05.01.05, 21:12
Jakiś czas temu miałem taki sen...
Siedzę na wierzy, gzyms,dookoła przepaść, ledwie trzymam się, żeby nie spaść.
Lęk. Nagle przylatuje, w pozycji stojącej facet w płaszczu i latając koło
wierzy śpiewa arie operowe, zaczynam się śmiać przez sen i budzę się.

Sen z 3.01.2004

Jest zabawa sylwestrowa, noc zaczyna szarzeć. Spotykam dwoje ludzi, męża i
żonę. On jest rudy ona ma urodę hiszpanki. On cierpi na „nadsłyszalność”
kiedy ona mówi to musi mu zakrywać ręką ucho, szepcząc. Ruszamy w drogę, jest
świt, nikogo na ulicy, nagle w centrum miasta on znika a ona zaczyna się
rozbierać do naga, pytam „Gdzie jest twój mąż” a ona że schowała go do
torebki. Zaczynamy robić seks:) na chodniku, jest ciepło. W punkcie
kulminacyjnym budzę się a ona znika...

Jeśli chcesz możesz dopisać tutaj swój sen.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka