gregpatter4
14.10.05, 11:46
wrzucam zgodnie z sugestią Romy_Sznajder
Czy zastanawialiście się kiedyś, co wzbudza Wasz największy lęk??? Ciemność?
Pająki? Spacer po cmentarzu o północy? Dla mnie jest to widok lufy
samopowtarzalnego, sześciocalowego Desert Eagle, wymierzonego dokładnie w
nasadę nosa, tuż między oczami... Moimi oczami... Za chwilę mogę już nie żyć -
w takim momencie człowiek zaczyna się modlić. Najtwardsi ateiści
przypominają sobie wtedy treść całej książeczki do nabożeństwa. Oczywiście,
jeżeli właściciel Eagle da im na to wystarczająco dużo czasu. Japończyk w
czarnym garniturze najwyraźniej nigdzie się nie śpieszy. W lewej dłoni trzyma
wycelowany we mnie DE, prawą wkłada do ust papierosa. Marlboro, setka. Mam
jakieś siedem minut. Zaczynam sobie przypominać...
... Kiedy byłem małym dzieckiem, beztrosko kopałem piłkę z kolegami,
biegaliśmy po łąkach i polach, ciesząc się każdą chwilą. Pamiętam stary tunel
nieopodal mojego domu – wchodziło się tam z lekką obawą, ale i z czcią, jaką
otaczać należało Tajemnicę. Półokrągła otchłań, nieprzenikniona czerń, a
jednak każdy z nas pragnął tam wejść, oddać się temu, co nieznane...
Teraz mam przed sobą jeszcze bardziej nieprzenikniony tunel, ale jakoś nie
pałam żądzą odkrywania... Ściśle mówiąc, tunele są dwa. Jeden, długości
152mm, rozpoczyna się kilka centymetrów od mojej twarzy i nie jest dla mnie
żadną tajemnicą. Wiem, co czeka na mnie na drugim jego końcu. 357 Magnum,
śmiercionośny nabój, żyjący własnym życiem metalowy morderca, czekający
tylko, aż jego właściciel spuści go ze smyczy. Nastąpi chwila krótsza niż
mgnienie oka i moja dusza, jeżeli takową posiadam, uleci gdzieś przez dziurkę
w czaszce. Chociaż, znając Desert Eagle, to może być całkiem spora dziura.
Kto wie, czy przypadkiem nie wgniecie mojej czaszki w ścianę budynku...
Ostatnio na ulicach Osaki pojawiły się setki gówniarzy z Desert Eagle. Jeżeli
tak jest na całym Honsiu, to bardzo możliwe, że DE stał się obiektem
największej transakcji między Japonia a Izraelem... Zabójczy pistolet ze
Strefy Gazy w dłoniach nastoletnich adeptów Yakuzy mógł stać się jeszcze
groźniejszy niż był w rzeczywistości. Groźniejszy... ale dla jego
użytkowników. Wystarczy chwila zawahania, niepotrzebne rozluźnienie mięśni, a
odrzut rozwala Ci staw łokciowy. Prawie 2 kilogramowy pistolet z prędkością
300 km/h cofa się wraz z Twoim przedramieniem. Nie trzeba znać praw fizyki,
zasady pędu, i tak dalej, żeby zrozumieć, jaki będzie efekt takiego
spectaculum miserium. Nie mówiąc o tym, że nabój leci, gdzie chce, a
najczęściej tam, gdzie za żadne skarby świata nie chciał go skierować
właściciel pistoletu. Kiedy jeszcze pracowałem dla Hiroyi, widziałem kilku
nieszczęśników, pozbawionych w ten sposób ważnych części swego ciała. Na
przykład „Dickless” Masashi. Zawsze jeździł na akcje z „Little” Kazuyoshim,
synem Takanobu Ono, prawej ręki Hiroyi. „Little” był gówno wartym Yakuza, ale
nazywał się Ono – Masashiemu to wystarczyło. Cackał się z Ono jak z jajkiem,
więc kiedy Kazuyoshi spytał go kiedyś, czy może wykonać wyrok (na drobnym
handlarzu z dzielnicy Sahijiro), bez wahania dał mu swój DE. Niewyrobioną
rączkę pociągnęło trochę w dół i...
Patrzę na Japończyka. Brunet, powyżej trzydziestki. Nie znam go, ale na pewno
nie jest amatorem. Hiroya Obijryia do likwidacji ważnych celów wysyła tylko
zawodowców. Ja na pewno jestem ważnym celem, ergo – przede mną na pewno nie
stoi amator. To dobrze, będzie krótko, bezboleśnie i może nie zrobi mi
wielkiej dziury w głowie. Może nawet będzie mnie można zidentyfikować bez
badania kodu DNA, bez profilu uzębienia i odcisków papilarnych. Brunet zapala
kolejnego papierosa. Marlboro, setka. Znowu mam czas na myślenie...
... Dlaczego zależało mi na jej losie? To tylko mała gejsza z Sahijiro, wcale
nie warta więcej niż wszystkie kobiety które miałem i niż te, które musiałem
zabić. „Żadnych kobiet i dzieci” – pieprzenie rodem z hollywoodzkich filmów.
Dla Yakuza nie ma kobiet i mężczyzn – są Yakuza i są Ci, Którzy Muszą Zginąć
Ponieważ Widzieli Za Dużo. Midori, piętnastoletnia gejsza należała do tej
drugiej grupy, przynajmniej według Hiroyi. Hiroya. Mój Pan Hiroya. Mój Brat
Hiroya. Kim był dla mnie? Osiem lat temu przybyłem do Japonii bez grosza przy
duszy. Miałem pecha – niektórzy uciekali z Polski przed stanem wojennym do
USA, inni do Australii, RFN, Kanady czy Wielkiej Brytanii. Ja trafiłem do
Kraju Kwitnącej Wiśni. Po tygodniu nazywałem go Krajem Śmierdzącym Rybami
Gdzie Kobiety Są Małe I Brzydkie. KŚRGKSMIB – trochę dziwna nazwa, jak na
międzynarodowy skrót (a właściwie skrótowiec), być może dlatego do dzisiaj
zostali po prostu przy Japonii – Nippon. W tym to właśnie Nipponie, w upalnym
lipcowym słońcu, zobaczyłem trzech wyrostków kopiących starca i okładających
go kijami. W Polsce trenowałem kiedyś sztuki walki, trochę boksu, trochę
karate – brązowy pas. Podszedłem, a raczej podbiegłem do nich, dwa ciosy,
trzy okrężne kopnięcia, widok sześciu podeszw (podeszew?) trampek,
uderzających w panicznej ucieczce o bruk. Potem kilku eleganckich, dobrze
zbudowanych Japońców idących w moją stronę. „Jesteś odważny, może chciałbyś
dla mnie pracować?”... Moje pierwsze spotkanie z Hiroyą...
Trzeci papieros. Marlboro, setka. Jak długo jeszcze? Do hangaru wjeżdza
wiśniowa Avensis. Już wiem, dlaczego brunet czekał. Hiroya, Takanobu, Yuni i
Masahiko – to oni zasiądą dziś w loży. To dla nich ten antrakt został
przedłużony. Sztuka jednoaktówka: „The Death of the Traitor” – „Śmierć
Zdrajcy”. W roli tytułowej – ja. Teraz wyraźnie widzę ten drugi tunel, o
którym Wam wspominałem. Jest tuż pod moimi nogami. Czy jest głęboki – nie
wiem, ale biorąc pod uwagę to, jak spędziłem moje życie, upadek raczej nie
będzie przyjemny. Ani szybki. Stare japońskie porzekadło mówi, że Twój tunel
śmierci to suma wszystkich żywotów jakie odebrałeś innym ludziom. Za każdą
minutę skradzioną z ich życia będziesz pokutował przez sto lat. Pięknie,
planeta Ziemia dawno przestanie istnieć, a ja ciągle będę spadał w tym
cholernym tunelu.
Strzał. Drugi. I jakieś czterysta dwadzieścia siedem następnych. A ja wciąż
żyję. Za to brunet z Desert Eagle już nie mierzy w moją głowę, on już spada w
swoim tunelu. Takanobu, Yuni, Masahiko robią to samo. Nie wiem, co robi
Hiroya – on nigdy nie zabił drugiego człowieka, robili to za niego inni. On
był jak Temida, z przepaską na oczach i wagą szalkową w dłoni. Z tą tylko
różnicą, że opaska była przetarta i prześwitująca, a waga działała tak, jak
chciał Hiroya. Ciekawe, co powiedziałoby stare japońskie porzekadło na temat
tunelu Hiroyi.
Znam ich – ten niższy, z pomalowaną twarzą to znajomy Midori. Kiedyś
przypadkiem spotkałem ich spacerujących po Osace, jakiś rok przed wydaniem
wyroku na Midori. Nie, to nie ona wtedy przykuła moją uwagę, to ten gość.
Dwumetrowy, ponury typ o śmiertelnie bladej twarzy... Jego towarzysz jest
jeszcze wyższy, dziwnie zdenerwowany, miota się po hangarze jak dzieciak z
zespołem ADHD. „Cześć, jestem Grzesiek, Yakuza nazywali mnie the
Backstabber” – słyszę swój własny głos jak przez mgłę. Kolesie odkładają
broń. Zapalam taniego papierosa. Nienawidzę tuneli. Nienawidzę Yakuza.
Nienawidzę smaku Viceroy’ów! Boże, mam nadzieję, że nie doczekam czasów,
kiedy te pseudo–fajki trafią do mojego rodzinnego kraju...