conejito13
10.07.06, 17:58
Dzisiaj w nocy walczylismy z mrowkami. Nie, nie jak Pan Tadeusz. Pogrom
Mrowek robilismy, bo sie skurkowane zalegly bez naszej wiedzy i rozmnozyly
niemozebnie.
Ok 1.30 moj pan maz stwierdzil jedna mrowke u siebie na poduszcze a ja druga
w innym miejscu lozka, tuz nad wlasna glowa. chlwile potem maz juz z
preparatem rozpylajacym biegal szukajac gniazda owych. zrobily sobie
jebaniutkie drozeczke od sufitu (kolo okna) dolem pod lozko. niewile ich
bylo, ale zaraz moj spanikowal (ten to kurnia chyba w lesie nigdy nie byl
normalnie;), ze do ucha mu wejda i nie wiem co tam mialy mu w tym uchu... no
nie wiem.
dodam, ze upal jest niemozebny. teraz ponad 40, w nocy spada do 30.stu, spac
nie mozna. dobra, wzielismy poduszki i do drugiego pokoju poszlismy. ale tam
nie bylo chlodno, bo nawet tam nie zagladam, pokoj pusty stoi, tylko lozka
tam sa, dla przyjezdnych. nie moglam spac. ok 4 rano sie zdecydowalam i do
trzeciego pokoju poszlam z poduszka. rzucilam na podloge koldre wczesniej
wyjeta z szafy na te okolicznosc i...zasnelam snem sprawiedliwego na
podlodze, z otwartym oknem a powietrze mnie owiewalo i bylo wprost bosko.
dzisiaj rano sie obudzilam calkiem obolala a teraz widze juz pierwsze siniaki
w niektorych strategicznych czesciach ciala.
a wszystko to przez...mrowki!:(
ps. w poludnie na obiedzie sprawdzilam - mrowek brak, eksterminacja dokonala
z sukcesem:) za to smierdzi w calym mieszkaniu bo moj to troche przesadza,
jak sie uwezmie, to czasami zeby nie zmartwychwstaly te mrowki to tyle
popsikal, ze chyba sasiadow poddtrul. dobrze, ze chata duza, to w innych
czesciach nie bylo czuc.