Dodaj do ulubionych

kocio, smutno, beznadziejnie

15.01.06, 18:45

"to nie ściany
to koty mają uszy

czworonożni agenci
Pana Boga
zesłani na ziemię
aby szpiegować Adama

przymilnym ocieraniem
grzbietów
wkradają sie w łaski naszych chałup

nic nie mówia
podsłuchują
najskrytsze szepty
nie ujdą kociej uwadze
wszędzie ich pełno na kolanach
za uchem pod nogami
gdy je wyrzucamy podsłuchują
za drzwiami sieni

w nocy koty włażą pod łóżka
zapalają czerwone latarnie oczu
i w ich blasku
wszystko skrzętnie spisują
(notesiki chowaja rano do mysiej dziury)

a potem na sądzie ostatecznym dziwimy się
skąd Pan Bóg o nas wszystko wie."
Obserwuj wątek
    • 3promile Re: kocio, smutno, beznadziejnie 15.01.06, 19:11
      ...i GAPIĄ SIĘ
      wklejone niczym kwadracik patchworka
      w twój zupełnie prywatny
      fragment półki z kubkami
      trwalsze niż gryfony przed świątynią
      Asurbanipala
      wyrozumialsze
      mądrzejsze w swym zboczonym
      cichostąpaniu
      dotknij tylko ich wąsów
      od razu oczy im się zmrużą
      i zaraz jakiś naukowiec się czepi
      że to dlatego
      że kocie wąsy i oczy mają wspólną magistralę neuronową
      co tak naukowiec może wiedzieć
      co on może wiedzieć o kocich oszustwach
      kiedy twój kot
      ledwo co obżarty
      udaje
      że żyszka wychodząc przed tobą zapomniała
      michę napełnić
      a ty udajesz
      że kłamstwa nie ma

      kotu niczym artyście uznanemu
      uchodzi więcej
      • braineater Re: kocio, smutno, beznadziejnie 15.01.06, 19:29
        This Old Cat
        (Author Unknown)


        I'm getting on in years,
        My coat is turning gray.
        My eyes have lost their luster,
        My hearing's just okay.

        I spend my day dreaming
        Of conquests in my past,
        Lying near a sunny window
        Waiting for its warm repast.

        I remember our first visit,
        I was coming to you free,
        Hoping you would take me in
        And keep me company.

        I wasn't young or handsome,
        Two years I'd roamed the street.
        There were scars upon my face,
        I hobbled on my feet.

        I could sense your disappointment
        As I left my prison cage.
        Oh, I hoped you would accept me
        And look beyond my age.

        You took me out of pity,
        I accepted without shame.
        Then you grew to love me,
        And I admit the same.

        I have shared with you your laughter,
        You have wet my fur with tears.
        We've come to know each other
        Throughout these many years.

        Just one more hug this morning
        Before you drive away.
        And know I'll think about you
        Throughout your busy day.

        The time we've left together
        Is a treasured time at that.
        My heart is yours forever.
        I Promise - This old cat.

        Pozdrowienia
        • ydorius Re: kocio, smutno, beznadziejnie 15.01.06, 19:49

          Andrzej Nowicki (wg Waltera de la Mare'a)

          "Pięcioro oczu"

          Trzy koty w młynie nocną porą
          W śmietnik czujny utkwiły wzrok;
          Wąsy i pazury, i oczu pięcioro -
          Wszystko gotowe na nagły skok.
          W starym młynie skrzypi coś nocą,
          Zimny wiatr po pustce gra;
          Czasem okiennice załopocą -
          One trwają i noc trwa.
          Czasem dojdzie chrapanie młynarza,
          Który na workach z mąką śpi,
          Nic się nie dzieje, nic się nie zdarza,
          Czuwają koty czarne trzy.
          Aż świt początek dnia zapowie,
          Młynarz ziewnie, ustanie wiatr,
          Trzy koty zejdą ze swych stanowisk:
          Murzyn, Diabeł i jednooki Gnat.

          m,
          .y.

          ----------------------------------
          What is home without Pinezka's Potted Meat?
          Incomplete.
          wypielęgnowany harmider w duszy
    • 3promile Re: kocio, smutno, beznadziejnie 15.01.06, 19:47
      wot i koszka
      woskriesiennaja
      iz nocznowo dozora
      wozwraszczajetsia
      nikto nie znajet
      szto słucziłos'
      szto ona tak tiszenko szurszit
      nikto s uma nie soszioł
      sztoby koszku sprasziwat'
      jest' boh ili niet


      (żebyś sobie nie myślał, żem euroentuzjasta - po prostu nie chce mi się szukać w
      unicode)
      • daria13 Re: kocio, smutno, beznadziejnie 15.01.06, 19:58
        Trochę przekornie:

        Kot

        Cztery giętkie łapy z pazurami
        Jak szable
        Długi ogon wiecznie niezdecydowany
        Łeb trójkątny co się kręci na wszystkie strony
        Uszy zawsze czujne, nasłuchujące
        Wąsy każdy mały powiew wiatru odczują
        Lecz
        Najwspanialsze kot ma oczy
        Dwie wąskie szparki
        Świecące w ciemności dwa małe światełka
        Zawsze zdradliwe i nieszczere.

        Julka, lat 12.
    • mamarcela Re: kocio, smutno, beznadziejnie 15.01.06, 20:15
      "Cataire

      Ils ont insulte les vaches
      ils sont insulte les gorilles
      les poulets
      Ils sont insulte les veaux
      ils sont insulte les oies les serins les cochons
      les maquereaux les chameaux
      ils sont insulte les chiens
      Les chats
      ils n'ont ose."
      • braineater Re: kocio, smutno, beznadziejnie 15.01.06, 20:21
        The Cat and the Moon
        W.B. Yeats

        The cat went here and there
        and the moon spun round like a top,
        and the nearest kin of the moon,
        the creeping cat, looked up.
        Black Minnaloushe stared at the moon,
        for, wander and wail as he would,
        the pure cold light in the sky
        troubled his animal blood.

        Minnaloushe runs in the grass
        lifting his delicate feet.
        Do you dance, Minnaloushe, do you dance?
        When two close kindred meet,
        what better than call a dance?
        Maybe the moon may learn,
        tired of that courtly fashion,
        a new dance turn.

        Minnaloushe creeps through the grass
        from moonlit place to place,
        the sacred moon overhead
        has taken a new phase.
        Does Minnaloushe know that his pupils
        will pass from change to change,
        and that from round to crescent,
        from crescent to round they range?

        Minnaloushe creeps through the grass
        alone, important and wise,
        and lifts to the changing moon
        his changing eyes.
      • braineater Re: kocio, smutno, beznadziejnie 15.01.06, 20:21
        T.S. Eliot

        Mr. Mistoffelees

        You ought to know Mr. Mistoffelees!
        The Original Conjuring Cat--
        (There can be no doubt about that).
        Please listen to me and don't scoff. All his
        Inventions are off his own bat.
        There's no such Cat in the metropolis;
        He holds all the patent monopolies
        For performing suprising illusions
        And creating eccentric confusions.
        At prestidigitation
        And at legerdemain
        He'll defy examination
        And deceive you again.
        The greatest magicians have something to learn
        From Mr. Mistoffelees' Conjuring Turn.
        Presto!
        Away we go!
        And we all say: OH!
        Well I never!
        Was there ever
        A Cat so clever
        As Magical Mr. Mistoffelees!

        He is quiet and small, he is black
        From his ears to the tip of his tail;
        He can creep through the tiniest crack,
        He can walk on the narrowest rail.
        He can pick any card from a pack,
        He is equally cunning with dice;
        He is always deceiving you into believing
        That he's only hunting for mice.
        He can play any trick with a cork
        Or a spoon and a bit of fish-paste;
        If you look for a knife or a fork
        And you think it is merely misplaced--
        You have seen it one moment, and then it is gawn!
        But you'll find it next week lying out on the lawn.

        And we all say: OH!
        Well I never!
        Was there ever
        A Cat so clever
        As Magical Mr. Mistoffelees!

        His manner is vague and aloof,
        You would think there was nobody shyer--
        But his voice has been heard on the roof
        When he was curled up by the fire.
        And he's sometimes been heard by the fire
        When he was about on the roof--
        (At least we all heard that somebody purred)
        Which is incontestable proof
        Of his singular magical powers:
        And I have known the family to call
        Him in from the garden for hours,
        While he was asleep in the hall.
        And not long ago this phenomenal Cat
        Produced seven kittens right out of a hat!
        And we all said: OH!
        Well I never!
        Did you ever
        Know a Cat so clever
        As Magical Mr. Mistoffelees!
        • stella25b Re: kocio, smutno, beznadziejnie 15.01.06, 20:27
          Schwarze Katze

          Ein Gespenst ist noch wie eine Stelle,
          dran dein Blick mit einem Klange stößt;
          aber da, an diesem schwarzen Felle
          wird dein stärkstes Schauen aufgelöst:


          wie ein Tobender, wenn er in vollster
          Raserei ins Schwarze stampft,
          jählings am benehmenden Gepolster
          einer Zelle aufhört und verdampft.


          Alle Blicke, die sie jemals trafen,
          scheint sie also an sich zu verhehlen,
          um darüber drohend und verdrossen
          zuzuschauern und damit zu schlafen.
          Doch auf einmal kehrt sie, wie geweckt,
          ihr Gesicht und mitten in das deine:
          und da triffst du deinen Blick im geelen
          Amber ihrer runden Augensteine
          unerwartet wieder: eingeschlossen
          wie ein ausgestorbenes Insekt.

          Rainer Maria Rilke

          • mamarcela Re: kocio, smutno, beznadziejnie 15.01.06, 20:32
            Opuszczona
            Przez trzy noce padało i przez trzy noce szary, pręgowany kocur nie
            przyszedł.Czekała przyklejona do muru, aż jej łapki zziębły. W dzień natomiast,
            kiedy myślała, że jej nikt nie slyszy, narzekała ciemnym, łamiącym sie altem.
            Kiedy chciałeś ja pogłaskać, umykała pod krzesło: - Pardon, nie mam dziś
            nastroju.
            Ale na trzeci dzień po takiej nocy sama rzucała ci sie w objecia z namiętną
            pieszczotą: - Głaskaj mnie, nos mnie, trzymaj mnie, pokaż ucho, pokaż brodę,
            pokaż szyję! Jeszcze! Jeszcze! Ja nikogo na swiecie oprócz ciebie nie kocham!
            I mruczy, mruczy tak głosno i spazmatycznie, że aż sie krztusi.

            Kot w ogrodzie
            Wychuchałeś na ugorze zgrabna trawkę i krzaki z nagich patyków, wyniańczyłeś
            domowego kota z zabłąkanego, piszczącego kociaka. A teraz twoja kicia pełza jak
            wąż wśród wysokich źdźbeł i chaszczy, świeci złotymi oczami, a po lśniącym
            kożuszku biegają jej złote ciareczki.
            - Bo ja jestem drapieżnikiem w dzikiej dżungli.

            Karel Capek
            • 3promile Re: kocio, smutno, beznadziejnie 15.01.06, 20:37
              Ja się tak nie bawię! Wy tu sobie cudzosłowicie bezwstydnie, a ja, kurna,
              improwizuję! Strajk!
              • mamarcela Re: kocio, smutno, beznadziejnie 15.01.06, 20:48
                To nie jest zabawa. Przynajmniej nie dla mnie. Po moim domu chodzi smutna kocia
                śmierć na miękkich łapach. I ja po prostu chcę ją oswoić. Zwerbalizować
                akrobatycznie. With the little help of my friends.
                Wysłałam dzieci z domu i sama usiłuję tę kocią śmierc przyjąć. Z taką samą
                godnością jak mój kot.
                Rano przyjdzie pan doktor i skończy z tym umieraniem na raty.
                • 3promile O w mordę... n/t 15.01.06, 20:52
            • braineater Re: kocio, smutno, beznadziejnie 15.01.06, 20:38
              Ernest Hemingway
              KOT NA DESZCZU
              (tłumaczenie B. Zieliński)

              W hotelu mieszkało tylko dwoje Amerykanów. Nie znali nikogo z ludzi, których
              mijali na schodach wychodząc czy wracając do swego pokoju. Pokój ten był na
              pierwszym piętrze, od strony morza. Wychodził też na park i pomnik wojenny. W
              ogrodzie były wysokie palmy i zielone ławki. W pogodny dzień zawsze stał tam
              jakiś artysta ze sztalugami. Artystom podobały się palmy, które tam rosły, i
              żywe barwy hoteli stojących naprzeciw ogrodu i morza. Włosi przychodzili z
              daleka, żeby popatrzeć na pomnik. Był on odlany z brązu i lśnił na deszczu.

              Padało. Deszcz ociekał z drzew palmowych. Woda stała kałużami na wyżwirowanych
              ścieżkach. Fale morskie załamywały się długą linią w deszczu i spływały z
              plaży, aby powrócić i znowu załamać się długą linią w deszczu. Z placu przy
              pomniku zniknęły wszystkie samochody. Po przeciwległej stronie, w progu
              kawiarni, stał kelner i patrzał na pusty plac.

              Żona Amerykanina stała przy oknie i wyglądała na dwór. Na zewnątrz, wprost pod
              ich oknem, pod jednym z ociekających wodą zielonych stolików, przycupnął kot.
              Starał się skulić tak, żeby na niego nie kapało.

              - Idę na dół po tego kotka - powiedziała Amerykanka.
              - Ja to zrobię - zaproponował z łóżka jej mąż.
              - Nie, ja go przyniosę. Biedny kotek schował się przed deszczem pod stolik.

              Mąż czytał dalej, leżąc w nogach łóżka, podparty dwiema poduszkami.

              - Tylko się nie przemocz - powiedział.

              Żona zeszła na dół, a właściciel hotelu wstał i ukłonił się jej, kiedy mijała
              kantor. Jego biurko stało w głębi kantoru. Był starym, bardzo wysokim mężczyzną.

              - Il piove - powiedziała żona Amerykanina. Lubiła właściciela hotelu.
              - Si, si signora, brutto tempo. Bardzo brzydka pogoda.

              Stał za biurkiem w głębi ciemnawego pokoiku. Żona Amerykanina lubiła go.
              Podobała jej się śmiertelna powaga, z jaką przyjmował wszelkie zażalenia.
              Podobała jej się jego godność. Podobała się jego chęć usłużenia jej. Podobało
              jej się jego podejście do funkcji kierownika hotelu. Podobała jej się jego
              stara, ociężała twarz i duże ręce.

              Myśląc o tym, że go lubi, otworzyła drzwi i wyjrzała na dwór. Padało jeszcze
              gęściej. Przez pusty plac szedł w stronę kawiarni jakiś mężczyzna w gumowej
              pelerynie. Kot powinien był być na prawo. Chyba będzie mogła tam dojść pod
              okapem dachu. Kiedy tak stała w progu, otworzył się za nią parasol. Była to
              pokojówka, która sprzątała ich pokój.

              - Żeby pani nie zmokła - uśmiechnęła się mówiąc po włosku. Oczywiście przysłał
              ją kierownik hotelu.

              Amerykanka, z pokojówką trzymającą nad nią parasol, poszła wyżwirowaną ścieżką
              pod ich okno. Stolik tam był, jasnozielono obmyty deszczem, ale kot zniknął.
              Nagle poczuła się zawiedziona. Pokojówka spojrzała na nią.

              - Ha perduto qualche cosa, signora?
              - Tu był kot - powiedziała Amerykanka.
              - Kot?
              - Si, il gatto.
              - Kot? - roześmiała się pokojówka. - Kot na deszczu?
              - Tak - odparła. - Pod tym stołem. - A po chwili: - Och, tak chciałam go wziąć!
              Chciałam mieć kotka.

              Kiedy to powiedziała po angielsku, twarz pokojówki zesztywniała.

              - Chodźmy, signora - rzekła. - Trzeba wrócić do środka. Pani zmoknie
              - Chyba tak - powiedziała Amerykanka.

              Zawróciły wyżwirowaną ścieżką i doszły do drzwi. Pokojówka zatrzymała się na
              dworze, żeby zamknąć parasol. Kiedy Amerykanka przechodziła obok kantoru,
              padrone skłonił jej się zza biurka. Poczuła, że jakby ścisnęło się w niej coś
              bardzo małego. Przy padrone czuła się bardzo mała, a jednocześnie naprawdę
              ważna. Doznała chwilowego uczucia najwyższej własnej ważności. Weszła na górę
              po schodach. Otworzyła drzwi pokoju. George leżał na łóżku i czytał.

              - Masz tego kota? - zapytał odkładając książkę.
              - Już go nie było.
              - Ciekawe, gdzie poszedł - rzekł pozwalając oczom wypocząć od czytania.

              Usiadła na łóżku.

              - Tak go chciałam - rzekła. - Nie wiem, czemu chciałam go tak bardzo. Chciałam
              wziąć tego biednego kotka. Wcale nie jest zabawne być biednym kotkiem na
              deszczu.

              George czytał znowu.

              Podeszła do toaletki, usiadła przed lustrem i zaczęła przeglądać się w nim za
              pomocą ręcznego lusterka. Przestudiowała swój profil najpierw z jednej, potem z
              drugiej strony. Następnie obejrzała tył swojej głowy i szyję.

              - Nie uważasz, że to byłby dobry pomysł, gdybym zapuściła dłuższe włosy? -
              spytała, znów oglądając swój profil.

              George podniósł wzrok i zobaczył jej szyję od tyłu, z włosami przystrzyżonymi
              krótko jak u chłopca.

              - Mnie się podoba tak, jak jest.
              - A mnie się to już tak znudziło - odparła. - Znudziło mi się wyglądać jak
              chłopiec.

              George poprawił się na łóżku. Nie spuszczał z niej oka, odkąd zaczęła mówić.

              - Wyglądasz bardzo a bardzo ładnie.

              Położyła lusterko na toalecie, podeszła do okna i wyjrzała. Ściemniało się.

              - Chcę zaczesywać w tył włosy zupełnie gładko i robić z tyłu duży węzeł, taki,
              który bym czuła - powiedziała. - Chcę mieć kotka, który siedziałby mi na
              kolanach i mruczał, kiedy go gładzę.
              - Tak? - odezwał się George z łóżka.
              - I chcę jadać przy stole zastawionym moim własnym srebrem, i chcę mieć na nim
              świece. I chcę, żeby była wiosna i żebym mogła czesać włosy przed lustrem, i
              chcę kotka i jakieś nowe sukienki.
              - E, daj spokój i weź sobie coś do czytania - rzekł George. Czytał znowu.
              Jego żona wyglądała przez okno. Było już zupełnie ciemno, a deszcz wciąż padał
              między palmami.
              - Tak czy owak, chcę kota - powiedziała. - Chcę kota. Chcę go zaraz. Jeżeli nie
              mogę mieć długich włosów ani żadnej przyjemności, to chociaż mogę mieć kota.

              George nie słuchał. Czytał książkę. Jego żona spojrzała przez okno na plac, na
              którym zapłonęły latarnie.

              Ktoś zapukał do drzwi.

              - Avanti - powiedział George. Podniósł wzrok znad książki.

              W progu stanęła pokojówka. Trzymała przyciśniętego mocno do siebie dużego,
              nakrapianego kota, który zwisał wzdłuż jej ciała.

              - Bardzo przepraszam - rzekła. - Padrone kazał mi to przynieść dla signory.
              • blue.berry Re: kocio, smutno, beznadziejnie 15.01.06, 20:53
                Kot

                ja mam pana boga w futrze
                kiedy się przeciągam wzdłuż
                czuję jego palce
                wyprężone na grzbiecie

                on - w mięśniach moich nóg
                kroczy ciszej
                niż okrągły księżyc
                po przyczajonym niebie

                nie płoszmy gałęzi
                wiatr
                trzepocze nam w pysku,
                skrzydłem głupiego wróbla

                oblizuję wąs
                z ciepłej krwi
                zmrużony - śpiewam hymn
                o dobrym bogu



                * * *

                trzeba życzyć temu kotu
                dobrej nocy
                sztywne nogi
                wskazują cztery koła
                wielkiego wozu

                papier szeleści
                na mordce suchej

                kocie oczy zamknięte
                do pazurów przypięte
                skrzydło



                Halina Poświatowska
              • itek1 Re: kocio, smutno, beznadziejnie 15.01.06, 21:19
                W orginale lepiej smakuje:

                CAT IN THE RAIN

                There were only two Americans stopping at the hotel. They did not know any of
                the people they passed on the stairs on their way to and from their room. Their
                room was on the second floor facing the sea. It also faced the public garden and
                the war monument. There were big palms and green benches in the public garden.
                In the good weather there was always an artist with his easel. Artists liked the
                way the palms grew and the bright colors of the hotels facing
                the gardens and the sea. Italians came from a long way off to look up at the war
                monument. It was made of bronze and glistened in the rain. It was raining.
                The rain dripped from the palm trees. Water stood in pools on the gravel paths.
                The sea broke in a long line in the rain and slipped back down the beach to come
                up and break again in a long line in the rain. The motor cars were gone from the
                square by the war monument. Across the square in the doorway of
                the café a waiter stood looking out of the empty square.
                The American wife stood at the window looking out. Outside right under their
                window a cat was crouched under one of the dripping green tables. The cat was
                trying to make herself so compact that she would not be dripped on.

                "I'm. going down and get that kitty," the American wife said.

                "I'll do it," her husband offered from the bed.

                "No, I'll get it. The poor kitty out trying to keep dry under a table."

                The husband went on reading, lying propped up with the two pillows at the foot
                of the bed.

                "Don't get wet," he said.

                The wife went downstairs and the hotel owner stood up and bowed to her as she
                passed the office. His desk was at the far end of the office. He was an old man
                and very tall.

                "Il piove," the wife said. She liked the hotel-keeper.

                "Si, si, Signora, brutto tempo. It is very bad weather."

                He stood behind his desk in the far end of the dim room. The wife liked him. She
                liked the deadly serious way he received any complaints. She liked the way he
                wanted to serve her. She liked the way he felt about being a hotel-keeper. She
                liked his old, heavy face and big hands.
                Liking him she opened the door and looked out. It was raining harder. A man in a
                rubber cape was crossing the empty square to the café. The cat would be around
                to the right. Perhaps she could go along under the eaves. As she stood in the
                door-way an umbrella opened behind her. It was the maid who looked after their room.

                "You must not get wet," she smiled, speaking Italian. Of course, the
                hotel-keeper had sent her.

                With the maid holding the umbrella over her, she walked along the gravel path
                until she was under their window. The table was there, washed bright green in
                the rain, but the cat was gone. She was suddenly disappointed. The maid looked
                up at her.

                "Ha perduto qualque cosa, Signora?"

                "There was a cat," said the American girl.

                "A cat?"

                "Si, il gatto."

                "A cat?" the maid laughed. "A cat in the rain?"

                "Yes," she said, "under the table." Then, "Oh, I wanted it so much. I wanted a
                kitty."

                When she talked English the maid's face tightened.

                "Come, Signira," she said. "We must get back inside. You will be wet."

                "I suppose so", said the American girl.

                They went back along the gravel path and passed in the door. The maid stayed
                outside to close the umbrella. As the American girl passed the office, the
                padrone bowed from his desk. Something felt very small and tight inside the
                girl. The padrone made her feel very small and at the same time really
                important. She had a momentary feeling of being of supreme importance. She went
                on up the stairs. She opened the door of the room. George was on the bed, reading.

                "Did you get the cat?" he asked, putting the book down.

                "It was gone."

                "Wonder where it went to," he said, resting his eyes from reading.

                She sat down on the bed.

                "I wanted it so much," she said. "I don't know why I wanted it so much. I wanted
                that poor kitty. It isn't any fun to be a poor kitty out in the rain."

                George was reading again.

                She went over and sat in front of the mirror of the dressing table looking at
                herself with the hand glass. She studied her profile, first one side and then
                the other. Then she studied the back of her head and her neck.

                "Don't you think it would be a good idea if I let my hair grow out?" she asked,
                looking at her profile again.

                George looked up and saw the back of her neck, clipped close like a boy's.

                "I like it the way it is."

                "I get so tired of it," she said. "I get so tired of looking like a boy."

                George shifted his position in the bed. He hadn't looked away from her since she
                started to speak.

                "You look pretty darn nice," he said.

                She laid the mirror down on the dresser and went over to the window and looked
                out. It was getting dark.

                "I want to pull my hair back tight and smooth and make a big knot at the back
                that I can feel," she said. "I want to have a kitty to sit on my lap and purr
                when I stroke her."

                "Yeah?" George said from the bed.

                "And I want to eat at a table with my own silver and I want candles. And I want
                it to be spring and I want to brush my hair out in front of a mirror and I want
                a kitty and I want some new clothes."

                "Oh, shut up and get something to read.," George said. He was reading again.
                His wife was looking out of the window. It was quite dark now and still raining
                in the palm trees.

                "Anyway, I want a cat," she said, "I want a cat. I want a cat now. If I can't
                have long hair or any fun, I can have a cat."

                George was not listening. He was reading his book. His wife looked out of the
                window where the light had come on in the square.

                Someone knocked at the door.

                "Avanti," George said. He looked up from his book.

                In the doorway stood the maid. She held a big tortoise-shell cat pressed tight
                against her and swung down against her body.

                "Excuse me," she said, "the padrone asked me to bring this for the Signora."
    • mamarcela Re: kocio, smutno, beznadziejnie 15.01.06, 20:52
      LE CHAT
      Le chat

      Je souhaite dans ma maison:
      Une femme ayant sa raison,
      Un chat passant parmi les livres,
      Des amis en toute saison
      Sans lesquels je ne peux pas vivre.

      Guillaume Apollinaire
    • mamarcela Re: kocio, smutno, beznadziejnie 15.01.06, 20:57
      ZIMOWY POGRZEB NA CMENTARZU W BOLIMOWIE

      Za jej trumną szły koty - ale niewidzialne
      Koty ułomne oraz koty parafialne

      Śnieżek kładł się na grobach bez większej ochoty
      Szedł niewidzialny orszak - same zmarłe koty

      Zapchlony Żółtek oraz szalony kot Bończa
      Z jego ramion zwisała dziurawa opończa

      Kot księżej gospodyni za nim kot poety
      Niewidzialnie pachniały mielone kotlety

      Kot w ostrogach kot Frajszyc w żółtym kapeluszu
      Kot Połowa Ogona oraz kot Bez Uszu

      Niesiono garnek z kaszą i wilgotne pranie
      Kto umiera ten nie wie - co po nim zostanie

      Półżywy kot Nazista oraz kot garncarza
      Kto umiera ten nie wie - co mu się przydarza

      I nie wie kto umiera - czy się przyda Bogu
      Szedł kot Skurwiel i ten który sika mi na progu

      Kot Utopiony w Worku kot Idź do Cholery
      Niesiono niewidzialne papieskie ordery

      Kot podmiejskiej kolejki stary kot Eliota
      Na końcu jeśli chcecie - szła połowa kota

      Koleżka naszej Psotki biały kot Pólgłówek
      Tu u nas każdy chciałby mieć taki pochówek


      Jarosław Marek Rymkiewicz
    • mamarcela Re: kocio, smutno, beznadziejnie 15.01.06, 21:24
      "Ta, skoro tylko zobaczyła włażącego do tramwaju kota, wrzasnęła dygocąc z
      wściekłości:
      - Kotom nie wolno! Z kotami nie wolno! Psik! Wyłaź, bo zawołam milicjanta!
      Ani konduktorki, ani pasażerów nie zdziwiło to, co było najdziwniejsze - nie to
      więc, że kot pakuje się do tramwaju, to byłoby jeszcze pół biedy, ale to, że
      zamierza zapłacić za bilet!
      Kot okazał się zwierzakiem nie tylko wypłacalnym, ale także zdyscyplinowanym.
      Na pierwszy okrzyk konduktorki przerwał natarcie, opuścił stopień i pocierając
      monetą wąsy usiadł na przystanku. Ale gdy tylko konduktorka szarpnęła dzwonek i
      tramwaj ruszył, kocur postąpił tak, jak postąpiłby każdy, kogo wyrzucają z
      tramwaju, a kto mimo to jechać musi. Przeczekał, aż miną go wszystkie trzy
      wagony, po czym wskoczył na tylny zderzak ostatniego, łapą objął sterczącą nad
      zderzakiem gumową rurę i pojechał, zaoszczędziwszy w ten sposób dziesięć
      kopiejek."
    • brunosch Re: kocio, smutno, beznadziejnie 15.01.06, 21:37
      Kiedy Bóg stworzył świat...

      Kiedy Bóg stworzył świat i umieścił w nim zwierzęta, postanowił, że da każdemu z
      nich to, o co poprosi. Wszystkie zwierzęta ustawiły się w długą kolejkę do Jego
      tronu, a kot grzecznie stanął na samym końcu. Bóg dał siłę słoniowi i
      niedźwiedziowi, królikowi i sarnie - szybkość, sowie dał zdolność widzenia w
      nocy, piękno ptakom i motylom, lisowi - spryt, inteligencję małpie, psu
      wierność, lwu odwagę, wydrze skłonność do zabawy. O wszystkie te rzeczy
      zwierzęta prosiły Boga. Dotarł wreszcie do końca kolejki, tam, gdzie siedział
      kot, czekając cierpliwie.

      — A czego TY sobie życzysz? — zapytał Bóg.

      Kot skromnie wzruszył ramionami:

      — O, cokolwiek ze zbywających resztek. Wszystko jedno.

      — Ależ jestem Bogiem. Nadal możesz wybierać ze wszystkiego.

      — W takim razie poproszę po trochę wszystkiego.

      Bóg roześmiał się, ubawiony sprytem tego małego zwierzątka i dał mu wszystko, o
      co prosiło, przydając wdzięk i elegancję, oraz - tylko dla niego - delikatne
      mruczenie, które zawsze przyciągnie ludzką uwagę, zapewniając mu ciepły i
      wygodny dom.

      Ale odebrał mu fałszywą skromność.

      Lenore Fleischer - The Cat's Pajamas
      • 3promile Re: kocio, smutno, beznadziejnie 15.01.06, 21:46
        "Często uważa się za najważniejszego i najciekawszego kota literackiego postać
        Behemota z powieści Michaiła Bułhakowa „Mistrz i Małgorzata”. Przynajmniej
        częściowo jest to sąd krzywdzący, jako że literatura obfituje w inne, bardzo
        ciekawe kocie postaci. Jednak powieść Bułhakowa jest dzisiaj tak znana i
        rozpowszechniona, a przy tym uważana za jedną z najważniejszych powieści XX
        wieku, że zyskało też na tym bezczelne czarne kocisko, utrwalając swój wizerunek
        w świadomości czytelnika. Jaki jest Behemot, czym nas bawi, jakie funkcje
        przyszło mu odegrać w ateistycznej Moskwie, gdzie trafia ze świtą Szatana?
        Widzimy Behemota w kilku wcieleniach, raz jest czarnym beretem zamieniającym się
        w kota, innym razem „kotopodobnym” facetem, „grubasem w sfatygowanym kaszkiecie”
        o okrągłej głowie porośniętej ”gęstym włosem przypominającym sierść”. Na końcu
        powieści ukazuje się w swej prawdziwej postaci- milczącego młodego pazia .
        Jednak najczęściej towarzyszy bohaterom powieści jako czarny, ogromny kocur.
        Bułhakowskiego kota poznajemy, gdy ten usiłuje wepchać się do tramwaju, to
        „kocur, który nie wiadomo skąd się wziął, wyposażony w zawadiackie wąsy
        kawalerzysty, olbrzymi jak wieprz, czarny jak sadza lub gawron.” Właściwie
        wszędzie gdzie się pojawia, Behemot wzbudza zdumienie pomieszane ze strachem.
        Nie tylko zadziwia swymi wyjątkowymi gabarytami, ale też zachowuje się jak
        człowiek! „Dziwny ów kot”, chodzący na tylnych łapach i gadający ludzkim głosem,
        bezczelnie usiłuje zapłacić konduktorce za bilet tramwajowy. „Okazał się
        zwierzakiem nie tylko wypłacalnym, ale także zdyscyplinowanym” - wypchnięty z
        tramwaju („Kotom nie wolno!”) zaczaja się i wskakuje na tylną część pojazdu,
        zaoszczędzając przy tym dziesięć kopiejek. Już ta pierwsza scena z kocim
        udziałem wywołuje uśmiech na twarzy czytelnika. Czy bawi nas spryt kocura i fakt
        obdarzenia go przez autora ludzkimi cechami? A może śmiejemy się i wykpiwamy
        człowieka, który tutaj tylko ukrywa się pod postacią kota? Behemot postąpił
        przecież tak, jak zachowałby się przeciętny obywatel, nie tylko mieszkaniec
        Moskwy... Właściwie w każdej kolejnej scenie z jego udziałem ujawniają się inne
        ludzkie zachowania Behemota. Gdy trzeba- kłania się i szurga łapą, potrafi też
        zrobić oko, gdy wymaga tego sytuacja. Nicpoń ten łże, „swoim zwyczajem udając
        głupiego” , obraża się („kot zaś tak się obraził, że aż miauknął”, „obrażony
        kocur tak się nadął, że zdawało się- jeszcze sekunda, a pęknie”), oszukuje w
        szachy. Tak, tak, czarne kocisko i w szachy grać potrafi. Inteligencji i
        wrodzonego sprytu odmówić mu nie sposób. Behemot śmieszy, śmieszy straszliwie,
        bo autor obdarzył go tymi wadami, które w kocim wydaniu bawią czytelnika. W
        tradycji demonologicznej Behemot to demon pragnień żołądka, stąd żarłoczność
        Bułhakowskiego kocura. O zawrót głowy przyprawić mogą ilości jedzenia, jakie
        pochłania Behemot. Oto „przerażających rozmiarów czarny kocur z kieliszkiem
        wódki w jednej łapie i z widelcem - na który zdążył już nadziać marynowany
        grzyb- w drugiej.” "
    • mamarcela Re: kocio, smutno, beznadziejnie 15.01.06, 21:40
      "Bóg stworzył puszysty kłębek, który z braku lepszego pomysłu nazwał Kotem.
      Przyjrzał się Swemu dziełu i pokręcił głową. To nie było dokładnie to, co
      zamyślił.
      Uniósł stworzenie wysoko w powietrze, a ono zwisło bezwładnie z Jego dłoni.
      Wypuścił je z ręki, a ono plasnęło o ziemię i rozpłaszczyło się niczym
      naleśnik. Kiedy Bóg skrzyżował przednie łapy kota na jego piersiach, a tylne
      splótł w pozycję lotosu, stworzenie nawet nie drgnęło.
      Zaciekawiony Bóg przewracał kota z boku na bok, rozciągając jego ciało tak, że
      stało się prawie dwa razy dłuższe. Potem zwinął je w małą kulkę, skręcając,
      zginając i ugniatając. Stworzenie nawet nie otworzyło oczu.
      Bóg podrapał się po brodzie z niedowierzaniem. Nie był pewien, czy ma się
      śmiać, czy płakać. Wiedział, oczywiście, że to, co właśnie stworzył, trudno
      zaliczyć do cudów.
      Ale nie miał już czasu na żadne zmiany - ostateczny termin siedmiu dni był tuż-
      tuż.
      - No trudno. - Wzruszył ramionami. - Nie wszystko zawsze musi się udać.
      Kot, nie poświęcając ani chwili uwagi swemu pojawieniu się na ziemi, zwinął się
      w kłębek i znowu zasnął."

      Stephen Baker "Jak żyć z neurotycznym kotem"
    • brunosch Re: kocio, smutno, beznadziejnie 15.01.06, 21:44
      Jeszcze

      …więc jak się już ma psa i kota, miłe mieszkanko spółdzielcze,
      I wszystko się w naszym życiu układa tak plus-minus znośnie,
      I gdy się w tym życiu już miało tę pewną ilość dziewczyn,
      A właśnie jest popołudnie, i słońce świeci skośnie,

      To dobrze jest usiąść w fotelu, a kot niech się zwinie obok,
      I żeby w zasięgu ręki było koniecznie pół czarnej,
      A radio niech gra Gershwina, a my, kiwając nogą,
      W ten skośny promień puszczamy dym z papierosa Carmen.

      Na półkach piętrzą się książki, i pył z nich wiruje w słońcu,
      I wszystko jest złotobrunatne, a tylko rapsodia błękitna,
      I trochę smutno, że trzeba to będzie zostawić w końcu,
      I że już się nie siądzie w fotelu, żeby Trzech Muszkieterów poczytać,

      Bo może się kiedyś tak zdarzyć, że patrzysz — a ciebie już nie ma,
      Chociaż jest kawa i fotel, i słońce na kociej sierści,
      I chociaż wciąż jeszcze w powietrzu snuje się dym z Carmena,
      I równie jak dym błękitny wciąż snuje się ten mister Gershwin.

      Pies podniósł głowę i warknął, ale na razie nikt nie wszedł,
      Choć ktoś stał jakby za drzwiami, i jakby zamykał parasol.
      Kot otwarł oko, popatrzył i spytał — Jesteś tu jeszcze?
      — Jeszcze tu jestem, mój kocie. I staram się trzymać fason.

      Andrzej Waligórski
    • gatta13 Re: kocio, smutno, beznadziejnie 15.01.06, 21:44
      "ten kot nie lubi
      aby mu głaskać metafizyczne futro
      pod włos

      on zjadł już wszystkie światy
      teraz tłuszczem obrosły
      zasypia

      śni mu się wielki czarny niebyt
      bo pomrukuje
      i porusza końcami wąsów"

      H. Poświatowska
    • mamarcela Re: kocio, smutno, beznadziejnie 15.01.06, 21:50
      On a Cat Ageing

      He blinks upon the hearth-rug,
      and yawns in deep content,
      accepting all the comforts
      that Providence has sent.

      Louder he purrs, and louder,
      in one glad hymn of praise
      for all the night's adventures,
      for quiet, restful days.

      Life will go on for ever,
      with all that cat can wish:
      warmth and the glad procession
      of fish and milk and fish.

      Only-the thought disturbs him-
      he's noticed once or twice,
      the times are somehow breeding
      a nimbler race of mice.

      Alexander Gray
    • mamarcela Re: kocio, smutno, beznadziejnie 15.01.06, 21:51
      Co godzinę wiadomości

      Radio podaje co godzinę wiadomości.
      Spikerzy wiedzą wszystko; niemożliwe,
      Zdawałoby się, żeby każda godzina
      Zabijała, kradła i oszukiwała. A jednak
      Tak jest, godziny jak lwy pożerają
      Zapasy życia. Rzeczywistość przypomina
      Sweter przetarty na łokciach. Kto
      Słucha wiadomości, nie wie, że
      W pobliży, po ogrodzie mokrym od deszczu
      Spaceruje mały szary kot i bawi się,
      Mocuje z twardymi łodygami traw.

      Adam Zagajewski
    • gatta13 Re: kocio, smutno, beznadziejnie 15.01.06, 21:51
      "spiczastoucha
      w pręgi
      ponad którymi oczu
      konstelacja zielona świeci
      wybacza ci się okrucieństwo
      i świergot
      w twoim gardle milknący
      wybacza ci się egoizm
      przerastający najwyższe drzewa
      i daje we władanie wieczne
      bo także dla twej opornej duszy
      która kiedyś bez sierści
      przeciągnie się w szybkim wietrze
      płot i kolana
      podołek miękki
      żebyś mogła trącać paznokciem
      trzepot i ciepło
      dwie struny
      na których wydrywasz
      swój kosmiczny niedosyt
      amen"
    • mamarcela Re: kocio, smutno, beznadziejnie 15.01.06, 21:57
      CZARNY KOT

      Na podwórku, tuż za bramą -
      czarnej sieni czarny wlot.
      W sieni dzień i noc tak samo
      rezyduje Czarny Kot.

      Uśmiechając się pod wąsem
      czai się w ciemności, łotr.
      Drą się koty wniebogłosy,
      ale milczy Czarny Kot.

      Myszy dawno już nie łowi,
      stroszy wąs i śmieje się -
      łapie wszystkich nas za słowo
      i kiełbasę naszą je.

      Ani żąda, ani prosi,
      Kryje w ślepiach żółty blask.
      Każdy sam mu coś wynosi,
      jeszcze mu się kłania w pas.

      Nie zamiauczy ani razu,
      ale z sieni - ani rusz;
      o framugę ostrzy pazur,
      jakbyś miał na gardle nóż!

      Stąd też wszyscy przygnębieni,
      wszystko w domu - byle jak...
      Światło by założyć w sieni...
      Ale jakoś chętnych brak!

      BułaT Okudżawa
    • gatta13 Re: kocio, smutno, beznadziejnie 15.01.06, 22:01
      Bożek wschodu, gdzie z twarzy wschodzą bez wyrazu
      dwie krople oceanu - dojrzałe owoce wody,
      zastyga przy kominkach i trójkątną twarzą
      prowadzi sny puszyste w wilgotne ogrody.
      Przez kasztanowy zapach i jesienną wilgoć
      kołysze noc wysmukłą jakby widmo łowów
      i długo śpiewa pieśni nad zabitą wilgą
      wywołując upiory krążące nad głową.
      A potem ogień ciągnie złotych iskier struny,
      bulgocą oczy, to woda, zenitalne deszcze,
      i wieje duszny samum sypkim piaskiem dreszczy,
      gdy otworzą się oczy jak martwe pioruny.
      Wtedy nagle urosną miękkie łapy kota
      i ogromnym tygrysem wyfrunie przez okno
      do wygiętej w księżycu samicy ze złota.
      Zostanę ja i ogień, i moja samotność.

      K.K.Baczyński
    • gatta13 Re: kocio, smutno, beznadziejnie 15.01.06, 22:07
      KOT WAGONÓW SYPIALNYCH

      Nocny Ekspres odejść ma
      11.02,
      A tu Pufcio gdzieś się zawieruszył!
      Słychać szepty: "Gdzie on? Przyszedł?
      Czy znów wyszedł na kieliszek?
      Jak bez niego pociąg może ruszyć?"

      Kolejarze i publika
      Córki Stacji Naczelnika -
      Każdy znaleźć go się na gwałt stara:
      W górę idą semafory,
      Jego nie ma do tej pory,
      A tu pociąg czeka, bucha para!

      Jedenasta i dwa zera -
      Pierwszy sygnał dać czas teraz
      I gdy nerwy tracą już pasażerowie,
      Wtedy Pufcio się pojawia,
      Z tym i z tamtym porozmawia,
      Maszyniście dwa ostatnie słowa powie.

      I zielonych jak szkło
      Kocich oczu błysk
      I już sygnał: gotowe!
      Syk pary i gwizd.
      Już ruszamy na koniec
      Tym pociągiem nocnym
      Ku północnym stronom
      Hemisfery Północnej!

      Pomyślałby, gdy nie wie kto,
      Że to on jest Nadinspektor
      W tym Ekspresie Sypialnych Wagonów;
      Wiedzą, że z nim to nie żarty,
      Bagażowi, co rżną w karty -
      Nie przepuści niczego nikomu.

      Spaceruje korytarzem
      I egzaminuje twarze
      Pasażerów, pasażerek oraz dzieci;
      I od razu, od początku
      Wie, gdy coś jest nie w porządku
      W klasie pierwszej, w klasie drugiej, w klasie trzeciej.


      W twarz ci patrzy bez zachwytu
      I od razu zna ukryte
      Myśli twe, a ich na pewno nie pochwala;
      A ty wiesz już dobrze, że ci
      Nie pomoże żaden sprzeciw,
      Gdy spokojnie korytarzem się oddala.

      O, bo Pufcio jest kotem,
      Co wie o tym i o tem
      Nie ignoruj go, bo to kot niezwyczajny,
      I wszystko w dalszym ciągu
      Jest w porządku w pociągu,
      Kiedy czuwa Kot Wagonów Sypialnych.

      Oczekuje cię twój przedział,
      Będziesz spał, nie stał lub siedział -
      Taka podróż i nie męczy, i nie nuży;
      Kiedy sennie i śródnocnie
      Ze snu w półsen się półockniesz,
      Nie pamiętasz, żeś w dalekiej jest podróży.

      Prześcieradła białe, świeże,
      Jak przyjemnie będzie leżeć
      I powierzyć się wełnianym, miękkim kocom...
      Światło masz u góry, z boku
      I niebieskie, gdy w półmroku
      Lubisz marzyć tą podróżną cichą nocą.

      Jeszcze zjawi się konduktor
      I zapyta, jaką jutro
      Chcesz herbatkę i jak długo chciałbyś leżeć.
      A z nim Pufcio przyjdzie, bo on
      Musi sprawdzić, czy zrobiono
      Dla wygody twojej wszystko jak należy.

      I przyjemnie jest wiedzieć,
      Kiedy podróż trwa,
      Że jest ktoś, kto o wszystkim
      Pamięta i dba,
      Żeby nic się nie stało nikomu;
      I że żadna cię mysz
      Nie ukąsi, gdy śpisz,
      Kiedy czuwa Kot Sypialnych Wagonów.

      W czasie długich godzin nocnych
      Zawsze czujny i pomocny.
      Jeśli spocznie, to na chwilę tylko krótką.
      Czasem się na stacji wymknie
      I herbaty trochę łyknie
      Zakropionej może dobrą, mocną wódką.

      Spałeś twardo w Ciechanowie
      I już nigdy się nie dowiesz,
      Że się widział tam z Dyżurnym samym Ruchu!
      Śniłeś sobie słodko w Tczewie
      I na pewno również nie wiesz,
      Że z Milicją mówił o czymś tam na ucho!

      Przyjechałeś już nad morze!
      On wysiadać ci pomoże,
      Sprawdzi, czy w porządku są walizki.
      Szybko! Już na stopień skoczył,
      Tylko błysną kocie oczy,
      Trzasną drzwiczki, buchnie para, gwizdną gwizdki.

      Machnie jeszcze z ukłonem
      Swoim kocim ogonem
      I to już jest gest pożegnalny...
      Lecz przyjemnie, gdy wie się,
      Że w tym Nocnym Ekspresie
      Czuwa on - Kot Wagonów Sypialnych.
      • stella25b Re: kocio, smutno, beznadziejnie 15.01.06, 22:13
        Swiat roi sie od dziwakow. Przyklad? Prosze bardzo: kameleon, gadajaca papuga,
        wielbiciel kozuchow na mleku...Albo jeszcze lepiej- kot w butach! Slyszeliscie
        o czyms podobnym? No to posluchajcie!
        Byl sobie mlynarz, ktory mial trzech synow: najstarszego, sredniego i
        najmlodszego......

    • mamarcela Re: kocio, smutno, beznadziejnie 15.01.06, 22:28
      Czym jest kot

      A czym jest kot?
      Kłębuszkiem snu.
      Za oknem deszcz jesienny pluszcze
      I mruczy kot.
      Zaufaj mu -
      Zobaczysz przeszłość.
      Tak jak w lustrze:

      Serwety koronkowej brzeg
      I lampę, co nad stołem płonie,
      We włosach matki - czasu śnieg
      I jej ruchliwe małe dłonie.

      A na kolanach matki - kot
      Otwiera oczy zielonkawe.
      Łapką, co skora jest do psot,
      Sen chwyta, odpychając jawę.

      Biegniesz po schodach lat - ku drzwiom,
      Szukając gorączkowo kluczy...

      Mruczenie kota to jest dom,
      Bo zawsze kot o domu mruczy

      R.M.Groński
    • beatanu Re: kocio, smutno, beznadziejnie 15.01.06, 23:19
      Kiedy umiera kot, cieszą się tylko myszy.
      Niemądre stworzenia o małych rozumkach!
      Czyż nigdy nie pojmą, że KOT jest niezniszczalny?
      Tak przecież powiedział Żywiący Się Mózgami...

      Pocałuj, proszę mamarcelo KoTA w pysia. Ode mnie.

      A ponieważ koty znają wszystkie języki świata... Próbka poezji szwedzkiej.

      Katter

      En katt är inte en människa,
      säger du inte en kristen -
      Jag har sett många!
      De lekte med sorken
      som sittande på svansen pep emot.

      Sen lät de den gå att dö
      för sig själv av chocken
      utan annat men än små
      klomärken , små kärleksbett.


      Gunnar Ekelöf
      • monikate Re: kocio, smutno, beznadziejnie 15.01.06, 23:56
        "Był sobie raz kotek. Nie jakiś tam okazały, długowłosy kot o dziwacznym,
        cudzoziemskim imieniu, lecz zwykły sobie, szwedzki, szaro nakrapiany kisiuś z
        różowym noskiem. A gdy mu się podniosło łapki i obejrzało podeszwy, widać było,
        że ma różowe poduszeczki. Jedno tylko było smutne, a mianowicie to, że ten
        kotek wcale nie miał ogona".
        Gosta Knutsson, Przygody Filonka Bezogonka
    • mamarcela Re: kocio, smutno, beznadziejnie 16.01.06, 10:36
      "Mówiłem, że kot Murder jest stary. Ale Murder nigdy nie umrze, w każdym razie
      nie umrze ze starości jak te brzydkie, grube i nieruchawe psy, które trzeba
      będzie w końcu uśpić u weterynarza. Murder nigdy nie umrze, chyba że ktoś go
      zabije, albo przejedzie go samochód. Jeśli Murder nie umrze śmiercią gwałtowną,
      to jego ciała nikt nigdy nie znajdzie. Nie pozostanie po nim ani jedna kostka,
      ani strzęp futra. Murder po prostu zniknie. Pewnego dnia nie zobaczę go
      siedzącego w okiennej wnęce, ani idącego powoli przez ogród. Żebym nie wiedzieć
      jak wpatrywał się, nie zobaczę już tego miejsca, w którym materia świata jest
      tak cudownie zagęszczona i tak doskonale uformowana w ruchomą, żywą, widzącą i
      czującą istotę. W opustoszałym powietrzu będę widział tylko ziemię, kamienie,
      trawę. Jeśli przestanę widzieć coś, co przedtem widziałem, to tak jakby mi
      odebrano rzecz, którą przedtem miałem. I będzie mi smutno."

      Kornel Filipowicz




      Już...
      • daria13 Re: kocio, smutno, beznadziejnie 16.01.06, 11:11
        Wiem, że żadne słowa tu nie pomogą, ale jeśli świadomość, że są osoby, które
        łączą się z Tobą myślami w tej chwili choć w minimalnym stopniu przyniesie Ci
        ulgę, to pamiętaj, że tak jest.
        Bądź dzielna, albo nie, wypłacz się do ostatniej łzy, zależy, co Ci bardziej
        pomaga.
        Mocno ściskam, bez całowania.
        Daria
    • mamarcela Re: kocio, smutno, beznadziejnie 16.01.06, 11:05
      W KRÓLESTWIE KOTÓW

      Gdzie dużo piwnic,
      Strychów
      I płotów
      Tam się zaczyna Królestwo Kotów.
      Świat tam na cztery łapy spadł,
      Zaczarowany koci świat.

      Przez cały tydzień,
      Od poniedziałku,
      Pełno tam mruczeń,
      Psyczeń
      I miauków,
      Gonitw po gzymsach,
      Skoków przez płot.
      Różnych ząb za ząb,
      I kot za kot.

      W Królestwie Kotów wszystko jest kocie.
      Koci wujkowie są,
      Kocie ciocie,
      Kocie przedszkola,
      Kocie sklepiki,
      W których sprzedają kocie łakocie.
      W kinach zaś idą filmy kocie,
      W kółko te same
      Z Myszką Miki.
      Bo w tym królestwie kocie jest wszystko,
      Nawet muzyka w kocim disco,
      A także doszły mnie takie słuchy,
      Że w nocy straszą tam
      Kocie Duchy.

      Awantur różnych też bywa sporo,
      Wszystkie się one z niczego biorą.
      Najlepszy druh z najlepszym druhem
      W konflikt popada o byle muchę,
      Albo sierść im się jeży na grzbiecie
      O miejsce na parapecie.

      Największą jednak wzbudza tam trwogę,
      Gdy kotu kot
      Przebiega drogę.
      Każdy się przed czymś takim wzdraga,
      Taka zniewaga
      Krwi wymaga.
      Bo pecha wróży
      I los marny,
      Zwłaszcza, gdy kot był czarny.

      No trudno,
      Nigdzie nie brak kłopotów.
      Nie brak ich także w Królestwie Kotów.
      A mimo to, powiadam Wam,
      Każdy z tych kotów, które znam,
      Biec tam natychmiast gotów.

      Ludwik Jerzy Kern


      TY juz tam jesteś!!!
      • braineater Re: kocio, smutno, beznadziejnie 16.01.06, 11:17
        The way to Cat Heaven is a field of sweet grass,
        where crickets and butterflies play.
        A cat may be late getting to Heaven...
        there is so much fun on the way!

        But an angel will wait at the yellow front door,
        wait till a kitty comes home.
        And when she arrives, he'll give her a kiss
        and some milk in a bowl of her own.

        There are trees in Cat Heaven, trees made just for cats,
        trees growing so green and so high.
        But, no one gets stuck in a tree anymore--
        if a cat wants down she will fly!

        And, oh all the toys, kitty toys everywhere,
        thousands and thousands go by.
        There are buttons and baubles and
        small catnip afloat in the sky!

        There are angels, of course, with soft angel laps,
        where kitties can purr loud and strong.
        The angels will rub kitties noses and ears,
        and sing them a Cat Heaven song.

        And when cats are hungry, there is God's kitchen counter
        all covered with white kitty dishes,
        full of tuna and salmon and mounds of sardines
        and wonderful little pink fishes.

        The cats in Cat Heaven are so loved and spoiled
        God lets them all lie on his bed...
        He walks in his garden with a good black book
        and a kitty asleep on his head.

        Then when a cat needs to, she may simply ponder
        and watch the blue world deep and wide....
        she will watch the old house where she once lived and wandered,
        and the people who loved her inside.

        All cats love Heaven, they know the way there,
        they know where the angel cats fly.
        They will turn past the stars and the moon and the sun.....
        to curl up with God in the sky.

        Anonymous
        • noida Re: kocio, smutno, beznadziejnie 16.01.06, 14:13
          Cat! by
          Eleanor Farjeon


          Cat!
          Atter her, atter her,
          Sleeky flatterer,
          Spitfire chatterer,
          Scatter her, scatter her
          Wuff!
          Wuff!
          Treat her rough!
          Git her, git her,
          Whiskery spitter!
          Catch her, catch her,
          Green-eyed scratcher!
          Slathery
          Slithery
          Hisser,
          Don't miss her!
          Run till you're dithery,
          Hithery
          Thithery
          Pfitts! pfitts!
          How she spits!
          Spitch! Spatch!
          Can't she scratch!
          Scritching the bark
          Of the sycamore-tree,
          She's reached her ark
          And's hissing at me
          Pfitts!Pfitts!
          Wuff! Wuff!
          Scat,
          Cat!
          That's
          That!
    • schabomil W kociej koterii 16.01.06, 15:06
      Sane, sane, they're all insane,
      Fireman's blind, the conductor is lame
      A cincinnati jacket and a sad-luck dame
      Hanging out the window with a bottle full of rain
      Clap hands, clap hands, clap hands, clap hands

      Said roar, roar, the thunder and the roar
      Son of a bitch is never coming back here no more
      The moon in the window and a bird on the pole
      We can always find a millionaire to shovel all the coal
      Clap hands, clap hands, clap hands, clap hands

      Said steam, steam, a hundred bad dreams
      Going up to harlem with a pistol in his jeans
      A fifty-dollar bill inside a palladin's hat
      And nobody's sure where mr. knickerbocker's at

      Roar, roar, the thunder and the roar
      Son of a bitch is never coming back here no more
      Moon in the window and a bird on the pole
      Can always find a millionaire to shovel all the coal
      Clap hands, clap hands, clap hands, clap hands

      I said steam, steam, a hundred bad dreams
      Going up to harlem with a pistol in his jeans
      A fifty-dollar bill inside a palladin's hat
      And nobody's sure where mr. knickerbocker's at

      Shine, shine, a roosevelt dime
      All the way to baltimore and running out of time
      Salvation army seemed to wind up in the hole
      They all went to heaven in a little row boat
      Clap hands, clap hands, clap hands, clap hands
      Clap hands, clap hands, clap hands, clap hands
      Clap hands, clap hands, clap hands, clap hands

      Tomasz Czekański
    • pinos Re: kocio, smutno, beznadziejnie 17.01.06, 15:42
      W drugą stronę też, bo ładne.

      Wisława Szymborska

      Kot w pustym domu

      Umrzeć - tego się nie robi kotu.
      Bo co ma począć kot
      w pustym mieszkaniu.
      Wdrapywać się na ściany.
      Ocierać między meblami.
      Nic niby tu nie zmienione,
      a jednak pozamieniane.
      Niby nie przesunięte,
      a jednak porozsuwane.
      I wieczorami lampa już nie świeci.

      Słychać kroki na schodach,
      ale to nie te.
      Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
      także nie ta, co kładła.

      Coś się tu nie zaczyna
      w swojej zwykłej porze.
      Coś się tu nie odbywa
      jak powinno.
      Ktoś tutaj był i był,
      a potem nagle zniknął
      i uporczywie go nie ma.

      Do wszystkich szaf się zajrzało.
      Przez półki przebiegło.
      Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
      Nawet złamało zakaz
      i rozrzuciło papiery.
      Co więcej jest do zrobienia.
      Spać i czekać.

      Niech no on tylko wróci,
      niech no się pokaże.
      Już on się dowie,
      że tak z kotem nie można.
      Będzie się szło w jego stronę
      jakby się wcale nie chciało,
      pomalutku,
      na bardzo obrażonych łapach.
      O żadnych skoków pisków na początek.
    • yoma Re: kocio, smutno, beznadziejnie 17.01.06, 17:14
      Mówi pani do pana:
      - Wieści mam wspaniałe,
      Będzie w domu wesoło,
      Będziemy mieć małe.

      Pan najpierw lekko pobladł
      I otarł pot z czoła,
      Ale uznał, że w końcu
      Wiadomość wesoła,
      I tylko jedno trochę
      Zasmuciło pana,
      Że pani była ździebko
      Nieprzygotowana.

      Ale że się zdarzają
      Podobne przypadki,
      Pan pocałował panią
      I poszedł po kwiatki.

      Kupił jeszcze pampersy,
      Oliwkę i becik
      I z dumą wręczył pani
      Cały ten komplecik.

      Pani na to z namysłem,
      Popijając kawkę:
      - Czy naszej kotce trzeba
      Aż taką wyprawkę?

      (-) Franciszek Klimek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka