Dodaj do ulubionych

podglądactwo...

12.03.06, 22:59
Pytanie brzmi- podglądacie swoich sąsiadów? Pytanie zwłaszcza do
mieszkających w blokach. Ja bym na pewno podglądała, przynajmniej od czasu do
czasu, gdybym miała kogo. Moi sąsiedzi niestety nie pojawiają się w oknach, a
przez jakiś czas nawet podejrzewałam, że jeżdżą na deskorolkach na brzuchach
po domu, bo nigdy ich w oknie nie widziałam :) Mnie za to ogląda cała ulica,
bo mam okno balkonowe wychodzące na ulicę i doskonale wszystko widać.

Znacie jakies ciekawe podglądackie historie?

I z jednej strony to takie niewinne zajęcie- w końcu podglądani w blokach
zdają sobie sprawę z tego, że ktoś na nich patrzy (przynajmniej teoretycznie-
w końcu każdy wie, co widać) a z drugiej strony dwie historie: mój znajomy
podgląda swoją sąsiadkę, która ewidentnie nie jest tego świadoma. Jej mąż
jest alkoholikiem, czesto przychodzi do domu pijany, czołga sie po podłodze,
to jest smutne. Czasem ona lata goła po domu. Mój znajomy chciałby to
sfilmować, tylko dla siebie, ale i tak moim zdaniem to niemoralne i nie ma
prawa do tego. Bo może to grozić tym, czym zdjęcia z imprezy Citybanku, gdzie
para praktycznie uprawiała sex na środku sali. Nikt im nie zwrócił uwagi,
chociaż patrzących było z pewnością wielu. Zdjęcia poszły w Internecie.
Dziewczyna popełniła samobójstwo. Jak łatwo mozna zniszczyć komuś życie.
Ale jeżeli się widzi, że mąż leje żonę- zadzwonić po policję? Że matka bije
dziecko. Że jest awantura. Że ktoś siedzi z głową w piecyku...

Ja nikogo nie osądzam, nikogo nie oceniam. Pytam tylko, co wy na to i o tym.
Obserwuj wątek
    • marquis Re: podglądactwo... 12.03.06, 23:07
      Czyżbyś właśnie obejrzała - tak jak ja - "Sliver"?

      Ja w ogóle lubie podglądać, podsłuchiwać. W dzieciństwie byłem zmorą rodzinki,
      bo nie odpuszczałem i podsłuchiwałem wszelkie rozmowy dorosłych ;)

      Ostatnio widziałem (w sumie przez przypadek) ostry seks sąsiadów z naprzeciwka,
      kilka pięter niżej. Nie mają zasłon ani rolet - a seks uprawiali przy włączonym
      świetle. Może nawet chcieli być oglądani? ;)
      • noida Re: podglądactwo... 12.03.06, 23:11
        Nie, ale byłam wczoraj u znajomych, którzy mieszkają w bloku i jak wyjrzałam
        przez okno, to mnie zachwyciło bogactwo doznań ;)
    • ydorius Re: podglądactwo... 12.03.06, 23:07

      ojej.
      z początku to nawet chciałem wyjrzeć przez okno, ale zakończenie maila mnie od
      tego odwiodło.

      Mój blok jest tak ustawiony, że aby dojrzeć jakichkolwiek sąsiadów, musiałbym
      dysponować profesjonalnym sprzętem telewojerystycznym. A nie posiadam. Pocieszam
      się, że mnie również nikt w wersji podstawowej nie ogląda.

      m,
      .y.

      P.S. Nagrywanie jest nie fair. Łamie symetrię.

      ----------------------------------
      What is home without Pinezka's Potted Meat?
      Incomplete.
      wypielęgnowany harmider w duszy
      • noida Re: podglądactwo... 12.03.06, 23:17
        Też sądzę, że nagrywanie jest nie fair. Nie tylko łamie symetrię, ale jest
        potencjalnym zagrożeniem. A co, jeśli tfu, tfu, odpukać, kolega nagle umrze, tę
        taśmę ktoś znajdzie, zobaczy itp.? Dla mnie to jest zbyt duże ryzyko.
        • marquis Re: podglądactwo... 12.03.06, 23:20
          Zgadzam się z tobą, co innego popatrzeć a co innego zarejestrować.
    • chihiro2 Re: podglądactwo... 12.03.06, 23:36
      Ja nie tyle podgladam, co wygladam przez okno i po lewej stronie, po drugiej
      stronie rzeki, mam piekny wysoki na 3 pietra zolty dom. Okno na drugim pietrze
      nalezy do mieszkania jakiegos malarza. Uwielbiam wieczorem zagldac w jego okno
      (choc slabo widac) - czesto tylko u niego pali sie swiatlo. Prawie zawsze ma
      rozstawione sztalugi w pokoju, czasem maluje, czasem sztalugi sa puste. Ma tez
      malutki balkonik (to okno jest od podlogi do sufitu) i latem on i jego
      dziewczyna jedza sniadanie na balkoniku. Chyba kupie sobie lornetke, by
      widziec, co maluje...

      A propos - widzieliscie "Okno na podworze" Hitchcocka? Moze ta lornetka to
      dobry pomysl?
    • kubissimo Re: podglądactwo... 13.03.06, 00:20
      tak, namietnie podgladam wiewiorki w parku za oknem
      nie macie pojecia ile perwersji kryje sie pod rudym futerkiem ;)
    • braineater Re: podglądactwo... 13.03.06, 08:18
      W familokach zawsze panowała inwigilowana dyskrecja:) Polegała między innymi na
      tym, że somsiadka somsiadce mogła (i tak jest do dzisiaj:) wejśc do mieszkania
      bez pukania tudziez innych szumnych zapowiedzi i na przykład spojrzec w garnki
      na piecu, co by sie ino wejrzeć, co wy sam warzycie, bo jo zas żodnego pomysłu
      niy mom co mojymu starymu uwarzić.
      Z początku lekko mnie to wyprowadzało z nerw, potem przywykłem. W familoku po
      prostu wie się wszystko o wszystkich i nie ma potrzeby podglądania:)
      A aktualnie mam 20 metrow do najblizszych sasiadów, nawet nie za bardzo
      rozpoznaje ich na ulicy, a zeby podgladać ich zycie codzienne, musiałbym wyciąć
      paręnaście drzew w ogrodzie, no i zaopatrzyć sie w profesjonalny sprzęt
      snajperski:)

      P:)
    • aaneta Re: podglądactwo... 13.03.06, 08:55
      Podglądactwu mówię nie, i rozgłaszaniu niesprawdzonych, za to bulwersujących
      informacji też. Jesteś pewna, że ta dziewczyna z Citibanku popełniła
      samobójstwo? Bo wydaje mi się, że to plotka.
      • noida Re: podglądactwo... 13.03.06, 10:50
        Na 90% tak. Jeden z moich znajomych pracuje w Citybanku. Też bym wolała, żeby
        to nie była prawda.
        Zresztą, nawet jeśli go nie popełniła, to nie zmienia sytuacji. Dziewczyna ma
        (lub miała) zruinowane życie. I to właśnie z powodu podglądactwa.
        • aaneta Re: podglądactwo... 13.03.06, 11:23
          Jeżeli już, to nie z powodu podglądactwa, tylko dlatego, że uprawiała seks w
          miejscu publicznym.
          Poza tym nie przesadzajmy z tym zrujnowaniem życia. Warszawa to małe miasto, ale
          nie jedyne, gdzie można mieszkać i pracować.
          Z drugiej strony, czy facet też ma zrujnowane życie, czy tylko dziewczyna?
          • noida Re: podglądactwo... 13.03.06, 11:57
            Pewnie, że tak. Ale nikt jej uwagi nie zwrócił. Ani jemu. Może to norma na
            takich imprezach, tylko nie zawsze ktoś to fotografuje i puszcza w necie...

            Pewnie, że można mieszkać. Ale jak Ty byś się czuła, gdyby coś takiego Ci się
            przytrafiło? Ja może bym sie nie zabiła, nie wiem, ale na pewno byłoby mi
            nieprawdopodobnie wstyd. Idziesz ulicą i się zastanawiasz, który z przechodniów
            widział te zdjęcia, który cię rozpoznaje i śmieje się z Ciebie. Wykończyć się
            można.

            Ją zwolnili z pracy, a on dalej pracuje. Nie wiem, czy to odpowiada na Twoje
            pytanie o zruinowane życie.
            • marquis Re: podglądactwo... 13.03.06, 12:12
              > Ją zwolnili z pracy, a on dalej pracuje.

              No właśnie, czyli kolejne potwierdzenie potocznego przekonania, że jak kobieta
              "to" zrobiła to musi być albo dziwką albo niemoralną degenratką, a jeśli facet -
              to po prostu się zabawił. Rzadko tu przeklinam, ale do kurwy nędzy, czy kiedyś
              mentalność naszych rodaków się zmieni?!
              • beatanu Re: podglądactwo... 13.03.06, 12:20
                marquis napisał:
                No właśnie, czyli kolejne potwierdzenie potocznego przekonania, że jak kobieta
                > "to" zrobiła to musi być albo dziwką albo niemoralną degenratką, a jeśli
                facet
                > -
                > to po prostu się zabawił. Rzadko tu przeklinam, ale do kurwy nędzy, czy kiedyś
                > mentalność naszych rodaków się zmieni?!

                Może w końcu się zmieni, gdy więcej mężczyzn, tak jak Ty teraz, zakomunikuje,
                że niewygodnie im w stereotypach płciowych. Gdy ami zażądają zmian i zaczną je
                wprowadzać w życie.

                To samo dotyczy również kobiet, of course :)


            • aaneta Re: podglądactwo... 13.03.06, 12:24
              Co to znaczy "przytrafiło się"? To się nikomu nie przytrafiło, tylko ktoś to
              zrobił, ściśle mówiąc dwie dorosłe osoby, które powinny sobie zdawać sprawę, że
              jak się zrobi coś głupiego, to trzeba ponieść konsekwencje. Ale od wstydu czy
              nawet zwolnienia z pracy do zrujnowanego życia daleko.
              Pytanie o faceta zawierało podejrzenie, że tylko dziewczyna została
              napiętnowana, a facetowi się upiekło, no i rzeczywiście. Ale to odrębny temat.
              • marquis sex privileges 13.03.06, 12:34
                > Pytanie o faceta zawierało podejrzenie, że tylko dziewczyna została
                > napiętnowana, a facetowi się upiekło, no i rzeczywiście. Ale to odrębny temat.

                Odrębny temat, ale może warto go pociągnąć? Nigdy tego nie potrafiłem pojąć,
                dlaczego facetowi wolno a kobiecie - nie. Jeśli on ma bogate życie seksualne, to
                w oczach kolegów zyskuje "respect" a i wiele kobiet wcale tego negatywnie nie
                ocenia (no chyba, że to akurat jest ich partner). Jeśli jej się zdarzy przygodny
                seks - to - bez względu na płeć "oceniającego" - jest puszczalska (żeby nie użyć
                mocniejszych słów), nie ma dla siebie szacunku itp... Naturalnie, istnieje grupa
                osób, które nie myślą takimi stereotypami, ale zdaje się, że jest to grupa dość
                nieliczna.
              • eva.68 Re: podglądactwo... 13.03.06, 13:15
                No właśnie. To dziwne podejście, żeby odpowiedzialnością za swoją głupotę i
                nieodpowiedzialność obarczać osoby trzecie (bo nie zwróciły im uwagi? a oni to
                przepraszam co? króliki?)
                Co do zrujnowania życia, to zostało zrujnowane na życzenie. co wynika z tego,
                co napisałam wyżej.
                Nie chodzi o to, że kogoś potępiam. Chociaż tego typu zachowań nie uważam za
                normalne. Ale myślę, że obarczanie odpowiedzialnością za konsekwencje osób
                trzecich to nadużycie.
                • noida Re: podglądactwo... 13.03.06, 13:32
                  A jakbys zobaczyła przez okno, że w bloku naprzeciwko mąż katuje żonę, to byś
                  zadzowniła na policję, czy też uważałabyś, że odpowiedzialność nie jest Twoja?
                  To też dorośli ludzie- kobieta jest dorosła, może sama zadzwonić na policję,
                  może dac mężowi patelnią w łeb, nie wiem, co tam jeszcze. Ale czy da? Wątpliwe.
                  A jak ktoś morduje dziewczynę pod blokiem, ona wrzeszczy "pomocy" a ludzie
                  patrzą z okien i nikt nie zadzwoni na policję, nikt nie zejdzie, żeby jej
                  pomóc? Czy wtedy są współodpowiedzialni, czy dziewczyna jest odpowiedzialna za
                  siebie, bo mogła nie łazić po nocy po obcych podwórkach?
                  Ja wiem, że to trochę inny kaliber. Ale czy mechanizm działania nie jest
                  przypadkiem ten sam?
                  • eva.68 Re: podglądactwo... 13.03.06, 14:09
                    Każda z poruszonych przez Ciebie kwestii jest jednak trochę inna.
                    Nie wiem, co bym zrobiła widząc męża znęcającego się nad żoną. Może udawałabym,
                    że nie widzę, żeby nie narażać się na ewentualne nieprzyjemności? To się nawet
                    nazywa nie mieszaniem się w prywatne sprawy.
                    Ja wiem o co Ci chodzi (chyba). I uważam, że bardzo źle to świadczy o całym tym
                    towarzystwie i o kondycji moralnej (o matko! ale nic nie umiem wymyślić
                    zamiast) tych ludzi. Jakkolwiek nie roztrząsać tego problemu i z której bądź
                    strony nie próbować go ugryźć uważam, że Ci ludzie nie mogą być zwolnieni z
                    odpowiedzialności za to, co się stało. Chyba, że są chorzy, niepoczytalni, z
                    jakiegokolwiek innego powodu nie mogą odpowiadać za to, co robią.
                    Wracając do dziewczyny, którą ktoś morduje. Przecież morderca nie zostanie
                    uniewinniony tylko dlatego, że nikt z sąsiadów nie zareagował i nie zwrócił mu
                    uwagi, że źle czyni.
                    • noida Re: podglądactwo... 13.03.06, 14:46
                      No właśnie chodzi mi o to niemieszanie się w prywatne sprawy... Gdzie jest ta
                      granica, kiedy coś przestaje być czyjąś prywatną sprawą?
                  • gatta13 Re: podglądactwo... 13.03.06, 19:52
                    noida napisała:

                    > A jak ktoś morduje dziewczynę pod blokiem, ona wrzeszczy "pomocy"

                    Jak tylko robi się trochę cieplej, pod moim blokiem zbierają się grupki nastolatków z szalejącymi hormonami. Piskliwe czternastolatki uciekają przed ryczącymi baranim głosem chłopiętami tylko po to, by dać się złapać i trochę pomacać. Wrzeszczą przy tym wniebogłosy "ratunku", "pomocy" - i tak średnio od marca do października.
                    Za którym razem machnę ręką i nie wyjrzę, czy coś się rzeczywiście stało?
              • noida Re: podglądactwo... 13.03.06, 13:27
                Wiedziałam, że to powiesz :)
                Owszem, przytrafiło się. Nigdy nie zdarzyło ci się stracić kontroli nad własnym
                zachowaniem? Bo mnie tak. Jestem zdania, że owszem, ponoszą odpowiedzialność za
                to, co zrobili i nie usprawiedliwia ich bycie kompletnie zalanym, ale to, że
                zobaczyło ich pół Polski nie było "wliczone w cenę". To nie zależało od
                nich. "Przytrafiło" im się, że ktoś zrobił zdjęcia i posłał to dalej. Nie
                możesz powiedzieć, że to jest naturalna konsekwencja zalania się na firmowej
                imprezie.
                Lubię twoje zdecydowane sądy, ale musisz wziąć jedną rzecz pod uwagę- nie
                wszyscy są tak silni jak Ty. Tobie by to może nie zruinowało zycia (pomijając
                już fakt, że absolutnie nie moge sobie wyobrazić Ciebie w takiej sytuacji ;),
                ale innym mogło. Nie?
                • aaneta Re: podglądactwo... 13.03.06, 14:01
                  No to mnie ładnie podsumowałaś ;) Mam na myśli zwłaszcza zdanie, że nie możesz
                  sobie mnie wyobrazić itd. Kochana, nie takie rzeczy... A że było to dawno temu,
                  to szczegół ;)

                  Moja siła nie ma tu nic do rzeczy, jeżeli już to raczej racjonalne podejście.
                  Pół Polski to gruba przesada, nawet pół Warszawy to przesada.
                  Prawdopodobieństwo, że ktoś na ulicy mógłby rozpoznać tę dziewczynę, jest
                  niewielkie. A jeżeli nawet, to co by się stało? Zlinczowali by ją? Jedyny
                  problem to firma, ale też nie sądzę, żeby faktycznie koledzy z pracy mogli jej
                  dokuczać aż tak bardzo, żeby nie dało się tego znieść. A jeżeli rzeczywiście
                  została zwolniona, to na to też jest sposób: sąd pracy. O wiele gorsze i głupsze
                  rzeczy ludzie robią i jakoś żyją.
            • agni_me Re: podglądactwo... 13.03.06, 12:45
              Rozpowszechniasz kolejne plotki. Nie wiesz, bo nie możesz wiedzieć czy ją
              zwolniono, czy zrezygnowała z pracy sama. Nie jesteś pewna czy żyje, czy
              popełniła samobójstwo. Nie masz pojęcia jak ta historia odbiła się na życiu
              mężczyzny. A mimo to jesteś kimś, kto w necie umieszcza ciąg dalszy tej
              historii. Czym się różnisz od ludzi, którzy pokazali w internecie te zdjęcia?

              Poza tym odwróć sytuację. Dziwi mnie nie to, że nikt im nie zwrócił uwagi.
              Dziwi mnie to, że nikt nie zareagował na robienie zdjęć.
              Po roku niewiele osób będzie pamiętało o tej historii, teraz pewnie tylko
              garstka osób wie i pamięta jak wyglądają sprawcy netowego zamieszania. Naprawdę
              nie ma co mówić o zrujnowanym życiu, zwłaszcza, że nic o nim nie wiemy.
              • noida Re: podglądactwo... 13.03.06, 13:21
                A czemu nie mogę wiedzieć? Może moja koleżanka siedziała z nią w jednym pokoju?
                Nie umieszczam żadnego dalszego ciągu. Ja się tylko zastanawiam.

                Oczywiście, niczym się nie różnię. Zastanawianie się, jaki Internet ma wpływ na
                nasz życie jest równoznacznie z puszczaniem nieprzyzwoitych zdjęć obcych ludzi
                w Internecie i ruinowaniem im życia. Z całym szacunkiem, zastanów się, co
                mówisz.

                Owszem, rozpowszechniam plotki, ale to nie ma znaczenia. Mnie nie chodzi o to,
                czy ta dziewczyna naprawdę popełniła samobójstwo czy nie. Mnie chodzi o pewien
                przykład. Ja nie chcę rozstrząsać tego konkretnego przypadku tylko zwrócić
                uwagę na fakt, jak takie zabawy moga się skończyć. W kontekście podglądactwa.

                Moja droga, przeczytaj uwaznie mój post, a zobaczysz, że napisałam, że nikt im
                nie zwrócił uwagi, chociaż sala była pełna ludzi. O tych ludzi mi własnie
                chodziło, kiedy mówiłam o podglądactwie.

                Pewnie, nie ma sensu rozmawiać o niczym, czego się nie doświadczyło na własnej
                skórze. Zastanawianie się "co by było gdyby" jest pozbawione sensu i taktu.
                Przepraszam najmocniej.
                • agni_me Re: podglądactwo... 13.03.06, 13:56
                  Mam wrażenie, że to ty powinnaś swoje posty przeczytać jeszcze raz. Po
                  pierwsze, powołałaś się na "kolegę z Citibanku". Po drugie, w jakim celu
                  umieściłaś szereg kompletnie niesprawdzonych, a pachnących maglem "informacji"?
                  Nie mówiąc o tym, że podajesz je jako fakty.

                  Uważam, że nie były one niezbędne by "zastanawiać się jaki internet ma wpływ na
                  nasze życie". Wystarczył sam fakt, że pojawiły się takie zdjęcia. Zwróciłam
                  uwagę, że bezmyślnie plotkujesz. I że, kto wie, czy nie taka sama bezmyślność i
                  zamiłowanie do magla kierowała kimś, kto te zdjęcia umieścił. I tyle.
                  • zdanka1 Re: podglądactwo... 13.03.06, 14:05
                    Dla mnei sprawa jest prosta:

                    - nie trzeba up.ier.d.ala.ć się do granic mozliwości w miejscach publicznych,
                    zwłaszcza jeśli traci się nad sobą panowanie, jak ktoś musi na ostro, to niech
                    to robiw domu - i dotyczy to chyba 3/4 polskiego społeczeństwa; ludzie nie
                    wiedzą jak upierdliwi robią się po wódce i nikt im tego w oczy na trzeżwo nie
                    powie , a powinien. Wrzeszcza, awanturją sie, wszczynają po prostu tzw.
                    oborę . Sama też kiedyś piłam więcej na imprezach, obecnie 3-4 piwa przez
                    wieczór to jest koniec, nic mocniejszego nie pijam poza domem, miałam okazję
                    pooglądać kiedyś zupełnie na trzezwo bydło wszczynane przez piijanych osobników
                    w pewnym pubie i dało mi to wystarczxająco do myslenia na długo.Dobrze by bylo
                    jakby większość tak myślała.

                    - no dobra, ale jak już ktoś sie upił porządnie to powinien zachować jeszcze na
                    tyle samokontroli, aby udać się wcelach rozrywkowych do WC, nie na środek sali
                    ani nie na najbliższy stadion, bo aż sam sie prosi o kłopoty:)))))))))))))))))

                    - osobnik filmujacy jest glupim kutafonem - co innego sfilmowć i pokazać to
                    samym zainteresowanym , a co innego puścić to w sieci. kojarzy mi się to z
                    kamerą, którą ochroniarze zamontowali w przebieralni, gdzie kobiety
                    przymierzały bielizną - identyczna zasada.
                    • dr.krisk Ano. 13.03.06, 16:36
                      zdanka1 napisała:

                      > Dla mnei sprawa jest prosta:
                      >
                      > - nie trzeba up.ier.d.ala.ć się do granic mozliwości w miejscach
                      > publicznych,
                      Jako leon zawodowiec od spirytualiów ściśle tej zasady przestrzegam. W
                      najgorszym razie udaję się lekkim wężykiem do domu, natomiast robienie z siebie
                      pijanego wieprza zupełnie mnie nie interesuje. W czasach studenckich nawet było
                      to dla mnie niewygodne - musiałem opiekować się moimi pijanymi w 4D kumplami,
                      włącznie ze sprzątaniem po nich (obecnie jeden z nich jest prominentnym
                      działaczem religijno-narodowym, z demoralizacją walczy i takie tam głupoty. A
                      dobrze pamiętam jak.. mniejsza z tym).
                      Zawsze mnie jednak zastanawiała ta granicząca z autodestrukcją podświadoma chęć
                      sięgnięcia dna.

                  • noida Re: podglądactwo... 13.03.06, 14:39
                    No dobra, masz rację- można to nazwać plotkowaniem. Ja to usłyszałam jako
                    sprawę pewną, od osoby tam pracującej, a nie "chyba i może"- ale niech Ci
                    będzie- nie widziałam jej w końcu na torach.
                    Przepraszam.
    • beatanu Re: podglądactwo... 13.03.06, 09:06
      Najbezczelniej wklejam tutaj fragment własnego postu napisanego dawno temu "W
      temacie": Nasze szajby kochane.


      A jeżeli chodzi o pasje skrywane - uwielbiam zaglądać ludziom w okna. Podglądać
      jak żyją, co mają na kuchennym stole, jakie obrazy zdobią ściany... Szwecja to
      istny raj dla takich podglądaczy jak ja, tutaj ludzie bardzo rzadko chowają się
      za ciężkimi zasłonami, firanki służą do ozdoby, a żaluzje spuszcza się chyba
      przede wszystkim dla osłony przed słońcem. Taka sympatyczna otwartość i
      wzruszający brak lęku przed złodziejami... No, nie do końca, tutaj też grasują
      złodzieje, też są bardziej lub mniej niebezpieczne dzielnice (zwłaszcza w
      dużych miastach) ale różnice w porównaniu z Polską są uderzające.
      Amen.
      :)


      Komentarz dzisiejszy - najbliższych sąsiadów blokowych mam dość daleko i pod
      dziwnym kątem, więc ze swoich okien mało co widzę. Sprzętu snajpera nie
      posiadam. Ale dużo można zobaczyć włócząc się po mieście, nawet rowerowo :) I
      nie chodzi mi o ostre kawałki, pt. seks na marmurowym blacie. Gołą panią
      wyjmującą coś z lodówki też widziałam, ale mnie bardziej interesuje co pani w
      tej lodówce miała i jaka książka leżała na stole...

      :-)
      • noida Re: podglądactwo... 13.03.06, 10:51
        Beato, a czasem za zaglądanie z te odsłonięte okna nie grozią jakieś mandaty?
        Tak mi się obiło o uszy...
        • beatanu Re: podglądactwo... 13.03.06, 11:02
          noida napisała:

          > Beato, a czasem za zaglądanie z te odsłonięte okna nie grozią jakieś mandaty?
          > Tak mi się obiło o uszy...

          Nic mi o tym nie wiadomo, ale ja zaglądam bardzo (?) subtelnie :) Bo -
          podejrzewam - gdyby ktoś godzinymi wystawał pod oknem, w okno się wpatrując, to
          na pewno możnaby tego kogoś oskarżyć o zakłócanie czegoś tam i na policję
          zadzwonić. Ale takie dyskretne i przelotne kukanie z roweru chyba nie podpada
          pod jakiś paragraf? Chociaż, kto tam wie...

          Beata na razie na wolności :)
    • zdanka1 Re: podglądactwo... 13.03.06, 09:14
      Mój blok jest tak głupio ustawiony, ze jedyni, którzy mogą tu cokolwiek
      podgladać , to ludzie siedzący z pzzerio-ogródku piwnym i jest to męczące,
      zwłaszcza latem, kiedy siedzi tam eskadra 20 letnich drabów. Człwiek nie może
      na własnym balkonie prania rozwieszać, zeby ktoś nie zaczynał z nim konwersacji
      przez ulicę...Nie powiem jaki wzbudziłam aplauz, jak wyszłam na balkon w
      ręczniku i papilotach(!), sciągnąć coś wypranego. Może ma to i swoje uroki,
      ale przez cały lipiec, sierpień, wrzesień staje sie męczące...W ogóle parter
      jest głupim miejscem:)
    • kwiecienka1 Re: podglądactwo... 13.03.06, 13:59
      mój blok jest tak ustawiony, że prawie nikt (poza spadochroniarzami, ale oni za
      szybko lecą) nie może nam zajrzeć do mieszkania - i dobrze bo jak już wcześniej
      wyznałam nie mam firanek...

      inna sprawa to podsłuchiwanie - ściany i stropy są chyba z dykty, nawet boję
      się sprawdzić (po co mi dziura w ścianie) - więc wiem wszystko o sąsiadach z
      góry (co oglądają w tv, na jaki temat się kłócą, jak często i w którym miejscu
      mieszkania uprawiają seks itd.)
      z sąsiadem z dołu mam ten problem, że jest zegarmistrzem i jego dom wypełniony
      jest zegarami, które co godzinę chóralnie biją (najgorzej jest w nocy), ale to
      i tak dobrze: nie zamieniłabym zegarmistrza na poprzedniego lokatora - studenta
      kontrabasu... przyznaję, ze jako sąsiedzi byliśmy dla niego okrutni :(((
      skarżyliśmy* się do spółdzielni i się w końcu biedaczek wyprowadził...
      a sąsiadka mieszkająca obok na początku maja zostanie mamą...
      ach, te nieprzespane noce...
      pozdrawiam
      Kwiecienka Mimowolnie Podsłuchująca

      * co innego słuchanie muzyki, a co innego słuchanie godzinami kontrabasisty
      szlifującego kilka taktów :(
    • nienietoperz Re: podglądactwo... 13.03.06, 14:18
      Na temat ewentualnej prawdziwosci historii bankowej i potrzeby/braku potrzeby
      jej relacjonowania pozwole sie sobie nie wypowiadac - Agni juz napisala
      wystarczajaco duzo. Niemniej jednak tlumaczenie typu: kazdemu zdarzalo sie
      wiele, i nalezy mu to wybaczyc, jest kompletnie bez zwiazku z upublicznianiem
      historii. Niespecjalnie sie orientuje w klimatach bankowych, ale zdaje sie
      impreza firmowa nie jest okolicznoscia prywatna, i trudno miec do kogos zal o
      nie traktowanie jej jako takiej. Wybaczanie zreszta nie ma nic wspolnego z
      odpowiedzialnoscia; pijanstwo od niej nie zwalnia - kiedy po pijanemu
      przejedziesz czlowieka, to nie odpowiadasz wylacznie za to, ze 'upilem sie i nie
      wiedzialem co robie'.
      Sytuacje upijania sie do (kontrolnej) nieprzytomnosci zachowuje do towarzystwa
      najblizszych przyjaciol. I tyle.

      Uklony,
      nntpz
      • noida Re: podglądactwo... 13.03.06, 14:44
        Nikt ich nie tłumaczy i nie zwalnia z odpowiedzialności. Oczywiście, że
        pijaństwo ich nie usprawiedliwia. Co nie zmienia faktu, że nie byli tam sami i
        ktoś mógł/powinien zwrócić im uwagę.

        A w ogóle to ten wątek jest o podglądaniu a nie o Citybanku. Impreza w
        Citybanku jest tylko przykładem, ilustracją tego, co się może stać, jeśli...
        No, ale skoro wolicie rozwodzić się nad tym, czy to plotka czy nie, to jak
        wolicie...
        • eva.68 Re: podglądactwo... 13.03.06, 15:37
          No to ja o podglądaniu tym razem.
          Nie mam okazji zaglądać sąsiadom w okna, bo moje z jednej strony wychodzą na
          ogródek, z drugiej na drogę. Po przeciwnej stronie "po podwórku chodzą kaczki"
          i też się zastanawiałam, czy w obliczu zakazu wypuszczania drobiu na luft nie
          powinnam zapodać gdzie trzeba, że koło mnie się luftuje.
          Kiedyś lubiłam zaglądać do okien, w celu podziwiania wnętrz i z przekonaniem,
          że tam, za tymi oknami to takie ciepłe, rodzinne życie się toczy. I z tęsknotą,
          jak by to fajnie było w takim ciepłym, rodzinnym życiu w takich sympatycznych
          wnętrzach uczestniczyć.
          Później urosłam i teraz wiem, że niekoniecznie życie za oknem wygląda tak, jak
          je widzimy. Poza tym czasem można zobaczyć coś, czego się w gruncie rzeczy
          zobaczyć nie chciało. I wtedy ma się dylemat, co zrobić z faktem, który się
          zaobserwowało. Czy w ogóle coś robić. Bo czasem jest tak, że powodowani
          współczuciem zareagujemy i okaże się, że ci w obronie których zareagowaliśmy
          zupełnie nie są z naszej reakcji zadowoleni.
          To trudne sprawy. Bardzo.
    • agni_me Re: podglądactwo... 13.03.06, 18:53
      A ja sobie pozwolę odpowiedzieć trochę obok tematu. Nie znoszę podglądactwa, bo
      to czysta forma naruszania ludzkiej intymności i godności. Oczywiście nie mam
      na myśli zerkania w okna podczas spaceru. I mam wrażenie, że dla wielu osób
      jest to oczywiste - granica przyzwoitości jest wyraźna.

      Internet zwalnia ludzi z konieczności zachowywania się przyzwoicie. Strony,
      gdzie umieszcza sie zdjęcia różnie upodlonych nieszczęśników cieszą się ogromną
      popularnością. Wydarzenia takie komentuje się chętnie. Chętnie też ludzie
      dzielą się kolejną porcją wiadomości. Wszystko to "fakty", bo każdy ma kogoś w
      tym właśnie "oddziale banku". I tak bez końca, a w zasadzie do następnej takiej
      historii. Bo oto zachęcone powodzeniem bankowej afery chłopczę robi swojej
      nastoletniej koleżance zdjęcie, kiedy ta trzyma w zębach jego ptaka i znowu
      afera. Znowu uczynni dają linki do stron, znowu pojawia się prasowy artykuł,
      znowu roją się komentarze. Całe wielkie mnóstwa komentarzy.

      Jest jeszcze druga strona tego zjawiska - pokazywanie się. I nie mówię o
      hardkorze typu blogi "ile razy dała sobie pani wsadzic i jak sie przy tym pan
      do niej zwracał'. Mam na myśli pozornie całkiem niewinne informacje i zdjęcia,
      choćby kilkulatków na nocnikach na tle meblościanki i papuci męża. Zapraszanie
      stad zupełnie obcych ludzi do własnego i swoich bliskich życia. Nie rozumiem
      tego. Jestem i wobec netowego podglądania i pokazywania się zupełnie bezradna.
      Nie staram się oceniać. Zwyczajnie nie jestem w stanie pojąć.
      • noida Re: podglądactwo... 13.03.06, 20:04
        Wiesz co Agni, mnie się wydaje, że się nie zrozumiałyśmy. Przecież mnie chodzi
        własnie o to, co napisałaś w swoim poście. O to, że nie mamy prawa podglądać
        kogoś, grzebać się w jego życiu, bo skutki mogą być podłe. Ja nie napisałam
        przecież posta pt. "a wiecie co? jakaś laska..." itp. Użyłam tego przykładu,
        ponieważ wydał mi się dobry do zilustrowania tezy, że w podglądactwie można
        posunąć się za daleko.

        Nie czuję się winna, że użyłam przykładu z "kolegą z oddziału", bo akurat moi
        znajomi to nie plotkarze, tylko porządni ludzie. Wydali mi się rzetelnym
        źródłem informacji, coż, okazało się, że chyba jednak nie do końca. Nie
        podawałam żadnych linków do stron, nie nazywałam nikogo po imieniu. Chciałam po
        prostu, żeby można było zobaczyć pewne zjawisko. Widzę, że trzeba było użyć
        przykładu filmowego, chociaż wtedy na pewno niektórzy by mi zarzucili, że życie
        to nie film i nie znam się na ludziach.

        Dzieci na nocnikach, zdjęcia ze ślubów i z wyjazdów do Indii to chyba pochodna
        zjawisk okołobigbrotherowych- każdy chce mieć swoje 5 minut. Dzięki internetowi
        jest to łatwiejsze niż kiedykolwiek. Wielu ludzi robi te strony wyłącznie dla
        rodziny i znajomych i nawet często piszą- jeśli nie znasz nas, to nie zaglądaj.
        Nie wiem, w czym takie strony są gorsze od zaglądania komuś w okna. I tu i tu
        chodzi o to samo- żeby ukraść sobie kawałeczek czyjegoś życia.
        • agni_me Re: podglądactwo... 13.03.06, 22:13
          A tam. Zrozumiałam twój post i mi się podobał tak, że dopisałam swój kawałek.
          Nie odczytuj go, proszę, jako polemiki, a już zwłaszcza ciągu dalszego naszej
          wcześniejszej rozmowy.

          Zwłaszcza podobał mi się przykład bankowy, bo świetnie ilustruje
          netowe "podglądactwo" i bezmyślność ludzkich zachowań. I mówię tu o sobie. Sama
          widząc tekst "widzieliście fotki z imprezy integracyjnej" kompletnie bezmyślnie
          wlazłam na jakąś stronę.

          Chciałam podkreślić, że ja, ty i wielu innych tworzymy rodzaj przyzwolenia na
          takie zachowania. Tym, że komentujemy, że powtarzamy niestworzone historie. I
          przede wszystkim tym, że oglądamy - często bez śladu refleksji. I mimo, że w
          realu każdy z nas zna granicę, net sprawia, że ją przekraczamy. Poleciałabyś
          obejrzeć spółkującą parę w parku, gdyby ci sąsiadka powiedziała, że coś się
          dzieje? Ja wzruszyłabym ramionami, a gdyby robili to moi sąsiedzi w bloku na
          przeciwko, opuściłabym rolety. Net sprawia, że granicę przekroczamy.

          I mam wrażenie, że znowu iluzoryczna anonimowość netu sprawia, że ludzie
          prezentują nocniki, opowiadają o orgazmach i problemach, często intymnych,
          bliskich. Może masz rację, że to bigbraderyzacja. Jednak jakoś mnie to nie
          przekonuje. Czasem mam wrażenie, że to w ludziach drzemie ekshibicjonizm, a
          teraz dostali tylko narzędzie do oddawania się upojnemu procederowi pokazywania
          siebie. Widziałaś kiedyś strony szczęśliwych rodziców i maluchów w śpioszkach?
          Cały czas się zastanawiam co skłania tych ludzi do prezentowania dziecka masie
          anonimowych nicków. Bo przecież nie kilkanaście zawsze jednakowych
          komentarzy "jaki cudny bobas".

          Nie jestem w stanie tego pojąć. Może ktoś zna jakieś wyjaśnienie.
          • zdanka1 Re: podglądactwo... 13.03.06, 22:36
            E, sa ludzie, którzy wkleja wszystkie zdjęcia rodziny w necie, a sa tacy,
            ktoprzy czuli by się zle po wklejeniu chocby jednego To po prostu zalezy od
            człowieka .
          • eva.68 Re: podglądactwo... 14.03.06, 10:08
            Może ci wszyscy ludzie, którzy wpuszczają publiczność do swojego życia
            potrzebują po prostu uwagi?
            Z powodów różnych. Jedni lubią się "obnażać" publicznie. Jednych kręci, że
            anonimowo można więcej. Jedni szukają kontaktu z drugim człowiekiem.
            Taki lajf.
    • skajstop Re: podglądactwo... 13.03.06, 19:19
      Troszkę w bok. Podglądam i podsłuchuję, kradnąc do swoich tekstów. Nie tyle
      sąsiadów, ile ludzi na ulicy, w miejscach publicznych...
    • wqrwiony Re: podglądactwo... 13.03.06, 19:24
      Odkąd wyprowadziła się sąsiadka nie ma kogo podglądać,
      Miała bardzo zgrabną dupcię.
      • monikate Re: podglądactwo... 13.03.06, 19:52
        Podglądactwa nie znoszę. Szczególnie, gdyby ktoś chciałby mnie podglądać :)
        Natomiast w moim sąsiedztwie nie ma kogo podglądać, same nudy powszednie.
        • stella25b Re: podglądactwo... 14.03.06, 09:16
          Nie mam czasu na podgladanie innych. Nawet nie znam dobrze moich sasiadow. Ale
          fascynuja mnie ludzie ktorzy w krotkim czasie potrafia zdobyc cala mase
          informacji o innych, tylko ich podgladajac. Takim gosciem byl pan Wiesiek,
          robotnik ktory u nas pracowal. Po 2 dniach pobytu u nas wiedzial prawie
          wszystko o mieszkancach sasiedniego domu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka