Dodaj do ulubionych

Nie tylko Bliski czy Daleki Wschód

12.07.04, 20:44
Chaladia nakazał mi opisywać scenki z róznych stron świata, więc sobie
pozwolę. Na początek: Waszyngton.

W czasie przerwy w obradach wybrałam się z jedną niebiałą na zakupy.
Powiedziano nam, że najfajniej się kupuje w Pentagon Mall. Dojazd metrem.
Wysiadka na stacji Pentagon Center. Zagadałysmy się z niebiałą. Patrzymy:
jest Pentagon! Więc wysiadamy. Po schodach ruchomych w górę. U szczytu
schodów stoi dwóch w panterkach i z kałaszami. Okazało się, że tam nie można
zrobić zakupów...
W tych chrzanionych Stanach jest totalna dyskryminacja palaczy. Jak kto chce
na fajke, to musi na zewnątrz budynku. Na deszcz i słotę. Ale Polak potrafi.
Znaleźliśmy bardzo przytulną palarnię. Po angielsku nazywała się:
International Monetary Fund. Private Garage.
Obserwuj wątek
    • survey06 Re: Nie tylko Bliski czy Daleki Wschód 06.09.04, 19:08
      a wiec, jesli wspominamy rowniez rozne miejsca w swiecie (nie tylko miejsca
      pracy) to wspomne... ZURICH.

      Lecialem z Abu Dhabi do Polski na ktores Swieta Bozego Narodzenia Swissair'em
      ze stop over'em w Zurichu. Przylot nastapil okolo 20-ej. Po zainstalowaniu sie
      w hotelu w Centrum i po kolacji ruszylem na miasto. Panowala juz swiateczna
      atmosfera. W okolicach dworca glownego spytalem jakiegos szwajcara wprost,
      gdzie tu mozna milo spedzic czas i popatrzec na ladne dziewczyny, (ktorych nie
      widzialem juz ponad 7 miesiecy). Doradzil mi LOCANDA BAR. I udzielil instrukcji
      jak dotrzec. Rowniez zalecil wymienic pieniadze na dworcu (jedyne miejsce gdzie
      mozna bylo jeszcze zmienic o tak poznej porze) bo dolary "nie chodza". Tak tez
      i zrobilem. Zaopatrzony we franki szwajcarskie skierowalem sie do LOCANDA
      BAR "na skroty". Znalazlem lokal nawet dosc szybko. Zamowilem drobnego
      whiskacza przy barze i sie rozgladam dookola. Wprawdzie jest proscenium ale
      zadna dziewczyna nie tanczy, sa stoliki i przy nich jakies pary tulace sie, ale
      specjalnego ruchu nie ma. Muzuka owszem sweetheart ale zadnych dziewczyn..
      gotowych zatanczyc na rurze. Zadnej akcji...

      Pytam sie garsona czy sa lub beda jakies wystepy. Udal ze nie rozumie. Spytalem
      sie podpitego sasiada o to samo. To zaczal mi tlumaczyc, ze nam sa dziewczyny
      do szczescia nie potrzebne. A on to chetnie mi postawi kolejnego drinka.....
      Zaklalem szpetnie na tego szwajcara co mnie tak wypuscil do lokalu "kochajacych
      inaczej", dopilem drinka i wyszedlem szybko.

      Poszedlem pare krokow w prawo i....... co widze... LOCANDA BAR... I to bylo
      wlasnie to miejsce. 11 (jedynascie) dziewczat na zmiane w rytm samodzielnie
      selekcjonowanych melodii puszcanych z magnetofonu wykonywalo striptease do
      lustra i dla klientow. Do dzisiaj pamietam przemila Josline z Marteniki (biust
      zgrabne i jedrne 2+) I ta melodia Boney M. ... Brown girl in the ring........
      Oj zrobilo sie tam bardzo goraco. Polecialo kilka (moze kilkanascie) drinkow.
      Zabawa trwala gdzies do 3-ej. A potem bolala troche glowa. A jeszcze potem byla
      juz Warszawa.

      Polecam wszystkim LOCANDA BAR w Zurichu - ale len po lewej stronie patrzac na
      drzwi wejsciowe do BAZYLEA HOTEL. ....
      • chaladia Re: Nie tylko Bliski czy Daleki Wschód 07.07.05, 21:58
        Londyn,
        Dziś - miejsce zamachu terrorystycznego, smutek i współczucie.
        W 1989 roku dla mnie - przystanek w drodze do Sudanu. Heathrow - metro - Earl's
        Court - Hotelik "Nevern" na Nevern Place... Hotelik prowadzili Polacy i masa
        expatriate'ów się tam zatrzymywała. Z "Budimexu" niemal wszyscy. Dom był stary,
        jeszcze XIX-wieczny, ale z "duszą" i to typowo angielską, londyńską duszą.
        Uliczka Nevern Place, cała zabudowana domami z czerwonej cegły z białymi oknami
        i tynkowanymi wypełnieniami między oknami, głębokie studnie przy oknach
        suteryn, przez które widać było pralnie, kuchnie i inne pomieszczenia
        gospodarcze, zawsze czyste i schludne. Rury kanalizacyjne biegnące po
        szczytowych ścianach kamienic. Typowo angielskie samochody, nieraz wiekowe,
        Triumphy Spitfire, Rovery P6 (a i p5 się trafiały), Jaguary, MG-B itp. Na
        wylocie Never Place na Earl's Court Road był sklepik "Traveller's Shop", gdzie
        sprzedawano takie rzeczy jak adaptery do wtyczek elektrycznych, specjalne
        zaślepki na reflektory dla "lewostronnych" samochodów żeby nie oślepiały w
        ruchu prawostronnym, siatki ze stali molibdenowej do włożenia do plecaka, co
        uniemożliwiało jego "skrojenie" lokalnym rzezimieszkom, ale także
        zgrzewki "Coca Coli" wyglądające jak prwdziwa Coca Cola, choć z alkoholem w
        środku dla wyjeżdżających w obszary objęte prohibicją itp...
        Nieco dalej był (i chyba jest wciąż, bo w Anglii wiele rzeczy jest "wiecznych")
        pub "Rat and Parrot".
        Poza przemiłą polską obsługą Nevern Hotel miał jeszcze tę zaletę, że leżał na
        skraju jednofuntowej strefy londyńskiego metra i wszędzie stamtąd było i tanio
        i blisko.
        • survey06 Re: Earl’s Court ..... 09.07.05, 12:13
          W różnych miejscach krzyżują się drogi expatriate’ow. Ale… czyżby wszystkie
          drogi w świat wiodły przez Londyn? W roku 1990, przed wylotem do Pakistanu,
          wprost z Heatrow trafiłem do Nevern Hotel. Wcześniej bywając w Londynie
          zatrzymywałem się w hotelach Europe i Concorde( też na Earl’s Court ale przy
          Cromwell Road) ale teraz z jakichś względów okazały się „banned”. I to była w
          sumie pozytywna zamiana. Tutaj nie tylko spotykali się Polacy z kraju –
          delegaci różnych CHZ i przemysłu ale licznie zatrzymywali się „Polonusy” m.in.
          z Płd. Afryki, Rodezji czy Australii. Dla wszystkich gości, właściciel hotelu -
          pan Tabaka – nie tylko miał „najlepszy” pokój, miłe słowo, ale również
          zapraszał na duży kufel Scoll’a w barze na dole. Hotel serwował bardzo dobre i
          urozmaicone śniadania. Specjalnością były „jaja sadzone na bekonie”, których
          smak i zapach długo się jeszcze później pamiętało w Karachi czy Haydarabad;
          miejscach gdzie wieprzowiny nie uświadczysz…..

          Odniosłem wtedy wrażenie, że życie w tym rejonie koncentrowało się głównie przy
          obydwu wyjściach ze stacji metra przystanku „Earl’s Court”. Od strony Warwick
          Road (wyjście wprost na Earl’s Court Exhibition Centre) widziało się głównie
          brać urzędniczą w garniturach pod krawatem z teczkami i parasolami, panie w
          modnych kostiumach i ze starannym make-up. Natomiast bardziej „mieszane i
          kolorowe” towarzystwo wysypywało się drugim wyjściem wprost na Earl’s Court
          Street. To tutaj ktoś, kto pierwszy raz leciał poza Europę mógł „poczuć” lekki
          i wymieszany oddech Azji, Bliskiego Wschodu i Afryki. Po obu stronach ulicy
          można było znaleźć szereg sklepów z artykułami codziennego użytku
          przemieszanych z tanimi jadłodajniami i barami piwnymi, czy też pub’em z
          nieodzownym stołem bilardowym. Wielki bookshop z działem muzycznym (kasety z
          najnowszymi przebojami – ceny dwukrotnie niższe od tych na Oxford Street),
          sklep ze starzyzną, bary z chińszczyzną i kuchnią hinduską, zakłady
          bookmacherskie za zamalowanymi i bez jakiegokolwiek oznaczenia drzwiami,
          niezmiernie zaśmiecony walającymi gazetami o pisowni obcej dla Europejczyka i
          poklejony reklamami i ogłoszeniami przystanek bus’u. Do kompletu obowiązkowo
          już wtedy bar Mc Donald’a, pralnia samoobsługowa i dwa (bodajże) sklepy z
          alkoholami. W powietrzu roznosiły się zapachy dla Europejczyka raczej obce.
          Gwar, tumult, pokrzykiwania w hindi, urdu, tamil, arabsku i paru innych
          narzeczach. Całość uzupełniały dwie podstarzałe sluts aktywne szczególnie
          wieczorami.

          Jednakże wystarczyło odejść w którąkolwiek przecznicę 15-20 kroków od Earl’s
          Cort Road i gubiło się gdzieś cały ten harmider. Wchodziło się w rzędy
          jednakowo wyglądających budynków ciągnących się od skrzyżowania do
          skrzyżowania. Większość z tych budynków funkcjonowała jako tanie hoteliki.
          Pozostałych były niezamieszkałe, o czym informowały tablice przy ich
          wejściach „to let”. Tutaj już było cicho i spokojnie. W Anglii nie jest w
          zwyczaju zakłócać bez powodu spokój i prywatność innych. Klucząc tak, i
          delektując się wiktoriańską architekturą, w końcu docierało się do Nevern
          Place. Cały ten plac jest zajęty przez park, który otacza solidny metalowy płot
          z elementami kowalskiej metaloplastyki. Ale musimy darować sobie wejście do
          środka, aby siąść na ławce lub wprost na dobrze utrzymanej trawie i trochę
          poleniuchować. Szkoda całego funta (rok 1990!) bo - jakby nie przymierzając –
          odpowiadało to wtedy dwom palbom piwa w barze u pana Tabaki.

          Dlatego kierujemy swe kroki wprost do Nevern Hotel i udajemy się do pokoju.
          Mamy to szczęście, że okna naszego pokoju wychodzą na park. Otwieramy więc je
          szeroko, wdychamy świeże powietrze pełną piersią i przy okazji ......możemy
          sobie popatrzeć na śliczne dziewczyny w parku opalające się topless.



          • chaladia Re: Earl’s Court ..... 11.07.05, 20:22
            Earl's Court i Chelsea to był taki postimperialny kawałek Anglii, gdzie
            mieszkali ludzie ze wszystkich chyba b.kolonii JKM. Żyli i mieszkali w zgodzie
            ze sobą i z Anglikami. Sporo też było Polaków.
            Obawiam się, że po tym, co się w Londynie stało, przynajamniej Arabowie i
            ludzie wygladający na Arabów mogą spotykać się z otwartą nienawiścią. A Anglicy
            potrafią być ksenofobami i rasistami - starczy popatrzeć na zachowania ich
            football hool's.
    • chaladia Re: Nie tylko Bliski czy Daleki Wschód 15.04.06, 19:07
      Ano - nie tylko...
      Były polskie budowy i gdzie indziej:
      - w byłym NRD - kilkadziesiąt tysięcy ludzi jednocześnie, KW Jänschwalde, KKW
      Nord w Greifswaldzie, dziesiątki, jesli nie tysiące innych kontraktów...
      - w byłej Czechosłowacji - zaczynając od "sztandarowej" elektrowni Prunerov,
      poprze cukrownie i inne fabryki.
      - w b... tzn. wciąż istniejącej Bułgarii - elektrownia atomowa Kozłoduj i tez
      parę innych projektów.
      - w byłym ZSRR - rurociągi i inne projekty, a potem w Rosji osiedla dla
      wojskowych powracających z byłego NRD.
      - Botswana, czyli była kolonia JKM Beczuana - elektrownia Morupule i chyba coś
      jeszcze...
      -

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka