libressa
15.04.04, 06:18
...miłe Panie, nie lubicie siebie?
...mili Panowie, nagle odkrywacie, ze zwiazaliscie sie z niewłasciwymi
kobietami?
Ona uwaza,ze jak udało sie doprowadzic "ukochanego do ołtarza" prac, sprzatac,
wychowywac dzieci, to On powinien, nie posiadac sie ze szcześcia, jedyna Jej
bronia staja sie "ciche dni", bedziesz niedobry, to bedzie "bolała mnie głowa"
Ona uchodzi za wzór matki, żony, ale nie kochanki.
Tak została wychowana, taki model tworzy rodziny...patologia...
On z początku oczarowany, bo specjalnie nie ma róznicy z domem Mamusi jest
szczesliwym Meżem.
Jej przybywa zmarszczek, kilogramów, zaczytuje sie infantylnych pismach
kobiecych, oglada seriale, nadal wszystko "gra".
On coraz bardziej, staje sie sfrustrowany, żona stała sie "przyjacielem",
a "przyjaciela" nie wypada pie*****ć. /przepraszam, to tak dla podkreslenia
dramaturgii/, natomiast koleżanka z "biura", to jest kobieta.
A gdyby tak zwiazek budowac od tego,zeby ta zona przede wszystkim była
kochanką,a później zamieniała sie w Mamusie, dbała o swoj wyglad, ale bez
przesady, polubiła swoje zmarszczki, była pogodna i miła kobieta, to
"koleżanka z biura", juz nie byłaby taka atrakcja...
Operacje plastyczne, diety cud, kremy, na nic sie zdadza, gdy nie bedzie w Was
przede wszystkim zmysłowej, ponetnej kobiety, troche tajemniczej, jak usmiech
Mony Lisy.
Panowie, czego oczekujecie od nas, twarzy po lifftingu, silikonowych piersi,
żylastych sylwetek po kolejnym kursie aerobicu czy jakims tam nowym "sporcie
dla Pan", czy kobiety, zalotnej, prowokujacej, której kazdy gest, spojrzenie
i słowo beda kusiły Was, bez wzgledu, czy porusza sie "przy garach",
czy w sypialni?.
na podstawie czytanych postów...
pozdrawiam i znikam, moze to uspokoi, niektórych Forumów, a szczególnie
niektóre Forumki...
Libressa
---
Nadmiar zalet to duza wada.