wiecej choc na rekach.
        teraz wiem, ze wcale dobrze nie robilam odkaldajac MAcka jak tylko przestal
        plakac albo wiedzilam, ze juz nie uleje po jedzeniu. a moze - ze moglam zrobic
        inacej i byloby spokojniej po prostu.
        zobaczymy jak teraz mi pojdzie (widocznie niektore matoly jak ja potrzebuja
        trzeciej szansy).
        ale nie bojcie sie - noc stop dziecka nosic nie bede - tylko tyle ile bedzie ONO
        chcialo. :-)
    • agamamaani Re: Robi mi się przykro... 24.02.07, 15:47
      ja musiałam napisać.
    • visenna2 Re: Robi mi się przykro... 24.02.07, 16:42
      Mnie sie robi podwójnie przykro, bo ja sama uległam presji "zimnego wychowu" i
      przez pierwsze misiące życia Zuzy próbowałam ją tak "wychowywać do
      samodzielności"... Byłam absolutnie przekonana ze to jest najsłuszniejsze
      postępowanie. Wstyd mi za to.
      Żałosne to było i głupie, i przyniosło więcej szkody niż pożytku.
      • magme Re: Robi mi się przykro... 24.02.07, 16:57
        No faktycznie troche to smutne, ale ja na poczatku też zostałam zaszczuta tezą
        o samodzielności noworodka ( niestety teściowa - wszystkie moje dzieci spały
        same, kochanie :P) i usiłowałam za wszelką cene nauczyc małego spać samemu,
        trochę się udawało ale zachwycony tym się nie wydawał , potem parę razy spał ze
        mna i już nam tak zostało, może mąż by wolał inaczej - teraz śpimy w trókę, nie
        zamierzam robic nic na siłę, jak chce być ze mną nie ma problemu, przynajmniej
        dla mnie a reszta świata od nas won! :)
        • visenna2 Re: Robi mi się przykro... 24.02.07, 17:14
          A u nas akurat oddzielne spanie wyszło samo - jak próbowałam Zuzę wziąć do nas
          to płakała:D
          Ale chciała być dużo przy piersi i dużo na rękach, a ja ustawicznie ją
          odkładałam, bo nie wolno przyzwyczjać dziecka... Ona płakała, ja płakałam ze
          zmęczenia i bezsilności, ze dziecko płacze... Masakra.
          Gdybym miała wtedy chustę długą (miałam lulu - nie umiałam się nią posługiwać)
          pewnie byłoby inaczej:D
          Ale u mnie to wynikało też z szoku w jaki wpadłam po urodzeniu Zuzi. Zupełnie
          nie umiałam odnaleźć się w roli matki. Hormony, które większość matek nakręcają
          pozytywnie, mnie akurat nakręciły negatywnie:D
    • llulla1 Re: Robi mi się przykro... 24.02.07, 16:56
      W zasadzie ciezko jest cos konstruktywnego w takim watku napisac, bo zaraz jest sie atakowanym i w
      dyskusji narasta agresja. Lubie to forum, bo tu jest inna atmosfera-sympatyczna i rzeczliwa :)

      A co do zimnego chowu, to jest mi przykro, ze w naszym kregu kulturowym pokutuje wciaz ten
      stereotyp, choc nawet badania naukowe mu przecza.
      • llulla1 errata 24.02.07, 17:31
        przeczytalam co napisalam.. wstyd.. oczywiscie powinno byc : "zyczliwa" a nie "rzeczliwa"
    • mala.meg Re: Robi mi się przykro... 24.02.07, 17:07
      Moja starsza dwójka jest już prawie "dorosła": syn 10, córka 7 lat. Oboje byli
      dużo noszeni, spali z nami w jednym łóżku, o długim karmieniu nie wspomnę. Nie
      zauważyłam by byli jakoś bardziej niesamodzielni, czy rozpieszczeni od swoich
      równolatków. Raczej wręcz przeciwnie.
      Teraz tulimy, i nosimy najmłodszą, chociaż już coraz mniej, bo diabełek
      ruchliwy jest i biega. Ale próbujemy z chustą z prześcieradła, bo to super
      pomysł, i jeszcze się nie raz przyda.
      Smutne, ż można dać sobie wmówić różne dziwne rzeczy "dla dobra dziecka".
      Magda
    • nalie Re: Robi mi się przykro... 24.02.07, 17:55
      tak naprawde z calego serca...
      wydaje mi sie ze dziecko ktore w ten sposob jest wychowywane owszem wyrasta na
      samodzielnego pana prezesa, dyrektora itp i pozniej nie ma najmnieszych
      dylematow w umieszczeniu rodzicow w wytwornym domu 'spokojnej starosci' i
      zamiast odwiedzin na swieta wysyla im sliczne kartki swiateczne z wdrukowanym,
      gotowym tekstem :(
      moja starsza cora (rozpieszczana przez wszystkich po moich kilku poronieniach),
      byla karmiona piersia 2,5 roku, noszona na rekach tak, ze mama nabawila sie
      zwyrodnienia nadgarstkow (nie wiedzialam wtedy o wiazankach) ale w niczym nie
      przeszkodzilo jej to byc jednym z najbardziej samodzielnych dzieci w
      przedszkolu a poza tym cudowna, wesola dziewczynka, dla ktorej nie ma problemu
      ucalowac tate albo mame w hipermarkecie i powiedziec "jestes moim/moja
      najukochanszym/sza tata/mama na swiecie!".
      ps. i nie miala najmniejszych problemow z zaakceptowaniem swojej malej
      siostrzyczki!
    • visenna2 Re: Robi mi się przykro... 24.02.07, 18:18
      A tak w ogóle to ja już dawno przestałam zaglądać na "Niemowlaka". Się
      denerwuję za bardzo jak czytam o miesięcznych dzieciach
      nazywanych "terrorystami" z "charakterkiem"...
      • agamamaani Re: Robi mi się przykro... 24.02.07, 19:05
        visenna2 napisała:

        > A tak w ogóle to ja już dawno przestałam zaglądać na "Niemowlaka". Się
        > denerwuję za bardzo jak czytam o miesięcznych dzieciach
        > nazywanych "terrorystami" z "charakterkiem"...

        a co Zuzia nie jest z charakterkiem>> :)
        ja na swoje brzdące mówię łobuzy - z pełną odpowiedzialnością :)
        • visenna2 Re: Robi mi się przykro... 24.02.07, 19:34
          Zuzia ma 13 miesięcy, prawie 14... Ma charakterek, oj ma:)

          Ale mnie chodzi o to, ze niektóre mamusie narzekają ze 1-miesieczne (= 4-
          tygodniowe) dziecko je terroryzuje i pokazuje charakterek.
          Sorry, ale mnie ogarnia zgroza w takim przypadku:)
          • nalie Re: Robi mi się przykro... 24.02.07, 21:31
            powinny przejść terapię chuściarską ;)
            no właśnie... jakby to było: chustoterapia, szmatoterapia... jakieś to wszystko
            zamotane ;)
            • nalie Re: Robi mi się przykro... 24.02.07, 22:13
              tzn. mam na mysli mamuski!
          • guruburu Re: Robi mi się przykro... 24.02.07, 22:04
            A ja na moją mówię 'zbój' :D
    • gonzolina Re: Robi mi się przykro... 24.02.07, 22:28
      Jakiez napastliwe tony na tamtym forum, az nie mozna tego czytać.

      Nie rozumiem jak można nie tulic i nosic takiego maleństwa. Ja nosiłam swoja
      pierwsza córke (nie miałam niestety chusty, ułatwiłoby mi to sprawę), karmiłam
      do 20 miesiąca , spała z nami (w sumie spi i teraz, bo w nocy sobie przychodzi)
      i jest bardzo samodzielną i wesołą dziewczynką .
      Z drugą córcia zamierzam robic to samo. Juz teraz spi z nami, bo nie zawsze po
      karmieniu w nocy chce mi sie ja odkładac do kołyski. (generalnie budzimy się
      zawsze w czwórkę )
      A tak na marginesie dzieciaki za szybko rosna żebyśmy mogły tracic te chwile
      bliskości ( a nawet błogości, uwielbiam sie tulic do moich dziewczyn).

      Gosia mama Marysi (24.08.2004) i Zuzi (17.12.2006)
      • nalie Re: Robi mi się przykro... 24.02.07, 22:31
        o mamy kolejną wspolna rzecz oprocz mieszkania w zachodniopomorskim i
        hoppa 'santiago' - po dwie corki z czego starsze juz 'samodzielne' ;P
      • ajk10 Re: Robi mi się przykro... 24.02.07, 22:33
        gonzolina napisała:


        > A tak na marginesie dzieciaki za szybko rosna żebyśmy mogły tracic te chwile
        > bliskości ( a nawet błogości, uwielbiam sie tulic do moich dziewczyn).
        >
        zgadzam sie nie rozumiem jak można samemu pozbawiac się tych przyjemności, z których naprawdę szybko dzieciaki same zrezygnują
    • kajkasz1 Re: Robi mi się przykro... 24.02.07, 23:04
      Ja zawsze tłumaczę, że za kilka lat to ja będę chciała się przytulać, a moje
      dziecko już nie.
      Trzeba wykorzystać czas na maksa, bo kiedyś nasza pociecha będzie wolała
      kolegów.
      Do dzisiaj, już przy drugim dziecku, muszę tłumaczyć mojej mamie, dlaczego
      usypiam dziecko "przy cycu". Ja wtedy cudownie odpoczywam, nasycę się moim
      spokojnym wtedy słodkim, przytulonym ciałkiem, czasem nawet sama przysnę ...
      Wiem, o co jej chodzi - jest mnóstwo niezrobionej roboty w domu, a ja strasznie
      niezorganizowana "tracę" czas na usypianie.
      Tu wtrętka, Guruburu, bez obrazy, wychodzę z założenia, że "robota, nie h...,
      może stać cały tydzień".
      Mój starszak do około 8-go miesiąca nie chciał być szczególnie przytulany,
      noszony, dotykany, musiałam go tego nauczyć. A teraz "przylepka" z niego
      straszliwa, wrażliwy facet. Fakt, samodzielny jest mało, ale to absolutnie nie
      dlatego, że go nosiłam, bądź przytulałam jako niemowlaka. Po prostu matka
      nadopiekuńcza jestem i sama robię wszystko szybciej, a mój robaczek-ślimaczek
      często swoją powolnością doprowadza mnie do furii. Mój podstawowy błąd - brak
      konsekwencji. Ale na Boga, nie tresujmy niemowlaków. Co one winne, że natura im
      kazała z brzucha wyleźć. Gdyby miały wybór, wiecznie by tam siedziały. Świat
      jest w końcu taki "głośny, nieprzyjemny, zapachy dziwne, przestrzeń ogromna".
      Jak tu nie chcieć do mamy?
      Kubek też jest "pacyfikowany" w kojcu lub łóżeczku, też głośnym rykiem
      obwieszcza swój sprzeciw przeciw takiemu oddaleniu (bo dobrze tylko u mamy bądź
      taty), ale ja dobrze wiem, że to płacz nie z powodu rozdzielenia ze mną, a
      zniewolenia w "klatce". No cóż, musiałabym się sklonować chyba, żeby każdemu z
      moich facetów dogodzić.
      Ale wiem jedno - mój maluch dorośnie szybciej niż bym chciała, wyfrunir
      najpierw do kolegów, potem w świat, a ja będę mogła wspominać, jak go mogłam do
      siebie przytulać kiedy był mały. I to jest dla mnie ważne, to się liczy.
      Co nie przeszkadza mi żartobliwie nazywać go terrorystą, czortem, diabełkiem ...
    • kasiaimichael Re: Robi mi się przykro... 25.02.07, 01:22
      A mnie wkurzaja takie mamusie, najgorsze jest to ze jak i tak nie mozna nic im
      powiedziec, bo wiedza WSZYSTKO. Biedne te dzieci...
      Nie wiem skad sie biora te glupie, sredniowieczne teorie. Moze to dlatego, ze
      same byly tak traktowane i cykl sie powtarza, ofiary ofiar....
      Mysle tez ze one wychodza z blednego zalozenia, chodzi im o natychmiastowy
      skutek a nie o dlugoterminowy jakis zamierzony plan wychowania dziecka. To
      prawda, ze jak beda ignorowac placz dziecka i odkladac "systematycznie i
      konsekwentnie do lozeczka" to dziecko przestanie wreszcie plakac i stanie sie
      (chwilowo) mniej "uciazliwe"- tak samo zachowuja sie dzieci w sierocincach,
      gdzie nie ma dostatecznej liczby personelu. Nie placza, sa ciche ,zajmuja sie
      soba (w sposob samostymulujacy, autystyczny bym powiedziala ale jesli nikt nie
      dostarcza im bodzcow i patrza w bialy sufit albo krecaca sie dookola karuzelke
      non stop) kazdy by zbzikowal:(((
      Tak wychowane dzieci sa przez jakis czas "latwiejsze" (tzn nie absorbuja soba
      tak bardzo) ale potem staja sie trudnymi przedszkolakami, uczniami,
      nastolatkami, trudnymi doroslymi. Zeby byc niezaleznym trzeba przejsc we
      wczesnym dziecinstwie bezpieczna -czyli z opiekunami, ktorzy zaspokajaja
      potrzeby, mowiac tym samym ze potrzeby te (a tym samym same dziecko) sa
      respektowane, zauwazane, wazne- faze absolutnej zaleznosci. Ludzie, ktorzy nie
      zaznali tego w dziecinstwie moga wydawac sie samodzielni na pierwszy rzut oka,
      ale to tylko pozory. Tak naprawde takie wychowanie prowadzi do uksztaltowania
      czlowieka niepewnego siebie, wplywowego, podatnego na roznego rodzaju
      uzaleznienia, nie umiejacego stworzyc prawdziwych opartych na zaufaniu
      zwiazkow, chcacego caly czas udowodnic, ze jego zycie jest cos warte. Tacy
      ludzie moga co prawda wiele osiagnac, nawet przyczynic do rozwoju i ubogacenia
      ludzkosci (taki np Mozart) ale nie sa szczesliwi, ciagle im czegos brakuje, a
      wszystko dlatego, ze nie dostali tego czego potrzebowali i teraz sa jak "czarna
      dziura uczuciowa"
      Lecialam kiedys samolotem z 22 letnim chlopakiem Anglikiem. Zaczelismy gadac i
      tak wyszlo ze opowiedzial mi swoje zycie, jak "konsekwentnie i systematycznie"
      wychowywali go rodzice. Byl jedynakiem, rodzice bardzo bogaci, wyksztalceni i
      wierzacy w to ze trzeba od pierwszych dni przyzwyczajac dziecko do
      niezaleznosci (wiec spanie w osobnym pokoju, nie poddawanie sie
      palczom "gowniarza" zeby nie rozpuscic itp). Ten chlopak zostal poslany do
      prywatnej (potwornie drogiej) szkoly z internatem w wieku 5 lat (!).
      Przyjezdzal do domu na wakacje. Powiedzial mi ze rodzice sa dla niego jak obcy
      ludzie, ze nie umie z nikim sie naprawde zwiazac a tak mu tego brakuje, ze nie
      jest szczesliwy i nie umie sie niczym cieszyc. Ten chlopak skonczyl uniwerek w
      wieku 18 lat, od 17 roku zycia utrzymywal sie sam, po skonczeniu studiow
      zalozyl swoja firme produkujaca komputery na specjalne zamowienie (dal mi
      strone to nie PC i nie MAc zupelnie cos niesamowitego)i jechal szukac w Europie
      miejsc w ktorych moglby otworzyc filie firmy i zarabia miliony funtow...
    • akosta Re: Robi mi się przykro... 25.02.07, 22:38
      A ja tak sobie myśle, że niektórym trudno pogodzić się z całkowitym
      podporzadkowaniem się potrzebom takiego niemowlaczka. bo tylu rzeczy nie mozna
      robić...Najlepiej więc, żeby maluch sam się sobą zajmował - jak te bobaski z
      reklam co to zawsze pogodne, czyste i samodzielne. No i presja otoczenia - mi
      też przy Kubie teściowa powtarzała, że ona to dzieci nie nosiła i jak głupia
      czyściłam po kazdym spacerze kółka wózka, żeby w nim potem dziecko po domu
      wozić, a Mały i tak wydzierał się wniebogłosy...Albo te nocne karmienia -
      wstać, ubrac się, uważać zeby w fotelu nie zasnąć i nie upuscić malucha; i jak
      już zdołałam go odłożyc to trzeba było znowu karmić. Teraz wzięłam się na
      sposób - zakupiłam chuste :))), karmię na "śpiąco", i wcale nie uważam, że
      rozpuszczam. a największa herezja jest dla mnie jak słyszę, że niemowlę należy
      wychowywać.
      Aga mama Kuby (19.10.2002) i Agatki (14.01.2007)
    • agmani Re: Robi mi się przykro... 25.02.07, 22:53
      Zreferuje mi ktos watek? Bo ja nie mam tak mocnej psychiki, zeby na niemowlaka i
      cipe wchodzic.
      • guruburu Re: Robi mi się przykro... 25.02.07, 22:57
        Aaaaa. Jak opowiedziałam małżowi to się zapytał, czy to dziecko też już gotuje i
        sprząta ;).
      • ithilhin Re: Robi mi się przykro... 25.02.07, 23:01
        w skrocie: jedna laska napisala, ze nie nosi i nie buja dziecka (nie zna ono tej
        przyjemnosci - tak napisala) i od poczatku nauczyla je zasypiac samodzielnie i w
        ogole ona nie rozpieszcza dzieciaka. w innym watku natomiast nawiazuje do tegoz
        poprzedniego i sie oburza, ze kilka osob nazwalo jej metode zimnym chowem - i
        generalnie pisze juz troche co innego.
        acha - w jeszcze innym zastanawia sie czy zostawic dziwcko z opiekunka czy z
        tesciowa bo opiekunce moze nakazac aby nie nosila a babcia to czyni bez potrzeby
        dla wlasnej przyjemnosci.
        a maluch ma 3 miesiace i od poczatku "jasno wyraza swoje potrzeby".
        coz, moje tez wyrazaly jasno swoje potrzeby, powiedzialabym nawet, ze dobitnie :-D
    • kajkasz1 Re: Robi mi się przykro... 25.02.07, 23:32
      A ja w kwestii babć może się wypowiem. Szkoda mi tych kobitek, co serducha dla
      maluchów "tracą", a córy i synowe im nosić zabraniają. To co? Mają stać z boku
      i patrzeć? Toż to nieludzkie. A potem czytam, że babcia taka zła, bo pomóc nie
      chce. A może się boi?
      Ja to ćwiczyłam na początku przy Kacprze, bo uważałam, że wszystko wiem
      najlepiej. Całe szczęście (dla mnie i moich dzieci) szybko mi przeszło. Babcie
      SĄ DO ROZPIESZCZANIA i tak ma być. My mamy wychowywać i dawać poczucie
      bezpieczeństwa, ale nasze dzieci potrzebują też takiego, wynikającego z
      bezwarunkowej miłości, "szaleństwa", do którego zdolni są dziadkowie. A że
      czasem usłyszymy jakieś "dobre rady" to co? Ja tam puszczam mimo uszu, czasem
      się skrzywię, czasem skomentuję, ale stanowczo przy drugim dziecku mam na
      to "zwisa". I zadowolona jestem, jak się moich synów mogę na jakieś dwie
      godzinki pozbyć, pozostawiając pod czujną opieką którejś z babć. A na samą
      myśl, że do opieki nad Kubkiem mam wziąć obcą osobę (Kacper miał bardzo
      fajną "nianię" przez 4 lata) miałam zgryza niesamowitego. Teraz bawi go i
      dogląda na zmianę mama i teściowa.
      Bajer! Ostatnio nawet mi się zamarzyło wyjście ze ślubnym na jakąś kolację we
      dwoje. Muszę tylko to jeszcze z nim skonsultować. Chociaż, może by tak z kmś
      innym? Ha! Ha!
      • magme Re: Robi mi się przykro... 26.02.07, 08:43
        Kajka podziwiam Cię i Twoje mądre podejście do sprawy teściowa- babcia,w ogóle
        dziewczyny jesteście mądre kobitki - ithilhin - podczytywałam sobie ten wątek o
        oddaniu małego pod opiekę babci czy opiekunce i podobały mi się bardzo twoje
        odpowiedzi, dlaczego tak piszę?
        Bo ja nie umiem jeszcze tak mądrze do tego podejść, zżymam się na każdą "dobrą"
        radę i jestem zazdrosna strasznie o mojego syna, uważam że babcia się wtrąca
        często zupełnie niepotrzebnie i traktuje mnie jak taką głupiutką Magdusię co to
        jej trzeba wszystko powiedzieć i wytłumaczyć bo przecież ona wychowała trójkę
        swoich dzieci a ja dopiero zaczynam jedno.. Drażni mnie to wyrywanie dziecka z
        ręki, mówienie czego to babunia Krzysiulka nauczy a czego nie, noszenie bez
        przerwy na rękach i to ,że ona najlepiej wie czy moje dziecko chce teraz spać
        czy jeść itd.. I co rusz się kłócę z mężem , bo on uważa że się czepiam jego
        mamy (jakoś uwagi mojej matki łatwiej mi znieść i łatwiej mi jej zwrócić uwagę
        niż teściowej) i ostatnio że jej nie lubię itd. Wczoraj też byli u nas
        teściowie i (to odnośnie spania Krzysia z nami) usłyszałam że powinnam go uczyć
        samodzielności itd, .. aha i że na rosnące ząbki to powinnam dać małemu skórkę
        od chleba do dziamdziania bo ona tak dawała swoim dzieciom...już mi się nie
        chciało nawet odpowiadać ale z mężem sie potem pospierałam. Trudno mi się
        czasem tak odciąć psychicznie od tego radzenia i pouczania, pewnie w dobrej
        wierze, ale mi trudno. Mam nadzieję że z tego kiedyś wyrosnę ;) a póki co że
        nie zrobi sie z tego powodu źle między mną a mężem, bo teraz jest to temat
        baaardzo drażliwy. Dlatego podziwiam osoby które umieją się zdystansować do
        tego teamatu i żyć dobrze z babcią- teściową. Pozdrawiam was Mądre Mamy, oj
        dobrze że jesteście...
        • asiamamusia Może cię to pocieszy choć trochę magme bo... 26.02.07, 09:12
          Ja też zupełnie nie umiem się zdystansować. Nie wiem, może to kwestia różnicy
          charakterów. Przestałam nawet już walczyć z tym i liczę, że z czasem to minie
          samo, może ja z wiekiem będę mieć więcej dystansu. Podobno po 30 człowiek się
          zmienia, więc jeszcze rok mi został:)))
          Natomiast jeśli chodzi o treść tego wątku, który komentujemy, to tak myślę że
          wiecie nie można chyba tak wrzucać wszystkiego do jednego worka. Ja też na
          początku jak Maja się urodziła starałam się ją nosić jak najmniej (już w
          szpitalu położna powiedziała mi żebym nie nosiła dziecka właściwie wcale!!!!) .
          Potem stwierdziłam, że się nie da (baaaardzo dużo płakała) i kupiłam pierwszą
          chustę. Zgadzam się z tym, że dziecko wytulone, wynoszone, samo chce na podłogę
          i jest spokojniejsze. Myślę, że z drugim tego błędu nie popełnię, a planujemy
          już wkrótce:) Generalnie myślę, że każde dziecko inne i u każdego przyjdzie
          czas: na spanie samodzielnie, na zasypianie bez cycka, bez mamy itp.
          • magme Re: Może cię to pocieszy choć trochę magme bo... 26.02.07, 09:18
            Mnie też został rok, ale ja muszę sobie z tym jakoś radzić, bo mi się chłop
            zbuntuje :), ja słyszałam że to jest częste przy pierwszym dziecku , i potem
            się zmienia, ale nie zamierzam mieć tak zaraz drugiego malucha a konflikt
            narasta...ale dobrze wiedzieć że nie jestem sama :))))))))))))
            • asiamamusia Re: Może cię to pocieszy choć trochę magme bo... 26.02.07, 09:30
              Wiesz, na pewno musisz się starać żeby was to nie poróżniło, bo to jest
              najgorsza ewentualność. Szczera rozmowa jedynie tu pomaga z mężem chyba. Masz
              prawo do odczuć własnych, tylko okazywać pewnie nie powinnaś teściowej za
              bardzo... Ale wiem jakie to trudne... A w ogóle to tak się nie mogę napatrzeć
              na waa w tej chuście, że chyba zamówię Antiquę...
        • marta_nie_martka Re: Robi mi się przykro... 26.02.07, 12:21
          Przy pierwszym dziecku miałam podobne kłopoty z teściową, potem wyrosłam z
          tego, a i teście przestali tak mną dyrygować. Przy drugim, miałam powtórkę z
          rozrywki, ale też argument, ze pierwszemu nie zrobiłam krzywdy, to i drugim się
          zaopiekuję :)

          Ja zawsze zakładam dobrą wolę dziadków, bo moi rodzice też mi doradzają :)
          Wytłumaczyłam też mężowi, jak drażnia mnie uwagi rodziców, że po ciąży mam
          rozchwiane hormony, humory, i w końcu to moje samopoczucie jest ważne, bo
          przekałda się bezpośrednio na sampopczucie dziecka. A jednocześnie przy swoich
          rodzicach, też mnie musztrował, zwracał uwage, syczał ;) co w domu nigdy sie
          nie zdażało. Wyjaśniłam to na spokojnie, czyli nie w dniu wizyty, tylko
          conajmniej dwa dni po, zrozumiał. A po kilku powtórzeniach nawet zaczą sie
          stosować. Zawsze mówiłam ze swojej perspektywy, ze jest mi przykro, że mnie
          denerwuje, złości takie zachowanie.

          I nie wiem co pomogło, zmiana w dziadkach czy we mnie :)
        • marta_nie_martka Re: Robi mi się przykro... 26.02.07, 13:38
          Jeszcze jedno mi przyszlo do głowy, jak usypiałam dzieci :)

          W jednej kwestii jestem stanowcza i mogę iść na noże - bezpieczeństwo dzieci!
          Nosząc, zabierając z rąk, dając skórkę od chleba, i radami dziadkowie nie
          zrobią krzywdy, "jedynie" nas zirytują ;)

          Ale, piszę z własnego doświadczenia z naszymi dziadkami, propozycje wożenia bez
          foltelików, prowadzenie dziecka od strony samochodów, po jezdni bez chodnika ,a
          nawet i na chodniku, nie trzymanie za rączkę, popychanie wózka, i gonienie za
          nim. O tutaj odzywa się we mnie lwica :)
    • felonia nie wiem kto ma rację 26.02.07, 09:04
      nie można tak jednoznacznie oceniać że to dobre a tamto złe ...
      Każdy rodzic ma inne życie inne obowiązki i mimo najszczerszych chęci nie jest
      w stanie poświęcić się 100% swemu dziecku. Jedni wolą spanie z maluszkiem a
      inni nigdy tego nie robili.
      słyszałam np o takim przypadku u znajomych że musieli usypiać dziecko w
      foteliku samochodowym jeżdżąc dookoła domu, a jak zasnęło to zostawiali w garażu
      (takim w domku jednorodzinnym) z elektroniczną nianią i jak się dziecię budziło
      to przychodzili po nie. Nawet na rękach chłopczę nie chciało spać tylko w
      samochodzie ...
      inni np nagrywają suszarkę do włosów na CD i puszczają "repeat" aż dziecko
      zaśnie
      Dlatego takim rodzicom marzy się dziecko umiejące samo zasypiać w swoim
      łóżeczku bez dodatkowych zabiegów :) a wizja noszenia niemowlęcia przy sobie -
      piszczącego wyjącego itp, kiedy trzeba zająć się pozostałym przychówkiem
      przyprawia ich o ból głowy.

      Koleżanka mówiła że jej znajomy usypiał swoją córeczkę na rękach, a że długo
      jej to zajmowało on ustawiał sobie książkę na regale na wysokości oczu i czytał
      na stojąco. Podobno ma już za sobą opasłe tomiska typu trylogia :)

      tak sobie piszę inny punkt widzenia, nikogo nie oceniam i nie obwiniam
      • asiamamusia Re: nie wiem kto ma rację 26.02.07, 09:18
        Właśnie, to prawda. Co ma zrobić osoba, która ma np. trójkę małych dzieci. Nie
        jest w stanie usypiać każdego na rękach czy spać z trójką myślę. Myślę, że
        usamodzielnianie jest generalnie dobre, tylko w odpowiednim dla dziecka i matki
        czasie. Jeśli robi się to za wcześnie to wywołuje to potworny stres - u matki i
        u dziecka. Wiem po sobie, kiedy półroczną Maję próbowałam nauczyć zasypiania
        samodzielnego. Była za mała. Odpuściłam od razu taki był wrzask, a jak miała 10
        miesięcy nie było już z tym żadnego problemu. Synek koleżanki od początku
        lepiej zasypiał w samotności, umiał sam się wyciszyć, i noszenia nie lubi. I
        wątpię, żeby wyrósł na jakiegoś pustelnika w związku z tym:))) Pewnie tak jest,
        że każde dziecko inne. Tyle że w wątku od którego wszystko się zaczęło widać,
        że usamodzielnianie odbywa się na siłę, tak ja to odbieram.
        • visenna2 Re: nie wiem kto ma rację 26.02.07, 09:26
          No włąśnie ja też tak to odebrałam:
          dziecko "nie wie co to przyjemność noszenia i bujania" tak napisała ta
          dziewczyna. Jakoś mnie to zniesmaczyło:/
          • guruburu Re: nie wiem kto ma rację 26.02.07, 11:50
            Mnie też dokładnie chodziło to, o czym napisała Visenna.
            Przecież nie o to, że dziecko spi samo czy z rodzicami, nie o to, czy jest
            karmione butelką czy piersią i nie o to, zeby dziecko nosić na rękach non-stop
            itp. itd. Może dziewczyna 'źle' czy nieudolnie napisała z tą 'nieznaną
            przyjemnością' - ale wtedy to nie trzeba się dziwić, ze sporo osób zareaguje
            dziwnie czy ze zniesmaczeniem. I najwyraźniej nie mówimy tu o matce trójki
            małych dzieci (swoją drogą, mój wujek ma 4 dzieci - pierwsza trójka rok po roku
            - i niestety ich mama, która musiała zajmować się domem, pracować i wychowywać
            dzieci, bo wujek to się do pierdzenia w stołek nadaje - nie zawsze dawała radę -
            sporo czasu przed tv itp. itd.... Musze przyznać, ze moi kuzyni są trochę
            straszni - typowe dzieci, które rodzice b. kochają, ale nie mają dla nich czasu.
            Główne zainteresownie to tv i komputer, nawet w konwersacji za bardzo nie
            potrafią się udzielić. Pocieszam się, że to dopiero młode nastolatki i że
            wyrosną. I ja rozumiem moją ciotkę - bo i tak wykonała i wykonuje heroiczną
            robotę.)...
    • kajkasz1 Re: Robi mi się przykro... 26.02.07, 13:58
      Magme, wiem, co czujesz, ale zapewniam cię, że kupa dobrych rad w
      rzeczywistości się sprawdza. Tak jest i ze skórką od chleba, którą Kubek
      namiętnie żuje, jak i z obgryzaniem kości (większych) np. od kurczaka. A
      właściwie oblizywaniu. Kubek też je uwielbia. Oczywiście nie za długo. A i to
      jest prawda, że te teściowe i mamy w końcu nas i nasze "połówki" wychowały na
      ludzi więc trudno się dziwić, że chcą nam po prostu pomóc. A że upierdliwe
      czasami, to też fakt.
      Marta, poprieram w całej rozciągłości. Też miałam dyskusje o konieczności
      wożenia w fotelikach, i to niejedną. I nie tylko z teściem, ale i ze szwagrem,
      który jeździ tak, że ma zakaz wożenia moich dzieci nawet w fotelikach.
      Postawiłam sprawę "na ostrzu noża" i teraz sami pilnują.
    • hodos Re: Robi mi się przykro... 26.02.07, 23:07
      Guru, myślę, że to co właśnie tu napisałaś to byłaby najlepsza odpowiedź na
      podsunięty przez Ciebie wątek.. dokładnie jak chciałaś, nienapastliwe a
      przedstawiajace Twój własny punkt widzenia widziane z perspektywy Twoich
      doświadczeń:)

      Ja tez jestem Mamą, która rozpuszcza swoje dziecko ale jest za to ono bardzo
      ciekawe świata i jak na swój wiek super się rozwija. jest prawie ciągle ze mną,
      śpi z nami, często prace domowe leżą odłogiem ale przynajmniej dziecko mam
      uśmiechnięte i wydaje mi sie szczęśliwe:) no i bardzo się cieszę że moja Amelka
      przewróciła moje życie do góry nogami, bo momentami czułam, że robi się z lekka
      nudnawo;)
      • kraxa visenna ja Ciebie normalnie, ten tego ;-* 27.02.07, 19:06
        Znowu piszesz prawie w slowo w slowo to co i ja czuje. Tzn. tez mialam okres
        oglupienia- i prob "nauczenia dziecka spania w lozeczku" tyle, ze u mnie trwl
        on 4 tygodnie tylko...Tez byl placz i moj i Edka, "interwencje" mojej mamy ( to
        wiesz ;-), ktora wbrew moim zaleceniom, nie dokladla dzicka jak tylko przestalo
        plakac...I teraz mysle, ze cale szczescie. Ale jedno Wam powiem, zwrocila n to
        uwge kasiaimichael- ksiazki, poradniki, sranie w banie za przeproszeniem. Taka
        zielona matk jak wraca ze szpitla z zawiniatkiem to przewaznie zmeczona jest
        niemilosiernie- ja bylam, Swieta w szpitalu, dol jak jasny gwint, cle noce
        dzieci ryczaly na zmiane, a ja po 18 godzinach na oksy i w koncu cesarce
        chcilam po prostu ZASNAC!!! Wiec po powrocie do domu usilowalam wdrozyc metody
        niejakiej Tracy, chociaz maly sie nie dawal darl sie jak opetany, wtedy do
        akcji wkraczala babcia, dziadek, tato...I powiem Wam, ze oni wszyscy mieli
        wiecej cierpliwosci i wyrozumialosci dla mojego dziecka niz ja matka. Tez mi
        wstyd, le z drugiej strony czulam sie skolowana, zmeczona jak kon po westernie
        i generlnie "nie ndajaca sie". Dla mnie rowniez pierwsz 4 tgdnie macierzynstaw
        o byl szok, niewiele z tego teraz pamietam, ale generalnie bylo tak sobie z
        mojej strony. Bo nie dosc, ze nas pordniki wywodza w pole, to nawet polozne
        wszpitalu- kazda miala ine zdnie na dowolnie zadane pytnie ;-( w UK np odradz
        sie goraco spanie z dzieckiem w lozku, ze niby zwieksza to ryzyko naglej
        smierci lozeczkowej. No i tak mi sie to wblo w system, ze nawet jak bralam
        malego do lozka ( odlozyc sie nie dal za nic;-) to i tak nie spalam tylko
        lapalam schize, ze zarz go npeno przygniote, albo strace czy cos ;-((( Wiec i
        tak sie nie wysypialam, potem doszly kolki- takze przez 4 tygodnie spalam po
        okolo5 godzin na dobe- w dzien, kiedy moj ojciec zabieral malego an spacer.
        Czlowiek w tym stanie nie funkcjonuje normalnie- obcy Camus'a mi sie
        przypominal- tez jakby mi dali czlowieka to bym go ukatrupila ;-( Wiec ja sie
        nie dziwie, ze swiezo pieczone mtki moga miec metlik, sama mialam, i wtedy sie
        czlowiek stosuje do czsem najbrdziej absurdalnych rad. Na szczescie moja mama
        robila "partyzantke" i mimo wszystko nosila malego, ale wiele mam czy
        tesciowych wlasnie od tego odwodzi- wiec nie ma oparcia w nikim. Na koniec
        powiem, ze jednak takie 'nie zna przyjemnosci noszenia i bujania" brzmi troche
        jak uktyta stysfakcja- a nie mysl sobie gowniarzu, ze zycie to bajka ;-(
        • visenna2 :D 27.02.07, 19:14
          No u mnie było identycznie:)
          I naprawdę za często wchodziłam na "niemowlaka" a tam ładnie w trymiga potrafią
          młodej matce zrobić wodę z mózgu:D
          Co tu się w sumie dziwić, ze jak człowiek marzy o spokojnym śnie to wcieliłby w
          życie wszystkie nawet najdurniejsze pomysły z poradników tudzież ze stosownego
          forum:)
        • kasiaimichael Re: visenna ja Ciebie normalnie, ten tego ;-* 01.03.07, 13:52
          kraxa a ty gdzie mieszkasz? Bo ja na stale (na razie) w Szkocji. Po cesarce to
          kazdy ma dosc wszystkiego i jedyne o czym mazy to zeby wreszcie dojsc do
          siebie, ja nie mialam cesarki ale tak mi za przeproszeniem tylek pocieli ze tez
          niemilo wspominam pierwsze 4 tygodnie po porodzie.
          K
          • kraxa a ja w Surrey mieszkam ;-) 01.03.07, 22:25
            South east generalnie....
    • cadorna Re: Robi mi się przykro... 01.03.07, 13:39
      na początku ciąży też mówiłam, że tak będę robić..
      na szczęście w trakcie mi się zmieniło
      po to chustę kupuję aby mieć małą od pierwszych dni cały czas przy sobie
      oczywiście łóżeczko też się przyda :)))

      ale jestem frajerka - plany snuję, a mała i tak pewnie mnie zaskoczy :D
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka