a000000
08.03.06, 11:52
Złapał Wołodia złotą rybkę.
- Wypuść mnie dobry człowieku, a spełnię twoje trzy życzenia.
- Dobrze. Po pierwsze: daj mi władzę, ale nie taką jak ma nasz prezydent czy
szef FSB, tylko większą i nie tutaj w Rosji bo za dużo zawistników i zaraz by
zabójców nasłali. Po drugie: dużo pieniędzy, ale nie dużo na raz bo się
rozejdą, tylko niech te pieniążki sobie do mnie stopniowo spływają, tak żeby
zawsze były. Po trzecie: chcę żeby mnóstwo kobiet się we mnie kochało, tak
żebym mógł sobie w nich wybierać.
- Dobrze.
Zaszumiało, zahuczało i się stało.
Patrzy Wołodia, a tu, siedzi w wygodnym fotelu przy ogromnym biurku, a przed
nim cała góra listów. Wygląda za okno, a tu, i ulice inne i rejestracje
samochodów inne i napisy na budynkach nie w cyrylicy. Myśli sobie:
"No sprawiła się rybeńka, dotrzymała słowa. Ale kim ona mnie zrobiła?"
Spojrzał Wołodia po sobie, ubranie z materiału w najlepszym gatunku, zegarek
na ręce też niczego sobie, nie jakieś elektroniczne byle co. Pożądny zegarek
od razu widać. Tylko kołnierzyk jakby ciśnie. "Chwat rybka" - pomyślał.
"Widać, że bogaty jestem,
ubrany dobrze i biuro pięknie urządzone. Ale kim ona mnie zrobiła? Przecież
nie urzędnikiem?"
Zagląda do listów Wołodia, a tu, pierwszy od kobiety, i drugi, i trzeci.
I wszystkie piszą,że go kochają i wszystkie mu dobrze życzą. I od mężczyzn
też są listy. I czyta Wołodia, że go szanują, że podziwiają. O radę go proszą.
"No no no". myśli " To ci rybki czary. Znaczy nie byle kto teraz jestem, na
pewno zrobiła mnie kimś ważnym, ale kim? "
Wziął kolejny list do ręki, patrzy...
Urzędowe pismo, a na nim tłustymi literami napis "Urząd Skarbowy".
Przestraszył się. "No tak, nie mogła się ta beczka miodu bez łyżki dziegciu
obyć" - skrzywił się Wołodia. "Nic to, zobaczmy czego chcą".
I czyta:
- Wielce szanowny, kochany ojcze Tadeuszu, uprzejmie donoszę...