darkknight3
18.07.14, 07:45
Kobiety są okrutne. Mam 31 lat i chciałbym przedstawić pewną historię ze swojego życia. Spędzam kolejną bezsenną noc, ponieważ myśli i cierpienie nie pozwalają mi spać. 4 lata temu poznałem dziewczynę, ona była bardzo atrakcyjna. Dokładnie mój wymarzony typ, drobna, szczupła blondynka z ładną buźką i bardzo miłym i ciepłym głosie. Nasze rozmowy szybko przybierały tempa, rozumieliśmy się wręcz w każdej kwestii. Po jakichś dwóch miesiącach naszej znajomości nagle zapytała mnie czy mogłaby ze mną zamieszkać. Wcześniej mieszkała z siostrą i bratem. Podobno każde z nich zdecydowało się aby prowadzić oddzielne życie. Pomyślałem, że dlaczego nie. Przecież mieszkam sam, bo córka moja na co dzień jest przy swojej mamie. Poza tym nie miała zbytnio dokąd pójść, bo nie pochodziła z Poznania, a jej rodzina w opolskim. Powiedziałem tak i wprowadziła się natychmiast. Wydzwaniał do niej i pisał jeszcze poprzedni facet, ona płakała, a ja ją przytulałem i zapewniałem, że nie pozwolę jej nikomu skrzywdzić. Jej nie przeszkadzał nawet fakt, że mam dziecko, akceptowała wszystko. Przy tym była dla mnie miła, czuła i troskliwa. Świetny kontakt nawiązała z moją córką i w ogóle z całą moją rodziną. Wszyscy ją bardzo lubili. Rodzice w niektórych momentach, aż drażnili mnie swoim nadskakiwaniem nad nią. Miałem nawet takie wrażenie w pewnej chwili, że są za nią bardziej niż za mną. I tak mieszkaliśmy ze sobą. Wszystko nam pasowało, preferencje seksualne, chodziliśmy na imprezy, do kina, spotykaliśmy się ze znajomymi, wspólne wyjazdy, razem piliśmy, paliliśmy papierosy. Ona gotowała obiady robiła drobne zakupy, a większe załatwialiśmy wspólnie. Chodziła do pracy i ja też chodziłem do pracy, ona Instytut Małego Dziecka, ja żołnierz, totalna sielanka. Jak to w związku bywały też i gorsze chwile ale ogólnie było super. Zameldowałem ją u siebie. Fakt, że zauważyłem iż jest osobą rozchwianą emocjonalnie, jednak tłumaczyłem sobie to jej ciężkim dzieciństwem. Pochodziła z biednego domu ze wsi, z totalnego zadupia i niejednokrotnie opowiadała mi jakie mieli trudne dzieciństwo. Czternaścioro rodzeństwa a ojciec był alkoholikiem. Kwestiami finansowymi zajmowałem się ja, czynsz i rachunki. Ufałem jej bezgranicznie, gdy chciała gdzieś wyjść nie miałem z tym żadnego problemu, chociaż widziałem niejednokrotnie jak gdzieś szliśmy jak faceci ślinią się na nią. W życiu nie dałbym sobie powiedzieć nic złego na jej temat. Zaręczyliśmy się i planowaliśmy ślub. Po 3 latach nagle jej zachowanie zaczęło się zmieniać. Ten ostatni rok był już zupełnie inny. Zrobiła instruktora zumby, oczywiście za sponsorowany przeze mojego ojca, potem inne kursy. Przyjęła wobec mnie postawę roszczeniową i przestała być już taka czuła. Często i dużo trenowała, na siłowni, na zumbie, jakieś wyjazdy na maratony. Zaczęło mnie to nawet trochę irytować bo ciężko było spędzić wspólnie wieczór, obejrzeć durny film chociażby. Pewnego dnia zupełnie przypadkiem, dowiedziałem się, że ona od roku nie pracuje już w tym Instytucie. Nie mogłem w to uwierzyć, przecież wychodziła do pracy codziennie. Kiedy wracała to opowiadała mi co się w niej działo. Kłamała tak jakby mówiła prawdę i to patrząc mi prosto w oczy. Nic się jej nie przyznałem, że wiem o tym. Dowiedziałem się także, że jest bardzo mocno zadłużona. Była od samego początku i taiła ten fakt przede mną. Postanowiłem po 2 miesiącach zapytać ją gdzie pracuje. Ona patrząc mi w oczy odpowiedziała: „jak to gdzie, w instytucie..” Powiedziałem jej też o całej reszcie, której się dowiedziałem o niej. Na moje pytania: dokąd wychodziłaś codziennie? Gdzie się podziewałaś? Skąd miałaś pieniądze? Dlaczego mnie okłamywałaś? Po co chciałaś ze mną ślub? Nie uzyskałem żadnej odpowiedzi, nie miała mi nic do powiedzenia. Jak pojechałem do pracy na służbę ona spakowała się i po prostu wyniosła. Rano jak wróciłem już jej nie było. Zero żadnego wyjaśnienia, słowa przepraszam, nawet nie próbowała podjąć ze mną rozmowy. Ja chciałem jeszcze z nią mimo tego wszystkiego pogadać ale nie miałem już takiej możliwości. Zabrała mi 4 lata życia i po prostu sobie poszła jak gdyby nigdy nic. Potraktowała mnie jak śmiecia, jak rzecz, totalnie bez uczuć, przecież mieliśmy brać ślub. Oczywiście ma inny numer telefonu i zupełnie nie mam pojęcia dokąd ona poszła. Co o tym sądzicie?