Dodaj do ulubionych

A gdyby tak... (czyli kinofilia na czas:)

06.11.06, 21:01
A gdyby tak - na wzór pomysłu z czytaniem książek w wyznaczonych terminach -
ustalić sobie kilka tytułów FILMóW celem obejrzenia ich i dyskutowania w
równych odstępach czasu? Pomijając przyjemność z późniejszej wymiany poglądów,
pomogłoby to roztargnionym (vide: ja) mobilizować się do śledzenia premier;)

Co Wy na to?
Obserwuj wątek
    • jottka Re: A gdyby tak... (czyli kinofilia na czas:) 06.11.06, 21:07
      z kinowym filmem trudniej pojsc do wanny albo cichego zakatka i tam go ogladac w
      ukryciu samej przed soba:)

      poza tym to moze byc trudne z uwagi na rozproszenie towarzystwa po swiecie, tj.
      rozne daty premier kinowych
      • staua Re: A gdyby tak... (czyli kinofilia na czas:) 06.11.06, 21:26
        Jesli chodzi o premiery, to moze to byc rzeczywiscie trudne. Latwiej chyba o
        jakies starsze filmy, ktore sa dostepne na VHS/DVD/w sieci. Ogolnie ciekawy
        pomysl, czemu nie.
      • braineater Re: A gdyby tak... (czyli kinofilia na czas:) 06.11.06, 21:26
        Pomysł niezły ale do dopracowania:)
        W końcu w temacie ksiązek sobie hopsasamy od nowości, do odleżyn półkowych co
        warstwą kurzu na pięc pokryte:)
        To by się dało zrobić, bo paru z nas ma całkiem niezłe zbiory filmów i da się
        to jakoś rozsądnie porozsyłac albo utworzyc Pewien Tajny Zakątek:)
        Ja bym ftofszet.

        P:)
        • 3promile Re: A gdyby tak... (czyli kinofilia na czas:) 06.11.06, 21:31
          Nie lubię się dzielić wrażeniami ani z literatury, ani z filmu, muzy, bohomaza -
          wolę sobie chłonąć subiektywnie, wyciągać błędne wnioski i nie dać się z nich
          wyprowadzać.
          Mimo to służę serwerkiem, jakby cóś.
          • stella25b Re: A gdyby tak... (czyli kinofilia na czas:) 06.11.06, 21:38
            Pomysl jest calkiem fajny. Tylko nie wiem czy dobrze by bylo schodzic az na
            klasyke.
            • butters77 Re: A gdyby tak... (czyli kinofilia na czas:) 06.11.06, 22:04
              Myślę, że hopsasanie jak najbardziej wskazane - ja to bym przeszła i przez
              "Metropolis", i przez "Matrix";)

              Ponieważ ostatnio "Volver" był na tapecie, może by zacząć od czegoś
              wcześniejszego Almodovara? Np. "Wszystko o mojej matce"?

              Z kolei wątek o ulubionych dekadach nastroił mnie melancholijnie i od razu
              "Złote czasy radia" Allena mi się przypomniały:) Ale może coś innego z jego
              filmografii? Manhattany, Hanny i jej siostry, "Enihole" i inne takie?:)

              Z zupełnie innej beczki (a'propos - może Monty Python?;) - skoro listopad taki
              refleksyjny, może by jakieś podróże sentymentalne, spojrzenie na życie z
              perspektywy czasu - np. "Tam, gdzie rosną poziomki" Bergmana albo "Broken
              flowers" Jarmuscha, a najlepiej oba jednocześnie - w myśl idei hopsasania?;)

              Łodduju fink?:)
        • staua A propos ksiazek 06.11.06, 21:34
          na kiedy nastepna, i jaka w koncu? Oz byl chyba ustalony, ale ktory?
          • braineater Re: A propos ksiazek 06.11.06, 21:36
            Czynastego grudnia roku pamnietnego,
            nalezy pszeczytać
            Łoza rzeconego
            Nik nie wi, którego...:P

            P:)
            • monikate Re: A propos ksiazek 06.11.06, 22:55
              Pomysł przedni, "Wszystko o mojej matce" jak najbardziej popieram.
              Z filmów starszych niech ta będzie na początek "Absolwent".
            • staua Re: A propos ksiazek 06.11.06, 23:13
              To moze "Fima"? To chyba wyjatkowo dobry Oz.
              • formaprzetrwalnikowa Re: A propos ksiazek 07.11.06, 00:07
                zaczełam A tale of love and darkness. Dawno juz zaczęłam, nadal jestem na 40.
                stronie. Ktos jest dalej?
                • staua Re: A propos ksiazek 07.11.06, 04:46
                  Nie zaczelam, bo w tamtym watku byly glosy, ze jednak to nie jest najlepszy pomysl na ksiazke do
                  dyskusji forumowej (ale mam w planach na pozniej). Dlaczego utknelas?
                  • formaprzetrwalnikowa Re: A propos ksiazek 07.11.06, 08:10
                    najłatwiej powiedziec, ze utknęłam, bo już nie jezdze metrem do pracy. ale nie
                    rzucam się też na książkę wieczorem po pracy, bo... mam wrazenie, ze to, co
                    przeczytałam to wstęp: autor przygotowuje scenerię jakichs waznych wydarzen.
                    niestety, te przygotowania ciagna się już przez 40 stron. niby dobrze się je
                    czyta, bo codzienne zycie w jerozolimie oczami dziecka jest ciekawe. niestety
                    dla mnie (bo ja tego bardzo nie lubię), ksiazka jest pełna innych pisarzy,
                    innych wydarzen, innych ksiązek, o których ja (i w ogole przeciętny czytelnik,
                    jak podejrzewam) nie mam pojęcia. ja wiem, co to jest jom kipur i o co chodzi z
                    tymi pionierami ze wzgórz, ale niewiele więcej. to sprawia, że ksiązka staje
                    się dla mnie nieczytelna.
                    a poza tym trudno się czyta autobiograficzną historię nie mając pojecia o
                    autorze.
                    ;-)

                    A co Ty czytasz?
                    • staua Re: A propos ksiazek 07.11.06, 16:51
                      Oza? Nic jeszcze, "Fime" mam, ale nie zaczelam. Czytalam dwie jego ksiazki i na
                      razie jestem zachwycona ("Pantera w piwnicy" i "Nie mow noc", oczywiscie po
                      ang.). Noida jest specjalistka od Oza i to ona mnie tak zachecila, bardzo sie
                      ciesze.
                      Nie liczac Oza, teraz czytam ksiazki pozyczane od kolezanki, ktora niedlugo
                      wraca do Szwajcarii, wiec musze przeczytac jej ksiazki, zwlaszcza, ze sa to
                      ksiazki takie, ktorych sama bym nie kupila. Na szczescie szybko sie je czyta
                      (albo trzeba odstawic, bo czytac sie nie da). Allison Pearson "I don't know how
                      she does it" (znosna), Leslie Schnur "The Dog Walker" (tragedia), teraz mam
                      kolejne "The Devil Wears Prada" (nawet jestem ciekawa) i "The Ivy Chronicles"
                      (tu nawet ta kolezanka, ktora luby ten typ literatury, przyznala, ze to jest
                      straszne).
                      Na powaznie, wrocilam do przeczytanego kilka lat temu "Mostu na Drinie"
                      Andricia i sie delektuje.
                      • formaprzetrwalnikowa Re: A propos ksiazek 07.11.06, 18:40
                        Kupiłam Fimę. Zobaczymy jak mi z tą ksiązką pójdzie.
                        Ivy chronicles? czytałam masakryczną recenzję, więc nie zdziwię się, jesli
                        odrzucisz ze wstrętem ;-)
                        • staua Re: A propos ksiazek 07.11.06, 19:05
                          Postanowilam, ze jesli kolezanka juz to wszystko ma, to nadrobie zaleglosci w
                          tej galezi literatury, bo zupelnie jej nie czytam. Napisze o "Ivy Chronicles"
                          pewnie cos na Amazonie.
              • noida Re: A propos ksiazek 07.11.06, 10:34
                Popieram "Fimę".
                Ja też zaczęłam "Opowieść o miłości i mroku", jestem dalej niż na 40 stronie,
                ale rzeczywiście chyba ciężko to czytać, jeśli nie znasz autora. Napisane
                świetnie ale opowieść specyficzna.
                • stella25b Re: A propos ksiazek 07.11.06, 12:15
                  Dla moze byc i Fima. Ksiazki nie czytalam ale do polowy grudnia powinnam
                  wyrobic.
                • ash3 Re: A propos ksiazek 07.11.06, 14:54
                  Może być Firma. Pozyczyłam sobie Dotknij wiatru dotknij wody, ale na razie (po kilkunastu stronach) leży i czeka.
                  Ciekawa sprawa z "Opowieścią...", bo ja też zaczęłam tę książkę jakiś czas temu (wiosną?) i też utknęłam po ciekawym zresztą opisie podwieczorku u żydowskiego uczonego. Ale to, co przeczytalam podobało mi sie, pełne ciekawych szczegółów, z uśmiechem, interesujące...
                  • staua To zgadzamy sie 07.11.06, 16:52
                    na Fime, 13 grudnia (ale data)? Brain?
    • ash3 Re: A gdyby tak... (czyli kinofilia na czas:) 07.11.06, 14:59
      Też kiedyś o tym myślałam. Tylko jaki film wybrać?
      Hm, wiem, że to pewnie nie pora, ale niedawno obejrzalam po raz pierwszy "Matke Królów" Majewskiego i zrobiła na mnie duze wrażenie. To tak może a propos matek u almodovara? To dobry film, przekroj przez epoki od lat 30 do 60., tytułowa matka jest obdarzona niezwykła niezaleznością, odpornościa, determinacja. Kilka scen zapada w pamieć, generalnie naprawdę dobre kino. I myśle, ze jest o czym podyskutowac.
      • monikate Re: A gdyby tak... (czyli kinofilia na czas:) 07.11.06, 17:28
        Dość dawno widziałam "Matkę Królów" i wymiękam :(
        Może i dobry film, ale dołujący strasznie, sceneria ponura, zero nadziei.
        Scenograficznie obrzydliwy. To oczywiście moje zdanie.
        • kubissimo Re: A gdyby tak... (czyli kinofilia na czas:) 07.11.06, 18:47
          hesus, to może obejrzyjmy Barbie Roszpunkę - będzie ślicznie, z dobrym
          zakonczeniem i w ogole jedno optymistyczne och i ach ;)
          • mamarcela Re: A gdyby tak... (czyli kinofilia na czas:) 07.11.06, 19:34
            kubissimo napisał:

            > hesus, to może obejrzyjmy Barbie Roszpunkę - będzie ślicznie, z dobrym
            > zakonczeniem i w ogole jedno optymistyczne och i ach ;)

            Jestem za :)))))

            a poważnie to może jakis film odczapny, zeby nie było wyłącznie gadania
            problemch etyczno-moralnych? Do mnie się ostatnio znowu (przez muzykę) "Donnie
            Darko" przyczepił, a wiem,że ma tu ielbicieli.
            • 3promile Re: A gdyby tak... (czyli kinofilia na czas:) 07.11.06, 19:41
              Linki jeszcze sprawne:
              tinyurl.com/yax6n8
              ;)
            • kubissimo Re: A gdyby tak... (czyli kinofilia na czas:) 07.11.06, 23:02
              chich, jak tylko przeczytalem FILM ODCZAPNY, to od razu mi sie zapalila lampka
              z napisem DONNIE DARKO :)))
              • daria13 Re: A gdyby tak... (czyli kinofilia na czas:) 07.11.06, 23:19
                A ja przed chwilą obejrzałam Ukryte Haneke i uważam, że to jeden z bardziej
                nadających się do obgadania filmów, jakie ostatnio widziałam. Ci, którzy
                widzieli, wiedzą co mam na myśli.
                Jutro napiszę może więcej, bo teraz padam ze zmęczenia.
                Pozdrawiam:)
                • staua Re: A gdyby tak... (czyli kinofilia na czas:) 07.11.06, 23:37
                  Jaki jest oryginalny tytul? Ja jutro obejrze "Cache", dlatego pytam, czy to
                  przypadkiem nie to?
                  • itek1 Re: A gdyby tak... (czyli kinofilia na czas:) 07.11.06, 23:43
                    > Jaki jest oryginalny tytul? Ja jutro obejrze "Cache", dlatego pytam, czy to
                    > przypadkiem nie to?
                    To przypadkiem to :)
                    • staua Re: A gdyby tak... (czyli kinofilia na czas:) 07.11.06, 23:48
                      No to czekam na dluga recenzje Darii - bardzo na razie mam ochote obejrzec ten
                      film ze wzgledu na aktorow odtwarzajacych glowne role i dwuzdaniowy opis, ale
                      ciekawa jestem innych opinii. Itku, Ty tez go widziales? Podobal Ci sie?
                      • mamarcela OT Cache dla Stauy 08.11.06, 10:28
                        Stauo, jam nie Daria ani Itek, ale jeśli pozwolisz kilka słów o Cache osobiście.
                        Jeśli oglądałaś poprzednie filmy Haneke to ten jest wyjątkowo mało na pierwszy
                        rzut oka hanekowski , ale moim zdaniem tylko na pierwszy rzut oka. Bo to
                        wszystko, co w Pianistce czy Funny games było pokazana, ba wywalone do
                        obrzydzenia na wierzch, w tym filmie jest właśnie ukryte (skądinąd jeden z
                        najbardziej spójnych z tytułem filmów), niedopowiedziane, niejasne. Ale i to
                        jest właśnie dla mnie hanekowskie to, czego nie ma, co jest ukryte też SIĘ
                        DZIEJE, w tym sensie, że wypełnia film fizycznie, zabiera czas i miejsce.
                        Na wielu moich znajomych (podejrzewam, że odezwie się tu Aneta:) film ten
                        zrobił na tyle duże wrażenie, że byłam świadkiem wielogodzinnych dyskusji
                        poświęconych dociekaniu tego, co zostało niejasne i niedopowiedziane. Mnożeniu
                        w nieskończoność interpretacji, bo jest to film o bardzo wielu rzeczach i
                        problemach coraz to nowe warstwy się pokazują i nie odkrywają :) (tu nie chcę
                        spojlerować)
                        Osobiście do tej (z moich obserwacji wynika, że dość nielicznej) grupki widzów,
                        których nie interesuje naprawdę, co zostało ukryte. Dla mnie jest to raczej film
                        o tym, ze nic nie jest takie, jak się nam wydaje, ze w życiu każdego z nas
                        istnieje wiele ukrytych szuflad, ba puszek Pandory i tak naprawdę nie istnieje
                        jedna i tylko jedna całkowicie obiektywna prawda.

                        P;-)
                        • daria13 Re: OT Cache dla Stauy 08.11.06, 10:49
                          Dzięki Mamarcelo, wyreczyłaś mnie idealnie, nic dodać, nic ująć. Nie chciałam
                          tu pisac recenzji, bo gdyby zabawa w omawianie filmów przyjęła się, może kiedyś
                          się zdecydujemy na ten tytuł.
                          Im więcej myślę o tym filmie, tym bardziej się utwierdzam w przekonaniu, że
                          faktycznie nie jest najistotniejsze dokładne odczytanie otwartego zakończenia,
                          co w pierwszym momencie po zniknięciu napisów było dla mnie palącym problemem.
                          Dlatego pomyślałam o omówieniu go z Wami.
                          To rodzaj filmu, który odpowiada mi najbardziej; niezwykle frapująca,
                          wciągająca, (choć niezwyczajnie) akcja i całe mnóstwo problemów do
                          przemyślenia. Ogląda się toto w pełnym napięciu, na moment nie mozna oderwać
                          oczu od ekranu, a jednocześnie po obejrzeniu jeszcze długo tkwi w głowie. Czyli
                          dwa w jednym; doskonałość formy i treści.
                          Pozdrawiam i zachęcam najgoręcej wszystkich, którzy jeszcze nie mieli okazji
                          obejrzeć tego filmu:)
                          • ash3 Re: OT Cache dla Stauy 08.11.06, 11:08
                            Obydwa wasze posty bardzo zachęcające!:-)
                      • itek1 Re: A gdyby tak... (czyli kinofilia na czas:) 08.11.06, 11:45
                        IMO to przyzwoicie technicznie zrobiony film z dobrze grajacymi aktorami, ktory
                        mozna zobaczyc, nawet warto, ale zadnym arcydzielem tam nie jest (chociaz to
                        niewatpliwie najlepszy film M.Haneke'a). Minusy to dosyc przewidywalna
                        (przynajmniej dla mnie) fabula (nie w szczegolach, ale w tym do czego to
                        wszystko zmierzalo) i co sie z tym wiaze lekkie wrazenia robienia na sile na
                        zadany (i chwytliwy- pod publiczke) temat. Czepiam sie oczywiscie, gdyz
                        powtarzam, film jest przyzwoity, chociaz nie wybitny- patrz minusy.
                        • stella25b Re: A gdyby tak... (czyli kinofilia na czas:) 08.11.06, 12:33
                          Piszesz o minusach.Wymieniasz miedzy innymi temat.A co jest Twoim zdaniem
                          tematem tego filmu?
                          • itek1 Re: A gdyby tak... (czyli kinofilia na czas:) 08.11.06, 13:39
                            > co jest Twoim zdaniem
                            > tematem tego filmu?
                            Walkowana na n sposobow szczegolnie przez Francuzow pustka zycia + obcosc
                            pozornie bliskich sobie ludzi + zagrozenie stabilnosci dotychczasowej
                            egoistycznej egzystencji
                            • stella25b Re: A gdyby tak... (czyli kinofilia na czas:) 09.11.06, 09:12
                              Ja mysle, ze w tym filmie jest jednak cos odkrywczego. Haneke pokazuje jak
                              ciezkie jest wyrzucenie z siebie prawdy I przyznanie sie do swoich bledow. Jak
                              dlugo mozna milczeniem, niedopowiedzeniami odsuwac moment powiedzenia calej
                              prawdy. Jak dlugo walczy sie ze soba nie chcac przyznac sie do winy.
                              To jest tez film o dzieciecej psychice. O zachowaniach dzieci. O dzieciecej
                              zazdrosci I jej skutkach. O dzieciecych pragnieniach, zludzeniach i
                              rozczarowaniach. O momentach w zyciu dzieci ktorych nastepstw nalezy szukac w
                              ich przyszlej egzystencji.
                              Ten film to dla mnie taka antybajka, ktorej pokazne jest, ze w prawdziwym zyciu
                              nie kazdemu ucisnionemu w dziecinstwie bohaterowi zostanie to wynagrodzone.

                        • wiksadyba1 Re: A gdyby tak... (czyli kinofilia na czas:) 09.11.06, 00:00
                          Cache to bardzo dobry film jednego z ciekawszych, jak na te czasy, reżyserów.
                          Nie ma też dla mnie nic w tym bardzo odkryczego, tak artystycznie jak i
                          intelektualnie, ale jednak to, co być może skądś już znam, zostało pokazane
                          bardzo dobrze: wizja, że w przeciętnym, poukładanym życiu, jeżeli na nie
                          spojrzeć i tym spojrzeniem obnażyć je (znana teza pt. "dopóki się nie widzi,
                          utrzymuje się pozorne bezpieczeństwo"), znajduje się jakaś mroczna strona, w
                          zderzeniu z którą dopiero uwydatnia się osobowość człowieka, a uwydatnia się
                          paradoksalnie - jako coś będące w stanie rozpadu, zależne tylko od
                          "bezosobowych" popędów strachu, poczucia osaczenia, agresji. Haneke - jeden z
                          nielicznych dziś artystów, którzy potrafią być brutalni:) - w bardzo dobry
                          sposób, dzięki prostej (ale nie prostackiej), wyrazistej formie i fabule,
                          połączył integralnie i nierozdzielnie diagnozę polityczno-społeczną "wysokiej
                          burżuazji" francuskiej z jej ciemnymi plamami i -jeszcze bardziej- obsesjami z
                          bardziej abstrakcyjnym, introspekcyjnym spojrzeniem w "wewnętrzne okrucieństwo
                          jednostki." W ten sposób film tak samo nieźle broni się na poziomie
                          realistyczno-obyczajowym, jak i w całkowitym oderwaniu od jego politycznych
                          podtekstów. Oczywiście, na pierwszy plan wychodzi tu jednak płaszczyzna
                          "realistyczna", której 2 perspektywa - w luźnym rozumieniu "psychoanalityczna"
                          jest podporządkowana. I bardzo dobrze. Gdyby Haneke sugerował, że cała historia
                          to tylko metaforyczny obraz wewnętrznych obsesji bohatera i naprawdę nie
                          zdarzyla się (tzn. sam epizod z dzieciństwa mógłby się zdarzyć, ale nie
                          pojawienie się po latach niedoszłego przybranego brata), czy też że Algierczyk
                          jest tylko jego "wewnętrznym sobowtórem" i obrazem tkwiącego w bohaterze
                          rozdwojenia (co jest swoją drogą jedną z pełnoprawnych interpretacji), robiłoby
                          to dużo słabsze wrażenie - ot taki kolejny Cronenberg:).
                          Na żadnej z ww. płaszczyzn nie jest to nic super-hiper-odkrywczego, ale robota
                          (zwłaszcza integralne - i artystycznie i jeśli chodzi o przesłanie- zmieszanie
                          tego co "wewnątrz" z tym, co "na zewnątrz") bardzo dobrze zrobiona.

                          Haneke mógłby tylko, jeżeli dąży już do totalnej ascezy i esencjonalności,
                          trochę się skrócić:)

                          Skądinąd "Cache" to jeden z filmów (nie jest to zarzut:), który prowokował we
                          mnie alternatywne rozwiązania typu "jak mógłbym to zrobić inaczej". Np. ciekawie
                          byłoby, gdyby do "wątku algierskiego" H. wyraźnie dopisał równorzędny, zupełnie
                          inny (zwłaszcza w ogóle nie polityczny w podtekście) trop:)
                      • daria13 Re: Staua, 08.11.06, 16:45
                        jestem bardzo ciekawa Twojej opinii na temat Cache, napiszesz?
                        Pozdrawiam:)
                        • staua Re: Staua, 09.11.06, 05:14
                          Obejrzalam juz i jestem porzadnie poruszona. Musze sie przespac z moimi myslami o tym filmie, bo
                          wrazenie zrobil silne.
                          • staua Cache 10.11.06, 00:25
                            Przede wszystkim kontekst tego filmu jest chyba dla nas nie do konca czytelny -
                            zreszta ten problem wydaje sie byc wszechobecny (patrz "Lubiewo"). To, ze Majid
                            i jego syn to Algierczycy, ma znaczenie, a dla nas przeciez nie ma. Dla mnie i
                            wiekszosci osob, ktore cos napisaly powyzej, istotna jest tylko psychologiczna
                            warstwa i tak samo bysmy (chyba - przynajmniej ja)odczytali ten film, gdyby byl
                            on o synu pary francuskich sluzacych, ktorzy np. zgineli w wypadku samochodowym.
                            Haneke widzialam tylko "Pianistke" i w porownaniu z nia "Cache" jest wrecz
                            subtelny. I bardzo konsekwentnie zmierza do sceny kulminacyjnej (ktora mnie
                            mimo wszystko, zaskoczyla, ale dlaczego, napisze zaraz) - mogawki chlopca z
                            zakrwawionymi ustami, od najkrotszych po coraz dluzsze i cale sny Georgesa, to
                            jest bardzo dobrze zrobione. I nie widze tam zbednych scen, wszystko ma swoje
                            miejsce, nawet historia znajomego o staruszce i psie opowiedziana przy kolacji,
                            nawet to, ze Georges upuszcza monete przed automatem. Mnie oczywiscie bardzo
                            podobal sie (to nie jest wlasciwe slowo, ale troche sie znowu spiesze) motyw
                            konfliktu z Anne, problem zaufania w zwiazku (w koncu chyba Georges to
                            przelamuje, prawda? Gdy wraca do domu po... nie chce robic kompletnego
                            spojlera). Natomiast trudno mi zrozumiec scene miedzy Anne i Pierre w kawiarni
                            (czy ona jest naprawde przyjacielska? Czy Anne klamie, gdy rozmawia z synem,
                            czy mowi prawde?) oraz zakonczenie (ale chyba nie tylko mnie), jest tak
                            otwarte, ze nie da sie go zinterpretowac. Moze, jak napisala Mamarcela, nie
                            trzeba. No i swszystko jest swietnie sfilmowane.
                            Teraz, dlaczego zaskoczyla mnie scena kulminacyjna. Dzieki niej uswiadomilam
                            sobie, jak gleboko tkwie w schematach filmow amerykanskich. Od poczatku
                            zalozylam sobie (podswiadomie, musialam to dopiero przeanalizowac), ze wiem,
                            jak wszystko sie potoczy, ze film bedzie czyms w rodzaju "The Secret Window",
                            albo "Memento". No i nie byl. Dlatego mam wrazenie, ze jednym z zalozen tego
                            filmu bylo przelamanie tego hollywoodzkiego schematu i tutaj Haneke odniosl
                            absolutny sukces.
                            • chihiro2 Re: Cache 14.11.06, 19:23
                              Staua, ujelas wszystko idealnie. Identyczne odczucia film wzbudzil we mnie i
                              identyczne sceny i watki mnie poruszyly. Tylko ze dla mnie fakt, ze Majid i
                              jego syn sa Algierczykami od poczatku mial bardzo duze znaczenie. Wlasnie od
                              tej politycznej poprawnosci staral sie uciec Georges i coraz bardziej sie w to
                              zapetlal.
                              • staua Re: Cache 14.11.06, 19:32
                                W jaki sposob staral sie uciec od politycznej poprawnosci? Nie rozumiem tego.
                                • chihiro2 Re: Cache 14.11.06, 19:37
                                  Tak odebralam to, ze wlasciwie chyba nigdy nie wspominal o tym, ze ci dwaj sa
                                  Algierczykami (a moze zle pamietam?). Odnioslam wrazenie, ze dla niego kwestie
                                  pochodzenia nie mialy zadnego znaczenia. A dla widzow, zwlaszcza we Francji,
                                  zwlaszcza w kontekscie tamtejszych konfliktow, pochodzenie wlasnie nadaje tej
                                  historii dodatkowy wymiar.
                                  • staua Re: Cache 15.11.06, 01:48
                                    Ja to odebralam tak, ze dla niego Majid byl konkurentem do milosci rodzicow - z dziecinstwa, kims, kto
                                    mogl odebrac mu pozycje ukochanego synka (nie mogl, ale szescioletni Georges byl zazdrosny) i kogo
                                    skrzywdzil, zdajac sobie z tego swietnie sprawe. Nie jakims Algierczykiem (bo musialby byc tym
                                    Algierczykiem tez dla niego, jak mial szesc lat, a to nieprawdopodobne); dlatego teraz tez nie myslal o
                                    nim jako o Algierczyku, bo ta historia byla dla niego przedluzeniem tamtej, ktora wlasciwie nigdy sie
                                    nie skonczyla i siedziala w nim, jak zadra, ktora tylko czekala na poruszenie, zeby zranic.
                                    • stella25b Re: Cache 15.11.06, 09:07
                                      Moim zdaniem obie kwestie i ta zwiazana z dzieciaca zazdroscia i ta
                                      narodowosciowa sa w tym filmie wazne. Georges w czasie jednej z rozmow z Anna,
                                      opowiada jej jak to sie stalo, ze Majid zostal u nich. Dokladnie mowi, ze
                                      rodzice Majida byli Algierczykami i pojechali na jakas demonstracje do Paryza z
                                      ktorej nigdy nie wrocili.
                                      I tak jak pisze Staua, ze w wieku 6 lat nie bylo wazne, ze Majid jest
                                      Algierczykiem ale w wieku 6 lat Georges swa zazdroscia zupelnie nieswiadomie
                                      skazal Majida na egzystencje biednego Araba we Francji. W tym momencie Majid
                                      jako algierskie dziecko z sierocinca nie mial juz szansy na lepsze zycie. I to
                                      jest pokazane w tym biednym mieszkaniu w ktorym zyje Majid.
                                      • staua Re: Cache 15.11.06, 14:23
                                        A jako francuskie dziecko z sierocinca mialby?
                                        I jakos jego syn mial... uczyl sie, mial ambicje i marzenia, i wygladal na
                                        zdeterminowanego. Znalam sporo Francuzow - imigrantow lub dzieci imigrantow z
                                        Algierii, Tunezji i Maroka, ktorzy robili ze mna doktorat lub postdoc. Nie
                                        lubie takich uogolnien o braku mozliwosci i szklanych sufitach, jakos wydaje mi
                                        sie, ze to, co sie z nami w zyciu dzieje, w duzo wiekszym stopniu zalezy od nas
                                        samych, niz nam sie wydaje (za duzo mam przykladow potwierdzajacych to
                                        spostrzezenie, zeby je zignorowac) i jestem przekonana, ze w przypadku Majida
                                        tez byla to troche samospelniajaca sie przepowiednia, tak sobie wbil do glowy,
                                        ze jest biednym Algierczykiem z sierocinca i nigdy nic mu sie nie uda, no i nie
                                        udalo sie. Trudno czy latwo, naprawde ludzie wychodza z roznych srodowisk...
                                        Ale to juz za duza chyba dygresja od tego filmu.
                                        Pozdrawiam!
                                        Zgadzam sie, ze jest pokazana otoczka dot. imigrantow z Afryki Polnocnej, ale
                                        niekoniecznie ta historia akurat jest tak mocno osadzona w tej otoczce, jak
                                        mogloby sie wydawac.
                                        • stella25b Re: Cache 15.11.06, 19:08
                                          Jako francuskie dziecko mialby napewno wieksze szanse na integracje w tym
                                          kraju. A skad wiesz, ze jego syn sie uczyl?? Syn Majida mowi tylko, ze ojciec
                                          dobrze go wychowal.
                                          Staua, rozmawiamy o filmie czy o rzeczywistosci? Tez moge Ci podac przyklad
                                          wielu Arabow i Niearabow ktorzy dobre wyksztalcenie zdobyli zagranica. Ale o
                                          tym chyba nie rozmawiamy.
                                          Moim zdaniem Haneke celowo wybral za miejsce akcji Francje bo tam akurat
                                          problem integracji Algierczykow zupelnie nie wypalil. Nie wiem jak to wyglada w
                                          innych krajach ale np. w Niemczech problem Turkow zostal zupelnie inaczej
                                          potraktowany.
                                          • staua Re: Cache 15.11.06, 20:18
                                            Ci Arabowie, o ktorych pisalam, w wiekszosci ksztalcili sie na poziomie
                                            uniwersyteckim we Francji... tam, gdzie sie wychowali; ale masz racje, to juz
                                            wykracza poza film. Mimo wszystko, ciesze sie, ze prowokuje on do takiej
                                            dyskusji.
                                      • staua PS 15.11.06, 14:27
                                        Nie chce tym negowac waznosci kwestii arabskich imigrantow we Francji ani w tym
                                        filmie. Potraktowalam go tylko jako film z uniwersalnym przekazem.
                                        • chihiro2 Re: PS 15.11.06, 14:39
                                          Oczywiscie, Staua, ten film mozna potraktowac uniwersalnie. Ale przez
                                          akcent "rasowy" film nabiera glebszego wymiaru i moze sklaniac do szerszych
                                          dyskusji - na tematy np. takie wlasnie, o ktorych pisalas (ile zalezy od
                                          czlowieka, na ile jego pochodzenie sie liczy, jak dyskryminacje - autentyczna
                                          czy domniemana - traktuja sami zainteresowani itp.). Mysle, ze Haneke nie
                                          przypadkiem nadal Majidowi pochodzenie algierskie.
                                          • staua Re: PS 15.11.06, 17:04
                                            Oczywiscie, ze nie byl to przypadek.
              • mamarcela Re: A gdyby tak... (czyli kinofilia na czas:) 08.11.06, 08:10
                kubissimo napisał:

                > chich, jak tylko przeczytalem FILM ODCZAPNY, to od razu mi sie zapalila lampka
                > z napisem DONNIE DARKO :)))

                A zielona Ci się ta lampka zapaliła, czy czerwona, Kubu?
                Czyżbyś nie lubił królika Franusia?
                • 3promile Re: A gdyby tak... (czyli kinofilia na czas:) 08.11.06, 08:39
                  W kwestii lampek to ja proponuję stroboskop z techno-imprezy, czyli




                  "Spun"
                  • braineater Re: A gdyby tak... (czyli kinofilia na czas:) 08.11.06, 08:47
                    Ja mogę się z Promilem zgodzic, bo Spun jest na ostro, jest o narkotykach bez
                    trejnspottingowania i bawienia sie w tanie moralitety, no i jest z Rourkiem...

                    P:)
                    • 3promile Re: A gdyby tak... (czyli kinofilia na czas:) 08.11.06, 08:51
                      I z genialnym epizodem Robertsa...
                      • mamarcela Re: A gdyby tak... (czyli kinofilia na czas:) 08.11.06, 09:06
                        Macie, chłopaki, słuszną rację :)
                        Tylko, czy to by była rozmowa o filmie jako takim??? Pielęgnuję obawę takąż.
                        • braineater Re: A gdyby tak... (czyli kinofilia na czas:) 08.11.06, 09:08
                          no,
                          o filmie też sie pewnie przy okazji zgada:)

                          P:)
                          • braineater aha 08.11.06, 09:10
                            i spun ma jeszce te niewatpliwa przewagę nad DD, że nie jest krytycznie
                            obmurowany tysiącem tekstów dookoła, co z zasady ułatwia formułowanie
                            kategorycznych sadów.
                            No i mało kto go widział:P

                            P:)
                            • mamarcela Re: aha 08.11.06, 09:22
                              Ja się nie upieram przy niczym, bo i tak pewnie mi sie nie będzie chciało :)
                              DD mi tak wpadł, bo bardziej lajcikowo chciałam zacząć. Bez ran rozdrapywania z
                              założenia, grubych rur i surmów (wiem, że surm) bojowych, a jednak nie do końca bez.
                              • braineater Re: aha 08.11.06, 09:28
                                oj Mame, juz widziałem parę takich dyskusji o DD, że strach sie bać. Pod ten
                                film naprawdę da się podłożyc fszysko:)

                                P:)
                                • mamarcela ot aha 08.11.06, 09:36
                                  braineater napisał:

                                  > oj Mame, juz widziałem parę takich dyskusji o DD, że strach sie bać. Pod ten
                                  > film naprawdę da się podłożyc fszysko:)
                                  >
                                  No, taaaa. Jakby sobie tak dłużej pokombinować to można nawet ostatnio mnie
                                  ispirująca twórczo teorie o klonowaniu pewnego świętego, co to wcale tak
                                  naprawdę wcale swiętym nie był tylko opcym. Coraz bardziej to mi się składa w
                                  grafomanię (no, zeby tego slowa na l. nie uzyć). szęsciometrowy też pasi. :)))
            • braineater Donie 08.11.06, 00:12
              Darko zdecydowania na tak
    • braineater Propozycje: 08.11.06, 09:00
      1) Jakis stary Almodovar (Kobiety, Wszystko o mojej matce)
      2) Matka Królów
      3) Barbie Roszponka
      4) Donnie Darko
      5) Spun

      P:)
      • mamarcela O/T roszpunka bez Barbie 08.11.06, 09:14
        Przed kilku laty tytuł filmu "Barbie jako Roszpunka" niezwykle mnie zaciekawił i
        skłonił do poszukiwań bajkoznawczych. Nie wiem, czy wszyscy pamietają bajkę
        braci Grimm o Roszpunce czyli Razpunzel. Ja nie pamiętałam.
        Dla równiez niepamietających link:
        jababox.w.interia.pl/InteriaSent/Roszpunka.htm
        To jest dowód na to, że nawet barbie może zainspirowac do badań
        literaturoznawczych :)
        • kubissimo Re: O/T roszpunka bez Barbie 08.11.06, 12:14
          ja glowną oś fabularna pamietalem, tak jak sama roszpunkę, bo bardzo mnie
          intrygowala nazwa tej rosliny, ktora mi sie z niczym nie kojarzyla. zreszta do
          dzis mi sie nie kojarzy. ktoś kiedys jadł roszpunkę??

          a poza tym teraz przeczytalem bajke jeszcze raz i uderzylo mnie, ze tu sie
          promuje seks przedmalzenski. zaraz napisze do Romka, zeby wyrzucil Grimmow z
          programu ;)

          mam nadzieje, ze wersja filmowa jest ideologicznie poprawna. Nie wyobrazam
          sobie Barbie w trybie "panna w połogu" ;)
          • braineater Re: O/T roszpunka bez Barbie 08.11.06, 12:21
            kubissimo napisał:

            >
            > mam nadzieje, ze wersja filmowa jest ideologicznie poprawna. Nie wyobrazam
            > sobie Barbie w trybie "panna w połogu" ;)

            Cuś słabo z wyobraźnią:)
            www.dailywaste.com/images/564-pregnant-barbie.jpg
            Porno w wykonaniu klocków Lego też by interesowało? bo mam parę fajnych linków:P

            P:)
            • kubissimo Re: O/T roszpunka bez Barbie 08.11.06, 12:24
              hesus

              nota bene kiedys widzialem w sklepie wielkie pudlo z napisem BARBIE I AKCESORIA
              SLUBNE. Wsrod akcesoriow byl mąż oraz druchny ;)

              a porno nie chce. wystarczy mi Biblia wedlug Lego :)
            • mamarcela Re: O/T barbie bez roszpunki 08.11.06, 12:26
              podobno niedługo (a może już nie chce mi sie sprawdzić) ma sie otworzyć wystawa
              poswięcona barbiom i lego. Na która sie oczywiście wybieram :)
              • kubissimo Re: O/T barbie bez roszpunki 08.11.06, 12:28
                ale ze niby gdzie?
                • mamarcela Re: O/T barbie bez roszpunki 08.11.06, 12:31
                  z tego, co mi sie o ucha obiło baj mój Młody to chyba w Muzeum Techhniki, a w
                  każdym razie w Gotyku Strzelistym, ale sprawdzić trzeba, bo to źródło mało
                  wiarygodne. :)
                  • kubissimo Re: O/T barbie bez roszpunki 08.11.06, 12:37
                    barbie w muzeum techniki?
                    tracą lekką perwerą ;)
          • gamblerka Re: O/T roszpunka bez Barbie 08.11.06, 16:25
            kolega ewidentnie nie na czasie...;) Bajki Grimmów dwóch od dawna są w
            Kaczylandii na cenzurowanym, bo przemocy za dużo i takie tam inne kwiatki...
      • ash3 Re: Propozycje: 08.11.06, 09:20
        Przewiduje w moim przypadku trudności z obejrzeniem jakiegoś nowego filmu (nie
        znam DD, ani Spuna, ani Barbie). No, najwyżej dyskusja mnie ominie. Zawsze
        zostaje inny raz.
        • 3promile Re: Propozycje: 08.11.06, 09:23
          Dowolny tytuł mogę umieścić na http i ftp w ciągu kilku godzin ;)
          • mamarcela Re: Propozycje: 08.11.06, 09:25
            a ja Ci mogę do rąk własnych dostarczyć

            nawet Barbie - młody na to rwał koleżanki w przedszkolu :) i chyba gdzieś
            jeszcze jest
            • stella25b Re: Propozycje: 08.11.06, 10:05
              Na to bym nie wpadla, ze Rapunzel to Ropuszanka, bo Fima po niemiecku to "Der
              dritte Zustand" czyli 3 stan.
            • ash3 Dobra! n/t 08.11.06, 11:12

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka