beatanu
09.11.05, 11:45
Kilka dni temu minęło osiemnaście lat odkąd przed diabolicznie wymalowaną
reprezentantką USC wypowiedzieliśmy z L. formułkę "świadomy/-a obowiązków..."
(dalej nie pamiętam!) Ponieważ nasz związek wszedł w fazę dojrzałości i
pełnoletności - postanowiłam to uczcić a) uroczystym bardziej obiadem, b)
tortem na deser... I nawet dzieci się tym przejęły, ale nie mój mąż... I nie
chodzi o to, że to już po tylu latach nudne, że rocznica nie okrągła itp.
On po prostu nigdy takich rocznic nie uznawał, nigdy się nimi nie przejmował,
nie miały dla niego takiego znaczenia (jak dla mnie). I niby o tym od lat
wiem, ale i tak trochę mi było smutno :( Bo ja bym chciała i rybki i
akwarium... Faceta, który zmywa, sprząta, pierze i angażuje się w wychowanie
dzieci w 112% miałam od zawsze. Faceta, który przyniesie do domu kwiaty z
okazji takiej lub innej - nie. Hmmm. Czy można mieć bardziej
wydumane "problemy"?
Ale to tylko wstęp do pytania o rocznice w ogóle. Nie tylko o rocznice ślubu -
bo są jeszcze inne, mniej lub bardziej ważne. Jak ważne są dla Was Twa-cze
mili? Obchodzicie je z przytupem, czy pomijacie zupełnie? Różnicie się z tych
obchodach/nieobchodach z patnerem, rodzicami, rodzeństwem?
B