chaladia
15.01.05, 18:48
Ponieważ polskie prawo (w PRL-u i do dziś dnia w III RP) nie zna
pojęcia "expatriate'a" i uznaje go za "zatrudnionego na delegacji" - czyli
tak, jakby gośc z Kielc pracował w Warszawie, polski expat ział i nadal ma
prawo do jednego urlopu z przelotem do kraju w roku, do wykorzystania po
zakończeniu rocznego kontraktu (lub jego ewentualnym przedłużeniu o następny
rok). Dla porównania - standardowy package dla singla w Europie Zachodniej to
2 tygodnie co kwartał z przelotem Biznes-klasą albo 3 tygodnie co 4 miesiące.
Tak długa rozłąka z rodziną powodowała konieczność zorganizowania sobie
jakiejś "rodziny zastępczej".
W krajach ściśle islamskich, jak Egipt czy Libia pozostawały kontakty z
pracującymi w tych krajach Polkami. A tych na szczęście nie brakowało. W
Libii całe szpitale miały polską obsadę i lekarską i pielęgniarską. W Sudanie
czy Botswanie było trochę inaczej.
Czarne dziewczyny, przy których nasze top-modelki wyglądały jak krótkonogie
niezdary (pokażcie mi polską modelkę niosącą na głowie "bez trzymanki" 15-
kilogramową belę bawełny) były bardzo zainteresowane kontaktami z
expatriate'ami, a problemy językowe (niewielu robotników, nawet brygadzistów
znało angielski) okazywały się nieistotne.
Generalnie w społecznościach lokalnych, zwłaszcza takich, które miały bliższy
kontakt z islamem i tamtejsi męszczyźni przejęli islamskie sposoby
traktowania kobiet, jeśli nawet nie zmienili religii los kobiety jest marny.
Jako młoda dziewczyna kobieta ma pracować na polu ojca i nie skarżyć sie, że
jest regularnie gwałcona / kopulowana (niepotrzebne skreślić) przez kolegów z
wioski. Po ślubie nie jest wiele lepiej. W chatach z reguły jest jedno łoże,
na który śpi męszczyzna, a kobietym, dzieci, kozy, owce i kury - na klepisku.
No, chyba że Pan i Władca chce którejś ze swoich kobiet... wtedy bierze ją na
krótko do swojego łoża.
Tymczasem Biali, gdy już decydowali się na zaproszenie "czekoladki" na
weekend, to oferowali jej czyste łoże ze śnieżno białą pościelą, łazienkę z
prysznicem z zimną wodą (ciepłej wszędzie tam dostatek), pachnące mydełka,
rano z reguły biegali do kuchni śniadanko z ciepłymi bułeczkami, które
podawali swoim dziewczynom do łóżeczka. Dla tych dziewczyn taka galanteria
była zupełnym szokiem. Czy oni im robili "źle"????!! Wiem, że w danym
momencie te dziewczyny były szczęśliwe do szaleństwa. A że jutro lub za
miesiąc ten sen miał się skończyć? Cóż - w Sudanie czarna dziewczyna nigdy
nie ma pewności, czy przeżyje ten miesiąc wogóle...