Dodaj do ulubionych

o naszym stosunku do przeszłości i nie tylko?

28.12.05, 15:40
Użalałam się już wcześniej na kurz i zapomniane pamiątki... Zapoczątkowane
przez męża przedwczoraj (wczoraj?) porządki w schowku-garderobie przerodziły
się w wielkie wyrzucanie. Przynajmniej jeżeli chodzi o mnie. Nie wiem ile
razy zbiegaliśmy do "stacji odpadów" z reklamówkami wypełnionymi
makulaturą... W jadalni czeka na wywiezienie do punktu Czerwonego Krzyża
sześć toreb z ciuchami i butami...
Nagle poczułam się cholernie zniewolona otaczającymi mnie rzeczami... Nie
należę (i raczej nikt u nas w rodzinie też nie należy) do osób konsumujących
szczególnie dużo dóbr (z wyjątkiem książek i płyt może - ale nie o takie
dobra mi teraz chodzi).

Nie jestem też zapaloną kolekcjonerką czegokolwiek (oprócz grzybów i jagód
różnych :) ale przez te wszystkie lata nazbierało się milion wycinków
prasowych, skopiowanych artykułów naukowych i niekoniecznie, stare egzaminy i
prace pisemne maści wszelakiej, notatki ze studiów nr 2 i 3, zdjęcia
poukładane i nie, listy, kartki i karteluszki... Mam strasznie ambiwalenty
stosunek do tych wszystkich pamiątek. Z jednej strony to część mojego życia,
zachowane w tym wszystkim fragmenty myśli, spotkań, przemyśleń, godzin
spędzonych na jakimś tam intelektualnym wysiłku.... A z drugiej strony, to
tylko zakurzone papiery i już zupełnie nieaktualne wyniki badań naukowych w
jakiej tam dziedzinie, złudne przekonanie, że moja wiedza jest trwalsza, bo
zapisana na papierze... Przecież do tych wszystkich notatek prawie nigdy nie
wracam...

Może będę żałować, ale wyrzuciłam dzisiaj strasznie dużo... (zdjęć i listów
jeszcze nie ruszyłam). Fabryka papieru ucieszy się z dostarczonego surowca a
mnie zwolniło się parę metrów półek (ikeowskie Billy :) na nowe książki...

A jak to jest u Was Twacze mili? Gromadzicie wszystko w przekonaniu, że
kiedyś się przyda? Nie jesteście w stanie pozbyć się biletu z metra, bo to
pamiątka pierwszej romantycznej podróży z NN do Warszawy? Czy może nie
zachowujecie nic, bo po jakiego grzyba trzymać w domu stary rozkład linii
tramwajowych z Berlina, kiedy zawsze można wydrukować sobie nowy z Internetu?

P.S.
Pracę magisterską z Polski zachowałam. Głównie dlatego, że nie mam jej na
dyskietce an płytce CD. Bo takich dwadzieścia lat temu nie było :) Był za to
wspaniale zółty papier i fatalna jakość kopii...
Obserwuj wątek
    • braineater Re: o naszym stosunku do przeszłości i nie tylko? 28.12.05, 15:48
      Regularnie, raz do roku, lecę po wszystkich papierzyskach i dokonuję masakry.
      Częśc opatrzona naklejka przydasie ląduje w piwnicy, pochowana w kartonach (i
      faktycznie zdaża się, że jakies teksty się przydają), reszta leci na
      makulaturę. Problem najwięskzy do dzis nie rozwiązywalny jest z pismami - stosy
      tygodników, miesięcznikow i innych efemeryd, dośc powaznie sie pietrzą, a ja
      juz kolejny rok z rzędu wmawiam sobie, że jak tylko będe miał nadprogramowa
      kasę a żadnych planowanych czy spontanicznych zakupów, to zaniosę to
      towarzystwo do introligatora, pooprawiam rocznikami i wygospodaruje jakiś regał.
      Nic z tego
      A najgorsze w tym wszystkim jest to, że do tych akurat rzeczy sięgam nader
      często i co i rusz musze przekopac pół mieszkania, żeby znaleźć coś, o czym
      pamiętałem mgliście, że czytałem to jakies pięć lat temu w jakims piśmie:) A
      archiwa online są do dupy i najczęsciej płatne:(

      P:)
      • marquis Brainy, niepokojący objaw ;) 29.12.05, 18:00
        Brainy, czy nie zdaŻyło ci się przesadzić ze świątecznymi uRZywkami??? ;)))
    • kubissimo Re: o naszym stosunku do przeszłości i nie tylko? 28.12.05, 15:53
      mam strasznie duzy sentyment do rzeczy
      w ciagu ostatniego roku wyrzucilem okolo 150 kg balastu, bo moje lebensraum sie
      drastycznie skurczylo
      zostawilem te najwazniejsze przedmioty, kartki, drobiazgi
      nie ruszylem tylko listow i kartek, ale chyba tez trzeba bedzie zrobic wielki
      przeglad, bo jest tego za duzo. a chyba nie potrzebuje kartek z pozdrowieniami
      z 86 roku (chociaz ostatnio wygrzebalem takie cudo z dopiskiem, ze kartka
      wyslana tak pozno, bo w calej Krynicy nie mozna bylo kupic znackzow, ktore
      udalo sie dopkupic podczas wycieczki do Muszyny. albo kartka z zakopanego - na
      zdjeciu dwa male boksery, bo ponoc w kiosku byly tylko kartki z pisankami, lub
      zwierzakami)
    • aaneta Re: o naszym stosunku do przeszłości i nie tylko? 28.12.05, 15:58
      Ja bardzo lubię wyrzucać, co jakiś czas to robię, zwłaszcza przy okazji
      przeprowadzek, ale raczej nie dotyczy to papierów, zwłaszcza książek, a już
      zdjęć i listów nie ruszyłabym za żadne skarby.
    • dr.krisk O rzeczach różnych.... 28.12.05, 16:33
      Kiedyś poproszono mnie o pomoc przy likjwidacji mieszkania zmarłej krewnej
      mojgo znajomego. Rzecz miała miejsce w pięknym i ciekawym mieście włoskim
      Triest. Starsza pani była emerytowaną nauczycielką gimnazjum, no i nagle
      zachorowała na serce i zmarła w szpitalu. Zajmowała małe mieszkanko na parterze
      skromnego (ach te niskie zarobki nauczycielskie...) bloku.
      Gdy zacząlem pakować do kartonów książki, jakies skoroszyty, zeszyty, zapiski,
      albumy, pocztówki, figurki, fotografie obcych zupełnie mi osób, poczułem wstyd.
      Tak jakbym bezczelnie wdarł się w środek czyjegoś życia.... Na stole leżały
      jeszcze wycięte z gazety kupony zniżkowe na zakupy w supermarkecie, do połowy
      rozwiązana krzyżowka. W lodowce skromne zapasy samotnie żyjącej emerytki.
      Pamiętam nadgryzioną tabliczke czekolady, jakieś mleko, konserwę dla kota -
      przybłędy.
      W przepastnych kartonach znikały rzeczy, kótrym darowano dalsze życie, rzeczy
      mogące się przydać albo mające według mnie jakąś wartość. Do czarnych
      plastykowych worków wpadały zaś rzeczy, które uznałem za bezwartościowe.
      Po kilku godzinach wytęzonej pracy, mieszkanie przybrało wreszcie wygląd
      nijaki, bezładnej rupieciarni bezpańskich już rzeczy.
      Można było wreszcie wyjść i odjechać.
      Z ulgą.
      Do dziś robi mi się smutno jak sobie to przypominam.
      Może powinno się palić wszystkie rzeczy po śmierci ich właściciela?
      • beatanu Re: O rzeczach różnych.... 28.12.05, 17:16
        Przed chwilą przeczytałam o narodzinach córeczki Ash, po chwili o śmierci
        krewnej znajomego drKriska... I tak zupełnie niezamierzenie wyszła kompozycja
        ramowa, z życiem pośrodku...

        dr.krisk napisał:
        poczułem wstyd.
        > Tak jakbym bezczelnie wdarł się w środek czyjegoś życia....

        Bo chyba błędem było, że ten znajomy poprosił Ciebie a nie kogoś z rodziny...
        Nie wiem, może to zupełnie bez znaczenia, bo przecież dalszej (a czasami i
        bardzo bliskiej) rodziny nie musimy znać zbyt dokładnie - ale takie
        porządkowanie mieszkania jest czymś szalenie intymnym, i najlepiej kiedy robią
        to najbliżsi (?). Wiem, nie zawsze ci najbliżsi są na miejscu. Albo w ogóle ich
        nie ma:( A porządkowanie tych wszystkich szpargałów może być wspaniałą terapią
        dla tych, którzy pozostali. Ale może być też powodem do niesnasek i kłótni...

        To zabawne, właśnie wczoraj od starszej córki usłyszeliśmy pretensje, że -
        odchodząc - tak dużo jej zostawimy... Pomyślałam sobie całkiem przytomnie, no
        kurczę co dziewczyny poczną z tymi wszystkimi książkami po polsku? Bo nie mam
        złudzeń, że będą je wszystkie chciały przeczytać. To nie takie proste - zanieść
        je tutaj do antykwariatu... I po co im listy od moich przyjaciół?
        Skłaniam się ku Twojej propozycji: spalić...
        • agni_me Re: O rzeczach różnych.... 28.12.05, 20:43
          I po co im listy od moich przyjaciół? Skłaniam się ku Twojej propozycji:
          spalić...

          W mojej rodzinie od pokoleń szanuje się zdjęcia, listy, pamiętniki, pocztówki,
          choć nie darzy jakąś nadmierną atencją, po prostu są. Mam olbrzymi album
          pocztówek mojej ciotki, wyblakły atrament, pismo jakiego już nie ma, znam
          imiona i nazwiska jej przyjaciół i kto z rodziny do jakich wód jeździł.

          Na strychu jest kilka dziewczyńskich pamiętników, niby nic nadzwyczajnego, ale
          to pamiętniki moich praprababek, ich sióstr i praciotek. Ulubiony wpis jest w
          pamiętniku cioci Kiry - pierwszy z 1893 roku, ksiądz Andrzejewski pod
          cytatem "niechaj mnie zośka..." napomina ciotkę, żeby była grzeczniejsza,
          drugi, dwadzieścia lat później - Twoim córkom tego nie napiszę (musiała właśnie
          wrócić do domu z bliźniaczkami: Anną i Cesią) kolor atramentu trochę
          mocniejszy, pismo niby to samo, ale bardziej chwiejne i drapieżne - pewnie był
          już wtedy staruszkiem.

          Mam pamiętniki i listy siostry mego dziadka, Jagody, zwanej Jagosią. Pamiętam
          ją jako starą jędzę wariatkę, która wiecznie chodziła w zniszczonym kapeluszu z
          podartą woalką i tuliła do siebie kury. Z pamiętnika wyłania się zmysłowa
          kobieta, która zaskakująco szczerze i pięknie pisze o miłości. Z listów, które
          zostały wiem, że to ona kupiła polskie wydanie Jutrzenki Nietzchego, które stoi
          teraz w mojej bibloteczce.

          Oczywiście można poddać w wątpliwość sens takiej pamięci. Dla mnie ma ona
          wartość. I może listy twoich przyjaciół miałyby wartość dla twoich prawnuków -
          choćby po to, żebyś nie była tylko prababką z jakiegoś kraju gdzieś, chyba
          Holland, ale Beatą z Polski, do której pisali przyjaciele. Świadomość korzeni
          bywa fajna.
          • beatanu Agni! 28.12.05, 21:58
            Moja szwedzka przyjaciółka była ogromnie zbulwersowana, gdy przyznałam się, że
            po jakimś czasie wyrzucam prawie wszystkie kartki świąteczne... A zwłaszcza te,
            na których oprócz standardowych życzeń nie ma nic innego... Nie chcę być
            niewolnicą jeszcze jednego kartonu z pozdrowieniami. Mam wystarczająco dużo
            takowych ze zdjęciami, pocztówkami i listami... Z tymi trudno się rozstać,
            chociaż nie zaglądam do nich często.

            Agni, z zazdroścą przeczytałam o kultywowanej w Twojej rodzinie tradycji
            przechowywania pamiątek rodzinnych. U mnie było i chyba dalej jest inaczej,
            nawet jeżeli nikt nie wypiera się swoich korzeni. Im dłużej żyję, tym korzenie
            stają się ważniejsze, chociaż nie wszystko jest bezbolesnym wspomnieniem
            dzieciństwa... Nie bez przyczyny ciągnęłam swoje córki na grób ich prababci,
            którą znają tylko ze zdjęć. Nie bez przyczyny przechowuję kilka listów
            napisanych schorowaną ręką babci a w sypialni wisi niewielki obrazek z domu
            rodzinnego ojca... Ale to tylko tyle.

            Problem pojawia się, gdy wszystkiego zaczyna być zbyt dużo... Przedwojenne
            fografie są nieliczne, te z lat młodości rodziców i mojego dzieciństwa -
            jeszcze do ogarnięcia. Zdjęć z czasów liceum i studiów mam setki (wtedy
            zaczęłam sama fotografować), a fotografii dzieci jest tak dużo, że straciłam
            nad nimi kontrolę... Jakiś rodzaj selekcji jest konieczny. Chociażby dlatego,
            żeby odchodząc z tego świata nie obarczać własnych dzieci dodatkowymi
            kartonami, z którymi nie za bardzo wiadomo, co zrobić...

            Beata dziś średnio sentymentalna, może dlatego, że właśnie zakończyliśmy z
            mężem przerzucanie około sześciuset książek w celu odkurzenia tychże :(
            • dr.krisk Też czytam z pewną zazdrością..... 28.12.05, 23:14
              ..że są ludzie mający pamiątki rodzinne. Moja rodzina wyszła mocno przez wojnę
              poszkodowana, jeżeli chodzi o zdjęcia, albumy, pamiątki itp., itd.
              Chyba dlatego nie przechowuję z pietyzmem starych szpargałów, nie ślęczę nad
              albumami, nie otaczam sie ulubionymi przedmiotami, itp. Najchętniej mieszkałbym
              w czymś będącym skrzyżowaniem warsztatu i magazynu rzeczy z demobilu. Może
              zesztą kiedyś zrealizuję to marzenie.
              Zauważyłem zresztą, że starszym ludziom te pamiątki przeszłości powoli
              zaczynają zastępować cały świat. Wyszczerbiony kubek ze stokrotką, aluminiowa
              łyżka - to przedmioty znajome i bezpieczne. Świadczą o ciągłości i pozornej
              niezniszczalności naszego istnienia.
              Az przychodzi dzień, gdy ktos zaczyna pakować nasze osierocone rzeczy do
              kartonu....

              Lubię chodzić na pchli targ - zwłaszcza za granicą, gdzie ludzie mieli
              możliwość zachowania swego dobytku przez lata. Zawsze w zadziwienie wprowadzają
              mnie te tysiące bibelotów: kiedyś komuś służyły, ktoś ja kupił, ustawił na
              komódce gwoli ich nadwyczajnej urody.. a teraz jakiś Słowianin obraca je w
              swych barbarzyńskich łapach!
              A pódziesz!
              • kawa_malinowa z zazdrością olbrzymią :) 29.12.05, 13:13
                To wygląda jak z tych wszystkich ksiazek i filmow, w ktorych zawsze chcialam
                zamieszkac. Marzylam o pamietnikach na strychu, o starych listach. NIc z tego.
                Rodzina przyjechala z daleka (spod Wilna, spod Lwowa) i jakos tak nie mieli
                chyba ani listów, ani pamiętników. Zwazywszy na poziom wyksztalcenia na
                wsiach ... nawet nie wiem, czy cokolwiek zostało na Wschodzie... nie czuje sie
                bynajmniej oderwana od korzeni, ale wolalabym, zeby chcieli wiecej opowiadac i
                nie twierdzili, ze nie mają nic do opowiedzenia. Kilka historii podawanych od
                lat, a reszta nie, bo nie nadaje sie dla dzieci, nie, bo lepiej, zebys nie
                wiedziala (dziadek powiedzial, ze nie chce, zebym czytala Solzenicyna!), bo to
                nic ciekawego, bo to takie zwykle zycia....

                tylko fotografie.

                Po mnie, nie wiem komu, zostanie kilka dyskietek z nieszczesnymi blogami,
                archiwum rozmów na gadu (kumplowi ostatnio zjadło - się przeraziłam, bo...
                niewyobrażalne), trochę e-maili. Fajnie, nie? Wyrzucilam kilka dni temu
                WSZYSTKIE zeszyty, notatki, szkice, rysunki...

                • agni_me Re: z zazdrością olbrzymią :) 29.12.05, 14:46
                  Ech ta rozbuchana wyobraźnia książkożerców. Nie ma romantycznych strychów,
                  tajemniczych kufrów, listów przewiązanych wstążeczkami, starych sukien i pudeł
                  po kapeluszach.

                  Jest zwykły strych i kartonowe pudło po nieromantycznym szybkowarze. Większość
                  pamiętnikowych wpisów to rozpaczliwe wierszyki o ulotnym szczęsciu i goryczy
                  życia (panienki zawsze lubiły sobie pocierpieć).

                  Sens trzymania tych szpargałów da się jednak zamknąć we wpisie ciocio-prababci
                  zwanej Wacią, która we własnym pensjonarskim pamiętniku (zielone płótno z
                  herbem i idiotyczną sówką) 27 I 1923 roku, w domu, w którym ja teraz mieszkam
                  napisała:

                  Kiedy kolwiek oko wasze
                  Potem piśmie błądzić będzie
                  Wspomnijcie imię moje
                  Amoże wam miłem będzie

                  Pewnie nie przyszło jej do głowy, że kilkadziesiąt lat później ktoś
                  będzie "błądził okiem potem piśmie" i że naprawdę będzie mu to miłe. Dlatego ja
                  nie wyrzuciłam swojego pamiętnika z rozpaczliwymi wyznaniami dziesięciolatki na
                  temat nędzy życia. Dołączył do zestawu pudłowego, jak i zeszyt mojej mamy
                  ze "spisem lektór" na pierwszej stronie.

                  Ps. jedna zaś Tosia wpisała się tak: Szczęście to cudny biały kwiat Który ci
                  tylko raz zakwita Na cały szereg smutnych lat... (20 XI 1926) - jestem pewna,
                  że była tłustawa i miała gruby warkocz. ;)
                  • stella25b Re: z zazdrością olbrzymią :) 29.12.05, 17:21
                    Pomysl z pudlem na strychu w ktorym zebrane sa pamiatki kobiet tego domu jest
                    doskonaly:) Zazdroszcze strychu;)

                    Twoja opowiesc przypomniala mi inna historie w ktorej wzielam udzial jako
                    posrednik. W 2000 roku spotkalam we Frankenjurze wspinacza ktory zapytal mnie
                    czy mowi mi cos nazwisko "Paryski". Powiedzialam mu, ze Witold Paryski to
                    historia polskiego alpinizmu, to czlowiek ktory wydal pierwsze przewodniki
                    wspianczkowe po Tatrach i wzial udzial w 2 pierwszych polskich przedwojennych
                    wyprawach w Andy. Na co on, ze bedac w zeszlym roku w Andach i wspinajac sie na
                    Nevado Tres Cruces znalazl pod szczytem puszczke po herbacie a w niej wiadomosc
                    z roku 1937 podpisana przez Witolda Paryskiego. Powiedzial mi,ze wraz ze swoim
                    partnerem dopisali sie do tej wiadomosci i schowali puszke w to samo miejsce.
                    Zrobili sobie oczywiscie pamiatkowe zdjecie z ta polska wiadomoscia, gdyz
                    Polacy byli pierwszymi zdobywcami tej gory. Prawdopodobnie ci Niemcy byli z
                    kolei pierwszymi ktorzy te puszke odkryli, gdyz Poludniowo-Amerykanie zabieraja
                    wszystkie pamiatki znalezione w gorach. Na moja prosbe przeslal mi to zdjecie,
                    na ktorym mozna bylo spokojnie odczytac tekst i date napisana przez Paryskiego.
                    Adres Witolda Paryskiego zdobylam przez PZA i niezawodna Hanie Wiktorowska i
                    oczywiscie napisalam do Paryskiego list, przesylajac mu to niezwykle zdjecie. W
                    niedlugim czasie przyszla od Paryskiego odpowiedz i podziekowanie. Pisal, ze
                    sprawilam mu ta fotografia ogromna radosc i niespodzianke. Ten list zachowalam.
            • agni_me Re: Agni! 28.12.05, 23:40
              Znowu w potoku słów umknął mi sens, który chciałam przekazać. Bez listów,
              zdjęć, wspomnień zostają tylko groby. Odwiedza się marmurową płytę i "tu leży
              twoja prababcia". Pamięć nie przywołuje żadnego obrazu, nie ma najmniejszego
              punktu odniesienia. Dlatego warto, żeby ogień i kosz na śmieci nie pożarły
              wszystkiego i czasem dobrze pozostawić "tym co po nas" ostateczną decyzję, co w
              pudle wynieść na strych, a co wywalić. Dać szansę na "pamięć", nieważne
              przecież czy jednopokoleniową, czy stu.

              Tak mi się pomyślało, kiedy przeczytałam twoją uwagę o listach przyjaciół,
              córkach i spaleniu. Nijak nie namawiam do trzymania pocztówek od cioci Krysi z
              Mielna i wydruków forumowych wpisów ;)
              • kubissimo Re: Agni! 29.12.05, 01:26
                a wlasnie, ze pocztowka od cioci Krysi z Mielna ma swoj urok :)
    • zapalniczka Re: o naszym stosunku do przeszłości i nie tylko? 28.12.05, 22:16
      o tak!!! zbieram ale nie z pasji, zachowuje z zalu... nie potrafilabym wyrzucic moich zapiskow, starych listow, karteluszek z wyznaniami... szkoda... czasem lubie sobie usiasc na srodku lozka, wygrzebac i czytac do oporu, poplakac i posmiac sie przegladajac pamietnik np... dawno tego nie robilam, az mi sie zachcialo :)
      • stella25b Re: o naszym stosunku do przeszłości i nie tylko? 29.12.05, 09:45
        A u mnie to roznie bywa z tym przywiazaniem do rzeczy martwych. Te ktore wydaja
        mi sie totalnie bezuzyteczne i nie posiadaja dla mnie zadnych wartosci,
        poprostu wyrzucam. Nie zbieram listow, kartek, to wszystko po przeczytaniu
        laduje w koszu. Co innego gdybym w spadku otrzymala pakiet listow pisanych reka
        mojej babci...no niestety widocznie tez nie przywiazywala do tego wagi i tez
        wyrzucala. Inna wartosc przedstawiaja dla mnie fotografie. Stare rodzinne
        albumy. Te przypominaja nasze korzenie, jakze w moim rodzinnym gniezdzie
        poplatane. Album z pozolklymi zdjeciami przodkow mojego ojca. O, tu na tej
        fotografii jest wuj Jachu, mlodszy brat twojej babci Agi, ten ktory walczyl w
        powstaniu wielkopolskim- mowi moj tato. Patrze i widze bardzo mlodego mezczyzne
        z karabinem(?) strzelba(?) w rece, takiego chlopaka wlasciwie, w grupie innych,
        tak samo jak i on mlodych ludzi. A pozniej biore do reki zdjecia z drugiej
        kupki i przygladam sie innemu mlodemu mezczyznie ubranemu w mundur armii
        pruskiej ze wspaniala Pikelhauba. To moj dziadek Wiktor ze strony mamy. Moje
        rodzinne korzenie wpisane w wojny i historie roznych mocarstw.

    • kwiecienka1 Re: o naszym stosunku do przeszłości i nie tylko? 29.12.05, 13:20
      U mnie jest trochę inaczej.
      Otóż, mam duszę zbieracza, lubię zbierać i niechętnie pozbywam się książek,
      listów, widokówek, kartek świątecznych, zdięć itp. Mój problem polega jednak na
      tym, że aktualnie żyję na powierzchni 6 metów kwadratowych (pokoik długi na 3
      metry i szeroki na całe 2) i, żeby nie było wątpliwości, mam też w tym pokoiku
      regały na książki, łóżko (na szczęście wysuwane na noc spod regałów), biurko,
      szafę, krzesło i takie tam. Siłą rzeczy nie mogę mieć wielu rzeczy, zwłaszcza,
      że już raz się wyprowadzałam i sama musiałam sobie wszystko nosić...
      Największy problem mam z książkami: regały oblepiają ściany od podłogi aż po
      sufit, zpożytkowałam też w tym celu wnętrze łóżka i parapet, i dalej nie
      starcza mi miejsca... wiele z nich leży na podłodze a ja chodzę jak bocian :)
      I do tego kserówki! przez całe studia na slawistyce korzystałam wyłącznie z
      kserówek (skerowane mam artykuły, książki całe), podobnie było na polonistyce i
      teraz na filozofii też - trochę szkoda mi to wyrzucać, zwłaszcza, że czasami
      niektóre się przydają.
      Już nie wiem co z nimi robić, widokówki wieszam na ścianach w roli obrazków,
      zdięcia trzymam w albumach w pokoju siostry (nie mam aparatu cyfrowego i nie
      chcę go mieć, wolę papierowe zdięcia w albumach, zresztą w albumach mam całe
      kompozycje ze zdięć i widokówek z danego kraju/miasta, biletów wstępu,
      nabazgranych na serwetce adresów...), do tego dochodzą jeszcze filmy i CD, na
      które oczywiście nie mam miejsca w normalnym miejscu, więc trzymam na półce pod
      ubraniami (jeśli mam ochotę na film muszę go najpierw wygrzebać spod
      rajstopek)...
      Ufff, nie wiem co mam ze sobą zrobić, ta moja sentymentalność niedługo wypchnie
      mnie z mojego pokoju - nie będzie tam dla mnie miejsca :)))
      Aczkolowiek, jeśli Beata nie ma co z robić z książkami po polsku ta ja chętnie
      je zaadoptuję... w końcu kiedyś się przeprowadzę... chyba...
      pozdrawiam
      Kwiecienka z Laptopem na Kolanach
      (bo na komputer oczywiście nie byłoby miejsca)
    • nienietoperz Re: o naszym stosunku do przeszłości i nie tylko? 30.12.05, 13:40
      W moim domu (a raczej mieszkaniu) rodzinnym nie bylo zbyt wielu pamiatek z
      czasow przed rodzicami; dopiero ostatnio udalo sie odnalezc i odrestaurowac na
      przyklad szkolne zdjecia praprababci. Kartek, listow i innych drobiazgow z
      czasow mlodosci rodzicow jest juz za to bardzo duzo; pamietam z dziecinstwa
      ekscytacje zwiazana z ogladaniem ukrytych w sekretarzyku pocztowek. Z czasem
      przybyla masa skrawkow papieru, notatek, wykladow, etc., produkowanych glownie
      przez Mame (ktora zreszta czesto powtarza, ze los tych karteluszkow po Jej
      smierci jest glownym powodem troski i obaw wobec opuszczenia tego swiata). Jest
      tez gdzies legendarny list Taty do Mamy, ktory jest zawsze wspominany z
      czuloscia, frywolnoscia i zastrzezeniem o tajnosci, dopoki ktorekolwiek z Nich
      bedzie z nami.

      Sami wytwarzamy papierzyskow i plikow cala mase, zreszta pewnie jak wszyscy.
      Programowo nie usuwamy maili miedzynienietoperzowych, ktorych glownie w zwiazku
      z dosc regularnymi rozlakami zrobilo sie bardzo duzo - jedno takie archiwum
      wyladowalo zreszta przypadkiem na pracowym komputerze, ktory stoi gdzies na
      uczelni w Lodzi. Przypadkowy czytacz, o ile do tego urzadzenia dotrze, przy
      pewnym wysilku moze poznac sporo naszej calkiem prywatnej historii...
      Z kazdej podrozy, z kazdego przedstawienia przyjezdzaja bilety, zezwolenia,
      mandaty, dzienniki (zazwyczaj obejmujace pierwsza polowe wyjazdu), programy
      teatralne. Z seminariow, konferencji, lektur prywatnych powstaja mniej lub
      bardziej skladne notatki. Rachunki z dziwnymi znaczkami (moi), pomysly na
      historie (ma femme). Pewnie sie do nich raczej nie zajrzy, ale wyrzucac zal.
      Problem miejsca jest rozwiazywany przy pomocy domow naszych rodzicow, stalej
      bazy lodzkiej (w ktorej mieszkaja znajomi) i wszelkich lokali przejsciowych.
      Szafka z czasopismami brydzowymi, protokolami zawodow, materialami treningowymi;
      liczne polki z notatkami wykladowymi; stos 'Filmow' i 'Fantastyk'. Przeciez
      tylko to, co bylo, ksztaltuje nas takimi, jakimi jestesmy teraz.

      Uklony,
      nntpz

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka