Dodaj do ulubionych

A ja? Czy poszedłbym?

01.08.06, 16:26
Co roku, 1. sierpnia zadaję sobie to pytanie. I za każdym razem odpowiadam
sobie, że nie wiem. Chciałbym wierzyć, że tak, że przełamałbym lęk i stawił
się na zbiórkę, sądzę jednak, że to jedna z tych spraw, których się nie da
rozważyć w teorii.
A Wy? Zastanawialiście się, jak byście się zachowali? No i pytanie do
Warszawiaków - czy spędzacie jakoś szczególnie ten dzień?
Aha, nie chciałbym, byśmy tu rozważali zasadność lub bezsens samego
Powstania. Bardziej interesuje mnie Wasz osobisty do niego stosunek.
Obserwuj wątek
    • kochanica-francuza Re: A ja? Czy poszedłbym? 01.08.06, 19:05
      MOja śp. Babcia wyszła za mojego dziadka "żeby mieć ślub powstańczy". Osobowość
      zaś niezrównoważona, delikatnie mówiąc, dziadka, wpłynęła decydująco na życie
      mamy i moje. Taż babcia uważała powstanie za najfajniejszy okres w życiu, a mnie
      i matkę traktowała trzecioplanowo (myliła nasze imiona). Co tu mówić...
    • kochanica-francuza A oni? Jak by żyli w dzisiejszym świecie? 01.08.06, 19:05
    • kochanica-francuza Re: A ja? Czy poszedłbym? 01.08.06, 19:06
      I czy zamieniliby się ze mną na życie?
    • a000000 Re: A ja? Czy poszedłbym? 01.08.06, 19:12
      jako młoda dziewczyna pewnie bym poszła. Mając dzisiejszy rozum - już nie.
      Bo dziś wiem, że sprawa z góry była skazana na zagładę, że spowodowała tylko
      niepowetowaną stratę w ludziach inteligentnych, którzy mogli stanąć na czele
      Polski powojennej. O zniszczeniu miasta nie mówię, bo jeśli Niemiec tego by nie
      zrobił - zrobiłby Rusek.

      BYĆ MOŻE gdyby nie było powstania i ci ludzie by przeżyli - inną byśmy
      rzeczywistość mieli.

      Ale mam wiele szacunku i poważania dla ludzi, którzy znali znaczenie słów "Bóg,
      honor, ojczyzna".
      Gloria victis. Chwała zwyciężonym.
      • oko_jeza Re: A ja? Czy poszedłbym? 02.08.06, 21:08
        pewnie bym poszła...przecież nie wiedziałabym jak to się skończy,. tylko
        chciałabym tego młodzieńczego zrywu...trudny temat.
        przy okazji polecma warszawskie Muzeum Powstania Warszawskiego, jak ktoś
        jeszcze nie był. świetne miejsce...
    • diabollo Re: A ja? Czy poszedłbym? 02.08.06, 22:24
      Motto /Stanisław Staszewski/:

      "Może nareszcie któregoś ranka
      Znowu się zacznie wielka kocanka
      I wrócą chwile godne zazdrości,
      Znów płacić będą za przyjemności.

      Znów w dłoni, zamiast płaskiej butelki,
      Znany kształt kolby od parabelki.
      A w końcu palca wibruje skrycie,
      Jak łaskotanie: tu śmierć, tu życie..."

      Wracajcie, słodkie chwały godziny,
      Sławne gonitwy i strzelaniny.
      Tak tylko można znowu być młodym -
      Zabić - i z dumą czekać nagrody.


      Czcigodny Kohei,

      Jasne, że byś poszedł.

      Przynajmniej sam o sobie jestem tego pewny. Pewny jestem też moich motywacji.
      Wyobraź sobie - zabijać znienawidzonych skurwysynów to czysta przyjemność.
      Przynajmniej to niezwykle atrakcyjne zajęcie dla zdecydowanej większości młodych
      mężczyzn.

      Przy odrobinie szczęścia miałbyś karabin albo pistolet maszynowy; pomyśl jaka to
      radość trafić wroga w korpus albo jeszcze lepiej w głowę (wtedy mózg
      spektakularnie wylatuje z drugą stroną). Wtedy człowiek czuje się jak młody bóg,
      sam Mars wtedy przy nim to pętak. A jeszcze zabić z bliska? Bagnetem? To już
      tylko krok od orgazmu.

      Wszystko w gronie takich samych braterskich towarzyszy broni.
      I jeszcze wielka chwała i status bohatera, dziewczyny które przed zwycięskim
      wojownikiem od razu rozkładają nogi!

      Jak byłem małym chłopcem to na podwórku ciągle bawiliśmy się w strzelanego i
      przeżywaliśmy swoje wyimaginowane bohaterstwa.
      Chłopcy z Powstania po prostu mieli swoje wielkie szczęście wziąć udział w
      prawdziwej zabawie w strzelanego, z prawdziwą krwią, czołgami i butelkami z
      benzyną.

      Ta zabawa jest zwyczajnie dla młodych mężczyzn atrakcyjna i niezwykle kusząca i
      pociągająca.
      Gdyby było inaczej, to nie byłoby na świecie wojen.

      Niestety rzeczywistość okazuje się dużo bardziej skomplikowana niż wyobrażenia
      wielkiej przygody, niektórzy doznają szoku, bo nagle staje się oczywiste, że to
      samemu można stracić nie tylko odstrzelony mózg, ale jaja razem z nogami.

      Szczęściarze, którzy przeżyją to piekło zachowują się bardzo różnie.
      Często występuje tzw. "post-war syndrom", czyli stan głębokiej depresji,
      niektórzy nie mogą zrozumieć jak oni - przecież dobrzy ludzie - stali się
      mordercami (często mordując przypadkowe ofiary) a co najgorsze, że byli takimi
      potworami mordującymi z taką radością, wręcz w euforii.

      Świetnie wtedy nadaje się ideologizacja całego zjawiska, wyparcie
      najczarniejszych wspomnień i nazwanie owych bardzo powszechnych killer-insticts,
      patriotyzmem, honorem, odwagą dla Ojczyzny (wypiera się wspomnienie zasikanych
      spodni podczas pierwszego ostrzału wroga), rycerskością (wypiera się wspomnienia
      zostawionego na pewną śmierć rannego kolegę), etc, etc.

      A jeszcze często się zdarza, że przychodzą politycy, którzy chcą uprawiać nowa
      politykę "historyczną" i w kolejną rocznicę tej hekatomby nie chcą zadawać
      trudnych pytań, lecz chcą wzruszających akademii, płomiennych przemówień i
      robienia atmosfery wielkiej triumfalnej glorii, nawet jeżeli jest to "gloria
      victis".

      A poza tym, to chciałbym złożyć hołd żołnierzom Powstania Warszawskiego.

      Kłaniam się nisko.
      • a000000 Re: A ja? Czy poszedłbym? 02.08.06, 22:37
        diabollo napisał:

        > Przynajmniej sam o sobie jestem tego pewny. Pewny jestem też moich motywacji.
        > Wyobraź sobie - zabijać znienawidzonych skurwysynów to czysta przyjemność.
        > Przynajmniej to niezwykle atrakcyjne zajęcie dla zdecydowanej większości
        młodych mężczyzn.
        > Przy odrobinie szczęścia miałbyś karabin albo pistolet maszynowy; pomyśl jaka
        to radość trafić wroga w korpus albo jeszcze lepiej w głowę (wtedy mózg
        > spektakularnie wylatuje z drugą stroną). Wtedy człowiek czuje się jak młody bóg ,
        > sam Mars wtedy przy nim to pętak. A jeszcze zabić z bliska? Bagnetem? To już
        > tylko krok od orgazmu.
        > Wszystko w gronie takich samych braterskich towarzyszy broni.
        > I jeszcze wielka chwała i status bohatera, dziewczyny które przed zwycięskim
        > wojownikiem od razu rozkładają nogi!


        O Jezu, Diabollo, czy Ty jesteś jednak doornowaty?
      • monikaannaj Re: A ja? Czy poszedłbym? 03.08.06, 13:22
        Jak byłem małym chłopcem to na podwórku ciągle bawiliśmy się w strzelanego i
        przeżywaliśmy swoje wyimaginowane bohaterstwa.

        Super. czy w tym czasie twoich rodzicow łapano w łapankach i wysylano do obozu?
        Twoja babcia w tym czasie została wywleczona z pociągu za zbrodnię polegajaca
        na przewożeniu szynki? Siostra zarabiała hodowaniem wszy na nogach?

        > Ta zabawa jest zwyczajnie dla młodych mężczyzn atrakcyjna i niezwykle kusząca
        i
        > pociągająca.
        > Gdyby było inaczej, to nie byłoby na świecie wojen.
        No. pewnie powstańcy tak sie z Niemcami umówili, zeby ci nas napadli, żey
        mozna ich było znienawidziec i zabijac.

        > A poza tym, to chciałbym złożyć hołd żołnierzom Powstania Warszawskiego.

        tym dziewczynom rozkładającym nogi tez?
        • diabollo Re: A ja? Czy poszedłbym? 03.08.06, 18:45
          monikaannaj napisała:

          > Super. czy w tym czasie twoich rodzicow łapano w łapankach i wysylano do obozu?
          >
          > Twoja babcia w tym czasie została wywleczona z pociągu za zbrodnię polegajaca
          > na przewożeniu szynki? Siostra zarabiała hodowaniem wszy na nogach?

          Czcigodna Monikoannaj,
          Mojego ojca naprawdę wywieziono do niemieckiego obozu, ale ja urodziłem się 27
          lat później.
          Niemniej sobie myślę, że w czasie kiedy moich bliskich okupant nie męczył, a ja
          i tak musiałem kanalizować swoje mordercze żądze na podwórku podczas zabaw w
          strzelanego, to co by było gdyby naprawdę doszły do tego żądze odwetu, mordu i
          glorii chwały Mściciela. Zostałbym psychopatą, jak wielu innych?


          >
          > > Ta zabawa jest zwyczajnie dla młodych mężczyzn atrakcyjna i niezwykle kus
          > ząca
          > i
          > > pociągająca.
          > > Gdyby było inaczej, to nie byłoby na świecie wojen.
          > No. pewnie powstańcy tak sie z Niemcami umówili, zeby ci nas napadli, żey
          > mozna ich było znienawidziec i zabijac.

          Rany, ale myślenie. Jasne, że wśród młodych Niemców, Rosjan, oraz Hiszpanów
          działa ten sam mechanizm, który opisałem. Tylko co to ma do rzeczy? Wszędzie
          rządzący mogą wykorzystywać to zjawisko.

          > > A poza tym, to chciałbym złożyć hołd żołnierzom Powstania Warszawskiego.
          >
          > tym dziewczynom rozkładającym nogi tez?

          Przecież pisałem o wyobrażaniach jakie mają młodzi chłopcy - bogowie wojny, z
          żądzą walki i zabijania ruszający "zabijać i mścić".
          Jeżeli chodzi o same dziewczyny, to w powstaniu udziału nie brałem, więc trudno
          mi się wypowiadać. Choć wiem, że ludzie w sytuacjach ekstremalnych zachowują się
          na dwa sposoby - albo popadają w apatię, albo imprezują na całego z najlepszymi
          orgiami jakie można sobie wyobrazić.

          Jeżeli były takie rzeczy podczas Powstania to też składam im hold.
          Sztuka życia i sztuka umierania to rzeczy godne mojego najwyższego szacunku.

          Kłaniam się nisko.
          • monikaannaj Re: A ja? Czy poszedłbym? 03.08.06, 19:20
            Chodziło mi tylko o to diabollo, ze nie przezywszy na własnej skorze okupacji
            nie odwazyłabym sie sprowadzic motywacji powstańcow do szcenięcej chęci
            odegrania podworkowych zabaw z prawdziwymi rekwizytami.

      • pelengajew Re: A ja? Czy poszedłbym? 04.08.06, 14:55
        Od czasu jak zacząłem czytać Szanowne Forum, zawsze zaskakuje mnie zbieżność
        moich poglądów z poglądami Sz. F. Diabollo.
        Gdybyśmy wraz z Sz.F. Diabollo stworzyli homoseksualny związek ( krochwila taka
        maleńka z mojej strony, Sz. F. Diabollo:)) to były to najzgodniejszy związek po
        tej stronie Galaktyki.
        Pozdr.
        • diabollo Re: A ja? Czy poszedłbym? 05.08.06, 23:28
          pelengajew napisał:

          > Od czasu jak zacząłem czytać Szanowne Forum, zawsze zaskakuje mnie zbieżność
          > moich poglądów z poglądami Sz. F. Diabollo.
          > Gdybyśmy wraz z Sz.F. Diabollo stworzyli homoseksualny związek ( krochwila taka
          >
          > maleńka z mojej strony, Sz. F. Diabollo:)) to były to najzgodniejszy związek po
          >
          > tej stronie Galaktyki.
          > Pozdr.

          Czcigodny Pelengajewie,

          Kocham Cię.

          Kłaniam się nisko.
          • a000000 Re: A ja? Czy poszedłbym? 06.08.06, 14:53
            Ależ PANOWIE! więcej powściągliwości, proszę!
            Diabollo, zdrajco jeden.
    • e_wok Re: A ja? Czy poszedłbym? 03.08.06, 12:55
      Pewnie, ze tak. Przeciez mlodziez wybierala sie na powstanie jak na huczna
      impreze, a taki nastroj jest zarazliwy, czlowiek poddaje mu sie, nie myslac i
      nie analizujac. Wiec poszlabym, nie myslac. Przeciez dopiero teraz wiemy, jak
      to sie skonczylo, nikt tego nie zakladal, wrecz przeciwnie, byli przekonani, ze
      w dwa, trzy dni mozna zostac bohaterem i wyzwolic miasto. Kto by nie chcial
      skorzystac z takiej okazji?
      Bylam, jak zwykle, na Powazkach. Zawsze uderza mnie widok kombatantow i ich
      rozmowy. Oni nadal sprawiaja wrazenie, jakbym uwazali, ze Powstanie bylo super
      impreza. I nadal maja po 20 lat :-)
    • elli_nika Re: A ja? Czy poszedłbym? 03.08.06, 14:19
      Nie poszłabym. I w ogóle nie zgadzam się z tą romantyczna wizją powstania.
      Dlaczego opłakujemy kilkanascie tysięcy poległych powstańców, którzy mieli do
      dyspozycji broń, kanały(niedostępne dla zwykłych mieszkańców) i którzy sami
      sobie wybrali swój los, a nie mówimy o setkach tysięcy tych, którzy nie chcieli
      powstania? Wszak liczba ofiar wśród cywilów znacznie przewyższa liczbę ofiar
      wśród powstanńców. Dlaczego nikt dziś nie mówi, że to ci 'bohaterzy' blokowali
      wielu ludziam drogę ucieczki (tak, byly tysiace takich, którzy nie mieli ochoty
      przeżywac oblężenia, a chcieli po prostu ocelić życie najblizszych i uciec), jak
      zawracali staruszki chcące ewakuować się z tego koszmaru. Czy to według Was
      zasługuje na podziw?
      • monikaannaj Re: A ja? Czy poszedłbym? 03.08.06, 14:42
        nie chcesz - nie opłakuj.

        Dlaczego nikt dziś nie mówi, że to ci 'bohaterzy' blokowali
        > wielu ludziam drogę ucieczki

        jak to? ty własnie mowisz. Jakbys mogła to daj jakies źrodła mowiące o "setkach
        tysięcy" tych co nie chcieli, bo zmanipulowane media raczej podkreslają
        wspomnienia tych cywilow co chcieli.
        • a000000 Re: A ja? Czy poszedłbym? 03.08.06, 14:53
          a ja dotatkowo poproszę ellinikę o jakieś linki do opisów, jak to powstańcy
          staruszki uciekające zawracali....
        • elli_nika Re: A ja? Czy poszedłbym? 03.08.06, 15:13
          Droga Moniko,
          Liczby mówią same za siebie - z 50.000 tys. powstańców zginęło 16.000 (wedlug
          najczarniejszych wersji 18.000). Cywilów zginęło 200.000. Proporcje mówią same
          za sobie. Co do wspomnień w TV - lepiej popytać członków rodziny i przyjaciół,
          którzy to przeżyli lub też poczytac nieco mniej nadętą literaturę (np. Pamiętnik
          z powstania warszawskiego Białoszewskiego). Miasto było oblężone a tylko
          powstańcy mieli dostęp do drogi ucieczki (kanały). Sami też ewakuowali siebie ze
          straconych terenów w pierwszej kolejności skazując resztę mieszkańców na wiadomo
          co. Co do linków to wystarczy wpisać 'powstanie warszawskie' + np. 'cywile' do
          wyszukiwarki. Nie chce się tu z nikim klócić. Daleko mi do osądzania tych
          dzieciaków, nie mogli przecież przewidzieć konsekwencji swoich działań, wpojono
          im, że robią dobrze. 200 000 zabitych, w tym duża liczba tych, którzy woleli
          uciec a nie być zmuszonym do bronienia się w oblężonej Warszawie to bardzo
          wysoka cena.
          Uważam, ze od prowadzenia wojny jest wojsko. Cywilom trzeba dac się ewakuować.
          Nie każdy ma ochote być bohaterem. Niektórzy wolą po prostu przeżyć.
          • a000000 Re: A ja? Czy poszedłbym? 03.08.06, 15:50
            Ale Elliniko napisałaś, że powstańcy ZAWRACALI cywili i nie pozwalali uciec.
            Czyli brak możliwości ucieczki nie wynikał z działań wojennych, tylko z celowego
            działania powstańców. Masz na to dowody?
          • lynx.rufus Re: A ja? Czy poszedłbym? 03.08.06, 16:40
            elli_nika napisała:

            /.../

            jakbym to juz gdzies slyszal... zaplute karly reakcji? zbrodniarze z ak?

            gente Ruthenus natione Polonus Lynx Rufus
            • a000000 Re: A ja? Czy poszedłbym? 03.08.06, 17:11
              prawda Lynxie? Jakieś dzwoneczki zadzwoniły....

              Ja znam dwie osoby, które urodziły się w piwnicach warszawskich. Osobiście
              znałam ojca jednej z nich, który opowiadał dużo o powstaniu (jako CYWIL), ale
              nigdy nie opowiadał, jak to bandyci z AK nie pozwalali im uciekać. Natomiast
              opowiadał o poparciu całej cywilnej warszawy dla powstańców. Nie wiem, skąd
              ellinika wzięła wiadomości o uciekającej staruszce zawracanej przez powstańców.
              Może z Zeszytów KC?
              • lynx.rufus Re: A ja? Czy poszedłbym? 03.08.06, 18:11
                a000000 napisała:

                > Może z Zeszytów KC?

                nie przesadzajmy. nie pisalem tamtego po to, by kogokolwiek oskarzac. tak mi sie
                poprostu skojarzylo.

                natomiast oczywiscie, racje ma Ellinika, ktora twierdzi, ze powstanie bylo
                zbrodnia, w ktorej zycie stracilo 200 tysiecy cywilow. to _byla_ zbrodnia.
                zbrodnia popelniona przez niemcow i sowietow do spolki.

                gente Ruthenus natione Polonus Lynx Rufus
              • elli_nika Re: A ja? Czy poszedłbym? 04.08.06, 10:24
                a000000 napisała:

                > Może z Zeszytów KC?
                Od babci, której częśc rodziny (chrzestna z siostrą) wtedy zginęła.
                Kiedyś zaglądałam na o forum często, teraz przyszłam tu z ciekawości co u Was
                słychać. Z tak chamską wypowiedzią nie ma co dyskutować - już tu nie wrócę.
                • stephen_s Re: A ja? Czy poszedłbym? 04.08.06, 11:20
                  No widzisz, A., co zrobiłaś :((((((

                  Nika, nie odchodź!!!
                  • a000000 Re: A ja? Czy poszedłbym? 04.08.06, 13:49
                    Stefanie, równie dobrze mogę powiedzieć i ja, że z tak chamskim oskarżeniem
                    powstańców o to, że nie pozwalali fizycznie (padło słowo : zawracali) uciekać
                    staruszkom z wojennej Warszawy dawno już się nie spotkałam. Zwłaszcza, że moje
                    prośby o konkrety zostały niezauważone.
                    Z drugiej strony doskonale znam adresy kręgów rozpropagowujących różne zmyślone
                    dla celów propagandy opowieści, mające na celu zdyskredytować wszystko co było
                    związane z AK.

                    Czy ellinika się zastanowiła nad tym, gdy BEZ PODANIA ŹRÓDŁA pisała o kurestwie
                    akowców zawracających staruszki? Jak się czują osoby, których przodkowie życie
                    stracili w powstaniu, którzy młode życie dla ratowania tych staruszek poświęcili
                    właśnie?

                    Nie, Stefanie. Dla mnie AK-owcy a szczególnie powstańcy warszawscy to
                    BOHATEROWIE i nie zniosę fałszywych oskarżeń. A bez podania źródeł takie
                    opowieści o celowym zatrzymywaniu uciekających cywilów to są fałszywe
                    oskarżenia. Dotąd, dokąd źródła tej wiadomości nie potwierdzą.

                    Jest bardzo możliwym, że powstańcy zawracali ludzi WIEDZĄC, że za węgłem jest
                    kocioł. Ale nie można oskarżać, że ze staruszków robili sobie tarcze ochronne.
                    Bo dla Niemców starcy żadnej tarczy nie stanowili i zatrzymywnie ludzi
                    niezdolnych do walki było tylko obciążeniem dla walczących.

                    Według mnie stwierdzenie, że "powstańcy nie pozwalali starcom uciekać i ich
                    zawracali fizycznie" jest obrzydliwe. Niezależnie od tego, kto się na mnie
                    obrazi, nie pozwolę bez udowodnienia źródłowego opluwać bohaterów.
                    Jeszcze czekam na odkrywcze wieści, że winnymi śmierci Warszawy są powstańcy. A
                    winnymi śmierci Getta - Żydzi. Bo po co się zbuntowali?

                    Papież BXVI powiedział : nie osądzajcie przeszłych pokoleń! Ellinika osądziła
                    właśnie przypisując wszystkim powstańcom czyny niegodne.
                    Nie ma mojej na to zgody - zawsze się przeciwstawię i zażądam dowodów.



        • diabollo Re: A ja? Czy poszedłbym? 03.08.06, 18:27
          monikaannaj napisała:

          > nie chcesz - nie opłakuj.
          >
          > Dlaczego nikt dziś nie mówi, że to ci 'bohaterzy' blokowali
          > > wielu ludziam drogę ucieczki
          >
          > jak to? ty własnie mowisz. Jakbys mogła to daj jakies źrodła mowiące o "setkach
          >
          > tysięcy" tych co nie chcieli, bo zmanipulowane media raczej podkreslają
          > wspomnienia tych cywilow co chcieli.

          Oczywiście to ubeckie kłamstwa żydo-komunistyczne głoszone przez czcigodną
          Eli-Nikę (do ipeenu z nią! zlustrować!).

          Każde dziecko wie, że cywile bardzo chcą aby ich domy zostały spalone bądź
          zniszczone, dobytek całego życia przepadł, córki były zgwałcone, a w ogóle
          bliscy zabijani. Cywile to bardzo lubią. Bo cywile też kochają Ojczyznę.

          Kłaniam się nisko.
          • monikaannaj Re: A ja? Czy poszedłbym? 03.08.06, 19:24
            Oczywiście to ubeckie kłamstwa żydo-komunistyczne głoszone przez czcigodną
            > Eli-Nikę (do ipeenu z nią! zlustrować!)

            To miało być co - ironia? diabollo skoro uwazsz mnie za gdna takiego tekstu -
            to po co wogole mi odpisujesz?

            > Każde dziecko wie, że cywile bardzo chcą aby ich domy zostały spalone bądź
            > zniszczone, dobytek całego życia przepadł, córki były zgwałcone, a w ogóle
            > bliscy zabijani. Cywile to bardzo lubią. Bo cywile też kochają Ojczyznę.

            Alez. kazde dziecko wie, ze cywile jak już potulnie wysiedzieli 5 lat pod
            okupacją to cierpliwie wysiedza nastepne piecdziesiat. i włos by im - tym
            cywilom - nigdy z głowy nie spadał - gdyby nie patrioci psia ich mac z tymo
            powstaniami! jakby siedzieli cicho toby ruscy może wogole ominęli Warszawę...
            zostało by sie pod niemcami, spokoj cisza - zero gwałtow... (przy okazji - kto
            w twojej wizji gwłacił te cywilne kobiety? powstańcy?)
            • diabollo Re: A ja? Czy poszedłbym? 03.08.06, 20:43
              monikaannaj napisała:

              > Oczywiście to ubeckie kłamstwa żydo-komunistyczne głoszone przez czcigodną
              > > Eli-Nikę (do ipeenu z nią! zlustrować!)
              >
              > To miało być co - ironia? diabollo skoro uwazsz mnie za gdna takiego tekstu -
              > to po co wogole mi odpisujesz?


              Tak, to miała być ironia, choć skierowana bardziej do czcigodny Lynxa i A000000,
              którzy dostrzegli w wypowiedziach czcigodnej Eli-niki stalinowską propagandę o
              "zaplutym karle reakcji".

              > > Każde dziecko wie, że cywile bardzo chcą aby ich domy zostały spalone bąd
              > ź
              > > zniszczone, dobytek całego życia przepadł, córki były zgwałcone, a w ogól
              > e
              > > bliscy zabijani. Cywile to bardzo lubią. Bo cywile też kochają Ojczyznę.
              >
              > Alez. kazde dziecko wie, ze cywile jak już potulnie wysiedzieli 5 lat pod
              > okupacją to cierpliwie wysiedza nastepne piecdziesiat. i włos by im - tym
              > cywilom - nigdy z głowy nie spadał - gdyby nie patrioci psia ich mac z tymo
              > powstaniami! jakby siedzieli cicho toby ruscy może wogole ominęli Warszawę...
              > zostało by sie pod niemcami, spokoj cisza - zero gwałtow... (przy okazji - kto
              > w twojej wizji gwłacił te cywilne kobiety? powstańcy?)

              Przegrani z reguły mają obniżone libido, odwrotnie do zwycięzców, którzy
              najczęściej gwałcą.

              Gdybanie historyczne jest pozbawione wszelkiego sensu.

              Zgadzam się z czcigodnym Stephenem: mnie też denerwuje ta gloryfikacja klęsk
              narodowych, przy jednoczesnym odrzucaniu i degradowaniu znaczenia wielkich
              zwycięstw (świetny przykład jedynego udanego Powstania Wielkopolskiego w 1918r.,
              czy pokojowy odwrót od komunizmu przez Okrągły Stół w 1989 roku).

              Powstańców
              • a000000 Re: A ja? Czy poszedłbym? 03.08.06, 20:51
                diabollo napisał:
                >
                > Tak, to miała być ironia, choć skierowana bardziej do czcigodny Lynxa i A000000

                ożeszty! to ja już nie jestem czcigodna?
                • diabollo Re: A ja? Czy poszedłbym? 04.08.06, 07:44
                  a000000 napisała:

                  > diabollo napisał:
                  > >
                  > > Tak, to miała być ironia, choć skierowana bardziej do czcigodny Lynxa i A
                  > 000000
                  >
                  > ożeszty! to ja już nie jestem czcigodna?

                  Nie pękaj, jesteś, jesteś.
                  Miało być: "czcigodnych Lynxa i A000000" tylko zjadłem "ch".

                  Kłaniam się nisko.
              • monikaannaj Re: A ja? Czy poszedłbym? 04.08.06, 09:36
                > Zgadzam się z czcigodnym Stephenem: mnie też denerwuje ta gloryfikacja klęsk
                > narodowych, przy jednoczesnym odrzucaniu i degradowaniu znaczenia wielkich
                > zwycięstw (świetny przykład jedynego udanego Powstania Wielkopolskiego w
                1918r.
                > ,
                > czy pokojowy odwrót od komunizmu przez Okrągły Stół w 1989 roku).

                Obecna gloryfikacja powstania służy głównie promocji politycznej. w dzisiejszej
                gazecie jest list córki powstańca, ktory sie nie mogł dopchac do grobow kolegow
                bo go ochroniarze nie przepuscili - miejsce było dla politykow.

                Co do okrrągłego stołu - zgadzam sie w zupełności. rzygac mi sie chce gdy
                słysze teksty o zdradzie narodowej, układzie, itp z ust ludzi ktorzy albo sami
                niczego nie zrobili albo siedzieli przy tym stole - jak Kaczyński.
    • nauma Re: A ja? Czy poszedłbym? 03.08.06, 14:41
      Poszedłbym. Nawet nie widząc sensu. Poszedłbym za Polskę, za Warszawę i za
      tych, których kocham. Pewnie pod pierwszym ostrzałem narobiłbym w gacie, ale
      nie zwiałbym. Nie myślę o romantyźmie. Gdybym nie poszedł, to pewnie kilka lat
      nie byłoby mnie pod Mławą czy nad Bzurą. Tam też sens był tylko honorowy.
    • stephen_s Moje trzy grosze 03.08.06, 18:59
      Czy poszedłbym, żyjąc w 1944? Nie wiem. Czy poszedłbym, wiedząc, jak wszystko
      się skończy? Też nie wiem, ale raczej nie. Raczej popędziłbym zabrać rodzinę z
      miasta, póki się dało...

      Pytania o stosunek do Powstania Warszawskiego są dla mnie trochę trudne...
      Uważam, że sami ludzie walczący w tym powstaniu wykazywali się wielką odwagą i
      dokonali wielkiej ofiary, o której trudno zapomnieć. Z drugiej strony, nie
      zgadzam się na łatwe gloryfikowanie samego Powstania jako zbrojnej operacji.
      Moim zdaniem można poważnie zastanawiać się, czy to powstanie miało sens, czy
      przeprowadzanie go było odpowiedzialną, przemyślaną decyzją. Czytałem różne
      opinie na ten temat - w tym także artykuł jednego historyka, z którego wynikało,
      że tak naprawdę PW wybuchło, bo ktoś z kierownictwa AK się spóznił na spotkanie
      i nie odwołał rozkazu wybuchu powstania, jak było w planie...

      Powiem szczerze, że nieco męczy mnie to obecne wychwalanie Powstania,
      idealizowanie go. Naprawdę, zgadzam się - chwalmy powstańców, pamiętajmy o
      zagładzie Warszawy... ale czy naprawdę trzeba do tego wpadać w takie uniesienie,
      że PW jako powstanie było wspaniałym narodowym zrywem itd.? Że NA PEWNO musiało
      wybuchnąć, że decyzja AK była NA PEWNO słuszna, że nie pozostaje nam nic, tylko
      wychwalać PW absolutnie i bezkrytycznie, że było ono piękne, ideowe itd.? I pal
      sześć to dwieście tysięcy ofiar?

      Generalnie zresztą jest przeciwny pompatyzowaniu polskiej historii, chwaleniu
      wszystkiego, co nasi przodkowie robili itd. Weźmy narodowe powstania z okresu
      zaborów - jakoś tak się przyjęło, by chwalić powstanie listopadowe, pokazywać je
      jako przykład patriotycznego zrywu... tymczasem to powstanie wywołała grupa
      optymistycznych młodzieniaszków, a dowodzili nim ludzie, którzy nawet nie byli
      przekonani, że mogą wygrać... Powstanie styczniowe chyba jeszcze mniej rozsądne
      było. Czy naprawdę musimy te wydarzenia tak wynosić na piedestał? Bo nieważne,
      czy miały one sens, czy były dobrze przygotowane, czy nam pomogły - ważne, że
      Polacy "ideowo" się rzucili do walki?

      Dla mnie Powstanie Warszawskie to przede wszystkim tragedia. Tragedia żołnierzy
      toczących beznadziejną walkę, tragedia cywilów, tragedia zniszczonego miasta...
      Tymczasem, mam wrażenie, PW jest czczone niemalże jako zdarzenie radosne! Jakby
      to było szczytem romantyczności i piękna...

      Ktoś niedawno napisał w "GW", że coś dziwnego jest z podejściem Polaków do
      historii, skoro plujemy na swoje sukcesy, a chwalimy nasze klęski. Zgadzam się z
      tym - PW było jedną z największych klęsk Polaków w czasie II wojny, a my je
      czcimy jak święto narodowe... A powstanie wielkopolskie z 1918 roku, zapytam
      się? Jedyne polskie powstanie, które zakończyło się sukcesem? Gdzie jego
      obchody, gdzie jego muzea? Ilu ludzi w Polsce pamięta, że takie powstanie było???
      • e_wok Re: Moje trzy grosze 03.08.06, 19:08
        Sa oczywiscie rozne opinie i wlasciwie mozna sobie wybrac, co komu pasuje. Ja
        mam zakodowane w glowie, ze powstanie bylo szansa na wolna Polske po wojnie.
        Wolna czyli bez Ruskich. Gdyby sie udalo - tu tez mozna gdybac - moze od razu
        mielibysmy III RP, objalby nas Plan Marshalla i teraz zylibysmy na poziomie
        Zachodnich Niemcow albo Austriakow. A moze chociaz byloby z nami tak jak z
        Finlandia. W kazdym razie nie ulega dla mnie watpliwosci, ze byloby lepiej.
        • stephen_s Re: Moje trzy grosze 03.08.06, 19:31
          Ja mam dwie wątpliwości:

          1. Czy naprawdę wygrana PW w jakikolwiek sposób zapobiegłaby "wystawieniu" nas w
          Jałcie?

          2. Jeśli nawet, to czy mieliśmy realną szansę wygrać?

          Nie mówię, że nie. Ale też nie wiem, czy tak. Zdania są podzielone. I dlatego
          irytuje mnie oficjalne chwalenie powstania jak NA PEWNO uzasadnionego,
          potrzebnego, rozsądnego...

          Mniej romantycznego podejścia do historii, a więcej krytycyzmu...
          • a000000 Re: Moje trzy grosze 03.08.06, 19:46
            stephen_s napisał:

            > Ja mam dwie wątpliwości:
            >
            > 1. Czy naprawdę wygrana PW w jakikolwiek sposób zapobiegłaby "wystawieniu" nas
            > w Jałcie?


            Myślę, że nie. Nasz los był przesądzony, powstanie było tylko takim krzykiem, że
            sie nie zgadzamy. Powstanie w Gettcie też nie miało szans. Te obydwa zrywy to
            taki ostatni krzyk nadziei.

            Myślę, że lepiej byłoby gdyby warszawiacy cicho siedzieli o poczekali na
            "wyzwolenie". Ale o tym to wiemy dziś.

            >
            > 2. Jeśli nawet, to czy mieliśmy realną szansę wygrać?

            Bez pomocy z zewnątrz - nie mieliśmy szansy. Powstańcy bardzo liczyli na tą
            pomoc.... i się przeliczyli.
          • hiperrealizm co by było gdyby 04.08.06, 08:11
            wątek na forum militaria
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=539&w=46236235
      • lynx.rufus Re: Moje trzy grosze 03.08.06, 21:39
        stephen_s napisał:

        > Że NA PEWNO musiało
        > wybuchnąć, że decyzja AK była NA PEWNO słuszna, że nie pozostaje nam nic, tylko
        > wychwalać PW absolutnie i bezkrytycznie, że było ono piękne, ideowe itd.? I pal
        > sześć to dwieście tysięcy ofiar?

        wspomnienia z epoki sugeruja, ze dowodztwo AK nie mialo az tak wielkiego wplywu
        na sam fakt wybuchu powstania. miasto sie gotowalo i cos by sie i tak stalo.

        nie zapominajmy, ze ci ludzie konczyli wlasnie piaty rok okupacji i znajdowali
        sie pod ogromnym napieciem. CHCIELI walczyc.

        a co by bylo, gdyby powstanie sie udalo? w wilnie sie udalo....

        gente Ruthenus natione Polonus Lynx Rufus
    • grzespelc Re: A ja? Czy poszedłbym? 05.08.06, 21:40
      Gdybym siedział w likwidowanym getcie w Zagłębiu, to oczywiście, ze bym poszedł.

      A o powstaniu warszawskim mi sięjużnie chce gadać, znudziło mi się.
      • a000000 Re: A ja? Czy poszedłbym? 06.08.06, 16:14
        Grzesiu, gadanie o powstaniu się skończy dopiero wówczas, gdy CAŁA PRAWDA ujrzy
        światło dzienne. Dopóki żyją i funkcjonują komunistyczne zakłamania - temat (i
        nie tylko ten) wałkowany będzie.
        • grzespelc Re: A ja? Czy poszedłbym? 07.08.06, 13:45
          No ja właśnie bym chciał, żeby NIE TYLKO ten...

          O powstaniu np. w gettach Sosnowca i Będzina 1 sierpnia 1943 słyszał kto?
          • a000000 Re: A ja? Czy poszedłbym? 07.08.06, 13:52
            ja nawet nie wiedziałam, że w Będzinie getto było....W której okolicy? Znam
            teren między A1 a zamkiem - tam mieszka od niedawna moja rodzinka.
            • grzespelc Re: A ja? Czy poszedłbym? 14.08.06, 22:02
              Nie skojarzyłem dokładnie z opisów, ale chyba w centrum miasta, na południe od
              zamku. A teren między 1-ką a zamkiem (Syberka) też znam całkiem dobrze :),
              znacznie lepiej niż samo centrum miasta. Ostatnio odkryto i wydano pamiętniki
              14-letniej mieszkanki getta, którą razem z całą rodziną wywieziono do Auschwitz.
    • herbarium Nie 06.08.06, 15:08
      O ile miałabym aktualny sposób myślenia czy patrzenia na rzeczywistość - nie.
      Podziwiam odwagę, determinację powstańców, ale nie popieram akcji zbrojnych.
      • a000000 Re: Nie 06.08.06, 16:12
        Herbarium, przy AKTUALNYM sposbie myślenie i patrzenia na rzeczywistość, pewnie
        nikt z nas by do powstania nie poszedł.
        Wyobraź sobie jednak TAMTE konkretne realia i swoje nastoletnie lata.
        • herbarium Re: Nie 07.08.06, 01:48
          Ja owszem, mówię o tamtych realiach - czyli wojna, okupacja ze wszystkim, co
          się z tym wiąże - ale i o swoim sposobie myślenia, a raczej systemie wartości.
          A nastoletnie lata... mając lat piętnaście też byłam pacyfistką, mimo
          zauroczenia pewnym militarystą, co potem trafił do Legii Cudzoziemskiej:)
    • kohei Re: A ja? Czy poszedłbym? 08.08.06, 10:40
      Bardzo dziękuję Wam za odpowiedzi i podjęcie wątku.
      Zdecydowanie łatwiej podjąć taką decyzję mając lat dwadzieścia, niż trzydzieści
      czy czterdzieści...
      • alkoo3 Re: A ja? Czy poszedłbym? 23.08.06, 13:59

        A Grass poszedl - majac 15 lat w roku 1944 kiedy wiadomo bylo ze przegra.
        Ale to chyba nie ta armia i zly przyklad.
        Chodzi mi jednak o moralna ocene jednostki abstrachujac od wydarzen historyczno-
        politycznych.
    • diabollo Jak już tak cytujemy artykuły z Nie... 29.08.06, 18:18
      ... to kolejny tekst z tego tygodnika.
      I znowu forma urbanowa, choć merytorycznie rozsądne.
      Może tylko czcigodni Lynx Rufus i A000000 dopatrzą się w słowach gen.Andersa,
      który nazwał wywołanie Powstania ciężką zbrodnią, stalinowską propagandę o
      "zaplutym karle reakcji".

      Kłaniam się nisko.

      **************************************
      Powstanie po tuningu

      62. rocznica powstania warszawskiego, czyli jak się fałszuje historię.

      Uporczywie powtarzano, że nad powstaniem przez dziesięciolecia zawisła kurtyna
      milczenia i dopiero przed dwoma laty w 60. rocznicę ówczesny prezydent Warszawy
      Lech Kaczyński ją uchylił. Niektórzy weterani przytakiwali temu zmyśleniu. Media
      elektroniczne również. Tymczasem zdecydowana większość decyzji upamiętniających
      powstanie ma rodowód komuszy, powzięta została w Polsce Ludowej. Warszawski
      Krzyż Powstańczy ustanowiono w 1981 r., kamień węgielny pod pomnik powstania
      położono w 1984 r., a gotowy odsłonięto w 1989 r. W PRL ukazały się w dużych
      nakładach do dziś niezastąpione opracowania historyczne powstania, monografie
      najsłynniejszych jednostek, od batalionów „Zośka” i „Parasol” poczynając,
      fundamentalna historia wojskowa powstania Adama Borkiewicza i polityczna Jana M.
      Ciechanowskiego.

      W niełasce propagandystów PiS znalazła się nie tylko PRL, ale również III
      Najjaśniejsza. Za nic mają rocznice powstania przez nią celebrowane, zarówno w
      1994 r. (pod rządami Wałęsy i Pawlaka), jak i w 1999 r. (pod rządami
      Kwaśniewskiego i Buzka). Wtedy podobnie jak obecnie celebra ociekała
      bogoojczyźnianym frazesem.

      * * *

      Prezydent Kaczyński nadał ton obchodom wieszcząc, że powstanie było
      koniecznością: Powstanie było próbą wywalczenia niepodległego państwa polskiego.
      Próbą może skazaną na niepowodzenie, ale konieczną. Bo każdy naród, w każdych
      okolicznościach musi próbować walczyć o niepodległość.

      Generał Władysław Anders był innego zdania: Wywołanie powstania uważamy za
      ciężką zbrodnię i pytamy, kto ponosi za to odpowiedzialność (depesza do ministra
      obrony narodowej, 23 sierpnia 1944 r.).

      Ówczesny wódz naczelny generał Kazimierz Sosnkowski depeszował do kraju na parę
      godzin przed powstaniem: W obliczu sowieckiej polityki gwałtów i faktów
      dokonanych powstanie zbrojne byłoby aktem pozbawionym politycznego sensu,
      mogącym za sobą pociągnąć niepotrzebne ofiary.

      Jan M. Ciechanowski, uczestnik powstania, po wojnie na emigracji w Anglii, autor
      wielokrotnie wznawianej historii powstania: Brak polsko-rosyjskiej współpracy
      wojskowej oraz całkowite nieliczenie się dowództwa AK, w czasie podejmowania
      decyzji, z możliwością poniesienia klęski, uczyniły z powstania bezprzykładną
      tragedię narodową, której nic nie jest w stanie usprawiedliwić (J.M.
      Ciechanowski, „Powstanie Warszawskie, Zarys podłoża politycznego i
      dyplomatycznego”, Pułtusk 2004).

      * * *

      Podczas powstania Niemcy stracili ok. 17 tysięcy żołnierzy (zabitych i
      zaginionych), a 9 tysięcy zostało rannych. Śmierć poniosło ok. 20 tysięcy
      żołnierzy AK i 3 tysiące kościuszkowców. Ponadto w masowych egzekucjach,
      zawalonych domach i pożarach zginęło ok. 180 tysięcy osób cywilnych – informacje
      z podręcznika dla szkół średnich, autorstwa Anny Radziwiłł i Wojciecha
      Roszkowskiego. Ściślejsze dane przytaczane przez Adama Borkiewicza redukują
      nieco liczbę polskich strat. Poległo 18 tysięcy powstańców (ponad 35 proc.
      stanu), rannych było 6500. Zdumiewa ogromna przewaga poległych nad rannymi
      świadcząca o okrucieństwie walk (dobijanie rannych) i fatalnych warunkach
      sanitarnych. Typowe relacje poległych do rannych na froncie wschodnim wynosiły
      1:3 po stronie radzieckiej i 1:4 po stronie niemieckiej. Ludności cywilnej w
      powstaniu zginęło co najmniej 150 tysięcy, blisko połowa mieszkańców obszaru
      objętego powstaniem.

      Szacunek strat niemieckich przytoczony przez Radziwiłł i Roszkowskiego, a
      notorycznie powtarzany w propagandzie, został znacznie zawyżony w zbożnym celu
      obrony wojskowego sensu powstania. Opiera się on na fantazjach generała Ericha
      von dem Bacha-Zelewskiego w więzieniu amerykańskim po wojnie. Przekonująco
      podważył naukową wartość tych relacji generał Jerzy Kirchmayer. O wiele bardziej
      wiarygodne dane podał tenże Bach-Zelewski w poufnym „meldunku końcowym” dla
      Himmlera z 5 października 1944 r., znajdującym się w Bundesarchiv w Koblencji
      (cyt. za R. Nazarewiczem). Według tego meldunku straty własne wyniosły zabitych
      73 oficerów i 1453 żołnierzy, ponadto zginęło 44 „obcoplemieńców”. Rannych
      zostało 8196 żołnierzy niemieckich i 170 „obcoplemieńców”. Informacje te
      potwierdza meldunek dowództwa niemieckiej 9 armii, według którego straty ludzkie
      w walkach z powstańcami od 1 sierpnia do 18 września 1944 r. wyniosły 8951
      zabitych i rannych.

      W sumie na 1 poległego żołnierza niemieckiego wypada co najmniej 10 poległych
      powstańców i 100 cywilów. Miasto zaś obrócono w ruinę.

      * * *

      Roman Dmowski tak pisał o powstaniach, listopadowym i styczniowym, które uważał
      za wywołane nieodpowiedzialnie i bezmyślnie:

      Cała tradycja porozbiorowa, święcona stale w obchodach listopadowych i
      styczniowych (...) była to tradycja klęsk, tradycja stopniowego likwidowania
      sprawy polskiej, myśmy wszakże tak odbiegli od innych narodów, że święcimy
      klęski, gdy tamte święcą zwycięstwa. Gorsza, że autorowie klęski umieją
      przemawiać jak mistrze.

      Pamiętam, raz w gronie emigrantów z 63 r. zagranicą ostro napadano mnie za
      kierunek mojej polityki. Jeden z nich szanowny zresztą antykwariusz, Bukowski ze
      Sztokholmu, zawołał:

      – Myśmy inaczej działali w 1862 roku, innymi drogami szliśmy do niepodległości!

      – Aleście nie doszli, odpowiedziałem. Ten, kto przegrał, nie ma prawa żądać,
      żeby go naśladowano (Roman Dmowski, „Polityka polska i odbudowanie państwa”).

      Brzmi aktualnie.
      Autor : Mateusz Zgryzota

      Źródło:www.nie.com.pl/art7810.htm

      ********************************************
    • kora3 hmmmm 29.08.06, 21:49
      nalezę do ludzi niepokornych, niestrachliwych, ale nie wiem ...
      nie byłam w takiej sytuacji ...Mysle, ze wiele mogłoby zależeć od okolicznosci
      ...jak zwsze.. Ludzie, którzy mają swiadomosc calkowitej dpowiedzialnosci za np.
      male dzieci staja w takiej sytuacji przed wyborem moze trudniejszym niż osoby
      wolne i niezależne oraz takie od ktorych też nikt całkowicie nie zalezy...Nie
      umiem jednoznacznie powiedzieć, ze dzis ja poszłabym walczyć jak powstańcy ...
      zostawiwszy już takie sprawy jak osobista sytuacja...po takich okropnościach jak
      czynili hilerowcy, takich represjach i upokorzeniu pewnie byłby we mnie gniew,
      może silniejszy niz strach znając mnie :) łatwiej mi sobie wyobrazić, ze ide
      walczyć przeciw upokorzeniu, represji, zniewoleniu, w obronie rodziny,
      przyjaciół niz ojczyzny - przyznaję ...Moze dlatego, ze żyje w czasach, gdy moja
      ojczyzna nie byla realnie zagrozona pzrez wroga, a moz edlatego, ze nie czuję
      sie jakoś przez nią lubiana:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka