Eshumowali Wassermana...

29.08.11, 11:26
Może mnie ktoś uświadomić, po jakie licho? I czego tam w tej trumnie mają szukać? Mam nadzieję, że nikt nie je kanapki - przecież on tam już struchlał, a z połamanych kości co można wywnioskować? Że go ubili tuda i siuda, odurzywszy helem w mankietach i zatrzymując samolot 15 metrów nad ziemią metodą bezwładności, jak to udowodnił Pan Macierewicz (czy Macierowicz - różnie nazwisko piszą, więc już nie wiem, jak ma)? Mają tym kościom badanie DNA robić? Przecież oni tam byli przemieszani w tym samolocie i nikt przy zdrowych zmysłah chyba nie zakłada, że czyjeś DNA nie wylądowało w cudzej trumnie. Przecież nie da się z dokładnością podzielić prawie setkę osób, jak nie są w jednym kawałku. A coś mi się wydaje, że Pana Wassermana rozpoznawali po kawałkach.
    • ingeborga.dapkunaite Re: Ekshumowali Wassermana... 29.08.11, 11:30
      Zgubiłam literkę...
    • state.of.independence Re: Eshumowali Wassermana... 29.08.11, 13:48
      ingeborga.dapkunaite napisała:

      > I czego tam w tej trumnie mają szukać?

      Zdaje się, że jego córcia chciała mu narządy obejrzeć, czy przeliczyć, bo jej się coś z tym wszystkim nie zgadzało.
      • ingeborga.dapkunaite Re: Eshumowali Wassermana... 29.08.11, 14:34
        Jakie takie narządy? Bo po mojemu tam nie narządy były, tylko sieczka lub mielonka. State, jako fizyk możesz powiedzieć, co mogło być wewnątrz powłoki cielesnej, jak nawet jakimś dziwnym przypadkiem przetrwała z takiego wypadku. Nie wiem, czego tam szukają - formaliny produkcji rosyjskiej?

        Swoją drogą, byłam na Cmentarzu Wojskowym. Co mnie tam poniosło - nie wiem - chyba stwierdziłam, że nieładnie, że tam nie byłam. Bardzo mi się spodobał pomnik ofiar katastrofy Smoleńskiej i przy okazji zobaczyłam, że tam chowają wszystkie ofiary katastrof, przede wszystkim - załóg, zaczynając od tego samolotu, co spieprzył się w 1979 roku (Z Anną German). Dwie panie siedziały na ławeczkach przy grobach, więc kwiatki zostawiłam przy pomniku, by im nie wadzić (na moje oko mamy BOR-owików). A potem przyszedł kotek ale okazał się mieć Panią, taką starszą. To sobie razem z nią i kotkiem pochodziłam. Tam też Gomółka leży i mnóstwo komunistycznych oficjeli. No już pomijam kwatery powstańców. Ktoś tam ułożył nierówne kamyki na podejściu - takie śliskie i mało nosem nie wyrżnęłam, choć byłam w trampkach. Z oddala popatrzyłam i zrezygnowałam z chodzenia po powstańczych kwaterach.
        • state.of.independence Re: Eshumowali Wassermana... 29.08.11, 15:33
          ingeborga.dapkunaite napisała:

          > State, jako fizyk możesz powiedzieć, co mogło być wewnątrz powłoki cielesn
          > ej, jak nawet jakimś dziwnym przypadkiem przetrwała z takiego wypadku.

          Nooooo, jako fizyk to ja nie bardzo wiem, ale na moje rozeznanie to tam może być wszystko, albo nic. Jednym słowem - po mojemy to narządy mogą być w bardzo rozmaitym stanie. Mogą być zdeformowane, poprzemieszczane, popękane.

          Przy czym jedno mnie zastanawia, co tam też Wassermanowi wycięli 20 lat temu, że jego córce się jakiś "narząd ojca" nie zgadzał. No pokombinujmy: na pewno nie serce i nie mózg, bo nie mógłby żyć. Mało prawdopodobne jest również wycięcie jednego płuca, bo po takim zabiegu z reguły długo się nie pożyje, poza tym - nie funkcjonuje się normalnie. Na pewno nie chodziło również o wycięcie wątroby, czy żołądka. Może więc chodziło o jedną nerkę (da się żyć normalnie), o śledzionę (w razie uszkodzenia np. w wypadku nie ma innego wyjścia) lub po prostu... o banalny wyrostek robaczkowy?

          No, ale jeśli to wyrostek robaczkowy, jest owym brakującym "narządem ojca", to uśmiałabym się z prób grzebania w zwłokach i sprawdzania, czy jest w jamie brzusznej, czy też lekarze omyłkowo wzięli za niego jakiś inny kawałek flaka.

          Ja bym naprawdę chciała, żeby raz w życiu ktoś wyraźnie wyartykułował, o jaki narząd konkretnie chodzi i czego dotyczy niezgodność protokołu sekcyjnego ze stanem faktycznym. Wyrostka robaczkowego? Kamieni w woreczku żółciowym? Czegoś innego w tym stylu?
          • ingeborga.dapkunaite Re: Eshumowali Wassermana... 29.08.11, 18:12
            A jaki wyrostek robaczkowy tak długo uchowa się? A jak go nie ma, to rzeczywiście, czego Panu Wassermannowi brakło za życia, że aż po śmierci to musiało być znakiem szczególnym? Jakieś wyjątkowe złamanie czegoś? Bo sztucznej łapki nie miał.

            Jakoś mi by nie chciało się grzebać w szczątkach... hmmm... nie pierwszej świeżości, by odszukać jakieś coś. Hmmm, a może on miał platynową protezę stawu biodrowego i od córki chcą, by albo ją zwróciła albo zwróciła koszta (ponoć dość duże) implantu? Jak znam życie, to takie coś Rosjanie mogli zakosić i nie dojdziesz, kto i gdzie (no raczej żołnierzy, zbierających ciała, wykluczam - karta kredytowa, owszem ale nie implant - na tym znać się trzeba).
            • tojabogdan nekrofilia jest nieleczalna 29.08.11, 19:06
              jak i większość zboczeń.
              Tak więc i za sto lat będzie się zaglądać do trumien i grzebać w szczątkach, o ile wśród decydentów znajdą się ludzie z takimi skłonnościami.
              Ale inny fakt dzisiejszego dnia kojarzy się z tym wygrzebaniem "człowieka wody".
              Zniszczenie pomnika Lecha K. w Ostródzie!
              Przeciż ekshumowany Wassermann mógł zniszczyć pomnik Lecha z zawiści, że tamten trafił na Wawel!
              • ingeborga.dapkunaite Re: nekrofilia jest nieleczalna 29.08.11, 19:14
                Ja na nią nie cierpię, nie ma obaw. Ja komentuję wydarzenia, które mnie z jakichś powodów zdumiały.

                Myślisz, że ekshumowany Wassermann pobiegł w te pędy do Ostródy, bo ma jakiś żal do Lecha? To strach chodzić po ulicach, jak latają po nich zombie. Gdzie Kraków, gdzie Ostróda - musiał przez Wawę przebiec. :-(
                • state.of.independence Re: nekrofilia jest nieleczalna 29.08.11, 19:36
                  Może ekshumowany Wasserman pobiegł pomnik niszczyć, bo im nogi przez przypadek zamienili i ten platynowy implant trafił na Wawel?

                  Swoją drogą córka Wassermana coś się plącze - kilka miesięcy temu pyszczyła, że domaga się ekshumacji, bo Rosjanie opisali w protokole jakiś narząd (nie wiadomo jaki), który jej ojciec miał wycięty. No, ale ilość tego co można mieć wyciętego i żyć aktywnie jest ograniczona do wyrostka robaczkowego, jednej nerki, śledziony... No może tam jeszcze coś się znajdzie...

                  Za to teraz słyszałam nowość: że jej chodzi o to, że w protokole z sekcji nie było wspomniane, że jej ojciec przechodził kiedyś bardzo poważną operację. A cholera, to skąd niby Rosjanie mieli to wiedzieć? Pomijam fakt, że po takim pierdyknięciu o ziemię to tam się wszystkie narządy mogły przemieszać ze sobą. Przede wszystkim, jeśli chirurg nie zostawił komuś w brzuchu nożyc lub wacika, to się wszystko po tej operacji już pięć razy miało czas wygoić. No więc skąd mieli Rosjanie poznać, że jakaś operacja w ogóle była? No chyba, że chodzi o platynowy implant, który teraz córeczka chce spieniężyć!
                  • ingeborga.dapkunaite Re: nekrofilia jest nieleczalna 29.08.11, 20:15
                    A może uznał, że wannę mu zniszczył i leżąc w trumnie to sobie wykombinował i chciał zemścić się? Trafisz za takim ekshumowanym zombie?

                    Jak dla mnie to twierdzenia Pani Małgosi są mętne. To jedno, to drugie, a w końcu okaże się, że nie implant kości biodrowej, tylko platynowe zęby. Chociaż i jedno i drugie brzmi pfuj. Patologów ma oskarżać, że coś tacie ukradli? Akurat myślę, że im tak na ręce patrzyli, że nic ukraść nie mogli. Przecież oprócz rzeczy, które piżgnęło gdzieś w krzaki nic nikomu nie zniknęło, nawet Dochsa (taki drogi zegarek z limitowanej serii na ręce Kurtyki uchował się - nie wiem, jak on się pisze ale jest wart moją chałupę, jak nie więcej).

                    Zakładam, że Pani Małgosi chodzi o coś innego, niż sprawdzenie, czy tato miał wyrostek, czy go nie miał. A jak nie wiadomo, o co chodzi, to o kasę. Taki implant kosztuje i wiem od koleżanki, która miała nieszczęście mieć go wszczepianego, że podpisała zobowiązanie, że po jej śmierci go wyjmą. Nie wiem z czego jest, chodzi normalnie - platyna, tytan, czy jakieś inne coś ale ponoć drogie i rzadkie. Może Wassermann też takie coś miał i córkę przycisnęli o zwrot?
                    • state.of.independence Re: nekrofilia jest nieleczalna 29.08.11, 20:32
                      Co do Wassermana - skąd mnie wiedzieć, co on miał, czego nie miał? Sęk w tym, że ta córka rzeczywiście cały czas mąci i opowiada raz jedno, raz drugie. Jeżeli miał tego typu implant, no to prawdopodobnie nikt tego nie wyciągnął, bo nie sądzę, żeby w trakcie sekcji zwłok ktoś się babrał z każdą kostką. O ile w ogóle skończyło się na sekcji, w dosłownym rozumieniu tego słowa, bo w wielu przypadkach (głębokie rany, śmiertelne z natury rzeczy) można poprzestać jedynie na oględzinach zwłok. Jeśli komuś np. urwało głowę to po kiego grzyba grzebać mu w bebechach i tam szukać przyczyny śmierci?
                      • ingeborga.dapkunaite Re: nekrofilia jest nieleczalna 29.08.11, 20:57
                        O ile pamiętam, to Wassermanna przywieźli w ostatniej turze smutnych transportów. Jak domyślam się, im później, tym ludź gorzej wyglądał i zachował się i mogli poprostu go jakoś zebrać do kupy i nie szukali jakichś drogocennych obcych ciał w szczątkach, tylko pozbierali i do przodu - do Polski - pochować. Istotnie, po co komu szukać jakichś dodatkowych przyczyn, jak komuś łepetynkę wbiło w klatkę piersiową. Większość zginęła w fotelach właśnie w tej pozycji, a potem już ich rozrzuciło i sprasowało przez ten silnik, czy turbinę, czy co tam było z tyłu. Ci, co siedzieli przy urwanym skrzydle albo narzeciw - wylecieli. Też mało miłego. I dlatego byli w jednym kawałku.

                        Aha, dlaczego ludzie poginęli z wbitymi łebkami w klatki piersiowe? Jakieś przeciążenie, czy co?

                        Ja wiem, to trochę trupim zapaszkiem jedzie ale wolę zrozumieć, niż z bzdurami gdzieś wyskoczyć.
                        • state.of.independence Re: nekrofilia jest nieleczalna 29.08.11, 21:11
                          ingeborga.dapkunaite napisała:

                          > Aha, dlaczego ludzie poginęli z wbitymi łebkami w klatki piersiowe? Jakieś prze
                          > ciążenie, czy co?

                          Wiesz, że już kiedyś na KwS pytałaś o to? Tyle, że się tam wtedy mnóstwo osób kręciło, więc nie podejmowałam tematu. Pamiętam, że odniosłam wtedy wrażenie, że sobie źle wyobrażasz kierunek tego "wbicia". Z tym "wbiciem" to nie chodzi o to, że własnymi nosami się powbijali między żebra. Nie ten kierunek i klatka piersiowa jest za twarda na to. Na moje rozumienie tego, jak to opisywano to głowy wbiły się w klatkę piersiową, ale w tej pozycji w jakiej chodzimy normalnie, tyle, że szyja zapadła się do środka. Tak jakby nagle ludziom łebki zaczęły wyrastać bezpośrednio pomiędzy obojczykami.

                          A powód? Banalny: samolot upadając kołami do góry powgniatał pasażerów głowami w ziemię, połamały się kręgosłupy w odcinku szyjnym, a reszta ciała, jako relatywnie ciężka, nabiła się na te złamane szyje jak na szpikulce, tak, że głowy weszły bardzo głęboko między obojczyki. Jak będziesz kiedyś kurczaka na obiad robiła to obejrzyj sobie, że jest tam relatywnie sporo miejsca na taki numer. Ja wiem, że kurczak to nie człowiek, ale w końcu też nie różnimy się od niego diametralnie.
                          • ingeborga.dapkunaite Re: nekrofilia jest nieleczalna 29.08.11, 21:39
                            Dzięki za wyjaśnienie, bo na KwS mi tego nikt nie wyjaśnił. Raczej paskudna śmierć - nie życzę nikomu. I nie będę biednego kurczaka tak wbijać - do tego trzeba chyba jednak siły. Obojczyki są twarde.
                            • state.of.independence Re: nekrofilia jest nieleczalna 29.08.11, 22:00
                              No nie, wielkiej siły nie potrzeba. Walnięcie samolotu kołami do góry w zupełności wystarczy.

                              Tu masz rysunek z budową układu kostnego. I wyobraź sobie teraz, że urwana szyja wchodzi pionowo w dół w otwór pomiędzy górnymi żebrami, aż się broda zatrzymuje w miejscu połączenia mostka z obojczykami.
                              • tojabogdan tak łatwo się nie wbija 29.08.11, 22:15
                                przeżyłem (zawodowo) sytuację, w której facet wyskoczył z drugiego piętra na beton i spadł na główkę. I nie wbił sobie głowy w klatę piersiową. I też od razu nie zmarł, jeszcze towarzyszyłem mu w karetce do Wołowa, tam zmarł po około godzinie.
                                Oczywiście w katastrofach lotniczych przeciążenia są wielokrotnie większe, tam wszelkie zniekształcenia, nawet te trudno wyobrażalne, są możliwe.
                                A co do tego kojarzenia dwóch zdarzeń, ekshumacji i zniszczenia pomnika.
                                Tylko pozornie przypadkowe. Przemieszczenia się duchów, a o nich mowa, nie następuje fizycznie, co wynika z definicji ducha. Dla fizyków jest to, powinno przynajmniej być jasne.
                                Tak więc odległość Ostródy od Krakowa, to bez znaczenia.
                                • state.of.independence Re: tak łatwo się nie wbija 29.08.11, 22:20
                                  tojabogdan napisał:

                                  > przeżyłem (zawodowo) sytuację, w której facet wyskoczył z drugiego piętra na be
                                  > ton i spadł na główkę. I nie wbił sobie głowy w klatę piersiową.

                                  Ale przypięty pasami do fotela, przytwierdzonego do tego do podłogi, pod którą (ups, w tym przypadku - nad którą) znajdowało się masywne podwozie nie był? W sytuacji skoku, nawet na główkę, ciało ma możliwość ruchu we wszystkich możliwych płaszczyznach. Pasażerowie Tupolewa po prostu orali głowami ziemię, a jeszcze od góry przygniatało ich podwozie.


                                  > Przemieszczenia się duchów, a o nich mowa, nie nast
                                  > ępuje fizycznie, co wynika z definicji ducha. Dla fizyków jest to, powinno przy
                                  > najmniej być jasne.

                                  No, jak zdefiniujesz jednoznacznie ducha językiem fizyki to będzie jasne.
                                  • ingeborga.dapkunaite Re: tak łatwo się nie wbija 29.08.11, 22:26
                                    To w takim układzie, czego ta Panna Wassermanna szuka? Jak tam była sieczka z mielonką, to czego spodziewa się? Jak nie jakichś implantów, to czego? Co po półtora roku nie niszczy się i było przy nim?
                                    • state.of.independence Re: tak łatwo się nie wbija 29.08.11, 22:33
                                      W ostateczności złote zęby chce może odzyskać. O ile miał takowe. Ale czego ona szuka, to chyba ona jedna wie, a jasno nie mówi. W najgorszym razie - szuka medialnego rozgłosu.

                                      Z drugiej strony to do końca nie wiem, co z ciała zostało, a co się rozłożyło. Czytałam coś, że można nasączyć ciało jakimiś chemikaliami, dzięki którym ulega naturalnemu zmumifikowaniu, ale z tym się raczej Rosjanie nie szczypali i nie maczali rozwalonych ciał w (chyba) drogich specyfikach.
                                      • ingeborga.dapkunaite Re: tak łatwo się nie wbija 29.08.11, 22:42
                                        Medialny rozgłos średnio potrzebny - tak się drą politycy teraz i to z pierwszej linii, że jej głosik utonął w tych oskarżeniach i co tam było.

                                        A tak wogóle - o ile się nie mylę - ekschumacje przeprowadza się w terminie od 16 października do 16 kwietnia - tak wyczytałam. A dziś którego?
                                        • state.of.independence Re: tak łatwo się nie wbija 29.08.11, 22:52
                                          Ja nie wiem, czy ona właśnie do polityki się gdzieś nie zamierza dopchnąć. Może dlatego chce hałasować, ale jej coś nie idzie.

                                          A z tą ekshumacją, to na wniosek bodajże zainteresowanego czy prokuratury można ją wykonać w innym terminie niż ten "urzędowy", jeśli warunki przy których ekshumuje się ciało są takie, że nie ma ryzyka wywołania jakiejś epidemii.
                                        • tojabogdan a może miał rozrusznik? 29.08.11, 22:54
                                          ale nawet i to mogło się przemieścić.
                                          Zgadzam się, że już zgromadzenie szczątków w jedną kupkę mogło być wyjątkowo trudne.
                                          Ducha zdefiniuję, ale (meta)fizycznie.
                                          • state.of.independence Re: a może miał rozrusznik? 29.08.11, 23:03
                                            tojabogdan napisał:

                                            > Ducha zdefiniuję, ale (meta)fizycznie.

                                            Metafizycznie to każdy potrafi i niejeden już to zrobił.
                                            • ingeborga.dapkunaite Re: a może miał rozrusznik? 29.08.11, 23:28
                                              A komu i po co rozrusznik?

                                              Właściwie, to nie mogliby ich zostawić swojemu spokojowi, jaki by nie był? Patrzyłam na te panie przy grobach swoich synów - siedziały sobie pogodnie, jedna paliła. Wymieniały zdania. Ja najpierw chciałam na wszystkich grobach położyć kwiatki, niezależnie od opcji i tego kim był ale odniosłam pod pomnik. Nie chciałam tym kobietom przeszkadzać. A jedną znam. Prowadzi sklepik z abażurami, lampkami i takim tam na moim osiedlu. Nie myślałam, że to mama jednego z BOROwików. Swiat jest mały jednak.
                                              • state.of.independence Re: a może miał rozrusznik? 29.08.11, 23:39
                                                Zostawić swojemu spokojowi? O, to tylko normalni ludzie tak mają. A tutaj, jak widać, kochająca córka musiała ojca z trumny wyciągać i narządy, kości, czy też implanty mu liczyć. Nie ma to jak siła przywiązania.
                                                • ingeborga.dapkunaite Re: a może miał rozrusznik? 29.08.11, 23:52
                                                  To może powinna kochanego tatę na widok publiczny wystawić? Efekt murowany. Jak ktoś nie zemdleje, to mu słabo zrobi się. Co tak skromnie?
                                                  • tojabogdan badanie szczątków zakończone!!! 31.08.11, 18:38
                                                    wiadomosci.onet.pl/raporty/katastrofa-smolenska/zakonczyly-sie-badania-po-sekcji-zwlok-wassermanna,1,4835717,wiadomosc.html
                                                    a jeśli to jest aktualne zdjęcie, to wygląda, ten człowiek-woda, lepiej niż za życia.
                                                  • state.of.independence Re: a może miał rozrusznik? 31.08.11, 20:38
                                                    Właściwie to przegapiła okazję - trzeba było od razu mumifikować i przeszklone mauzoleum budować.
                                                  • ingeborga.dapkunaite Re: a może miał rozrusznik? 31.08.11, 20:43
                                                    Aha, i taki teatrzyk na kółkach, objazdowy. Z jej prelekcją o tym, że Rosjanie nie uwzględnili, że papcio kiedyś był operowany (20 lat temu).
                                                  • state.of.independence Re: a może miał rozrusznik? 31.08.11, 20:47
                                                    I najlepiej jeszcze powtykać w szczątki papcia jakieś małe horągiewki w miejscu, które Rosjanie przeoczyli - tak, żeby każdy mógł sobie obejrzeć i wyrobić własne zdanie.
                                                  • ingeborga.dapkunaite Re: a może miał rozrusznik? 31.08.11, 20:58
                                                    Ba, chorągiewki to mało - gablotkę z opisem, co nie tak. Kiedyś tak wozili w formalinie jakieś dziwa natury typu bydlątko z dwiema głowami. Baaa, to mogłaby być wanna - jako gablotka. Ta słynna.
Pełna wersja