14.02.05, 22:07
Wiem, ze jutro wyjezdzasz M.S., pomyslalem jednak, ze pewnie zajrzysz jeszcze
posprawdzac domowe maile i posciagac serduszka. Milym elementem tego swieta
jest fakt, ze kartki wysylaja przede wszystkim frendy , ale i znajomi. Ot
tak, zwyczajnie chca powiadomic, ze pamietaja o tobie w tym dniu.

Skoro juz jestem i poczytalem forum wrocilem w myslach do naszej dyskusji o
alkoholizmie. Chcialem znalezc wczesniejsze dyskusje nt. I po wlasnym nicku
trafilem na pierwsze rozmowy. Nieprawdopodobnie gorzkie wynurzenia
uczestnikow, jednak to co w nich jest najwazniejsze to absolutna szczerosc i
chec dokonania zmian oraz ratowania umierajacej nadziei.
Szczerosc do bolu.

Jak myslisz, czy powinienen przekopiowac fragmenty tej rozmowy? Daje duzo do
myslenia. Mam ja w pasku (jest zarchiwizowana)

kardiolog

chwilke poczekam na odpowiedz
Obserwuj wątek
    • kardiolog Re: ...alko.. 14.02.05, 22:12
      " jakby człowiek nie patrzał,to wszędzie dupa.Czy zrobimy tak,czy inaczej,to i
      tak wychodzi na to,że czujemy się przegrani,zeszmaceni,przez los i tą
      osobę,która kiedyś była dla nas wszystkim.Nasze wysiłki,nasze starania,nasze
      próby urządzenia życia idą po prostu na marne,wszystko dennie się kończy.
      A najgorsze,ku.. mać,bo już inaczej nie powiem,że tyle lat inwestowaliśmy w
      to,co teraz się właśnie na naszych oczach rozsypuje i ten czas nie wróci.
      Zaczynać od początku,trochę późno,szukać nowego partnera?Po 30-ce też nie jest
      to takie proste.I nie wiadomo,na kogo się znowu trafi.
      Gdzie mieszkać?Co robić?Zmienić miasto,iść na niewiadome?A jak się nie uda?Z
      czego żyć?Za dużo chyba tych pytań.Pozdrowienia."

      rok 2002
      • kardiolog Re: ...alko.. 14.02.05, 22:15
        "ODEJDZ od niego!!!!!..uciekaj dopoki masz sile ,bo w tym bagnie bedziesz
        tkwila
        wiecznie i za lat iles bedziesz zalowala,ze zmarnowalas swoje najpiekniejsze
        lata
        u boku alkoholika!!..Jestes mloda,masz prawo do szczescia i normalnej
        rodziny!!...Nie mecz sie,nie po to wychodzilas za maz aby teraz miec pieklo i
        niespelnione marzenia!!.....odejdz jak najszybciej...po roku,dwoch staniesz na
        nogi i zastanawiac sie bedziesz "Co ja robilam przy tym
        pijusie?""...zony,mezowie
        alkoholikow!!!!.....nie !!badzcie bierni!!...myslcie tez o sobie...o swoim
        spokoju i szczesciu,nie wiem czy macie dzieci czy nie,jesli nie to jest ci
        latwiej i dasz sobie rade,ja mialam dziecko,bylam na obczyznie,bez rodziny,bez
        najblizszych,nie znajac dobrze jezyka,i dalam sobie rade!!..Nadmienie
        rowniez ,ze
        i finansowo bylam uzalezniona od exa bo nie pracowalam,dziecko bylo
        male..ludzie..uciekajcie bo swiat jest piekny!!..w domu macie tylko
        niepewnosc,awantury i obrazek najblizszej osoby z flaszka w reku...napisze
        pozniej wiecej,pozdrawiam serdecznie was wszystkich.zycze odwagi..badzcie
        silni!!..i piszcie tutaj,wyzalcie sie anonimowo ,zawsze ktos wam doradzi lub
        opisze swoja historie i wyciagniecie wnioski....chcialabym wam wszzystkim
        pomoc!!!
        na prawde......jesli ktos by chcial moj email nich napisze,mozemy wymienic
        prywatnie swoje doswiadczenia..."
        • kardiolog Re: ...alko.. 14.02.05, 22:16
          ...

          "Pracowalam przez jakis czas w osrodku pomocy osobom uzaleznionym. Przeczytalam
          wiele opracowan na ten temat, poznalam uzaleznionych ludzi. Niektorzy,
          (niewielu) wyszlo z nalogu, czesc do dzis pije, inni odeszli na zawsze. Nie ma
          zlotego srodka. Jednej osobie pomoze obecnosc kogos bliskiego, gdyz znajduje w
          nim podpore, inny potrzebuje wylacznie kontaktu z terapeuta. To gorzkie co
          powiem, ale mysle, ze powinnas wyprowadzic sie z domu na jakis czas. Jezeli go
          kochasz, jezeli wierzysz, ze bedziesz mogla z nim byc w przyszlosci, jestes w
          stanie wciaz ufac, obdarzac jego i siebie szacunkiem to musisz mu wprost
          powiedziec, ze potrzebujesz czasu. On potrzebuje rowniez czasu na wlasna
          terapie. Przekaz mu, ze nie bedzie Cie miesiac, moze dwa lub trzy. Po
          spakowaniu walizki i zamknieciu drzwi nie kontaktuj sie. Oczywiscie bedziesz
          dzwonic co kilka dni do sasiadki, aby dowiedziec sie czy pije, czy spotyka sie
          z kolegami, nie dzwon jednak bezposrednio do niego. Daj mu szanse na
          odnalezienie siebie, na powrot do normalnego zycia. Pozwol mu wybrac to, co
          stanie sie dla niego najwazniejsze, pozwol wybrac mu jego zycie: moze to zycie
          z Toba w rodzinie, Twoja milosc, cieplo, troska, moze to inne zycie: wodka i
          powolne zapadanie sie w siebie, a moze trzecia droga: inna kobieta, ktora
          bedzie w stanie mu pomoc. Wiesz zapewne, ze gdy uzalezniony nie pije odzyskuje
          swiadomosc, poczucie sensu i wartosci. Potrafi zatem odpowiedziec sobie na
          podstawowe pytania czego oczekuje od siebie, od innych. Wybacz, ze namawiam Cie
          do az tak drastycznych posuniec, ale uwierz mi, wiem co mowie i wiem co teraz
          pisze. Jezeli go kochasz, lubisz sama siebie powinnas odejsc na jakis czas.
          Pamietaj jednak, jesli podejmiesz decyzje o czasowym rozstaniu poinformuj go o
          tym. Nie odchodz bez slowa, pomysli, ze cos Tobie moglo sie stac, gdy nie
          wrocisz na kolacje. Wyjasnij dlaczego odchodzisz, ze jest to dla jego dobra,
          dla waszego dobra. Jesli prawdziwie zapragnie, abys wrocila udowodni czynami,
          a nie slowami. Jesli nie da rady (wodka to tez inne pokusy) wowczas powinnas
          zrozumiec, ze wasze drogi rozeszly sie na zawsze. Nie lubie ludziom doradzac,
          nie zrozum, ze chce mieszac sie w Twoje zycie, ale pytalas. Znam problem z
          doswiadczenia. Dwoje alkoholikow umarlo na moich rekach.

          Wybor nalezy do Ciebie.

          Trzymaj sie dzielnie."
    • kardiolog Re: ...alko.. 14.02.05, 22:22
      "Chyba do Was dołączę. Napisałam na forum o depresji, bo myślałam, że to jest
      głównym powodem zachowań mojego faceta. Ale po przeczytaniu tego wątku dotarło
      do mnie ostatecznie, że to alkohol, że go pokonał i że żebym nie wiem co
      zrobiła ta huśtawka będzie trwać wiecznie. Chyba, że ją sama przerwę.
      Jak ja dobrze wiem, co to znaczy nie mieć pewności każdego dnia, czy wróci
      trzeźwy, czy pijany, czy będzie spokój (tzn. uwali się i będzie spał bełkocząc
      coś przez sen), czy też "odstawi" monolog, w którym w jednym zdaniu będzie
      zaprzeczał poprzedniemu, a z którego jak zwykle wyniknie, że z nim jest
      wszystko w porządku, bo pije bo chce i kiedy chce i ile chce, a jeśli ma
      jakiekolwiek kłopoty, to dlatego, że ja jestem beznadziejna.
      To ja się martwię, kiedy on pijany prowadzi samochód i to ja myślę, że coś się
      stało, kiedy nie wraca.
      Wiem, że już nic się nie zmieni, ale to ja cierpię. Odejdę, ale to ja mam
      poczucie porażki.
      W domu w miejscu kontaktów druty wystają ze ścian, obrazek wieszany przed
      miesiącem do dziś stoi oparty o ścianę, samochód rozbity - to tylko drobnostki.
      Miało być pięknie, mieliśmy się urządzać,wymyslałam, marzyłam, wyszukiwałam
      okazje - a teraz po co. Jeszcze został mi nawyk wyszukiwania dla niego maskotek
      z jego znakiem zodiaku i muszę się powstrzymywać, żeby nie kupić.
      Męczy mnie już bycie silną kobietą, chciałabym się przytulić i wyżalić, ale ten
      mężczyzna, którego kochałam po prostu nie istnieje.... buu..."
      • mathias_sammer Re: ...alko.. 14.02.05, 22:25
        Hej, moze wystarczy juz..?

        Obawiam sie, ze najlepsze i najtrudniejsze bo najprawdziwsze wpisy trzymasz
        jeszcze w zanadrzu. Czy powinienem poznac calosc?
        M.S.
        • kardiolog Re: ...alko.. 14.02.05, 22:31
          Ok, no to calosc w czesciach, czytac odwrotnie. Pisze o przezyciach i blednych
          wnioskach.
          ----
          • zony alkoholikow-jak to znosicie? IP: *.sympatico.ca
          Gość: Smutek 13.05.2002 03:11 zarchiwizowany


          Kochani..jezeliwiecie co to znaczy byc zona alkoholika to wiecie o czym
          pisze,powiedzcie jak sobie radzicie,jak zyc z czlowiekiem ,ktory skazony jest
          ta ciezka choroba.Tysiace razy juz zadawano to pytanie ale ono jest istotne
          tak jak istotny jest temat.Maz czlowiek inteligentny,na stanowisku niszczy
          siebie nic nie jestem w stanie pomoc Jemu poniewaz absolutnie odmawia pomocy
          ok niech tak bedzie ale jak zyc obok i z nim i patrzec na degradacje,znosic
          obrazy ....patrzec jak sie wykancza...gdzie etyka?czymoge pozwolic zeby
          czlowiek ginal,dlatego tylko ze nie chce pomocy..dlatego ze wybral swoja
          milosc alkohol??
          Moze ktoras z was jest w podobnej sytuacji podpowiedzcie ,bo czasani juz nie
          moge tego zniesc
          dziekuje za odpowiedzi




          • Re: zony alkoholikow-jak to znosicie? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl
          Gość: oak 13.05.2002 09:27 zarchiwizowany


          Uwaga wstępna do mentorów wszelakich z tego miłego miejsca: poniższe rozważania
          są wysoce subiektywne i zrodzone na skutek własnego życia i skromnych
          empirycznych doznań jakie podczas niego miały miejsce.
          Nie wiem co znaczy być żoną alkoholika, z przyczyn dwóch: płeć no i moja
          małżonka nie chla i nie chlała. Czyli powinienem w tym momencie się zamknąć...
          ale się nie zamknę gdyż:
          Primo – nie wierzę w coś takiego jak miłość do alkoholu, alkoholizm raczej jest
          następstwem, nie przyczynkiem
          Secundo – natura ludzka przekorną jest. Więc próby pomocy w stylu „Nie pij
          Jasiu bo się stoczysz” i tym podobne zaklinanie węży, prowadzą do zamknięcie
          się zaklinanego w sobie i w efekcie do nikąd. Nazywanie alkoholika,
          alkoholikiem nie leczy i nie pomaga
          Tercio – inteligentnym bliżej do alkoholowej ucieczki niż prostakom /pewnie dla
          tego nie piję/, więc ta inteligencja raczej pomocna tu nie za bardzo.
          Szlachetne to z twej strony, że chcesz pomóc, więc przestań przede wszystkim
          rozumować kategoriami że to jego miłość. Wiele na ten temat nie napisałaś, więc
          pozostaje postrzelać i a nuż któryś z powodów ucieczki w alkohol Twego męża,
          jakie mi się nasuwają, będzie tym właściwym. Jeśli nie to i tak niczego to nie
          zmieni.
          1. stanowisko – nawet papież ma przełożonego –a zwykle bywa tak, że czym wyżej
          w drabinie, tym i wymagania wobec takiej osoby większe, presja środowiska
          zwykle żądająca zachowań przeciwnych do tego co podpowiada moralność, etyka i
          tym podobne uciążliwe wytwory osobowości
          2. osobowość – silny związek ze stanowiskiem – potrzeba przewodzenia w jakiejś
          grupie skupiającej się wokół pracy, czy innej prestiżowej organizacji /np.
          kółka miłośników rolex’ów/, ewentualnie nie tyle próba bycia w niej liderem co
          po prostu walka o to aby z niej nie wypaść, a widocznie w tej grupie pewne
          rzeczy są „mile widziane”, w tym wypadku daleko posunięta konsumpcja alkoholi
          wszelakich.
          3. dom - /to tylko dywagacje, nie próba oskarżania ... mam nadzieję, że to dla
          Ciebie jasne/ - może zachodzić przypadek, że człowiek lubi wypić sobie do
          obiadu piwko, ewentualnie do big brathera drugie, a „Bar” samą nazwą programu,
          wywołuje w nim odruch pawłowa i przychodzi ochota na trzecie. W efekcie może
          wystąpić zjawisko które spowoduje osunięcie się delikwenta na dywan w stanie
          lekkiego upojenia /może mieć słabszy łeb, dzień bez formy, etc./. Załóżmy że to
          wszystkie efekty związane z tym hobby, żadnych awantur, żadnych bijatyk, po
          prostu gość pada i śpi jak osesek do rana. Tyle w kwestii przybliżenia
          sytuacji „na froncie”. Teraz zachodzą różne ewentualności:
          a.) już pierwsze piwo, zanim jeszcze facet doczłapie po nie do lodówki,
          wywołują reakcje nieprzyjemne strony długiej i złośliwe komentarze, na temat
          siły jego woli /a właściwie bezsilności/
          b.) w chwili większego zbliżenia się chłopaka z własnym dywanem, obsypywany
          jest komplentami w stylu: „schlana świnia” lub coś w tym guście. Pomijany jest
          fakt, że facet leży grzecznie i chrapie, nikt mu nie podwinie portfela, butów
          czy marynary.
          c.) Faceta się olewa idzie się grzecznie spać, facet rano budzi się bez żalu do
          kogokolwiek, urazu psychicznego i przeświadczenia o własnej wredocie.
          Uważam, że punkty a i b. Często stają się pożywką dla następujących
          sloganów „Baby się boisz”, „nie daj sobie tej cholerze rządzić” /wiem że to
          drastyczne określenia, ale męska cześć populacji niech nie ucieka w hipokryzje
          czy głuchotę, ... nie uwierzę żeście tego nie słyszeli/. No to facet nie daje
          sobie rządzić tej babie i rozbija się po barach, gdzie wszyscy się do niego
          uśmiechają i nikt mu nie złożeczy, a wieczorkiem na dopingu najwyżej zrobi
          musztrę w domu i następnego dnia historia się powtarza.
          Jeszcze raz powtarzam, nie twierdzę że to wszystkie przypadki powodów
          alkoholizmu, nie twierdzę że jedynie słuszne i dogmatyczne. Ale przy jednym
          będę się upierał. NIE ISTNIEJE MIŁOŚĆ DO ALKOHOLU, OPIERANIE SWEJ POMOCY NA
          TEGO TYPU PRZESWIADCZENIU TO ŚLEPA ULICZKA. Jeśli nie znajdzies przyczyny, to
          marne szanse, na uleczenie tej choroby.
          POWODZENIA.
          /acha ... i jestem tu przelotnie, nie poczuwam się do robienia za autorytet z
          dziedziny psychologii, tak że sobie tych rad do serca nie bierz, zaraz mnie
          zeżre grupa zawodowców z tego forum. To może pośród tych kąsań, pojawi się
          jakieś rozwiązanie właściwe dla Ciebie/




          • Re: zony alkoholikow-jak to znosicie? IP: *.abo.wanadoo.fr
          Gość: Malwina 13.05.2002 10:01 zarchiwizowany


          widze do uratowania dwie osoby, z ktorych jedna (ty) moze sie wygrzebac (jesli
          zechce)
          druga zreszta tez (jesli zechce)
          co do etyki : a jak znosisz wojny, destrukcje, smierc dzieci z glodu i glupiej
          biegunki ?
          Nie mozna uratowac calego swiata (niestety)
          ratuj siebie - to dostatecznie duzo pracy i wysilku
          a gdy bedziesz juz na powierzchni, silna i w formie, tym lepiej bedziesz mogla
          zajac sie...etyka (w
          ramach skromnych naszych mozliwosci)
          powodzenie
          Malwina (byla pielegniarka swiata)



          • Re: zony alkoholikow-jak to znosicie? IP: *.pp.rzeszow.pl
          Gość: Esper 13.05.2002 16:14 zarchiwizowany


          Bez moralizowania zbędnego. Jeśli gość nie chce pomocy, poczytaj to:

          www.terapia.rubikon.net.pl/html/1999/medycyna4_d.htm

          może sie przydać ( i daj jemu poczytać).



          • Re: zony alkoholikow-jak to znosicie? IP: *.sympatico.ca
          Gość: Smutek 13.05.2002 16:26 zarchiwizowany


          na temat alkoholizmu kazda zona dotknieta ta tragedia wszystko chyba wie,ale
          mnie chodzilo o takie zwykle codzienne rady,jak sobie samej ze soba radzic jak
          zyc zeby sie nie wpoluzaleznic ,zeby zyc normalnym zyciem,normalnie
          funkcjonowac?
          W kazdym razie dziekuje za posty :-)



          • Re: zony alkoholikow-jak to znosicie? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
          Gość: ola 13.05.2002 16:29 zarchiwizowany


          Gość portalu: Smutek napisał(a):

          > na temat alkoholizmu kazda zona dotknieta ta tragedia wszystko chyba wie,ale
          > mnie chodzilo o takie zwykle codzienne rady,jak sobie samej ze soba radzic
          jak
          > zyc zeby sie nie wpoluzaleznic ,zeby zyc normalnym zyciem,normalnie
          > funkcjonowac?jak sobie radzimy....powiem ze rozumiem cie doskonale ,,,jak
          sobie
          radze znam smak lez rozpaczy zalu bezsilnosci...
          > W kazdym razie dziekuje za posty :-)




          • Re: zony alkoholikow-jak to znosicie? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
          Gość: ola 13.05.2002 16:31 zarchiwizowany


          Gość portalu: Smutek napisał(a):

          > na temat alkoholizmu kazda zona dotknieta ta tragedia wszystko chyba wie,ale
          > mnie chodzilo o takie zwykle codzienne rady,jak sobie samej ze soba radzic
          jak
          > zyc zeby sie nie wpoluzaleznic ,zeby zyc normal
          • kardiolog Re: ...alko.. 14.02.05, 22:32
            • Re: zony alkoholikow-jak to znosicie? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
            Gość: ola 13.05.2002 16:29 zarchiwizowany


            Gość portalu: Smutek napisał(a):

            > na temat alkoholizmu kazda zona dotknieta ta tragedia wszystko chyba wie,ale
            > mnie chodzilo o takie zwykle codzienne rady,jak sobie samej ze soba radzic
            jak
            > zyc zeby sie nie wpoluzaleznic ,zeby zyc normalnym zyciem,normalnie
            > funkcjonowac?jak sobie radzimy....powiem ze rozumiem cie doskonale ,,,jak
            sobie
            radze znam smak lez rozpaczy zalu bezsilnosci...
            > W kazdym razie dziekuje za posty :-)




            • Re: zony alkoholikow-jak to znosicie? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
            Gość: ola 13.05.2002 16:31 zarchiwizowany


            Gość portalu: Smutek napisał(a):

            > na temat alkoholizmu kazda zona dotknieta ta tragedia wszystko chyba wie,ale
            > mnie chodzilo o takie zwykle codzienne rady,jak sobie samej ze soba radzic
            jak
            > zyc zeby sie nie wpoluzaleznic ,zeby zyc normalnym zyciem,normalnie
            > funkcjonowac? bardzo dluga droge przeszlam i przechodze smuteczku moze podasz
            emaila ,,,to zbyt osobiste sprawy zeby na forum sie wypowiadac...ja zyje juz w
            takiej sytuacji wile wiele lat,,,,,,
            > W kazdym razie dziekuje za posty :-)




            • Re: mężowie,konkubenci-znosicie to? IP: *.arcor-ip.net
            Gość: leziox 13.05.2002 16:41 zarchiwizowany


            A czemu pytanie skierowane było tylko do żon alkoholików?Czyżby zapomniał
            ktoś,że istnieje jeszcze druga strona medalu,mianowicie mężowie,lub konkubenci
            alkoholiczek?Oak,teraz do ciebie-dzięki za subiektywną wypowiedź,ale jeśli ktoś
            nie miał alkoholika w domu,to może pisać,co chce,nie wiedząc,co to za koszmar.
            Z pewnością miałeś dobre intencje,przy okazji ciesz się,że nie przeżywasz na
            bieżąco tego problemu.
            Drogie panie.Z męskiego punktu widzenia twierdzę,iż alkoholizm w wykonaniu
            kobiety jest alkoholizmem jeszcze bardziej tragicznym i żałosnym,niż jeśli
            alkoholikiem jest facet.O zagrożeniach typu zgwałcenia,pobicia i odnajdywanie
            swojej lubej na przystankach autobusowych,zarzyganej i pijanej w sztok,nie
            wspominając.
            Temat jest szeroki,można się zagadać na śmierć podczas dyskusji,ale przeważnie
            nikt nie podaje jakiejś złotej recepty na wydobycie bliskiej osoby z
            nałogu,zwłaszcza,kiedy ta ostatnia nie chce i uparcie twierdzi,że ona sama
            sobie z tym poradzi.Może już jutro,pojutrze,albo za tydzień,ale przecież nie ma
            problemu,bo ona nie jest alkoholikiem.Itp,itd.
            Rozumiem kobiety,mające dyngola w domu i współczuję im z całego serca.Tego,co
            one przeżywają,ale też tego,co przeżywają mężczyźni,żyjący pod jednym dachem z
            alkoholiczką,nie da się opisać.To pozostaje w głębi człowieka,ta bezsilna
            wściekłość,ten ból,że kochana przez nas osoba rozwala wszystko budowane kiedyś
            razem,że niszczy naszą miłość,że w niwecz obraca te piękne,wypowiadane kiedyś
            słowa...I tylko modlitwa pozostaje,aby kiedyś w przypływie złości nie ukręcić
            karku dla domowego pijaka/czki/.
            I dalej bez komentarza już,by nie zanudzać.Będzie co będzie,tylko żeby nie
            przeżyć któregoś już z kolei Waterloo,widzianego oczyma Napoleona,naturalnie...



            • Re: mężowie,konkubenci-znosicie to? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
            Gość: ola 13.05.2002 16:53 zarchiwizowany


            zgadzam sie w pelni z toba..ten kto nie poznal tego na wlasnej skorze nie jest
            w stanie zrozumiec pojac.nie wie co to rozpacz czekanie w oknie wroci nie
            wroci bedzie spokoj czy dyskusja do rana poloze sie spac a mzoe nie czy jak
            wroce do domu czy on jeszcze bedzie stal??/ znam ten smak ..u mnie od paru lat
            wiele sie zmienilo..praktycznie maz przestal pic.. wyjatkow zdaza sie to raz na
            pol roku raz na rok.on sie stara ja to wiem..ale zmiany jakie alkohol dokonal w
            jego psychice sa okrutne..stal sie bardzo agresywny...dawniej nie podniosl na
            mnie reki ja w atakach zlosci i bezsilnosci krzyczalam czasem nawet go
            uderzylam on mi nie oddal...w ostatnich latach sie zminilo...przestal pic ale
            stal sie agresywny nie zadowlony ma o wszystko pretenscje chorobliwie
            zazdrosny /nie ma absolutnie powodu/ i czasem w swojej wscieklosci nie panuje
            nad reka potrafi mnie szturchnac lekko uderzyc..ktos sobie pomysli co ta
            kobieta chce facet sie stara nie pije a ona sie biedaka czepia....to nie
            prawda on cala agresje wyladowuje na mnie...smutne ale prawdziwe....



            • Re: mężowie,konkubenci-znosicie to? IP: 62.26.69.*
            Gość: leziox 13.05.2002 17:31 zarchiwizowany


            Kiedys agresja rozladowywana byla podczas pijackich awantur.Czlowiek wychodzacy
            z nalogu/niestety do konca nie wyjdzie juz nigdy/swoimi codziennymi,czesto
            zakamuflowanymi niepowodzeniami,obarcza osobe znajdujaca sie najblizej,czyli w
            tym wypadku zone,konkubine itd.Agresja nie rozladowana gorzala kieruje sie tez
            w kierunku bliskich.Trzeba dlugiego czasu,aby taki czlowiek zrozumial,jaka
            wyrzadza krzywde ludziom go kochajacym.O ile bedzie mógl.Alkohol uszkadza
            mózg,niestety,równiez obszary odpowiedzialne za regulacje tzw.uczuc wyzszych.
            I juz nie poznajemy czlowieka,nawet wtedy,kiedy jest juz alkoholikiem
            tzw.suchym.To taka droga bez powrotu,czlowiek,który byl pijakiem,nigdy juz nie
            bedzie taki sam,jak kiedys.Wyszedl z nalogu-fajnie.Lecz nagle posiadamy w domu
            obca,nieznana nam osobe.I co dalej,tez trudno powiedziec.



            • Re: mężowie,konkubenci-znosicie to? IP: *.sympatico.ca
            Gość: Smutek 13.05.2002 17:38 zarchiwizowany


            Kochani Moi
            czytam posty i zastanawiam sie dlaczego to MY musimy ponosic kare za problemy
            naszych wspolmalzonkow???
            Wlasnie te odreagowywanie sie alkoholika na najblizszej osobie tj potworne tj
            nie do zniesienia ,tj ponizajace jak zyc????
            Wyc mi sie chce z niemocy.
            Oczywiscie mozna prasnac drzwiami ale tyle lat razem i co??? zawsze czlowieka
            cos laczy ,ale czasami tj nie dopokonania psychicznie
            Serce peka z zalu za co?dlaczego???



            • Re: mężowie,konkubenci-znosicie to? IP: *.pp.rzeszow.pl
            Gość: Esper 13.05.2002 17:40 zarchiwizowany


            Gość portalu: ola napisał(a):

            > zgadzam sie w pelni z toba..ten kto nie poznal tego na wlasnej skorze nie
            jest
            > w stanie zrozumiec pojac.nie wie co to rozpacz czekanie w oknie wroci nie
            > wroci bedzie spokoj czy dyskusja do rana poloze sie spac a mzoe nie czy jak
            > wroce do domu czy on jeszcze bedzie stal??/ znam ten smak ..u mnie od paru
            lat
            > wiele sie zmienilo..praktycznie maz przestal pic.. wyjatkow zdaza sie to raz
            na
            >
            > pol roku raz na rok.on sie stara ja to wiem..ale zmiany jakie alkohol dokonal
            w
            >
            > jego psychice sa okrutne..stal sie bardzo agresywny...dawniej nie podniosl na
            > mnie reki ja w atakach zlosci i bezsilnosci krzyczalam czasem nawet go
            > uderzylam on mi nie oddal...w ostatnich latach sie zminilo...przestal pic ale
            > stal sie agresywny nie zadowlony ma o wszystko pretenscje chorobliwie
            > zazdrosny /nie ma absolutnie powodu/ i czasem w swojej wscieklosci nie panuje
            > nad reka potrafi mnie szturchnac lekko uderzyc..ktos sobie pomysli co ta
            > kobieta chce facet sie stara nie pije a ona sie biedaka czepia....to nie
            > prawda on cala agresje wyladowuje na mnie...smutne ale prawdziwe....


            Chodzi o nie do końca poznane procesy w mózgu, towarzyszące alkoholizmowi.
            Polecam wizytę u psychiatry, tudzież dobranie eksperymentalnie absolutnie
            bezpiecznych, nowoczesnych leków, poprawiających to "mój mąż jest zły". Nie, on
            zły nie jest. Nawet takim nie chce być. Po prostu nie panuje nad sobą. To jakaś
            pieprzona biochemia w mózgu (może kiedyś odkryją, o co to chodzi).

            Nie wierzysz ? Popatrz:

            Adolf Hitler był w 100% abstynentem ! Nie pił, nie palił, uwielbiał ciastka z
            kremem i swoje 2 wilczury(dopiero pod koniec życia lekarze zaczęli mu aplikować
            coraz większe dawki leków uspokajających, co jest zrozumiałe wobec sytuacji na
            froncie). I co ? Był dobrym człowiekiem ?
            • kardiolog Re: ...alko.. 14.02.05, 22:37


              • Re: mężowie,konkubenci-znosicie to? IP: *.sympatico.ca
              Gość: Smutek 13.05.2002 17:42 zarchiwizowany


              zgadza sie wlasnie to pozbawienie komorek "uczuc wyzszych"powoduje ze oni-one
              sa tak brutalni dla nas,szukaja azylu do spokojnego zapicia sie a co reszta?
              nie wazne
              strasznie ciezka sprawa i trudno nawet serce otworzyc aby sie
              wyryczec ,wywrzeszczec itd

              Olu a powiedz jak mam podac adres??poprostu wstyd mi sie ujawnic WSTYD ale
              sama nie wiem dlaczego??hmmm ciekawe



              • Re: mężowie,konkubenci-znosicie to?
              olaola2 13.05.2002 18:41 zarchiwizowany


              W pelni zgadzam sie z toba..
              im trudno jest uwierzyc ze potrzebuja lekarza - psychiatry psychologa,
              maz korzystal troche z pomocy psychologa/3 razy/ z reszta radzilisy sobie
              sami ,a teraz nawet nie ma mowy zeby poszedl na rozmowe po pomoc...przeciez
              sobie poradzilem nie pije o co chodzi? nie moze zrozumiec ze swoim zachowaniem
              krzywdzi najblizszych .oczywiscie ma chwile zadumy wtedymowi
              przepraszam...ale prosze mi wierzyc ze to slow nie potrafi wymazac tego co
              czuje w sercu..bo jutro za tydzien bedzie to samo..
              razem ciagnelismy ten wozek ...ale ja juz nie mam sily..dlatego chce juz sie
              od niego uwolnic...i wiem teraz ze to zrobie bo musze ,,,w naszych rodzinach
              jest wiele patologii ,,,dla kogos normalnie zyjacego rzecza normalna jest ze
              moze gdzies wyjsc moze wyjechac a ja przez te lata nigdzie sama z dzieckiem nie
              moglam wyjechac jestesm strazniczka domu ...[prawdopodobnie nie mialambym do
              czego wracac ..a teraz nie wiem jak by bylo gdyby mnie zabraklo..ale
              przypuszczam ze zaczelo by sie to samo..bo moj pobyt w szpitalu maz bardzo zle
              zniosl musial zapomniec o moim cierpieniu przy buteleczce,, wiecie kochani ci
              ludzie juz nigdy nie beda zdrowi a my przy nich?? mysle zetez widze po sobie ze
              moja psychika tez ulegla ogromnej zmianie..zyje sie w ciaglym stresie zeby nie
              prowokowac nie wchodzic w droge ....ilez mozna przepraszam za tak rozbiegane
              mysli..ale one sa tak chaotyczne jak moje zycie....



              • Re: mężowie,konkubenci-znosicie to?
              olaola2 13.05.2002 18:54 zarchiwizowany


              Gość portalu: Smutek napisał(a):

              > zgadza sie wlasnie to pozbawienie komorek "uczuc wyzszych"powoduje ze oni-one
              > sa tak brutalni dla nas,szukaja azylu do spokojnego zapicia sie a co reszta?
              > nie wazne
              > strasznie ciezka sprawa i trudno nawet serce otworzyc aby sie
              > wyryczec ,wywrzeszczec itd
              >
              > Olu a powiedz jak mam podac adres??poprostu wstyd mi sie ujawnic WSTYD ale
              > sama nie wiem dlaczego??hmmm ciekawe jezeli masz czas i ochote to napisz
              prosze
              moj adres olaola2@poczta.gazeta.pl




              • Re: mężowie,konkubenci-znosicie to? IP: *.unl.edu
              Gość: Andrzej 13.05.2002 20:31 zarchiwizowany


              olaola2 napisał(a):

              > W pelni zgadzam sie z toba..
              > im trudno jest uwierzyc ze potrzebuja lekarza - psychiatry psychologa,
              > maz korzystal troche z pomocy psychologa/3 razy/ z reszta radzilisy sobie
              > sami ,a teraz nawet nie ma mowy zeby poszedl na rozmowe po pomoc...przeciez
              > sobie poradzilem nie pije o co chodzi? nie moze zrozumiec ze swoim
              zachowaniem
              > krzywdzi najblizszych .oczywiscie ma chwile zadumy wtedymowi
              > przepraszam...ale prosze mi wierzyc ze to slow nie potrafi wymazac tego co
              > czuje w sercu..bo jutro za tydzien bedzie to samo..
              > razem ciagnelismy ten wozek ...ale ja juz nie mam sily..dlatego chce juz sie
              > od niego uwolnic...i wiem teraz ze to zrobie bo musze ,,,w naszych rodzinach
              > jest wiele patologii ,,,dla kogos normalnie zyjacego rzecza normalna jest ze
              > moze gdzies wyjsc moze wyjechac a ja przez te lata nigdzie sama z dzieckiem
              nie
              >
              > moglam wyjechac jestesm strazniczka domu ...[prawdopodobnie nie mialambym do
              > czego wracac ..a teraz nie wiem jak by bylo gdyby mnie zabraklo..ale
              > przypuszczam ze zaczelo by sie to samo..bo moj pobyt w szpitalu maz bardzo zle
              >
              > zniosl musial zapomniec o moim cierpieniu przy buteleczce,, wiecie kochani ci
              > ludzie juz nigdy nie beda zdrowi a my przy nich?? mysle zetez widze po sobie
              ze
              >
              > moja psychika tez ulegla ogromnej zmianie..zyje sie w ciaglym stresie zeby nie
              >
              > prowokowac nie wchodzic w droge ....ilez mozna przepraszam za tak rozbiegane
              > mysli..ale one sa tak chaotyczne jak moje zycie....

              Odejsc za wszelka cene. Mowi Wam to byly alkoholik. Nie litujcie sie, bo to nic
              nikomu nie da. Moja sytuacja byla wyjatkowa, przestalem pic z dnia na dzien po
              doznanym szoku. Nigdy nie bylem u lekarza i zadnych AA nie "zazywalem". I choc
              nikogo nie bilem po mym cudownym uleczeniu, myslalem ze sie wykoncze, gdyz
              oczywiscie problemy, ktore powodowaly alkoholizm stanely mi przed oczami w
              calej
              okazalosci. Zaprzestanie picia nie likwiduje problemow zyciowych, tyle tylko,
              ze
              nie doklada nowych. Dlatego wlasnie nastepuja nawroty alkoholizmu. U mnie to
              juz
              nie nastapi gdyz przeszedlem kompletna transformacje za pomoca jogi, medytacji,
              pozbywajac sie stresu, ktory gnal mnie do kieliszka. Picie alkoholu wydaje mi
              sie
              calkowitym absurdem, powtarzam to jeszcze raz, calkowitym absurdem.
              No a co z tymi, ktorzy cierpia " nie za swoje grzechy "? Nie chce tu wywolac
              fali atakow na ma skromna osobe, ale jestem swiecie przekonany w istnienie
              ciaglosci zycia i czynnika okreslajacego ksztalt poszczegolnych egzystencji,
              czyli innymi slowy w prawo karmy. Jest to moj sposob widzenia swiata i nie
              kazdy
              musi sie z tym zgadzac, ale w pewien sposob kazdy przezywa to na co sobie
              zasluzyl. Karma jest nasza szansa, jesli ja rozumiemy prawidlowo, wlasnie jako
              szanse, a nie jako kare. Wiem, ze wiekszosc z Nas konczy swoja eksploracje tego
              Universe na wiazaniach atomowych i zwiazanych z nimi reakcjami chemicznymi,
              nie dostrzegajac oczyma intuicji czegos co sie niejako kryje "po drugiej stronie
              zdarzen", czegos co okresla typ, styl czy sposob zachowania i interakcji
              czastek elementarnych.
              Pozdrawiam Andrzej.




              • Re: mężowie,konkubenci-znosicie to?
              gabi21 13.05.2002 23:32 zarchiwizowany


              widzisz nikt nie mowi ze alkoholicy sa zlymi ludzmi,wiadomo choroba ..imbalans
              chemiczny w mozgu i oni sami sa nieszczesliwymi ludzmi,pija potem zle sie
              czuja pija aby poprawic sobie nastroj i w ten sposob sie napedzaja i staje sie
              kolko zamkniete bez wyjscia.I teraz to co sie poleca zeby dac alkoholikowi sie
              stoczyc i on sam albo sie podniesie/szok/albo sie wykonczy
              Jest bledem kiedy zony dbaja ,kryja jakby wyczyny alkoholika bo on jak jest
              swiadomy nie widzi swoich czynow.
              My zony alkoholikow to WIEMY
              ,moje pytanie bylo jak zyc z tym czy obok tego wszystkiego??bo odejsc to
              oczywiscie mozna no ale jesli podchodzi sie ze ten czlowiek jest chory to jak
              go zostawic z tak paskudna choroba samego????
              Malo ktory chce sie leczyc i musi nastapic jakis moment zwrotny dla niego zeby
              chcial
              moj maz pije samotnie,spokojnie nie robi awantur....ale sie stacza zaczyna
              coraz mniej dbac o siebie,pozrywal wszystkie kontakty zycie towarzyskie juz
              prawie zerowe
              Pragnie byc sam miec spokoj wiadomy tylko jemu jaki i zamknac sie w 4 scianach
              z butelka i tj cale jego obecnie zycie.
              Ja oczywiscie zyje obok tego wszystkiego ale serce mnie boli jak inny czlowiek
              walczy o dzien zycia a drugi czlowiek sam sobie to zycie odbiera.

              Dziekuje za listy ,mysle ze tj stale aktualny temat i nie mozna sie tego
              tematu wstydzic



              • Re: dzieci alkoholikow-znosicie to?
              rona1 14.05.2002 07:28 zarchiwizowany


              Odejsc za wszelka cene. Mowi Wam to dziecko alkoholika.

              Nie jestescie odpowiedzialne za zycie waszych partnerow. To dorosly czlowiek i
              odpowiada sam za siebie. Alkoholik musi SAM zrozumiec. Uwazam ze stoczenie sie
              na
              dno jest najlepszym wyjsciem z sytuacji. Dopoki zona mieszka z mezem to wspiera
              go. Zostawic, odejs
              • kardiolog Re: ...alko.. 14.02.05, 22:38

                Masz moje poparcie w 100 procentach, co zreszta wyrazilem w swoim poscie nieco
                wyzej.
                Pozdr, Andrzej.



                • Re: zony alkoholikow-jak to znosicie? IP: *.bis.krakow.pl / 192.168.0.*
                Gość: mia 14.05.2002 18:57 zarchiwizowany


                orhen napisał(a):

                > Sam jestem alkoholikiem .Już ponad dwa lata nie pije.
                oki. super! gratulacje. a jak tego dokonales?? moze podzielisz sie swoja
                metoda??
                thnx



                • Re: zony alkoholikow-jak to znosicie?
                gabi21 14.05.2002 19:15 zarchiwizowany


                Gratuluje Ci z calego serca
                Trzymaj sie
                Pokonales wiec jestes silny ,odzyskales swoje zycie na nowo i korzystaj madrze
                z tego daru.
                Duzo zyczliwych ludzi wokol Ciebie Ci zycze



                • Re: zony alkoholikow-jak to znosicie?
                novia 14.05.2002 20:38 zarchiwizowany


                Pracowalam przez jakis czas w osrodku pomocy osobom uzaleznionym. Przeczytalam
                wiele opracowan na ten temat, poznalam uzaleznionych ludzi. Niektorzy,
                (niewielu) wyszlo z nalogu, czesc do dzis pije, inni odeszli na zawsze. Nie ma
                zlotego srodka. Jednej osobie pomoze obecnosc kogos bliskiego, gdyz znajduje w
                nim podpore, inny potrzebuje wylacznie kontaktu z terapeuta. To gorzkie co
                powiem, ale mysle, ze powinnas wyprowadzic sie z domu na jakis czas. Jezeli go
                kochasz, jezeli wierzysz, ze bedziesz mogla z nim byc w przyszlosci, jestes w
                stanie wciaz ufac, obdarzac jego i siebie szacunkiem to musisz mu wprost
                powiedziec, ze potrzebujesz czasu. On potrzebuje rowniez czasu na wlasna
                terapie. Przekaz mu, ze nie bedzie Cie miesiac, moze dwa lub trzy. Po
                spakowaniu walizki i zamknieciu drzwi nie kontaktuj sie. Oczywiscie bedziesz
                dzwonic co kilka dni do sasiadki, aby dowiedziec sie czy pije, czy spotyka sie
                z kolegami, nie dzwon jednak bezposrednio do niego. Daj mu szanse na
                odnalezienie siebie, na powrot do normalnego zycia. Pozwol mu wybrac to, co
                stanie sie dla niego najwazniejsze, pozwol wybrac mu jego zycie: moze to zycie
                z Toba w rodzinie, Twoja milosc, cieplo, troska, moze to inne zycie: wodka i
                powolne zapadanie sie w siebie, a moze trzecia droga: inna kobieta, ktora
                bedzie w stanie mu pomoc. Wiesz zapewne, ze gdy uzalezniony nie pije odzyskuje
                swiadomosc, poczucie sensu i wartosci. Potrafi zatem odpowiedziec sobie na
                podstawowe pytania czego oczekuje od siebie, od innych. Wybacz, ze namawiam Cie
                do az tak drastycznych posuniec, ale uwierz mi, wiem co mowie i wiem co teraz
                pisze. Jezeli go kochasz, lubisz sama siebie powinnas odejsc na jakis czas.
                Pamietaj jednak, jesli podejmiesz decyzje o czasowym rozstaniu poinformuj go o
                tym. Nie odchodz bez slowa, pomysli, ze cos Tobie moglo sie stac, gdy nie
                wrocisz na kolacje. Wyjasnij dlaczego odchodzisz, ze jest to dla jego dobra,
                dla waszego dobra. Jesli prawdziwie zapragnie, abys wrocila udowodni czynami,
                a nie slowami. Jesli nie da rady (wodka to tez inne pokusy) wowczas powinnas
                zrozumiec, ze wasze drogi rozeszly sie na zawsze. Nie lubie ludziom doradzac,
                nie zrozum, ze chce mieszac sie w Twoje zycie, ale pytalas. Znam problem z
                doswiadczenia. Dwoje alkoholikow umarlo na moich rekach.

                Wybor nalezy do Ciebie.

                Trzymaj sie dzielnie.
                novia



                • Re: novia
                gabi21 15.05.2002 03:16 zarchiwizowany


                serdecznie Ci dziekuje za ten post,widze,ze masz duze doswiadczenie...b.madra
                rada...ktowie czy nie skorzystam z niej.
                Coprawda juz czesciowo jakby wprowadzalam izolacje nic ona nam nie dala.
                Wiesz tj nietypowy czlowiek,bo nie zawala pracy,nie ochlewa sie gdzies wiesz
                niewiadomo gdzie ...siedzi w domu sam ze soba pije....z tym,ze nie ma
                absolutniego zadnego zycia poza praca i swoim katkiem do picia.
                Kurcze ZAL MI GO!!! i tj najgorsze...wiesz jak jeszcze byl w miare
                normalny...przezylismy wspaniale chwile ,bylo nam b.dobrze .
                Musze napisac cos o czym Ty napisalas z tym ze inaczej ja to okreslam otoz ja
                nie moge np ogladac naszych zdjec z okresu kiedy bylo nam dobrze/nie chlal
                tak/rycze jak bobr....zlapalam sie na tym, ze ja w zasadzie "pochowalam"meza
                pochowalam ta osobe ktara poznalam ...jego juz nie ma i stad ta reakcja
                placzliwa przy ogladaniu zdjec.
                Owszem jest teraz ktos inny z kim jest mi zle ,jestem b.b.nieszczesliwa az do
                bolu!!! ale czuje sie jakby odpowiedzialna za tego czlowieka...byl kiedys
                wspanialy dla mnie,mojej rodziny....Egzystuje bo ja go pcham do
                zycia...dbam,przypominam zeby dbal o siebie a poniewaz jest b.obowiazkowy to
                wykonuje to rutynowo...ale to jest MOJA PRACA...ja nie mam za to nic!!!
                Nie jest to mlody czlowiek i poprostu dlatego mi zal....byl naprawde
                wspanialym czlowiekiem...kochal ludzi...pomagal im ...dlatego cierpie moze
                jeszcze bardziej ...bo widze jak jego dusza umiera...jak sie niszczy
                wiesz smiesznie to wyglada ale naprawde jest to nietypowa sprawa,ktora juz w
                tym momencie zaczyna staczac sie do piorunujaco do konca.
                Uffffff ....wyrzucilam z siebie wszystko
                Dziekuje za wam,ze mieliscie czas i ochote na czytanie tych postow
                pozdrawiam pa



                • Re: novia IP: *.proxy.aol.com
                Gość: ..ja... 15.05.2002 07:39 zarchiwizowany


                Powiem w skrocie....bylam zona alkoholika przez 13 lat..po tej pechowej cyfrze
                powiezialam DOSC!!...zrobilam tak jak ktos wyzej sugerowal...wyjechalam do
                swojej matki z synem na reku..mialam juz dosc po tym gdy maz w amoku wzial noz
                do reki i grozil ,ze mnie zabije,o moim wyjezdzie nie wiedzial NIC!!W wyjezdze
                pomogly mi kolezanki,sasiadki,nawet jego kuzyn bedacy u nas wowczas w
                odwiedzinach,maz szalal z rozpaczy,wydzwanial po wszystkich naszych
                znajomych.po kilku dniach udalo mu sie mnie odnalezc...poczatkowo nie chcialam
                z nim rozmawiac,czulam bol,zlosc,rozpacz,po ilus rozmowach tel.w ktorych tylko
                slyszalam placz i przysiegi,ze juz z tym skonczyl,ze nas b.kocha i ze nie widzi
                sensu zycia bez nas...kolezanka ,ktora mieszkala obok ciagle byla ze mna w
                kontakcie i rowniez zapewniala mnie,ze maz sie zmienil,uwierzylam i po 2 m-cach
                znowu z walizami wrocilam do niego..nie pil pol roku!!!..PO tym okresie
                wszystko wrocilo do "normy"..picie co m-c przez caly tydzien!!!!oczywiscie nie
                bylo mowy o pracy..maz nigdy nie pracowal gdy pil,po prostu mial
                dobrego "bossa",ktoremu oddawal swoja tygodniowke jakoby
                przepracowana.Ciagnelam jeszcze ten koszmar przez 7 lat..dziecko roslo,widzialo
                tatusia co m-c pijanego,lezacego niejednokrotnie w wannie ,albo w piwnicy z
                butelka w garsci..Przez ten caly okres bylam wiele razy u adwokatow,radzilam
                sie,nawet informowalam meza o tym bo wiedzialam,ze zrobi to na nim wrazenie i
                przez jakis czas nie bedzie pil.Niestety....nie przestal....a ja juz mialam po
                prostu DOSC!!!..stracilam caly szacunek dla tego czlowieka,zreszta dla siebie
                rowniez.4 lata temu odeszlam,zostawilam Mu wszystko,dom,meble..wzielam tylko
                dziecko oraz nasze rzeczy osobiste...bylo mi bardzo ciezko,jednak dalam sobie
                rade i powiem Wam,ze zaluje ,ze nie zrobilam tego kroku wczesniej.Teraz jestem
                szczesliwa,moje dziecko ma spokojny dom,nie jest zestresowane,a i ja rowniez
                ulozylam sobie zycie z normalnym czlowiekiem.Ochh..juz tak dawno nie wyrzucilam
                z siebie swoich smutkow,przepraszam..nie daje ci zadnych rad jak
                widzisz,opowiedzialam w skrocie tylko swoja historie,zastanow sie tylko,czy
                warto jest tracic swoje zycie i zdrowie ratujac kogos ,kto tego nie chce???W
                moim przypadku miarka sie przebrala a dawalam wiele,wiele szans, z ktorych ex (
                bo juz od 2 lat jestem po rozwodzie) nie skorzystal.
                Pozdrawiam serdecznie...i zycze podjecia slusznej decyzji:))



                • Re: ja
                gabi21 15.05.2002 14:01 zarchiwizowany


                niezmiernie sie ciesze i naprawde gratuluje Ci zyczac wiele spokoju milosci w
                Twoim obecnym zyciu
                sciskam goraco



                • Re: zony alkoholikow-jak to znosicie? IP:
                *.214.116.107.Dial1.Boston1.Level3.net
                Gość: samaka 15.05.2002 15:32 zarchiwizowany


                Bylam 12 lat zona alkoholika.
                Rozumiem Cie doskonale. Ja tez probowalam wal
                • kardiolog Re: ...alko.. 14.02.05, 22:40


                  Bylam 12 lat zona alkoholika.
                  Rozumiem Cie doskonale. Ja tez probowalam walczyc o meza, ktorego
                  bardzo kochalam. Chodzilam na Al-anon (radzila Ci to Malwina - tam duzo
                  nauczylam sie o alkoholizmie i ....mialam wsparcie) - sprobuj, tam dadza
                  Ci rady JAK Z NIM ZYC.
                  Ale......tylko drobna czesc alkoholikow decyduje sie na leczenia. Z tych,
                  ktorzy podjeli leczenie TYLKO 8% UWALNIA SIE OD NALOGU!!!
                  Przezylam wszystko, (tak mysle, bo duzo tego bylo) - co moze przezyc zona
                  alkoholika. Przez 12 lat to byl KOSZMAR. Po czasie widze to wyrazniej.
                  Kiedy juz odwazylam sie odejsc ( a bylo to jak skok w czarna dziure), przez
                  ponad 5 lat "dochodzilam do siebie".
                  Teraz od roku jestem szczesliwa mezatka. Teraz dopiero wiem, jak
                  wyglada normalne malzenstwo, jak kochajacy moze byc maz.
                  Gdy mysle o mojej przeszlosci, jeszcze trzesa mi sie rece.
                  Wiem, ze tak naprawde nie posluchasz zadnej rady, musisz dojrzec (byle
                  szybko, tego Ci zycze)

                  ZYCIE Z ALKOHOLIKIEM TO PIEKLO. UCIEKAJ DZIEWCZYNO!!!!
                  RATUJ SIEBIE - TO NIE TWOJE PRAWO, TO TWOJ OBOWIAZEK.
                  "KOCHAJ BLIZNIEGO SWEGO JAK SIEBIE SAMEGO" - NIE BARDZIEJ!!!!



                  • Re: zony alkoholikow-jak to znosicie?
                  olaola2 15.05.2002 19:55 zarchiwizowany


                  czytajac wasze listy lzy same mi lecialy...ciesze sie ogromnie ze ulozylyscie
                  sobie zycie i teraz wiecie co to normalny dom ...bo ja czy gabi zapomnialysmy
                  jak to jest....pomomo ze moj maz radzi sobie w miare z piciem...to do konca nie
                  moge go byc pewna rano wstaje i mysle jak wszystko zorganizowac zeby bylo
                  dobrze , nie wiem co to wyjscie gdziekolwiek bo zaraz mnie szantazuje jak
                  chcesz to pojde sobie gdzies a ja wiem czym to sie skonczy czekaniem w oknie
                  wrcoi nie wroci kiedy???
                  ciesze sie dziewczyny ze znou sie usmeichacie ....
                  a ja coz dojrzewam powoli do takiej decyzji...mam juz dosyc bycia matka
                  opiekunka mojego meza pilnowania robienia wszystkiego dla niego pod niego zeby
                  jemu bylo dobrze zeby byl spokoj a my ciagle dajemy siebie dajemy nie biorac
                  nic dla siebie...w koncu kiedys chce sie powiedziec dosyc ja jeszcze
                  zyje ..chce zyc normalnie....
                  przeprasza ze sie rozpisalm chcialm to z siebie wyrzucic.......
                  pozdrawiam ....



                  • Re: jak opanowac agresje IP: 62.26.68.*
                  Gość: leziox 16.05.2002 01:36 zarchiwizowany


                  Staram dawać sobie radę.Załatwiam sprawy nie załatwione,albo zepsute przez
                  partnera.Tłumaczę ją przez ludźmi,urzędami oraz pracodawcami.Jej olewanie
                  wszystkiego nie dziwi mnie wcale,już nie dziwi.Wszystko przeżywam po kolei,jak
                  napisaliście wyżej,ale jednego nie wiem-jak poradzić sobie z agresją w stosunku
                  do osoby pijącej.Jej prowokacje oraz ciągłe chlanie w najmniej odpowiednim
                  momencie doprowadzają mnie do szału i wiem,że jeszcze trochę,a zrobię jej
                  krzywdę,jak mnie znowu dopadnie biała gorączka,która wynika z powodów wiadomych.
                  Jestem już paranoikiem,szukam wszędzie butelek,pustych i pełnych,zapach
                  alkoholu potrafię wyczuć z paru metrów,po powrocie do domu tylko niuchnę i
                  wiem,że znowu było pite.I szlag mnie dlatego trafia.Nie mówcie mi tylko,żebym
                  starał się opanować.To już przerabiałem ostatnie 5 lat.
                  I jak jej w najbliższych miesiącach kości nie połamię,to się będę mógł
                  cieszyć.Ludzie,ja wiem ,że takie coś nie ma sensu,ale coraz trudniej panować mi
                  nad sobą.



                  • Re: Leziox
                  gabi21 16.05.2002 03:39 zarchiwizowany


                  Straszne to jest,ale postaraj sie nie szukac nie wylewac bo to nic nie daje!!!
                  Albo musisz z "tym"jakos zyc,albo poprostu rowniez odejsc.
                  Mam znajomego,ktory mial problem z zona ..odczekal az doprowadzi do pewnego
                  wieku swoje dzieci ,opowiadal takie same sceny z zycia jak Ty opisujesz /az
                  nieprawdopodobne/i Ona niestety sie pochorowala musiala przestac pic ale on
                  odszedl poniewaz zaszly takie zmiany w jej psychice,ze bylo niebezpiecznie
                  nawet z nia mieszkac.
                  No wiec jak widzisz nie jest to sprawa prosta...ja sie nie odzywam juz nic na
                  temat alkoholu,bo to nic kompletnie nie daje...nie wylewam ,bo i tak kupi wiec?
                  jaki sens?
                  Bardzo Ci wspolczuje...trzymaj sie jakos!!!!
                  pozdrawiam goraco..pisz ,wygadaj sie przed nami moze to Ci ulge przyniesie.
                  Alkoholizm teraz juz nie jest tematem tabu mowi sie o nim glosno,wiec nie
                  musimy przezywac w samotnosci naszej tragedii
                  Wiesz ..wlasnie bylam na zakupach..siegnelam po jakas rzecz ktora przydalaby
                  sie w domu...zastanowilam sie ...odlozylam...bo jaki ma sens kupowanie do domu
                  gdy w zasadzie ten dom juz nie istnieje....wszystkie
                  cele,marzenia...prysly...jest zycie z dnia na dzien .
                  Oj zasmucilam sie okropnie buuuuuuu



                  • Re: Leziox IP: *.214.114.105.Dial1.Boston1.Level3.net
                  Gość: samaka 16.05.2002 13:13 zarchiwizowany


                  Zyjac z partnerem -alkoholikiem wiemy, ze zyjemy w koszmarze, wiemy, ze
                  jest zle, ze nie jest normalnie.
                  Odejscie, to skok w przepasc, w czarna dziure.
                  Bo nikt nie rozumie, dlaczego nadal "kochamy" takiego partnera.
                  Jestesmy uzaleznieni od niego psychicznie tak bardzo jak on od swojej
                  wodki.
                  Kazdy z nas przechodzi i chwile agresji, checi zabicia tej pijacej polowki.
                  Ale bliscy alkoholika (na ogol) tylko o tym mysla, bo tak naprawde, to boja
                  sie alkoholika.
                  Pisalam wczesniej, ze zylam w tym koszmarze 12 lat, ale nie pisalam, ze
                  dopiero, gdy poznalam mojego obecnego meza, to tak naprawde
                  zobaczylam w normalnym wymiarze swoje poprzednie pieklo.
                  Zyjac z alkoholikiem wiele spraw traktujesz jak norme - a to nie jest
                  norma, to juz wplyw diabelkiej wodki.
                  Zycie moze byc lepsze od tego, o jakim marzycie w najsmielszych snach.
                  Ale trzeba sie odwazyc, odwazyc odejsc, zrobic ten pierwszy krok....
                  Zycze Wam wszystkim, abyscie jaknajszybciej do tego dojrzeli
                  :-))
                  p.s.
                  moje pieklo trwalo 12 lat
                  wychodzenie z piekla to bylo ponad 5 lat
                  potem dwa lata zwyklej drogi
                  ale.....
                  doszlam do raju!!!
                  Kazdy (!!!) moze tego dokonac - trzeba tylko zaczac isc
                  :-))



                  • Re: buuu IP: 213.77.91.*
                  Gość: Sylla 16.05.2002 13:44 zarchiwizowany


                  Chyba do Was dołączę. Napisałam na forum o depresji, bo myślałam, że to jest
                  głównym powodem zachowań mojego faceta. Ale po przeczytaniu tego wątku dotarło
                  do mnie ostatecznie, że to alkohol, że go pokonał i że żebym nie wiem co
                  zrobiła ta huśtawka będzie trwać wiecznie. Chyba, że ją sama przerwę.
                  Jak ja dobrze wiem, co to znaczy nie mieć pewności każdego dnia, czy wróci
                  trzeźwy, czy pijany, czy będzie spokój (tzn. uwali się i będzie spał bełkocząc
                  coś przez sen), czy też "odstawi" monolog, w którym w jednym zdaniu będzie
                  zaprzeczał poprzedniemu, a z którego jak zwykle wyniknie, że z nim jest
                  wszystko w porządku, bo pije bo chce i kiedy chce i ile chce, a jeśli ma
                  jakiekolwiek kłopoty, to dlatego, że ja jestem beznadziejna.
                  To ja się martwię, kiedy on pijany prowadzi samochód i to ja myślę, że coś się
                  stało, kiedy nie wraca.
                  Wiem, że już nic się nie zmieni, ale to ja cierpię. Odejdę, ale to ja mam
                  poczucie porażki.
                  W domu w miejscu kontaktów druty wystają ze ścian, obrazek wieszany przed
                  miesiącem do dziś stoi oparty o ścianę, samochód rozbity - to tylko drobnostki.
                  Miało być pięknie, mieliśmy się urządzać,wymyslałam, marzyłam, wyszukiwałam
                  okazje - a teraz po co. Jeszcze został mi nawyk wyszukiwania dla niego maskotek
                  z jego znakiem zodiaku i muszę się powstrzymywać, żeby nie kupić.
                  Męczy mnie już bycie silną kobietą, chciałabym się przytulić i wyżalić, ale ten
                  mężczyzna, którego kochałam po prostu nie istnieje.... buu...



                  • Re: SYLLA!!!!!!!! IP: *.proxy.aol.com
                  Gość: ja 16.05.2002 16:11 zarchiwizowany


                  Gość portalu: Sylla napisał(a):

                  > Chyba do Was dołączę. Napisałam na forum o depresji, bo myślałam, że to jest
                  > głównym powodem zachowań mojego faceta. Ale po przeczytaniu tego wątku
                  dotarło
                  > do mnie ostatecznie, że to alkohol, że go pokonał i że żebym nie wiem co
                  > zrobiła ta huśtawka będzie trwać wiecznie. Chyba, że ją sama przerwę.
                  > Jak ja dobrze wiem, c
                  • kardiolog Re: ...alko.. 14.02.05, 22:44
                    • Re: Bardzo waz˙ne!!! I do L. IP: *.214.79.224.Dial1.Boston1.Level3.net
                    Gość: samaka 22.05.2002 14:47 zarchiwizowany


                    Alkoholik to osoba uzalezniona od alkoholu.
                    Jego bliscy sa fachowo nazywani - KOALKOHOLIKAMI lub
                    wspoluzaleznionymi.
                    Wspomnialam wczesniej, ze odejscie od alkoholika to bardzo trudny
                    proces, bo to.........wychodzenie z nalogu (!!!!)
                    Osoby bliskie alkoholikowi uzalezniaja sie od niego tak, jak on uzaleznia
                    sie od alkoholu.
                    I tak jak nigdy nie przestaje sie byc alkoholikiem (mozna byc "niepijacym"),
                    tak nigdy nie mozna calkowicie odizolowac sie od problemu.
                    Sama jestem tego przykladem.
                    8 lat temu odeszlam od alkoholika. Pare lat leczylam swoj
                    tzw.koalkoholizm, jestem od 1,5 roku w nowym, normalnym, zdrowym
                    zwiazku, jestem szczesliwa, mam wspanialego meza - a w wolnych
                    chwilach czytam watki o problemie alkoholowym.
                    Tak juz jest.
                    Ale!!!!
                    W kazdej gazecie jest ogloszenie o spotkaniach AA. Mozna tam pojsc,
                    mozna zadzwonic (gdy podadza telefon) i spytac o AL-ANON - to sa
                    spotkania rodzin alkoholikow. Bardzo pomocne, naprawde. No i jest to
                    doskonale zrodlo informacji. Mozna i o psychologa, psychiatre spytac.
                    pozdrawiam wszystkich



                    • Re: Bardzo waz˙ne!!! I do L. IP: 213.77.91.*
                    Gość: Sylla 22.05.2002 15:19 zarchiwizowany


                    Tyle, że czasami sobie myślę, że skoro nic złego nie robię, nie jestem
                    uzależniona itp., to dlaczego mam się poddawać terapii, staram się żyć
                    normalnie, a że przy tym chciałabym choć trochę radości ze związku z facetem...
                    Z drugiej strony, gdy staram się najspokojniej jak umiem powiedzieć mu, że
                    skoro nad ranem przyprowadza go policja do domu, nic nie kumającego i
                    rozebranego do gaci, to coś jest nie tak, a on na to, że "wszystko w porządku,
                    no i co z tego" - to faktycznie czuję, że to ze mną jest coś nie tak :(.



                    • Re: Bardzo ważne!!! IP: *.abo.wanadoo.fr
                    Gość: Malwina 22.05.2002 16:19 zarchiwizowany


                    onnanohi, jakze rozumiem kazde slowo ktore napisalas powyzej !

    • kardiolog mathias 14.02.05, 22:47
      Masz moze kontakt z osobami, ktore pisaly o problemie? Czy wiesz co z nimi sie
      stalo? Czy poszli na terapie, czy wszystko dobrze skonczylo sie?
      Te listy sa bardzo prawdziwe.

      kardiolog
      • mathias_sammer Re: mathias 14.02.05, 23:09
        Pamietam te dyskusje. Zainteresowal mnie temat. Bywalem wtedy na forum GW (z
        przerwami), rzadko, bardzo rzadko pisywalem (pisywalem za to na innym forum tez
        z roznym natezeniem). Jesli pisywalem nie mieszalem sie w personalne dyskusje,
        natomiast sledzilem uwaznie ich poprzeczny i rownolegly przebieg. Temat dobry,
        warty przypomnienia, bo wnioski wlasciwe.

        Klaniam sie,
        M.S.
    • Gość: stara_klempa Re: ...alko.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.02.05, 23:04
      chyba się nie doczekasz - nie mam pojecia dlaczego, nie mam pojęcia dlaczego
      akurat teraz Ciebie to naszło?
      czasami tak bywa, ze sie nie wraca do pewnych rzeczy, mimo, że sa w środku -
      było, nie ma - nie ma!
      • mathias_sammer Re: ...alko.. 14.02.05, 23:10
        Gość portalu: stara_klempa napisał(a):

        > chyba się nie doczekasz - nie mam pojecia dlaczego, nie mam pojęcia dlaczego
        > akurat teraz Ciebie to naszło?
        > czasami tak bywa, ze sie nie wraca do pewnych rzeczy, mimo, że sa w środku -
        > było, nie ma - nie ma!


        Do kogo mowisz stara klempo? Do kardiologa czy tez do mathiasa? :o) Ha?

        M.S.
        • Gość: stara_klempa Re: ...alko.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.02.05, 23:27
          do siebie :)
          dobranoc
          • kardiolog Re: ...alko.. 14.02.05, 23:30
            Obowiazuje jakies tempo wypowiedzi? X slow na minute?

            Nie jestem stenotypista.

            Dobranoc
            kardiolog
            • kardiolog a tak przy okazji 14.02.05, 23:47
              Mathias- moja kolezanka chce zrobic z Toba wywiad. Nie bardzo wie jakie pytania
              powinna zadac, sztampowe nie daja dobrej ogladalnosci:)

              Moze jak posiedze sobie jeszcze chwilke na forum (na moim ulubionym a dalekim
              juz uzupelnilem zaleglosci) to pytania same wpadna mi do glowy....:)? Taskie
              prosto z zycia..?:)


              Podobno najlepsze sa te zaskakujace- rozmowca musi wykazac sie szybkoscia i
              inteligencja. No i musi pamietac o kamerze, kazde mrugniecie powieki jest
              widoczne:)

              A moze lepiej namowic ja na wywiad z kim innym?

              Hmm, nie wiem, w koncu to jej decyzja i jej pracodawcow.

              kardiolog
              • mathias_sammer Re: a tak przy okazji 14.02.05, 23:55
                kardiolog napisał:

                > Mathias- moja kolezanka chce zrobic z Toba wywiad. Nie bardzo wie jakie
                pytania
                >
                > powinna zadac, sztampowe nie daja dobrej ogladalnosci:)
                >
                > Moze jak posiedze sobie jeszcze chwilke na forum (na moim ulubionym a dalekim
                > juz uzupelnilem zaleglosci) to pytania same wpadna mi do glowy....:)? Taskie
                > prosto z zycia..?:)
                >
                >
                > Podobno najlepsze sa te zaskakujace- rozmowca musi wykazac sie szybkoscia i
                > inteligencja. No i musi pamietac o kamerze, kazde mrugniecie powieki jest
                > widoczne:)
                >
                > A moze lepiej namowic ja na wywiad z kim innym?
                >
                > Hmm, nie wiem, w koncu to jej decyzja i jej pracodawcow.
                >
                > kardiolog

                Tu idzie o moje i szczescie! Nie badz swineczka, prosiaczkiem i innym wstretnym
                zyjatkiem:o)

                Przekonales mnie- czas podjac wreszcie jakies decyzje! W koncu nie jestem
                najmlodszy, ale za to w dobrej kondycji. Mam jeszcze kilka latek przed soba,
                glupio tak jakos ciagle na forum . A i przez forum pracuje jakby mniej
                wydajnie:o)

                Dobra! Zenie sie! Jade do mej oblubienicy!!!! Udowodniles mi, ze bycie
                niezdecydowanym to najwieksza glupota na swiecie.

                Chcialem sie przekonac i to w radykalny sposob i przekonalem sie dzieki Tobie.
                Dzis jestem pewny na 100% co do moich wyborow.
                M.S.

                • kardiolog Re: a tak przy okazji 15.02.05, 00:00
                  Alez Mathiasie, ja do niczego Cie nie zmuszam.
                  Uwazam tylko, ze niektore sprawy nalezy nie przeciagac w czasie i zalatwic po
                  mesku.

                  Zenisz sie? To bardzo dobrze. Przez caly czas zalezalo mi, zebys podjal wlasnie
                  te decyzje a 14 luty 2005 w "Walentynki"- dlaczego nie?:) Za rok bedziecie
                  obchodzic pierwsza fajna rocznice.

                  Jesli idzie natomiast o mnie, to ja tez nie jestem pedalem, wiec te kwestie juz
                  niejako rozwiazalismy. Jezeli chcialbys i Twoi znajomi rowniez, zebym zniknal z
                  forum GW to nie moge obiecac, no moze, ale sam nie wiem... Nie jestem pewny:)

                  Sporbuje przychylic sie do Twojej ewentualnej prosby o zachowanie
                  prywatnosci:), ale wiesz to jest tylko forum.

                  Ciesze sie, ze wreszcie sie zdecydowales:)))

                  kardiolog

                  godzina zero.
                  Czas spac)

                  • mathias_sammer ========================================= 15.02.05, 01:21
                    Tez juz ide spac. Sporo dzis popisalem o Dreznie, a wlasciwie o obawach, czy
                    niemieckie spoleczenstwo ( z duzym naciskiem na generacje urodzone po wojnie-
                    pokolenie '50-60, oraz mlodziez) w konfrontacji z przeszloscia '33 bedzie w
                    stanie udowodnic , iz w Niemczech przy pielegnowaniu demokracji nie ma miejsca
                    dla skrajnych pogladow.
                    Wczoraj, w programie Sabiny Christiansen wypowiadala sie znana zydowska
                    literatka, czynny swiadek holocaustu. Jedno z lepszych wydan forum S.Ch.,
                    zreszta szerzej o nim rowniez gdzie indziej, ale nie bede tym razem przenosil.

                    Razem ze znajomymi zaplanowalismy powiadomic wszystkie znane nam osoby (mowie o
                    Niemcach) oraz udostepnic pokoje, lozka, materace, kazdy skrawek podlogi- jesli
                    tylko zechca byc z nami 8 maja, dniu wielkiej
                    proby narodu niemieckiego.

                    Po zakonczeniu festiwalu filmowego koniecznie chce obejrzec film o S.Sch. Nie
                    dostalismy karnetow w dogodnym dla nas terminie.

                    Natomiast, co do komentarzy innych to oczywiscie przeczytalem wypowiedzi m.in.:
                    na forum o2.pl. Ciesze sie, ze wydarzenia tego dnia nie potoczyly sie
                    przypadkowo. W calosci nie---przypadkowo.

                    Acha, jeszcze naistotniejsza uwaga: nie kogo? co? tylko kogo? czego?

                    Poza tym, jest juz nowy piekny dzien.

                    Jestem szczesliwy.

                    M.S.
    • mathias_sammer kardiolog 14.02.05, 23:16
      Jedna wypowiedz sobie wydrukuje. Jest uniwersalna, zdaje sie, ze pisales o tym
      cytujac statystyki dotyczace picia kobiet oraz uratowanach malzenstw. Tak widza
      to mezczyzni:
      • Re: mężowie,konkubenci-znosicie to? IP: *.arcor-ip.net
      Gość: leziox 13.05.2002 16:41 zarchiwizowany


      A czemu pytanie skierowane było tylko do żon alkoholików?Czyżby zapomniał
      ktoś,że istnieje jeszcze druga strona medalu,mianowicie mężowie,lub konkubenci
      alkoholiczek?Oak,teraz do ciebie-dzięki za subiektywną wypowiedź,ale jeśli ktoś
      nie miał alkoholika w domu,to może pisać,co chce,nie wiedząc,co to za koszmar.
      Z pewnością miałeś dobre intencje,przy okazji ciesz się,że nie przeżywasz na
      bieżąco tego problemu.
      Drogie panie.Z męskiego punktu widzenia twierdzę,iż alkoholizm w wykonaniu
      kobiety jest alkoholizmem jeszcze bardziej tragicznym i żałosnym,niż jeśli
      alkoholikiem jest facet.O zagrożeniach typu zgwałcenia,pobicia i odnajdywanie
      swojej lubej na przystankach autobusowych,zarzyganej i pijanej w sztok,nie
      wspominając.
      Temat jest szeroki,można się zagadać na śmierć podczas dyskusji,ale przeważnie
      nikt nie podaje jakiejś złotej recepty na wydobycie bliskiej osoby z
      nałogu,zwłaszcza,kiedy ta ostatnia nie chce i uparcie twierdzi,że ona sama
      sobie z tym poradzi.Może już jutro,pojutrze,albo za tydzień,ale przecież nie ma
      problemu,bo ona nie jest alkoholikiem.Itp,itd.
      Rozumiem kobiety,mające dyngola w domu i współczuję im z całego serca.Tego,co
      one przeżywają,ale też tego,co przeżywają mężczyźni,żyjący pod jednym dachem z
      alkoholiczką,nie da się opisać.To pozostaje w głębi człowieka,ta bezsilna
      wściekłość,ten ból,że kochana przez nas osoba rozwala wszystko budowane kiedyś
      razem,że niszczy naszą miłość,że w niwecz obraca te piękne,wypowiadane kiedyś
      słowa...I tylko modlitwa pozostaje,aby kiedyś w przypływie złości nie ukręcić
      karku dla domowego pijaka/czki/.
      I dalej bez komentarza już,by nie zanudzać.Będzie co będzie,tylko żeby nie

      -------


      Mysle teraz o mamie
      M.S.
      • kardiolog Re: kardiolog 14.02.05, 23:29
        Rzeczywiscie ponadczasowa mysl.

        Mathias, no coz. Jak wiesz, mnie interesuje przede wszystkim ludzkie dzialanie,
        a nie slowa tysiac razy powtorzone. Mozesz wykonac nastepujace ruchy:
        1. cala dyskusje skierowac przeciwko mnie twierdzac, ze chodzilo wylacznie o
        mnie ( bede musial poszukac po Twoim powrocie tzw. czasow rownoleglych, obawiam
        sie, ze moge Cie zaskoczyc). Natomiast moga Tobie tradycyjnie uwierzyc, o tym
        tez juz bylo, ale wybacz nie bede nad tym teraz zastanawial
        2. mozesz krzyczec i wyzywac mnie od fiuta, na nikim nie zrobisz juz wrazenia,
        nawet na mnie
        3. mozesz (na co licze) powiedziec: dosc! czas na podjecie decyzji, po czym
        wstac od biurka, kupic bilet i pojechac na wiadomego "sympa"
        4. mozesz powiedziec; ze owszem dobrze kiedy kali ukrasc krowe, ale gorzej
        kiedy kalemu ukrasc krowe i w tej konwencji poprowadzic wywod o wyzszosci Hegla
        nad Schopenhauerem lub o demokracji.
        5. mozesz tez napisac, ze jestem pedalem i wszystko co robie robie z milosci do
        ciebie bo nie moge pogodzic sie z mysla, ze jestes hetero:)
        6. inne, musze pomyslec

        kardiolog

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka