daria13
19.06.06, 13:25
Od dziecka byłam w tym dobra. Nigdy nie byłam pamiętliwa, nie chowałam długo
urazy. Z wiekiem stwierdziłam, że to dobra cecha, bo zjednuje mi ludzi i
sprawia, że jestem lubiana. I długo to funkcjonowało niemal bez zarzutu.
Julka często dziwiła się, że znoszę różne wredne zachowania mojej najlepszej
przyjaciółki, ale ja zawsze tłumaczyłam jej, że "nobody's perfect" i jeśli
ktoś jest nam bliski, trzeba umieć wybaczać mu słabości. Niestety okazało
się, że z bardzo błahych powodów moja najbliższa nie umiała zastosować tej
samej zasady w stosunku do mnie i wieloletnia przyjaźń skończyła się z dnia
na dzień. Teraz Julka nie wierzy już w skuteczność moich zasad współżycia z
innymi i kiedy na przykład pokłócę sie z mężem, dziwi się, że to znoszę, a ja
już nie mogę powiedzieć, że w życiu trzeba być wyrozumiałym i ciągle iść na
kompromis. Sama też zastanawiam się, czy dobrze jest być takim łatwo
wybaczającym i gdzie są granice tego wybaczania. W Duzym Formacie był
ostatnio artykuł o kobietach żyjących w związkach z mężami, którzy stosowali
wobec nich przemoc psychiczną. Wszystkie bezwolnie tkwiły w tych układach, z
różnych względów. To było dość porażające.
Czy warto zatem przebaczać i do ktorego momentu?
Btw. jaka jest różnica między: wybaczać a przebaczać?
Pozdrawiam:)