Dodaj do ulubionych

Polska z zewnątrz:)

29.05.05, 22:15
www.co.jyu.fi/~np/misc/guide_to_poland.html
Zastanawiam się, co koleś usłyszał o Finlandi, że poszedł w aż tak ostry
patent:)
Pozdrowienia:)
Obserwuj wątek
    • broch Re: Polska z zewnątrz:) 30.05.05, 03:26
      Właśnie wróciłem z plaży no i tu ten dziwny post. Dziwny dlatego iż taka opinia
      o Polsce i Polakach to nic nowego. Niestety. Temat znany chć niestety nieprzyjemny.
      W czasie powrotu z Polski miałem przsiadkę w Paryżu. De Gaule brudny jak
      nieziemskie stworzenie (pamiętam port jeszcze elegancki i czysty). Na wystawce
      leży bardzo popularny tygodnik francuski ze zdjęciem pokazującym "naszych"
      brudnych i wybitnie nieświeżych gdzieś w Paryżu. Tytułu nie powtórzę dokładnie
      ale przedstawiał zaniepokojone oczerkiwanie na chordy brudnych Polaków po
      podpisaniu umów o otwarciu. Gazety londyńskie publikowały zdjęcia z pijanymi
      Polakami siusiaJącymi na stacji metro w Londynie.

      Zepsuć opinię jest łatwo, wykazać że są to wyjątki (jak wszędzie) bardzo trudno.
      W Stanach są trzy (?) polskie emigracje: bardzo stara (przed i tuż powojenna),
      ciesząca się szacunkiem, emigracja intwelygencka z lat 80' ciesząca się
      szacunkiem (ludzie wykształceni), emigracja świeża z lat po 90': głównie brud,
      chamstwo, pijaństwo itp.

      Dzisiaj ciężko jest wyjaśnić że w Polsce jest bardzo dużo ludzi wykształconych,
      uczciwych i ciężko pracujących. Na ulicach N.Y. nie widać tych normalnych, widać
      pijanych i brudnych zrobnych złodziejaszków. Nawet jeśli jest ich tylko dwóch.
      Straty zadane polskiemu wizerunkowi w Stanach będą naprawiane przez wiele
      (dziesiątków) lat co jest smutne.
      • quarantina Re: Polska z zewnątrz:) 30.05.05, 10:11
        Zastanawia mnie, dlaczego tak bardzo zależy nam na wizerunku Polaka za granicą,
        jakąkolwiek i co właściwie ten wizerunek tworzy. Bo gazetowe fakty, o których
        piszesz, to obraz zbudowany w ściśle określonym celu. Reagujemy dziwnie na
        mówienie o nas pijacy, brudasy itp. Sami jednak posiadamy mnóstwo uprzedzeń
        tego samego rodzaju: Arabowie - brudasy, Murzyni - lenie, Anglicy - dziwni
        seksualnie, Żydzi - nie powiem już co, Rosjanie i reszta - dzicy zupełnie,
        Amerykanie - galopujący ignoranci. To wszystko bezsensowne stereotypy i nikt
        zdrowomyślący nie weźmie na serio wypowiedzi takich jak przytoczona przez
        braineatera. Nie widzę też za bardzo sensu i sposobu na zmianę stereotypu, bo
        ten ma to do siebie, że jest trwały. Wciąż jednak dziwi mnie, dlaczego tak
        bardzo się z tym stereotypem utożsamiamy. Co mnie obchodzi, co myśli o mnie
        przeciętny Europejczyk, albo Amerykanin? Albo co pisze o Polakach francuski
        dziennikarz? Gdyby Polsce groził zalew chętnych do pracy Chińczyków, albo
        Papuasów, na pewno jakiś dziennikarz szanującej się gazety strzeliłby
        odpowiednio ostraszający artykuł suto ozdobiony zdjęciami.
        Znam Polaków pracujących i robiących karierę zarówno w Europie, jak i w USA.
        Każdy z nich pracuje na swój własny wizerunek i stereotyp Polaka pijaka czy
        brudasa w ogóle nie ma to wpływu.
        :)
        • braineater Re: Polska z zewnątrz:) 30.05.05, 10:56
          Mnie stereotypy akurat bawią, bawi mnie granie tymi właśnie zastanymi
          wizerunkami, przebieranie się za kogoś kim nie jestem (chyba:). Tak więc jak
          nacinam się w zagramanicach na tego typu opinię, to w zależności od nastroju
          mojego i małżonki, mamy do perfekcji opanowany spektakl pt 'gupki z Polski'
          lub, jeśli te stereotypowe czytanie świata działa u spotkanej osoby na zasadzie
          autostartu, pierwszej opcji jaka mu się włacza przy spotkaniu z obcokrajowcami,
          to wtedy mozna podjąć sie misji 'nawracania' i udowodnienia, że cokolwiek się
          myli. Tyle, że w sumie, tak jak Kwarantanka, sensu tej misji nie widzę, tak jak
          i chyba nie widze sensu obnoszenia się z polskością itp. W końcu nie jest to
          etykietka którą wybrałem sobie świadomie (w odróżnieniu od etykietki Ślązaka)i
          nie za duży związek z nią czuję.

          A jak już ktoś jest wybitnie nieznośny, to wtedy skutkuje opcja 'mowimy, że
          jesteśmy z Islandii':) I tu okazuje się, że nikt na całym świecie, oprócz
          prawdopodobnie Skandynawów (tu może beata coś doda)nie wyrobił sobie stereotypu
          Islandczyka:) I jest jazda jak przy spotkaniu z całkiem obca cywilizacją, bo
          nie ma stereotypu od którego dałoby się wyjśc...Efekty bywają całkiem dziwne.

          A tak przy okazji - macie jakieś nacje z których przedstawicielami udaje wam
          sie dogadać w momencie, praktycznie w chwili poznania? (oczywiście uogólniając)
          Bo ja załapałem, że ze wszystkich obcychkrajowców, zawsze potrafiłem się
          dogadać ze Szkotami - czy to 50 letnim pijakiem spod dworca, czy z ludźmi w
          moim wieku, czy też z róznego rodzaju studentami i akademikami.
          Pozdrowienia:)

          P.S. A co do stronki podanej wyżej, koles rozczulił mnie dwoma akcjami -
          rządami Litwy w RP i etymologią słowa "Pole":)
          • beatanu Islandczycy 30.05.05, 12:50
            braineater napisał:
            >I tu okazuje się, że nikt na całym świecie, oprócz prawdopodobnie Skandynawów
            (tu może beata coś doda)nie wyrobił sobie stereotypu Islandczyka:)

            Dodam chętnie i o obrazie (a raczej obrazach) Polski w Szwecji też napiszę, ale
            dopiero późnym wieczorem albo jutro, bo teraz muszę pędzić do pracy.

            U nas ciągle pada i tylko 14 stopni. Kiedy zawieje tutaj ciepełkiem z drugiej
            strony Bałtyku? Nie możecie trochę podmuchać? Tak w półnonym kierunku? :-)))
            • beatanu Re: Islandczycy 31.05.05, 10:58
              braineater napisał:
              > >I tu okazuje się, że nikt na całym świecie, oprócz prawdopodobnie Skandyna
              > wów (tu może beata coś doda)nie wyrobił sobie stereotypu Islandczyka:)

              Przeprowadziłam wczoraj w pracy bardzo nienaukowe błyskawiczne badanie. Zadałam
              pytanie: Jakie skojarzenia przychodzą ci do głowy, gdy słyszys słowo Islandczyk.
              Cisza. A później jakieś nieśmiałe - no, oni są czyba jeszcze bardziej zamknięci
              w sobie, ostro piją ("ale to tylko kilku kolegów mojego meża" - dodała dla
              usprawiedliwienia koleżanka, ale tu i tak kłania się "Reykjavik 101"), Björk. I
              koniec. A później już tylko zachwyty nad egzotyczną przyrodą, końmi islandzkimi
              (mam szwedzką przyjaciółkę zakochaną w Islandii i Islandczykach przede
              wszystkim ze względu na możliwość wspaniałych wakacji w siodle na kucu
              islandzkim) gejzerami, poczuciem wolności itd itp. Od siebie dodam -
              przepięknie brzmiący acz niezrozumiały język. Taki "staronordycki", który nie
              poddał się obróbce czasu. Podobnym musieli mówić Wikingowie. Aż mi ciarki po
              plecach... Btw - strasznie chciałabym kiedyś pojechać na tę wyspę :)

              Mój mąż na podobne pytanie odpowiedział przytomnie - Może dlatego nie ma
              stereotypu Islandczyka, bo jest ich (tzn mieszkańców I.) tak strasznie mało...

              A o Polakach w Szwecji? Zależy kogo zapytasz, zależy w jakiej części tego
              długiego kraju. Na południu Polacy kojarzą się raczej średnio miło - sezonowi
              pracownicy rolni, ale też złodzieje samochodów. No i te nasze śmieszne
              samochodziki (to o fiacie 126p)załadowane dobrem wszelakim do granic
              możliwości - nawet jeżeli jeszcze słyszę takie opinie, to dotyczą już historii,
              przynajmniej jeżeli chodzi i o część motoryzacyjną. W miastach uniwersyteckich,
              głównie w Uppsali i Sztokholmie, mieszka spora część emigracji z 68 roku i lat
              późniejszych, przede wszystkim w środowisku akademickim - więc skojarzenia
              zupełnie innego typu. A na dalekiej północy - znów zbieracze jagód i innch
              darów natury. Budzący współczucie, bo praca ciężka, bo płaca marna a komary i
              muszki paskudne tną niemiłosiernie... To oczywiście uproszczenia i
              potwierdzenie stereotypów ;) Osobiście nigdy nie zetknęłam się z krzywdzącymi
              opiniami na temat Polaków a i media w Szwecji są bardzo wyważone, nie szastają
              głupawymi opiniami, chyba głównie dlatego, żeby nikogo nie urazić, bowiem
              Szwecja - stosunkowo otwarta dla uchodźców - jest krajem wielonarodowościowym
              (9 mnl mieszkańców, w tym ok 1 mln obcego pochodzenia)

              A mnie szalenie wzruszyła trójka studentów z południowej Polski przemierzająca
              na rowerach Szwecję.. Spotkaliśmy ich parę lat temu, gdy sami włóczyliśmy się
              po górach, byli już w drodze do Norwegii i ciut zmęczeni wyjątkowo paskudną
              pogodą. I pomyślałam sobie - doczekaliśmy NORMALNOśCI! Polscy studenci mogą
              najnormalniej w świecie rowerować po Europie (stwarzając przy okazji nowy obraz
              Polaka za granicą). Byń może młodszych forumowiczów to nie podnieca - ale takie
              wakacje były jakieś 20 lat temu marzeniem ściętej głowy...

              I tak melancholijnie ale pozytywnie pozdrawiam :)
          • nienietoperz Re: Polska z zewnątrz:) 30.05.05, 12:50
            List finski w istocie pierwszorzedny, ciekaw jestem przy okazji na ile na Litwie
            dominuje interpretacja historii RP Obojga Narodow
            a) martyrologiczna : `400 lat niewoli',
            b) chwalebna : `Litwa od morza do morza, Polak pod butem naszym tkwil'?

            Ogolnie stereotypy moga bawic, zloscic itd., nie powinny na pewno angazowac do
            jakiejkolwiek aktywnosci. Mamy w okolicy skadinad bardzo inteligentna znajoma
            Polke, ktora na kazda chocby niewina uwage ze strony czlonkow innych nacji
            reaguje wysypka + stwierdzeniem: 'Aaa, bo Wy myslicie, ze Polacy to brudasy,
            pijacy, osly i zlodzieje', po czym przystepuje do goraczkowego udowadniania
            adwersarzowi swojej wyzszosci intelektualnej, kulturowej, etc.. Chyba troche nie
            tedy droga, jesli droga ktoredykolwiek.

            Przy okazji Brochowi dziekuje z uklonami za klasyfikacje emigracji po latach
            90-ych wdziecznym okresleniem : `głównie brud, chamstwo, pijaństwo';
            ustosunkowujac sie osobiscie: to trzecie czasami, to pierwsze glownie po
            wyprawach rowerowych, to drugie mam nadzieje raczej nieregularnie.

            Wracajac do nacji innych, to musze Padre Kreatora zawiesc - ilekroc slysze, ze
            ktos jest z Islandii, nie moge pozbyc sie skojarzenia z Hlinurem, (a cross
            between a lesbian and a boozer) - kto widzial '101 Reykjavik' wie, ze
            skojarzenie jest choc stereotypowe, to dosc pozytywne.

            A zawsze i wszedzie mozna dogadac sie tylko i wylacznie z Irlandczykiem!

            Wasz,
            nntprz
    • beatanu Stereotypy o Finach i innych Polakach... 30.05.05, 12:35
      braineater napisał:
      > Zastanawiam się, co koleś usłyszał o Finlandi, że poszedł w aż tak ostry
      > patent:)

      Pewnie coś w tym stylu: "pijący-na-smutno-i-na-umór-naród-niekrzesanych-drwali-
      i-chłopów-którym-jeszcze-słoma-z-butów-wystaje-i-najnowszy-model-Nokii-nic-tu-
      nie-pomoże" albo inny stek bzdur...

      Takie narodowe stereotypy pomagają na pewno zorganizować świat i w pewnym
      sensie są niezbędne ale - jak nas historia uczy – mogą też przekształcić się w
      coś bardziej brzydkiego i tragicznego w skutkach...
      Pozrd :)

      • daria13 Re: Stereotypy o Finach i innych Polakach... 30.05.05, 14:23
        Jeśli chodzi o kontakty pierwsze i powierzchowne, to chyba ludy południowe
        należą do takich bardziej sympatycznych i miłych, tacy Włosi, czy Grecy -
        bardzo miłe ludziki:). Zupełnie niestety inaczej rzecz się ma gdy;
        a) musicie robić z nimi wspólne interesy (wiem, co mówię, bo określenie "udawać
        Greka" mieliśmy możliwość przetestować na własnej skórze i to żeby było weselej
        z Grekiem bossem i krewniakiem w jednym - koszmar, wierzcie)
        b) pracujecie w firmie, gdzie taki koleś jest szefem, i to nie właścicielem,
        ale prezesem - mamy najgorsze z możliwych doświadczeń z obecnym szefem
        małżonka - Turkiem. Facet jest znany w całym środowisku ze swojego, delikatnie
        ujmując, wybuchowego temperamentu, a pracownik jest najgorszym śmieciem.
        Ponieważ miałam już szefów różnych nacji, najcieplej wspominam Amerykanina,
        szefa i właściciela w jednym - taki układ jest zawsze zdrowszy, niż prezes,
        który odpowiada przed jeszcze większymi prezesami.
        Paskudnymi szefami są też ponoć Francuzi, bo znam sporo osób, które mają
        najgorsze doświadczenia. Czy to też są jedynie stereotypy, czy rzeczywiście
        nacja ma związek z szefowaniem?
        Pozdrawiam:)
    • broch Re: Polska z zewnątrz:) 30.05.05, 13:53
      Nie ma takich stereotypów o Niemcach, Stereotypy o Irlandczykach bardzo się
      zmieniły (na korzyść dla tej nacji).
      Stereotypy o Francuzach, czy Niemcach mają mniejsze znaczenie bo są to bogate
      kraje i myślenie ekonomiczne jest stawiane wyżej niż uczucia. Choć Francuzi
      ponieśli spore straty na rynku amerykańskiem po historii z Irakiem. Innymi słowy
      wizerunek danego kraju ma znaczenie.

      nienietoperzu, proszę bardzo, wyjechałem z Polski na początku lat 90' więc to
      również moja fala. Nie ma się co obrażać, taka jest rzeczywistość.

      "Co mnie obchodzi, co myśli o mnie przeciętny Europejczyk, albo Amerykanin? Albo
      co pisze o Polakach francuski dziennikarz?"
      Sorry, ale to dość głupie stwierdzenie. Choćby z punktu widzenia ekonomicznego.

      "Każdy z nich pracuje na swój własny wizerunek i stereotyp Polaka pijaka czy
      brudasa w ogóle nie ma to wpływu."

      Nie, na indywidualną karierę nie ma wpływu, ale jest niemiłe.
      Choć z drugiej stroy pamiętam narodowe oburzenie gdy padło stwierdzenie o tym że
      Polacy wypijają nienawiść do Żydów z mlekiem matki. W związku z czym, Twoje
      swierdzenie że nikogo to w Polsce nie obchodzi jest fałszywe. I choćby z punktu
      widzenia gospodarki bardzo krótkowzroczne.
      • quarantina Re: Polska z zewnątrz:) 30.05.05, 14:08
        Najpierw piszesz:
        > Stereotypy o Francuzach, czy Niemcach mają mniejsze znaczenie bo są to bogate
        > kraje i myślenie ekonomiczne jest stawiane wyżej niż uczucia.

        Potem piszesz:
        > wizerunek danego kraju ma znaczenie.

        Co w takim razie chcesz powiedzieć?

        > "Co mnie obchodzi, co myśli o mnie przeciętny Europejczyk, albo Amerykanin?
        Alb
        > o
        > co pisze o Polakach francuski dziennikarz?"
        > Sorry, ale to dość głupie stwierdzenie. Choćby z punktu widzenia
        ekonomicznego.

        W słowach cytowanych wcześniej stwierdziłeś, że streotyp nie ma wpływu na
        ekonomię, chyba, że tylko w przypadku bogatych krajów. Zaraz potem zaprzeczyłeś
        sam sobie, zresztą.

        > "Każdy z nich pracuje na swój własny wizerunek i stereotyp Polaka pijaka czy
        > brudasa w ogóle nie ma to wpływu."
        >
        > Nie, na indywidualną karierę nie ma wpływu, ale jest niemiłe.
        > Choć z drugiej stroy pamiętam narodowe oburzenie gdy padło stwierdzenie o tym
        ż
        > e
        > Polacy wypijają nienawiść do Żydów z mlekiem matki. W związku z czym, Twoje
        > swierdzenie że nikogo to w Polsce nie obchodzi jest fałszywe. I choćby z
        punktu
        > widzenia gospodarki bardzo krótkowzroczne.
        Nigdzie nie twierdzę, że nikogo nic nie obchodzi. Twierdzę, że mnie to nie
        obchodzi. To jest mój osobisty punkt widzenia i choćby nie wiem jak był głupi
        mam prawo go mieć.
        Jestem bardzo ciekawa związku gospodarki ze stereotypami. Takimi, o jakich
        mówimy w tym związku.
        Osobiście uważam, podkreślam, osobiście, nie widzę związku ekonomii ze
        stereotypami żadnymi. Ekonomia rządzi się niewidzialnymi prawami rynku. Jeśli
        ktoś będzie chciał inwestować w Polsce, zrobi to, na nic się nie oglądając.
        • broch Re: Polska z zewnątrz:) 30.05.05, 14:32
          Polska krajem bogatym nie jest, więc stereotypy maja wieksze znaczenie. Niemniej
          nawet kraje bogate moga takowymi zostac dotkniete. Więc nie ma zaprzeczenia w
          tym co napisałem.
          Związek gospodarki ze stereotypami: stereotypom Francuzi zawdzięczają wyrzucenie
          z rynku amerykanskiego za "tchorzostwo" (które wypimonano Francuzom
          "historycznie"), Potem ich premier Busha w dupę całował, oziebienie kontaktów
          gospodarczych miedzy Polska a Izraelem. Tego jest tak dużo iż wystarczy sięgąć
          do gazety poczytać.
          • quarantina Re: Polska z zewnątrz:) 30.05.05, 14:45
            Nieuważnie czytasz moje posty. Nie szkodzi. Będę się powtarzać. Pytałam o
            związek ekonomii ze stereotypami o jakich mówimy w tym wątku, a więc np. Polak -
            brudas, pijak itp. Jako argumenty przytaczasz mi zjawiska ekonomiczne, które są
            efektem gry politycznej. Jaki to ma związek ze stereotypem osobowym?
            • broch Re: Polska z zewnątrz:) 30.05.05, 17:39
              Nie widzsz zależności? Różnica się zaciera na zewnątrz. "Stereotyp osobowy"
              dotyczy całej nacji. Spróbój użyć podobnego "stereotypu osobowego" wobec
              Japończyków. Będzie to wyłącznie śmieszne. Na jakiej podstawie "obcy" wyrabiają
              sobie opinie o określonej nacji? Jeśli nie widzisz związku to nic nie poradzę.
              • quarantina do brocha 30.05.05, 22:03
                Na własny użytek sformułuję Twoją tezę. Twierdzisz, że obraz nacji u "obcych"
                kształtowany jest na podstawie stereotypów osobowych. Np. z tego, że Polak jest
                pijakiem i budasem wynika, że naród polski jest taki. Nie powiem Ci wprost, że
                jest to bzdura, ponieważ jest to nieeleganckie oraz nie stanowi argumentu w
                dyskusji.
                Obraz nacji, czy danego kraju, u "obcych", a co gorsza także u swoich, tworzą
                od kilkudziesięciu lat media. Przeciętny obcy nie wie nawet, gdzie dokładnie
                leży Polska. Wie natomiast, że Polacy to pijacy, bo przeczytał o tym w gazecie.
                Dalej nie widzę związku obrazu kraju wykreowanego na podstawie stereotypu z
                gospodarką. Polska jest miernotą gospodarczą bynajmniej nie dlatego, że
                Amerykanin myśli, że pijemy za dużo oraz, że się nie myjemy. To chyba jest
                oczywiste.
                • broch Re: do brocha 30.05.05, 22:47
                  Jakiś dziennikarzyna musi od czegoś zacząć. Zaczyna od tego czego się
                  "dowiedział". A dowiedział się że Polacy piją. Więc o tym napisze. Media nie
                  mają charakteru bezosobowego. Nie ma specjalnie znaczenia co uważszasz za bzdurę
                  a co nie. Po prostu porozmawiaj sobie z mistrzami tutejszej prasy i telewizji.
                  Jeśli dziennikarz uważa iż Polacy są pijakami to o tym napisze, businessmen z
                  North Carolina który w ramach pomocy biednym może by i zainwestował w Polsce,
                  zainwestuje w Czechach bo tam pijaków nie ma i nikt mu interesu nie rozkradnie.
                  Jest różnica między teorią uniwersytecką a realiami.

                  " Polska jest miernotą gospodarczą bynajmniej nie dlatego, że
                  > Amerykanin myśli, że pijemy za dużo oraz, że się nie myjemy. To chyba jest
                  > oczywiste."

                  W którym miejscu coś takiego sugerowałem? Polska jest miernotą gospodarczą
                  której może bogaty wujek z Ameryki by pomógł, gdyby widział w tym sens.

                  Cała reszta o przeciętnym Amerykaninie co nie wie gdzie Polska to bzdura (czyli
                  jak piszesz nieeleganckie stwierdzenie). Nie ma znaczenia czy Amerykanin wie
                  gdzie Polska leży czy nie wie. Ty myślisz że przeciętny Amerykanin wie gdzie
                  tsunami miało miejsce? Istotny jest wizerunek kraju i ludzi na świecie.
                  • quarantina Re: do brocha 30.05.05, 23:10
                    Tak wygląda, moim zdaniem, rzeczowy argument przeciwko inwestycji zagranicznej
                    w Polsce:

                    "Trwa wyścig o inwestycje producenta ciężarówek MAN-a. Sprawa dotyczy
                    ulokowania fabryki w Europie Wschodniej. W wyścigu tym udział biorą: Polska,
                    Węgry, Rumunia i Słowacja. W naszym kraju miejscem inwestycji miałyby być
                    Starachowice – ze względu na tradycje tego miasta w produkcji aut ciężarowych.
                    Starachowice mogą też pochwalić się istnieniem specjalnej strefy ekonomicznej,
                    która zapewnia przeróżne ułatwienia inwestycyjne. Niestety, na tym kończą się
                    zalety Starachowic. Do wad z pewnością można zaliczyć brak dróg łączących
                    Starachowice z innymi ważnymi miejscami ośrodkami przemysłowymi oraz brak
                    infrastruktury socjalnej, takiej jak np. szkoły obcojęzyczne dla dzieci
                    pracowników zza granicy. "
                    A jeśli chodzi o polskich pijaków i złodziei, to są oni chyba jedną z
                    najtańszych sił roboczych, póki co.
                    • broch Re: do brocha 31.05.05, 00:22
                      Nie zupełnie. Myślisz że w Chinach było zaplecze?
                      To są wybitnie "polskocentryczne" argumenty. Tzn wiara że zacofanie kraju hamuje
                      zachodnie inwestycje. Jeszcze jedno wygodne tłumaczenie. Pierwsza rzecz to
                      wiarygodność której pijaczek nie ma. Trzeżwy Węgier jest bardziej wiarygodny,
                      czyli nawet jeśli dzisiaj nie ma inftastruktury, to obiecana będzie jutro.
                      Pijaczek jeśli zbuduje to krzywo i trzeba będzie zaczynać od nowa. Tak
                      faktycznie brak inftastruktury nie jest niczym złym: pozwala na większe inwestycje.
                      • quarantina Re: do brocha 31.05.05, 07:25
                        Wiesz, może masz rację. Przekonują mnie Twoje argumenty. Być może lepiej znasz
                        problem.
    • dr.krisk Obrazek pierwszy. 30.05.05, 15:11
      Zaproszony kiedys zostalem na obiad do restauracji przez wloskiego profesora,
      wielkiego przyjaciela Polski i Polakow (wielokrotne wizyty w Polsce,
      podejmowanie polskich gosci we Wloszech, itd.). Siadamy, niezrecznie szczerzymy
      sie do siebie (wiecie jak jest przy takich okazjach). Po obstalowaniu pokarmu
      zaczynamy przelamywac lody. I tu ow zacny Wloch rozpoczyna mniej wiecej w takim
      stylu: "Tak, Polska to taki nieszczesliwy kraj, tak wiele wycierpiala w swej
      historii.." - i dalej w owym Polska_Chrystusem_Narodow guscie. Zrozumialem, ze
      to jest efekt karmienia go rozmaitymi historiami martyrologicznymi przez moich
      rodakow. I ze w jego rozumieniu, najbardziej Polaka ucieszy, jak sie go
      pozaluje ze krzywdy rozmaite, ze taki biedny, ze wiatr w oczy i krasnale
      szczaja do mleka.
      Oczywiscie ruszylem do przeciwnatarcia, udowadniajac ze jestesmy przecietnym
      krajem zamieszkanym przez przecietnych ludzi. Bardzo byl moj gospodarz tym
      zdziwiony, i na koniec stwierdzil, ze jestem pierwszym Polakiem, ktory takie
      dziwne rzeczy opowiada. Moze zle zrobilem?
      Ale wypilismy dwie butelki wina, i z nijakiego obiadu zrobila sie calkiem
      ciekawa dyskusja. Zwlaszcza ze on placil za to wino!
      KrisK
      • braineater Re: Obrazek pierwszy. 30.05.05, 15:38
        Obawiam się dottore, że ten krzyż chrystusowy bedzie jeszce przytłaczał moje
        prawnuki a Twoje praprawnuki, bo ta korba narodu wybranego, złachanego i
        zdeptanego jest chyba najostrzejszą skazą na polskiej swiadomości,a co za tym
        idzie, podobnie jak Izraelici nauczyliśmy się perfidnie na tej nucie grać i
        korzystać z niej ile wlezie. Tylko, że Żydzi w odróznieniu od nas mają także
        potencjał pozytywny i żaden to problem pochwalić w niezobowiązującej pogawędce
        jakiegoś Żydowskiego pisarza czy artystę o międzynarodowej rozpoznawalności. A
        u nas...Jeśli mamy geniuszy to hermetycznych - tu pewno Toperz może coś
        powiedzieć o polskich matematykach albo zupełnie oderwanych historycznie od
        polskości jako kategorii postrzegania świata - Chopin, Lem i paru innych, typu
        Polański. Więc pozostaje tylko ta żałobna nuta, to 'już walą w tarabany',
        czołgi szabelki, ułańska fantazja i sarmacka megalomania. Ze swojej strony mam
        nadzieję że ludzie w moim wieku i młodsi będą powoli ten stereotyp zmieniać, bo
        nas przynajmniej, na szczęscie omijają wielkie zrywy patriotyczne czy ruchy
        narodowowyzwoleńcze i nie za bardzo jest na czym zbudowac martyrologię
        roczników od 1975 wzwyż. Z tym, że grozi to jedną rzeczą, którą obserwuję u
        siebie w stopniu coraz większym, czyli kompletnym zobojętnieniem na 'polskośc'.
        I to nie takim przemyślanym, gombrowiczowskim zerwaniem tej maski, tylko po
        prostu kompletnym olaniem klimatu - ot, co mnie obchodzi, gdzie się urodziłem,
        skoro poza jezykiem tego miejsca władam jeszcze dwoma i swobodnie w nich się
        dogadam, skoro polskie dziedzictwo kulturowe jest mi dużo bardziej obojętne od
        brytofilskich fascynacji i skoro wiem, że jak wyjadę, to cięzko będzie mi
        znaleźć racjonalne i sentymentalne powody do powrotu. Więc to chyba może być
        groźne, ale na razie mnie cieszy...
        Pozdrowienia:)
        • nienietoperz Re: Obrazek pierwszy. (nieco off-topic) 30.05.05, 19:45
          Hermetycznymi toperz sluzyc moglby, ale nie widzi glebszego sensu wysylania
          nazwisk; co ciekawe w matematyce polskiej byly w XX wieku dwa etapy duzego rozwoju:
          a) po 1918, rozwoj sterowany `odgornie' - to znaczy byla idea mowiaca, ze nalezy
          w kraju rozwijac nauki scisle, nalezy odniesc sukces, itd.. Jako, ze pieniedzy
          bylo brak, pojawila sie koncepcja (zreszta w gronie matematycznym) postawienia
          na matematyke, i to mozliwie najbardziej abstrakcyjna i oderwana od zastosowan -
          tak zeby nie trzeba bylo funduszy na badania, i stosunkowo szybko mozna sie
          bylo czyms wykazac.

          b) w latach 60tych, rozwoj sterowany 'oddolnie' - to znaczy absolwent liceum
          przyzwoicie uzdolniony w dziedzinach scislych + ogolnie zdrowo myslacy stawal
          przed wyborem typu - studiowac ekonomie(socjalistyczna)? filozofie
          (marksistowsko-leninowska)? prawo (kulawe i bez przyszlosci)? czy moze
          matematyke, stosunkowo aideologiczna, i zapewniajaca perspektywy tak jak
          wszystko inne, czyli niewielkie? Duza gromada wybierala to ostatnie, tworzyla
          sie jaka taka konkurencja, motywacja do pracy, etc..


          Oba te okresy zaowocowaly spora iloscia sukcesow, i tym, ze kazdy student
          matematyki na swiecie cos o Polakach wie (a przynajmniej powinien).
          Teraz na studiach scislopodobnych pozostaly rzadkie jednostki skrzywione
          genetycznie, ktore bez kocykli zyc nie moga + spora grupa, ktorej nic nie
          interesuje, niewiele sie chce, ze wszystkich przedmiotow w szkole miala 4-, a z
          matematyki 4+, bo nauczyciel byl mily, tak wiec poszla na te studia, bo i na co.
          Odpadla cala dobra srednia, szukajaca szczescia w biznesie czy informatyce.

          Dlaczego to wszystko tylko nieco off-topic? Ano chyba dlatego, ze bez istotnych
          bodzcow badz odgornych, badz oddolnych trudno rozwinac cokolwiek, czy to zycie
          kulturalne, czy to naukowopodobne. Padre kreator + my tu ogolnie sobie pisac
          mozemy, a kolejne czasopismo literackie (patrz Ubik, podaje przyklad czysto
          przez nepotyzm) wlasnie upadlo i nosa z trumny nie wystawia.

          Wasz.
          NNTZ.

          P.S. A o zwiazku corki Nicolae Caucescu z tym, ze od lat 70-tych 2 na 3
          twierdzenia dotyczace algebr operatorowych byly udowodnione przez Rumunow, w
          nastepnym odcinku. Jesli bedzie wola spoleczna sluchac.
          • dr.krisk Stanowczo zadamy!!! 30.05.05, 19:51
            nienietoperz napisał:

            > Teraz na studiach scislopodobnych pozostaly rzadkie jednostki skrzywione
            Tyczy sie to rowniez studiow politechnicznych, niestety. Za cholere nie
            rozumiem, ze ludziska wola przez kilka lat pobierac jakies pseudonauki
            paramarketingowe, niz nauczyc sie czegos praktycznego i porzadnego.....



            >
            > P.S. A o zwiazku corki Nicolae Caucescu z tym, ze od lat 70-tych 2 na 3
            > twierdzenia dotyczace algebr operatorowych byly udowodnione przez Rumunow, w
            > nastepnym odcinku. Jesli bedzie wola spoleczna sluchac.
            >
            Wola spoleczna jest w postaci mojej skromnej osoby. Uprzejmie prosze.
            KrisK
            • nienietoperz Re: Stanowczo zadamy!!! 30.05.05, 20:16
              Drogi dottore wybaczy,
              ale historia bukaresztanska dopiero jutro.
            • nienietoperz Signorina Causescu a rozwoj nauki/kultury, etc. 31.05.05, 11:44
              Historia zaczela sie zdaje w okolicach poznych lat 60ych (tu mi rumunscy znajomi
              nie byli pewni); w kazdym razie do instytutu matematycznego w Bukareszcie
              trafila jakims sposobem mloda corka Nicolae. Talentu wielkiego nie miala, ale
              specjalnie glupia tez nie byla - w kazdym razie dopadla ja dosc niespodziewanie
              fascynacja tematem wymienionym w poprzednim poscie, tj. algebrami operatorowymi
              (AO). W zwiazku z tym grupa pracujaca nad tym tematem niespodziewanie dla samej
              siebie (to juz lata 70-te) okazala sie najlepiej finansowanym i dopieszczonym
              zespolem naukowym w Rumunii. Jak pisalem wczesniej matematyka nie wymaga
              wielkich funduszy - niemniej jednak pieniadze (i pozwolenia) na wyjazdy
              zagraniczne, mozliwosc organizowania corocznej miedzynarodowej konferencji w
              Timisoarze + wydawanie bardzo dobrego czasopisma (w ktorego redakcji zasiadala
              rzecz jasna corka Slonca Karpat) spowodowaly prawdziwy boom w dziedzinie AO.
              GRupa sie rozrosla, dochodzili mlodzi zdolni, czesto sciagani bezposrednio ze
              szkolnych olimpiad (wszystko pokojowo, prosze sobie nie wyobrazac nocnego
              wykradania z domu). Sprawa brzydko zgrzytnela w polowie lat 80tych, kiedy
              czolowy matematyk wlasnie z tego nowego pokolenia (nazwijmy go Dan) po
              finansowanym przez komunistyczna ojczyzne pobycie w USA postanowil go
              bezterminowo przedluzyc. Tato Nicolae bardzo sie zdenerwowal, i juz nic podobno
              nie bylo jak przedtem (Dan skadinad rozwinal oprocz wielkiego talentu dosc
              uzasadniona manie przesladowcza - podobno jeszcze dobrze w latach 90tych
              odmawial spotykania sie z jakimikolwiek rodakami). Wkrotce narod sie zdenerwowal
              i tato Nicolae juz nie byl taki jak przedtem.
              Instytut pozostal, choc oczywiscie finansowanie w olbrzymiej czesci
              zniknelo. W efekcie gdziekolwiek w Stanach uprawia sie AO, tam bedzie Popescu,
              Popa, Pimsner, Boca, Constantinescu czy inny Voiculescu. W Bukareszcie zostal
              senior grupy, prof.Stratilla, ktory wciaz uczy magistrantow i wysyla ich na
              doktoraty w swiat. Konferencja w Timisoarze wciaz sie odbywa, finansowana zdaje
              sie glownie przez Francuzow, czasopismo `Journal of Operator Theory', mimo
              zrozumialego balaganu organizacyjnego wciaz ma wysoki prestiz (musze tak pisac,
              bo publikuja mnie w najnowszym wydaniu :-)) Glowna bohaterka podobno
              nadaljeszcze pojawia sie od czasu do czasu w instytucie, ale raczej bez
              zapowiedzi i bez rozglosu.
              I to chyba na tyle, dottorze.
              Wasz,
              nntpz

              • dr.krisk Uprzejmie dziekuje! 02.06.05, 15:29
                Za objasnienie tematu - historia to ciekawa. Wynika z tego, ze aby rozwinac
                jakas dziedzine nauki, nalezy caly narod wziac na morde, zamknac zelaznym
                kordonem, i w kordonie owym uczynic maluska dziurke...
                Bez sensu, bo wymyslilem na poczekaniu.
                Pozdrowienia - KrisK
                • braineater Re: Uprzejmie dziekuje! 02.06.05, 15:33
                  Może przyszły prezydent będzie miał jakieś dziecko, co na literaturoznawstwo
                  pójdzie. Na Śląskim Uniwersytecie...:)
                  Możebym i wtedy jakiego granta dostał:)
                  A historyja rzeczywiście przednia
                  Pozdrowienia:)
                  • dr.krisk To nie jest dobry pomysl... 03.06.05, 01:56
                    braineater napisał:

                    > Może przyszły prezydent będzie miał jakieś dziecko, co na literaturoznawstwo
                    > pójdzie. Na Śląskim Uniwersytecie...:)
                    > Możebym i wtedy jakiego granta dostał:)
                    Przychodzi takie Dziecko do Instytutu i zapodaje: od dzisiaj - Lysiak i
                    Grochola! I juz widze naszego braineatera jak studiuje "Salon" mruczac rozmaite
                    slowa pod nosem, ale nic nie gada glosna bo jutro w Katedrze sprawdzian ma!
                    I w kazda srode jest zebranie Katedry, i kazdy ma sklanke do hierbaty, i
                    zrzutka na czajnik elektryczny, a w Dzien Kobiet kupujemy kwiatki.
                    I zeby mi nie bylo picia wodki po pokojach!! No!!!
                    ......
                    Koszmar. Przemysl to jeszcze.
                    • braineater Re: To nie jest dobry pomysl... 03.06.05, 08:31
                      No fakt - jak tak se przemyślałem tych ewentualnych prezydentów, to Łysiak
                      byłby na pewno:) A kubek własny w zakładzie mam i tak - nie wiem zresztą po co
                      bom sie przestawił na ciecz kawopodobną from automat:)
                      Pozdrowienia:)
              • staua Re: Signorina Causescu a rozwoj nauki/kultury, et 02.06.05, 16:19
                To prawda - to samo bylo z chemia (zona Ceausescu byla profesorem, kucharka z wyksztalcenia),
                Rumuni sa w chemii naprawde niezli. Zabawne. Ceausescu jednak byl dziwny, jak na dyktatora...
          • braineater Re: Obrazek pierwszy. (nieco off-topic) 30.05.05, 20:18
            Plota z offu - własniem sie poniekąd zaangażował w reaktywacje Ubika jako bytu
            wirtualnego:)
            Pozdrowienia:)
            P.S. ignotum per ignotus - co to są te kocykle? (max dwuzdaniowa odpowiedź,
            please:)
            • nienietoperz Ad plota z offu + ad kocykle (mocno off-topic) 31.05.05, 12:00
              Kocykle (przynajmniej te, ktore zapewniaja mi butelke szampana powszedniego, i
              czasem tez chleb) to twor abstrakcyjny opisujacy zjawisko nastepujace (bedzie
              wiecej niz dwa zdania, mozna nie czytac, po drugim myslniku bedzie wyjasnienie
              krotsze):

              - ojciec zalozyciel pisze od polnocy do polnocy przez 24 godziny posty -
              oznaczmy to PP(24). Posty pisze on tez od polnocy do poludnia (PP(12)), i od
              poludnia do polnocy (tez PP(12)). Pomijajac inne zajecia uznalismy w powyzszych
              oznaczeniach, ze pisanie postow rano nie rozni sie tak bardzo od postow po
              poludniu (wiem, ze upraszczam, inaczej mielibysmy 'time-dependent cocycles')
              W zwiazku z tym PP(24) = PP(12).... przesun zegarek o 12 godzin.... PP(12).
              Ogolniej PP(s+t) = PP(s).... przesun zegarek o s godzin.... PP(t)
              dla dowolnych s i t dodatnich. I taki stwor to jest wlasnie kocykl - ciagle niby
              taki sam, ale zegarek przesuwamy, i z malych kroczkow budujemy duze.

              - kocykle (tak jak kronopie) to twor abstrakcyjny pomocny przy opisie procesu
              tworczego braineatera i darii (tylko Wasza dwojka spelnia wymagania odpowiedniej
              regularnosci)

              Wasz nntpz

              P.S. Do braineatera - a antologie ubikowa tez Wasc wydajesz, albo cos o jej
              nieszczesnym losie wiesz?
              • braineater Re: Ad plota z offu + ad kocykle (mocno off-topic 31.05.05, 12:10
                Ok - kocykle zrozumiałem na tyle przynajmniej by znaczenie wyrazu poznać, a
                jakby się to zwało cyklami zbieznymi lubo współcyklami, to może bym i sam
                meaning z nazwy wykoncypował:)

                A co do ploty zza kulis dogadałem się z eSeSem na teksty cykliczne do
                virtualnego Ubika oraz na tłumaczenie jednego krótkiego opowiadanka do
                antologii w ramach acte gratuit:)
                A gdybym miał luźne 20-30 tys PLN to z dziką ochotą bym je wpakował w wydanie
                antologii Ubikowej tudzież w reanimację periodyku na papierze, bo chłopaki
                przez te parę miesięcy kawałek fajnej roboty odwalili i byli na doskonałej
                drodze, żeby wyrwać polską fantastycznośc z NF-owskiego i SF-owskiego marazmu.
                A tak znów został zdychający w mękach dinozaur o zabarwieniu megalomańskim i
                kółko młodych onanistów i ich światły wydawca...:(
                No, dobra jeszce można się ratować Esensją:)
                Pozdrowienia:)
        • quarantina do braineatera 30.05.05, 22:21
          Bliski jest mi Twój pogląd na tzw. polskość. Podobnie, nie odczuwam związku z
          krajem, kulturą, językiem. Brzmi to okropnie, ale taka jest prawda. Nie
          odczuwam nawet związku z miejscem zamieszkania, ani urodzenia. Żadnego poczucia
          korzeni. I wiesz, coraz bardziej przekonuję się, że nie jest to dla mnie dobre.
          Dochodzę do takiego wniosku teraz, kiedy mam dzieci. Tradycja ma sens właśnie
          taki: wychowanie. Dziecko potrzebuje porządku w życiu, pewnego stałego rytmu,
          poczucia ciągłości i stałości, które nie bierze się znikąd. Rytuały (tak to
          nazwę) rodzinne np., są głęboko zakorzenione w kulturze kraju. Pielęgnowanie
          ich pomaga w zachowaniu tożsamości osobistej. Teraz dopiero to widzę. Rozumiem
          też, że poczucie polskości, nie jest dane a priori. Tego trzeba się nauczyć.
          Tak myślę, ale to nic nie znaczy.
          -
          -wywalą mnie stąd, w końcu mnie wywalą-
          • braineater Re: do braineatera 30.05.05, 22:40
            To fajnie:)
            Tyle, że akurat jedyna rzecz z jaką czuje związek to własnie język, bo mam
            swiadomość, że żadnym innym, chocby nie wiem jak długo uczonym i uzywanym, na
            pewno nie będe władał tak, jak tym. Natomiast tradycja, kultura itd jest dla
            mnie tylko kolejnym towarem, który sobie wybieram - odpowiada mi bardziej noc
            Kupały - rezygnuje z Walentynek, pasuje mi pierwszolistopadowy klimat - raczej
            nie zabawie sie w Hallowen. Ale to sa przypadki nieliczne, bo jednak kulturowo
            wolę korzystac z szerszej oferty. i dlatego bardzo mi się podbał numer stauy,
            która tu pisała o robieniu prawosławnej wielkiejnocy, mimo, że nie ma z tą
            religia nic wspólnego.
            Natomiast dzieci, jeslibym miał je juz miec (a opór jest gigantyczny po obu
            stronach:), chociażby ze względu na zonę, tez musiałbym wychowywać w multikulti
            i jak klasyczny rodzic sadysta, od dni najwcześniejszych goniłbym je do nauki
            jezyków - by oprócz mojego i żony (ukraiński), poznało przynajmniej oba
            podstawowe międzynarodowe, czyli angielski i hiszpański. No i chyba starałbym
            się je wozic wszędzie gdzie się da, pokazywac całe zróżnicowanie świata a nie
            tylko wmawiac, że Kraków i Tatry uber alles. Ale to takie sa nie poparte żadnym
            doświadczeniem projekty i pewno nic by z tego nie wyszło.
            Pozdrowienia::)
            • quarantina Re: do braineatera 30.05.05, 22:53
              Mnie też podoba się mieszanka postmodernistyczna. Zewsząd wybieram sobie to, co
              mi się podoba, oraz pasuje do mojego wystroju wnętrza. Tylko, że można czasami
              zagubić głębię pewnych zjawisk. Moim ulubionym przykładem jest joga traktowana
              już prawie jak aerobik, czy chociażby Twój przykład prawosławnej wielkiejnocy.
              To jest znak naszych czasów: postmodernistyczny pluralizm. Nie oceniam tego
              zjawiska, stwierdzam tylko fakt.
            • beatanu do braineatera i quarantiny 31.05.05, 10:19
              Planowałam pisać o Islandczykach i innych rzeczach a tu po drodze takie ciekawe
              dyskusje!!!
              Miałam (mam?) podobne przemyślenia i rozterki. Z Polską jestem związana
              bardziej niż mi się wydawało (na emigracji to widać o wiele wyraźniej) ale też
              niesamowicie wybiórczo. Bo Polką czuję się przede wszystkim dzięki związkowi z
              językiem i pochodnymi, (literatura, film, muzyka) i z rodzinnym miastem z
              przyjaciółmi, bo już niekoniecznie rodziną... A cała ta otoczka
              martyrologiczna, ta niemożność wyjścia z dołu pt. historia, te zapędy do
              udowodnienia, że religia katolicka najlepszą ze wszystkich jest... to szalenie
              mi obce. I strasznie się cieszę, że rośnie nowe pokolenie, której to
              dziedzicwto martyrologicznie nie ciąży. Tak trzymać braineater i quarantina!
              Chodzi tylko (i aż tyko!) o znaleziene tego złotego środka, o zachowanie
              korzeni w strawnych ilościach przy jednoczesnym otwarciu na kultury odmienne.

              Wiem, za chwilę ktoś mi zarzuci, że nie da się oddzielić jednego od drugiego
              (zn np. języka od tradycji narodowo-wyzwoleńczej) że przyznając się do
              polskiego powinowactwa jestem zmuszona dźwigać cały bagaż kulturą i tradycją
              zwany. I w pewnym sensie jakoś to robię, ale czasami muszę się w Szwecji
              zastrzegać, że od typowej Polki (czyli tej stereotypowej, jak ją widzą np
              Skandynawowie) róźni mnie prawie wszystko, począwszy od tego, że mój kontakt z
              kościołem katolickim zakończył się w niemowlęctwie, kiedy mnie ochrzczono, a
              skończywszy na tym, że mogę z dumą i szacunkiem do siebie powiedzieć (o sobie),
              że jestem feministką.

              do braineatera:
              Wychowywanie dzieci w dwóch kulturach to wspaniałe doświadczenie i wyzwanie!
              Plany masz fajne (tylko please, nic na siłę - to z własnego doświadczenia :),
              życzę ich spełnienia, no ale najpierw samych dzieci. Gdy opór gigantyczny po
              obu stronach się zmniejszy :-)))

              B
    • dr.krisk Obrazek drugi. 30.05.05, 17:18
      Gdzies tam w Europie wsiadlem do autobusu co to rodakow nazad do Ojczyzny
      wiozl. Byli to wszystko robotnicy sezonowi wracajacy do domu z kasa, zakupami i
      chwala swiatowca. Wiadomo - z tylu pojazdu odbywala sie konsumcja wyskokowa
      oraz smichy-chichy damsko-meskie. Z przodu ci co bardziej stateczni zasiedli (w
      tym ja oczywiscie, Zdanka miala racje co do mojej tatusiowej statecznosci),
      woznica maszyne uruchomil - jedziemy.
      No i sie zaczelo. Opowiesci bezlitosne o glupocie narodow innych niz my, a
      Niemcy jacy glupi, a Wlosi to jeszcze glupsiejsi!!! A zarcie jakie niedobre!!
      Ta mocarela, te fetucine, tetam. Tak sobie tego sluchalem, rozumiejac ze to
      swego rodzaju oczyszczenie po ciezkiej pracy najemnej u obcych, po
      upokorzeniach wynikajacych z nieznajomosci jezyka, braku pieniedzy i tak dalej.
      Ale gdym sobie to juz wytlumaczyl i spokojony umoscil w fotelu, przypomnialem
      sobie rozmowe z pewnym panem doktorem nauk, com ja za granica odbyl - moze
      slownictwo inne, ale mysl ta sama....
      To tak ad rem.
      KrisK
      • broch Re: Obrazek drugi. 30.05.05, 17:57
        Wszystkie ludy cierpią na niechęć do obcych. Mniej lub bardziej. Pierwszym
        odruchem Polaków w Stanach jest często niechęć do Ameryki: szkoły o niższym
        poziomie kształcenia, Amerykanie nie mają pojęcia gdzie Polska leży itd itp. W
        takim razie czemu nie wraca? Poza tym większość z tych zarzutów to są bajki.
        Podobnie reagują Niemcy w Stanach i Amerykanie w Niemczech. Gdzieś u podstaw
        takiego zachowania leżą kompleksy zaściankowości, braku dłuższej historii itp. W
        Polsce znajdzie się całe mnóstwo pajaców którzy jak autor strony podanej przez
        braineatera zioną nienawiścią do określonej nacji. Ci sami ludzie, Polacy,
        którzy uważaja Rosje za kraj biedny, źle mówią o Ukraińcach, pogardzają
        Białorusinami, wykonywali najgorsze prace w Zachodnim Berlinie, Niemcy, Ameryka
        to były kraje miodem i mlekiem płynące gdzie dulary na ziemi leżały. Dzisiaj
        może już tak się o Zachodzie nie myśli, ale zawsze czujemy się lepiej wytykając
        np Litwinom ich biedę. Stąd też moje zdziwienie pierwszym postem: dlaczego
        obrusza nas zła, niczym nie uzasadniona opinia o Polakach jeśli my również mamy
        "opinie" (niesprawiedliwe) o innych?
        • dr.krisk No tak, ale... 30.05.05, 18:20
          broch napisał:

          > Wszystkie ludy cierpią na niechęć do obcych. Mniej lub bardziej.
          .. czasem bardzo "mniej lub bardziej". Znasz lepiej Stany i Amerykanow ode
          mnie, to skorzystam i spytam: czy Amerykanie nie sa stosunkowo bardziej
          tolerancyjni wobec innych ras i kultur niz inne nacje? Pamietam kilka dni po
          zamachu 11 wrzesnia - robilem zakupy w Walmarcie (taki supermarket dla bidokow
          i przybyszow z Polski:), i zobaczylem kilka kobiet w tradycyjnych arabskich
          strojach. Specjalnie obserwowalem reakcje ludzi - zero, moze ktos cos tam
          pomyslal, ale nikt nie dal po sobie znac. W calych Stanach, o ile sobie
          przypominam, bylo kilka przypadkow agresji wobec obcych (w tym jakis kretyn
          postrzelil Sikha....). Ale nie znam wielu Amerykanow, i moje obserwacje sa "z
          zewnatrz". Ciekawi mnie twoja opinia.
          KrisK
          P.S. Na temat stereotypu Amerykanina, popularnego w Polsce, moglbym dlugo i
          wsciekle. Bo nic mnie tak nie denerwuje jak kategoryczne
          stwierdzenie "Amerykanie sa powierzchowni!", wygloszone przez mlodziana po
          tygodniowym pobycie w Stanach.......
        • braineater sprostowanko dla brocha 30.05.05, 18:40
          ja bynajmniej nie jestem obruszony treściami na tej stronie zawartymi - mnie
          one bawią:)
          Pozdrowienia:)
          • broch Do panow (nie jestem mizogynem) 30.05.05, 19:37
            braineater, coś Cię tam musiało ruszyć bo byś o tym nie pisał. Przecież nie o
            każdej śmiesznostce piszesz?

            Fakt, Amerykanie są tolerancyjni wynika oczywiście z wielonarodowości. Po 11
            września z uniwersytetu wydalono tylko tych którzy zaczęli tańczyć z radości że
            doszło do zamachu (w dalszym ciągu mieszkańcy wielu krajów Azji mniejszej
            uważają że dobrze się stało. Jeśli tak nienawidzą Ameryki, to co tutaj robią?).

            Generalnie z tą tolerancją to dość skomplikowana sprawa.
    • staua Re: Polska z zewnątrz:) 31.05.05, 01:09
      Szkoda.
      Jeden z moim najlepszych przyjaciol ( i swiadek na moim slubie) to Fin, bardzo
      dzieki jego rodzinie lubie te nacje i uwazam za wspaniala (jego ojciec i wujek
      to bardzo znane postaci w swiecie biologii). On chyba tez lubi Polske (w kazdym
      razie, ostatnio mi pisal, ze potwierdzilo sie jego przekonanie o tym, ze
      polskie dziewczyny takie piekne :-)). Kazdy ma swoj stereotyp.
      Mnie osobiscie stereotyp Polaka za granica boli troche, bo nie lubie
      przykladania do wszystkich tej sameej miarki, staram sie tego nie robic w
      odniesieniu do innych nacji, choc czasem trudno...
    • dr.krisk Obrazek trzeci - i ostatni. 31.05.05, 17:06
      Mialem kiedys w zespole studenta z Indii. Sympatyczny, pracowity, po angielsku
      mowil ze trzy razy lepiej ode mnie. I tak sobie kiedys gadamy pomiedzy jednym
      uruchomieniem programu a drugim o roznych roznosciach, swiatach dalekich,
      ludziach roznych, ze jedni to tacy a drudzy to znowu inni... Normalnie.
      Pytam go wreszcie, czy jest jakas nacja ktorej nie lubi za bardzo, albo ma
      jakowes zastrzezenia do. Tu moj poczciwy Hindus spowaznial, oczy wytrzeszczyl i
      mowi: "Doktor KrisK! Ludzie ze stanu Gudzarat!!! Niedobrzy! Nieuczciwi!
      Mezczyzni to bandyci a kobiety zlodziejki! Brudasy!". Az sie biedak zapocil
      prawie na wyobrazenie owych "ludzi ze stanu Gudzarat".
      A ja zylem tyle lat w slodkiej nieswiadomosci.....
      Teraz juz wiem, kim sa "ludzie ze stanu Gudzarat".
      KrisK
      • daria13 Re: Litwini 01.06.05, 13:02
        Jak to dobrze, że już wszyscy wiemy, z jakiego stanu ludzi się wystrzegać!
        Czy ktoś z Was miał kiedyś do czynienia z Litwinami? Ja po trzech dniach pobytu
        12-letniej Litwinki i po koncercie i kolacji z grupką dzieci tamtejszych wraz z
        ich opiekunką, jestem pod ogromnym wrażeniem! Wiem, że to jest może mało
        miarodajne, bo jednak dzieci to ogólnie inna para kaloszy, a i okazja do
        poznania może krótka i nieco powierzchowna, ale wierzcie mi, te dzieci nas
        wszystkich zawojowały. Skromne, miłe, serdeczne mimo onieśmielenia. Kiedy dziś
        musiałam się żegnać z naszą Irmą, niewiele brakowało a bym płakała. Może jest
        jednak w tych nacjach słowiańskich jakaś taka serdeczność, mimo wszystich
        różnic i animozji. A już na pewno te najmłodsze pokolenia są wolne od uprzedzeń
        i otwarte na innych.
        Co do koncertu, bo nie pamiętam, czy Wam mówiłam, że dzieci należą do
        tamtejszego chóru, a właściwie do zespołu ludowego, to muszę stwierdzć, że tak
        jak nigdy nie byłam fanką folku, tak od wczoraj mam mocne postanowienie
        nadrobienia zaległości i zacznę chyba właśnie od muzyki z tamtego regionu.
        Dzieci śpiewały (i to jak śpiewały!), tańczyły i grały na instumentach, których
        nazw niestety nie jestem w stanie zapamiętać. TO było naprawdę piękne. Jeśli
        nasi czołowi miłośnicy folku znają jakieś namiary na muzykę z Litwy, to się
        polecam:).
        Nasze dzieci jadą do nich we wrześniu i jestem ciekawa, czy będą się mogły
        pokazać od równie dobrej strony. Chwilami mam wątpliwości, bo jednak nasza
        młodzież jest inna, bardziej chyba przebojowa, ale też bardziej czasami,
        przepraszam za wyrażenie, rozwydrzona. A może się mylę?
        • daria13 Re: Litwini 02.06.05, 10:01
          Halo!!! Czy to możliwe, żeby nikt z Was nie miał nigdy kontaktów z Litwinami, a
          choćby przemyśleń na ich temat, czy Wam umkło?
          A drogi dottore lub ojciec-załozyciel nie znają muzyki z tamtych rejonów? A
          szkoda, bo bardzo na Was liczyłam. Ja niestety nie jestem wprawiona w takich
          poszukiwaniach:(
          Ponownie więc się polecam i pozdrawiam:)
          • daria13 Re: Polscy pogranicznicy 02.06.05, 12:31
            Oto doskonały przykład na to, jak sobie zapracowywujemy na opinię o nas:
            wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2741885.html
            Zgroza:(((((
            Pozdrawiam
            • braineater Re: Polscy pogranicznicy 02.06.05, 13:32
              Z jednej strony i owszem zgroza, ale z drugiej, jak czytałem ten artykuł,
              momentalnie przypomniało mi się, jak zachowują się celnicy austryjaccy i
              rumuńscy, gdy trafiają na przybyszy z Polski.

              Scenka pierwsza - jedziemy z znajomymi do Italli, trzeba nam jechac przez
              Austrię. W aucie pięć osób - 4 dorosłe i jedno dziecko lat 4, czas jeszce
              przedUnijny -97 rok, więc naklepka PL na karoserii. Dojechaliśmy do granicy i
              się zaczęło - dokąd, po co, na jak długo. Tłumaczymy, że przez Austrię
              tranzytem i wcale nie zamierzamy się tam dłużej zatrzymywać niż to konieczne,
              by zrobic jakis popas przy stacji beznynowej. Ok - na tych czułych indagacjach
              mijaja dwie godzinki. Po czym panowie celnikowie wpadają na pomysł, że przecież
              4 osoby i dziecko, to doskonały kamuflaż dla szajki przemytniczej i nalezałoby
              sprawdzić, czy przypadkiem nie wieziemy jakiś cennych dzieł sztuki, ze 20
              kałasznikowów i tony koki przemyślnie ukrytej w schowku na rękawiczki. I się
              zaczyna - oni mędzą, wybebeszają bagaże, z sympatycznym psiuniem wprost z filmu
              o faszystowskich oprawcach krązą i doskonale się bawią. Dziecko wrzeszczy, my
              się wk..wiamy juz totalnie a panowie w mundurkach zabawę mają nader przednią.
              No i nie minęły kolejne 3 godzinki i naraz odkryli, że koniec zmiany mają i w
              sumie pobawili się to moga iśc do domu...Na dowidzenia dostaliśmy jeszce
              pszyjacielskom poradę, żeby za granicę wybierac sie umytym samochodem (szkoda,
              że nie podali marki rocznika) i życzenia miłych wakacj...

              Scenka druga - tym razem Rumunia, tranzyt do Grecji, autokar. Zdziwienie
              pierwsze - kierowcy na godzine przed granicą zaczynają podgrzewać gołabki w
              puszce...Na pytanie, czemu, pada odpowiedź, że celników trzeba nakarmić, to
              wtedy odprawa szybciej pójdzie. Tuz przed granicą sytuacja, którą znałem
              wcześniej tylko z wyjazdów na wschód - czyli Rosja i Ukraina - "zżuta na
              celnika" -po 10$ od łba. No ok, co kraj to obyczaj, mysle, i płacimy. Wreszcie
              granica. Po obu stronach zasieki z drutu kolczastego, z zasiekami gdzie nie
              spojrzeć szczere pole aż po horyzont. Przy autokarze z 10 kolesi pod bronią w
              pełnym umundurowaniu. Chwila zastanowienia - i już wiem gdzie jestem -
              przecież, to po prostu Zona z "Pikniku" Strugackich - tylko patrzeć ataku,
              jakiś popromiennych mutantów. Zakaz opuszczania autobusu, pod jakimkolwiek
              pozorem. Oczywiście, klasycznie, olaliśmy zakaza, po po dwóch godzinach
              siedzenia w wyłaczonym pojeździe - zero klimy, zero cienia, a na zewnątrz +30,
              no i palic się chce straszliwie. 30 sekund po opuszczeniu pojazdu już bylismy
              otoczeni przez grupkę 4 wrzeszczących panów, ktorzy dośc jednoznacznie mimiką i
              gestem sugerowali, że pomysł był co najmniej z gatunku nieroztropnych i ża
              konsekwencje mogą być przykre - tu pieszczotliwe poklepanie kabur. No więc
              lekko zdębiałem, spokojnie próbując po rosyjsku i angielsku wytłumaczyć, że
              skończymy tylko palić tego peta i możemy przez następne dwie godziny się nie
              ruszać. Reakcja była taka jak na jakiejkolwiek ulicy w Polsce, czyli "po
              jakiemu ty do mnie gadasz???" Ok. Odpuściłem, wróciliśmy do srodka. I nie
              minęła godzinka a panowie juz gołębiem nasyceni, już zwitkiem banknotów
              ukontentowani, dawaj wywalać bagaże z luku bagażowego. I po kolei - bagaż,
              prosimy własciciela na zewnątrz, tam domagamy się, by go rozpakować i
              sprawdzamy czy jakiś tajemniczy przemyt się przypadkiem nie odbywa. 40 osób w
              autobusie.
              4 godziny później odjechaliśmy a celnicy radośnie zaczęli odprawiać kolejny
              polski autokar, tym razem już ucieszeni jakimś 10 flaszkami trofiejnej wodki
              made in Poland, ustawionej w rządku na poboczu i radośnie skrzącej się w
              promieniach zachodzącego słońca.

              Tak więc, w pełni chyba rozumiem co przezyły te dzieciaki. Wspólna Europa
              szacunku i tolerancji.Akurat...

              Pozdrowienia:)
              • broch Re: Polscy pogranicznicy 02.06.05, 14:12
                braineaterze, może to kwestia wieku, ale do Austrii tranzytem to się na handel
                do Wiednia na Platz (nazwy już nie pamiętam) jeździło. I do Rumunii też (i do
                Rosji, Bułgarii, byłej Jugosławii, Afganistanu, Iranu, Indii, Turcji
                (oczywiście), Węgier). Do Niemiec głównie do pracy na czarno konkurując z
                Turkami i Jugosłowianami, Tyle że Oni tam byli pierwsi.
                Polacy bardzo ciężko zapracowali sobie na opinię.
                Jeśli na tysiąc osób pojawi się jeden pijaczek, to ten pijaczek "załatwia" opinię.

                daria13, a ile można na ten sam temat? Jeśli ptrzeba to można również napisać o
                porównaniu do:
                Białorusinów, Ukraińców, Rosjan, mieszkańców Estonii, Słowacji, Czech, Niemiec.
                Możemy też wspomnieć inne nacje z którymi Polska nie ma granic.
                W dziedzinie dzieci tematu nikt nie podjął, choć próbowałaś parę razy. Może by
                więc odpuścić? Osobiście jestem znudzony tematami matczynym mlekiem płynącymi.
                Oczywiście jestem mało czuły facet (ale moja żona też tego nie znosi). Mamy
                znajomą ktora o swoim synku potrafi non stop, tzn nawet przy dyskusjach o fizyce
                kwanowej, Nabokovie, Pizarro, muzyce Berga lub kompilacji jądra zawsze wtrąci
                coś o dzieciach no i swoim synku. W takich momentach krew mnie zalewa.
                • braineater Re: Polscy pogranicznicy 02.06.05, 14:23
                  A to że na takie traktowanie nas, poprzednie roczniki naszych rodaków
                  zapracowały w pocie czoła, to akurat rozumiem, tyle, że nadal mnie to wnerwia.
                  A najsmieszniejsze jest to, że jak raz jeden jedyny jechałem za granicę
                  pracować na czarno, to nikt absolutnie sie nie przyczepił:)
                  Pozdrowienia:)
                  • broch Re: Polscy pogranicznicy 02.06.05, 15:17
                    Od momentu ukończenia 18-lat sporo jeździłem po Europie autostopem, do
                    ciekawszych historii należy przekraczanie granicy NRD-RFN w nocy na piechotę. O
                    ile się nie mylę było to w okolicy Wartburga.
                    Ostatni autostop jaki złapałem po stronie RFN to był bardzo miły celnik który
                    specjalnie dla mnie zjechał z drogi i pokazał mi jak po stronie RNF granica
                    wygląda sielsko oraz jak wyglądają po stronie NRD zasieki i gniazda ckm-ów.
                    Potem zadzwonoł do kolego że spóźni się i zabrał mnie na kolację do restauracji.
                    Nieco byłem zdziwiony taką uprzjmością ale po jeździe non-stop z Hiszpanii
                    ciężarówkami byłem nieco zmęczony i zdecydowanie głodny, więc się zgodziłem.
                    Okazało się że to był człowiek przejęty moją decyzją powrotu do państwa
                    policyjnego, gdzi w każdej chwili wsciekły tajniak może wyskoczyć zza rogu i
                    zastrzelić mnie albo conajmniej spałować (nomen omen było to na dwa lata przed
                    rewolucją). Wyjaśniłem żem dopiero przed maturą, pracy nie znajdę na na żebranie
                    za leniwy jestem. Zeszło nam do późna więc prtzekraczałem granicę kole północy.
                    Między NDR a RFN była dwukilometrowa strefa bezpaństwowa. Przechodziłem ją na
                    pieszo. Gdzieś w połowie "złapał" mnie szperacz i prowadził aż do granicy NRD.
                    Na plecach "czułem" wycelowane we mnie enerdowskie moździerze. Na miejscu, na
                    granicy NRD przeszukano mój plecak i dopytywano się o narkotyki i pornografię.
                    Szczególne podejrzenia wzbudził mój paszport, ponieważ miał niemiłosierną ilość
                    pieczątek. Musiałem więc być "kurierem" albo przemytnikiem. Mój wiek nie grał
                    roli. A mnie się chciało strasznie śmiać. Było to pewnie widać bo strażnicy byli
                    coraz bardziej zdenerwowani. Przetrzymali mnie na granicy parę godzin i o bladym
                    świcie ruszyłem w dalszą drogę do Polski. W Lipsku wsiadłem do "Rozbójniczka",
                    specjalnego pociągu którym nasi z-do RNF jeździli: w pociągu na korytarzach były
                    dobudowane ekstra półki bo "nasi" tyle z Niemiec zachodnich wywozili i do RFN
                    przywoźili (?). W wagonach było więcej bagażu niż ludzi. Na granicy Polska-NRD
                    strażnicy sprawnie przeszukali podłogi, sufity, siedzenia: byłem w kraju.
                    Innym razem miałem tyż problem z paszportem bo granicę niemiecko holenderska
                    przekroczyłem bez odpowiednich pieczątek i"nasi" chcieli się dowqiedzieć co
                    szmuglowałem i którędy. Długo tłumaczyłem że jechałem TIRem a tamci pószczają
                    swoich bez sprawdzania.
                    Od tej pory zawsze pilnowałem aby wszystkie pieczątki mieć w porządku. Takich
                    hostorii pamiętam sporo: np na granicy polsko-czechosłowackiej, czescy strażnicy
                    rozłożyli czyjś samochód na części pierwsze (prawie), poczym zostawili wszystko
                    i poszli sobie. Ludzie właśnie wybierali się na wakacje i stali zrozpaczeni nie
                    wiedząc jak to wszystko poskładać. Ini Polcy pomogli rzeczy pozbierać do kupy i
                    po kilku godzinach składania ludzie wyruszyli na wakacje.
                    Na granicy tureckiej znajomym celnicy zarekwirowali stare żelazko (nie na
                    handel), gdy dojechaliśmy do Stambułu, rozbiliśmy się koło gościa który miał
                    bagażnik wypełniony wiertarkami Boscha...
                    Itd itp
                    • braineater Re: Polscy pogranicznicy 02.06.05, 15:23
                      Może to po prostu jest taki stan umysłu - celnik
                      Niezalezny od narodowości, bo faktycznie, takie historie można o wszystkich
                      granicach mnożyć
                      Pozdrowienia:)
                • daria13 Re: Do Brocha 02.06.05, 15:04
                  Drogi Brochu! Bardzo przepraszam, że jako w miarę normalna kobieta i matka
                  pozwalam sobie czasami na wtręty w "dziedzinie dzieci". Choć Twój zarzut, że
                  kilka razy się domagałam jest, w moim odczuciu trochę niezrozumiały właśnie w
                  kontekście dzieci, bo a) tylko raz się upomniałam, b) chodziło mi o kwestię
                  kontaktów z Litwinami w ogólnośći i o namiary na ludową muzykę z tych regionów,
                  a nie o opinie na temat dzieci, więc albo nie czytasz ze zrozumieniem, albo
                  masz jakiś uraz. To, że przyczynkiem do takich pytań był nasz kontakt z
                  tamtejszymi dziećmi, to już tylko przypadek. Ale obiecuję, że postaram się w
                  miarę możliwości unikać tematyki dziecięcej, skoro tak Ci to działa na nerwy.
                  Pozdrawiam
                  • braineater PAX!!! 02.06.05, 15:10
                    bo znowu zaczniecie młyn robic, jak ostatnio:)
                    Każden pisze o czym lubi - ja głownie o sobie, daria o dzieciach, broch o
                    marudzeniu, KrisK - to już tylko KrisK wie o czym pisze, i tak ma być!:)
                    Odgórnym nakazem zarządzam, że ma byc miło, przyjemnie i kwieciście!:)

                    daria - co do litewskiej muzy, to postaram się dopisac coś wieczorkiem, bo sam
                    znam bardzo niewiele, ale mam sieciową kumpelę, która w litewskich klimatach
                    siedzi po uszy, ma całe mnostwo płyt z ichnią muzyką i może coś podpowie. A że
                    panienak tyż ze stolicy, to może sie uda was umowic.
                    Pozdrowienia:)
                    I gdzie się staua podziała?
                    • dr.krisk I tego prosze sie trzymac! 02.06.05, 15:21
                      braineater napisał:

                      > bo znowu zaczniecie młyn robic, jak ostatnio:)
                      > Każden pisze o czym lubi - ja głownie o sobie, daria o dzieciach, broch o
                      > marudzeniu, KrisK - to już tylko KrisK wie o czym pisze, i tak ma być!:)
                      > Odgórnym nakazem zarządzam, że ma byc miło, przyjemnie i kwieciście!:)
                      No wlasnie. Tak ma byc, i tego sie bedziem trzymac. Jeden mowi malo a smacznie,
                      drugi gada jak nakrecony i tez smacznie - i na tym polega urok TWA.

                      Co do Baltow - bo nie tylko o Litwinow tu chodzi - to nic nie wiem. Goraczkowo
                      przerzucalem w pamieci nazwy zespolow, coby pochwalic sie jaki to ja jestem
                      koneser modern folku... a tu nic! A kultury to przeciez stare, ciekawe,
                      muzycznie rozwiniete ze ho-ho, ino ze nic o nich nie wiemy!
                      A przeciez sasiedzi, wspolna historia, wypadaloby....
                      Wstyd mi, to sie chowam...
                      KrisK
                    • daria13 Re: PAX!!! 02.06.05, 15:38
                      Z góry dziękuję!
                      • braineater do Darii 02.06.05, 22:21
                        Byłem zaprosiłem kumpele na forum, więc jak pokona wrodzona nieśmiałośc to si9ę
                        zjawi i o litewskiej muzyce napisze, tyle, że z góry kazał powiedziec, że
                        oprócz jakiegos badziewnego litwo-disco-folku, niczego w Polsce nie znajdziesz -
                        no chyba żeś jak my nieprzejęta copyrightami i nie masz nic przeciwko
                        sciągnięciu tych płyt z sieci.
                        Pozdrowiernia:)
                  • beatanu Do Darii i w obronie Darii 02.06.05, 17:00
                    daria13 napisała:
                    > Drogi Brochu! Bardzo przepraszam, że jako w miarę normalna kobieta i matka
                    > pozwalam sobie czasami na wtręty w "dziedzinie dzieci".

                    A ja nie widzę powodu, żebyś musiała kogokolwiek przepraszać :)
                    Podobnie jak Braineater uważam, że każdy pisze o czym lubi i na co ma ochotę i
                    już! Fragmenty dziajające na nerwy (jeżeli już takie się pojawią) można zawsze
                    przeskoczyć, ominąć, olać, albo jeszcze jakoś tak:)

                    Niestety ani o ludziach ani o muzyce z krajów nadbałtyckich nie wiem nic...
                    Jedyne skojarzenia to mężowe deja vu przeżyte na Łotwie jakieś 7,8 lat temu.
                    Czuł się mniej więcej tak jak w PRL-u w latach 80-tych. A ludzie życzliwi i
                    sympatyczni. Tak ich zapamiętał.
                    Pozdrawiam cieplutko ale wietrznie (bo ja uwielbiam truć o pogodzie!)
                    B
                    • broch Re: Do Darii i w obronie Darii 02.06.05, 17:05
                      o.k. swinia jestem
                      • staua Re: Do Darii i w obronie Darii 02.06.05, 18:09
                        Dzieci to drazliwy temat na forach nie dotyczacych ich samych. Nie mam dzieci, wiec nie poruszam
                        tego tematu, nie mam zadnych doswiadczen i poczatkowo okropnie mnie irytowaly takie wtrety, musze
                        przyznac, ale teraz jakos juz zobojetniala. I rzeczywiscie, jak sugeruje Beata, omijam.
    • dr.krisk Historyjka bez zwiazku... 02.06.05, 19:27
      To o roznicach kulturowych.
      Opowiadalem wam o tym Hindusie, co tak bal sie "ludzi ze stanu Gudzarat". Nie
      mielismy dla niego nic do roboty, a ze chlopak mial kurs projektanta stron
      internetowych, dostal za zadanie zrobienie strony prezentujacej nasz wielki
      wklad w nauke swiatowa oraz znaczacy udzial w dziedzictwie kulturowo-
      technicznym ludzkosci. Wiecie - lanie wody, ladne obrazki & animacje, wykresy i
      trzypietrowe wzory. Normalnie.
      Chlopak zabral sie do roboty ochoczo, i gdzies po miesiacu zrobil pokaz
      ostatecznej wersji....
      Zdebielismy. Wszystko bylo w porzadku, ale zrobione wg hinduskiego poczucia
      estetyki: zlote ozdobne litery, jaskrawe kolory... Brakowalo tylko Sziwy w tle
      i jekliwej muzyki sitarowej.
      Po prostu zapomnielismy, ze ludzie sa rozni....
      • staua Re: Historyjka bez zwiazku... 02.06.05, 20:27
        To ciekawe, co piszesz - zobacz, te strone tez robil Hindus (jest to strona pokrewnego laboratorium,
        dlatego ja znam), nie jest nawet specjalnie kolorowa...moze to juz po kontroli jakosci:
        stanxterm.aecom.yu.edu/
        A z kolei strone mojego labu robij jakis amerykanski student, a kolorystycznie jest wedlug mnie
        koszmarna... Dlatego mnie to zainteresowalo, bo tez ostatnio lubie robic strony i strona estetyczna
        bardzo mnie ciekawi - wiem, ze nie wszystkim podoba sie to samo i wlasnie dlatego przezywam
        dylematy :-)
        • dr.krisk Strony www. 02.06.05, 20:37
          staua napisała:

          > To ciekawe, co piszesz - zobacz, te strone tez robil Hindus (jest to strona
          pok
          > rewnego laboratorium,
          > dlatego ja znam), nie jest nawet specjalnie kolorowa...moze to juz po
          kontroli
          > jakosci:
          Wiesz - moze tez twoj Hindus byl ze stanu Gudzarat :)


          >
          > koszmarna... Dlatego mnie to zainteresowalo, bo tez ostatnio lubie robic
          > strony
          Zazdroszcze - mi sie nie chce.... Kiedys bede musial sie nauczyc, ale na razie
          udaje ze przerasta to moje umiejetnosci!

          Na powaznie zas - nie lubie stron przeladowanych kolorem i obrazem. Wiem, ze az
          korci zeby wstawiac jakies efekty specjalne, ale ja nie lubie. Przeszkadzaja w
          czytaniu i poruszaniu sie. Tutaj jestem purysta i minimalista.
          KrisK
          • staua Re: Strony www. 02.06.05, 20:51
            Ja tez nic nie umiem, tylko HTML i ramki. Nie umiem Javy, wiec nic skomplikowanego nie ejstem w
            stanie zrobic.
            Stan Gudzarat mnie powalil :-)
            Jeden znajomy Hindus ma taka opinie o mieszkancach Pendzabu... Ale tam maja animozje...
            • daria13 Re: Polski sąd 04.06.05, 10:34
              A propos stereotypów i opinii większości społeczeństwa na dany temat:
              serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34314,2745006.html
              Bez komentarza:(
              Pozdrawiam
              • beatanu Re: Polski sąd 04.06.05, 11:19
                Przeczytałam. I mam ochotę jak kiedyś braieater wykrzyknąć: Proszę mnie
                pocieszyć!!!
                Bo marna to dziś pociecha, że kropla drąży skałę... OK, za 150 lat. Może coś
                się zmieni. Ale przeciej żyjemy tu i teraz!

                B ze spuszczonami uszami. Za oknem leje jak z cebra i jest 12 stopni. To tak
                dla całości obrazu.
                Pozdrawiam serdecznie:) (wymuszony ten uśmiech. Ale jest!)
              • dr.krisk Fakt - smutne. 04.06.05, 17:11
                To kuriozalne orzeczenie sadu. Niedlugo jak podam kogos do sadu ze mne wyzwal
                od ch..., to sad orzeknie ze wiekszosc spoleczenstwa uzywa takich okreslen i
                nie ma w tym niczego zdroznego.
                Robi sie niemile, prosze panstwa. Zeby tylko ktos nie wpadl na pomysl aby
                wytepic Towarzystwa Wzajemnej Adoracji!!! Bedziem sie bronic!!!
                Uchi do gory prosze. Bedzie dobrze.
                Albo nie.
                Krisk

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka