beatanu
28.12.05, 15:40
Użalałam się już wcześniej na kurz i zapomniane pamiątki... Zapoczątkowane
przez męża przedwczoraj (wczoraj?) porządki w schowku-garderobie przerodziły
się w wielkie wyrzucanie. Przynajmniej jeżeli chodzi o mnie. Nie wiem ile
razy zbiegaliśmy do "stacji odpadów" z reklamówkami wypełnionymi
makulaturą... W jadalni czeka na wywiezienie do punktu Czerwonego Krzyża
sześć toreb z ciuchami i butami...
Nagle poczułam się cholernie zniewolona otaczającymi mnie rzeczami... Nie
należę (i raczej nikt u nas w rodzinie też nie należy) do osób konsumujących
szczególnie dużo dóbr (z wyjątkiem książek i płyt może - ale nie o takie
dobra mi teraz chodzi).
Nie jestem też zapaloną kolekcjonerką czegokolwiek (oprócz grzybów i jagód
różnych :) ale przez te wszystkie lata nazbierało się milion wycinków
prasowych, skopiowanych artykułów naukowych i niekoniecznie, stare egzaminy i
prace pisemne maści wszelakiej, notatki ze studiów nr 2 i 3, zdjęcia
poukładane i nie, listy, kartki i karteluszki... Mam strasznie ambiwalenty
stosunek do tych wszystkich pamiątek. Z jednej strony to część mojego życia,
zachowane w tym wszystkim fragmenty myśli, spotkań, przemyśleń, godzin
spędzonych na jakimś tam intelektualnym wysiłku.... A z drugiej strony, to
tylko zakurzone papiery i już zupełnie nieaktualne wyniki badań naukowych w
jakiej tam dziedzinie, złudne przekonanie, że moja wiedza jest trwalsza, bo
zapisana na papierze... Przecież do tych wszystkich notatek prawie nigdy nie
wracam...
Może będę żałować, ale wyrzuciłam dzisiaj strasznie dużo... (zdjęć i listów
jeszcze nie ruszyłam). Fabryka papieru ucieszy się z dostarczonego surowca a
mnie zwolniło się parę metrów półek (ikeowskie Billy :) na nowe książki...
A jak to jest u Was Twacze mili? Gromadzicie wszystko w przekonaniu, że
kiedyś się przyda? Nie jesteście w stanie pozbyć się biletu z metra, bo to
pamiątka pierwszej romantycznej podróży z NN do Warszawy? Czy może nie
zachowujecie nic, bo po jakiego grzyba trzymać w domu stary rozkład linii
tramwajowych z Berlina, kiedy zawsze można wydrukować sobie nowy z Internetu?
P.S.
Pracę magisterską z Polski zachowałam. Głównie dlatego, że nie mam jej na
dyskietce an płytce CD. Bo takich dwadzieścia lat temu nie było :) Był za to
wspaniale zółty papier i fatalna jakość kopii...