Dodaj do ulubionych

Problem (?) z byłą męża (debiut, długie)

18.11.06, 18:39
Drogie dziewczyny. Mam problem, który mnie dręczy, ale zdaję sobie sprawę że
to pewnie z braku innych problemów. Jak to widzicie z dystansu i obiektywnie?
Zacznę od retrospekcji:
Wracamy skądś samochodem - mąż, teściowa, ja podsypiam na tylnym siedzeniu.
Teściowa: A tej Ani z Poznania powiedziałeś, że się ożeniłeś?
Mąż: Nie...(tu zobaczył w lustrku że nie śpię) ciii....
Ja: siedzę cicho.
Po powrocie do domu, nie pytany, nie sprowokowany w żaden sposób: Słuchaj, ja
naprawdę do Anki nie dzwonię, nie kontaktujemy się od dawna, naprawdę, uwierz
mi, no proszę itd.
Ania jest, oczywiście, tą byłą z tytułu. Byli razem 6 przez lat kilka lat
temu i wiem, że był to w życiu meza ktos wyjątkowy, choćby ze względu na
staż. Przed ślubem mąż sporo o niej wspominał, razem podrózowali (my nie), on
ja obdarowywał wspaniałym kwieciem (mnie nie) i jest w typie przez męża
ulubionym (moje przeciwieństwo).
Napomknął też, że kiedyś, juz po rozstaniu, odwiedził A. i poszli do wyrka.
Tu retrospekcja nr 2:
Ja do córki: Jedźmy wreszcie do Poznania! (Od dawna planowałyśmy wyprawę
tropami Musierowicz. Córka moja, z pierwszego małżeństwa).
Mąż: Tak tak, jedźmy, ja was zostawię w śródmieściu, sam pójdę coś załatwić...
(Wtedy nie pokojarzyłam faktów). Ostatecznie nie pojechaliśmy.
M. ma nagie zdjęcia tej pani - powiedział mi o tym nie pytany. Kiedys
zaskoczył mnie stwierdzeniem, że odesłał je byłej, bo tak bardzo mnie kocha.
Nigy go o to nie prosiłam! Okazało sie później, że je trzyma "Tylko nie wie,
gdzie" + długie opowieści dziwnej treści.
Ostatnio, gdy niespodziewanie weszłam do komputerowego, w popłochu zatrzasnął
jakąś pocztę.
To tylko wybrane zdarzonka. Mąż mnie kocha, to wiem na pewno. Poza tym jest
raczej, hm, mało moralny.
Bardzo zależało mi żeby się streszczać, nie wiem, czy problem jest dla Was
czytelny. Zamartwiam się! Mam powód?
Obserwuj wątek
    • zlota-puma Re: Problem (?) z byłą męża (debiut, długie) 18.11.06, 18:54
      Hm, masz powód do zmartwienia, bo mu nie ufasz, to po pierwsze. Po drugie, nie
      ufasz mu, bo on nie jest z Tobą do końca szczery. A co tak naprawdę ukrywa -
      kto to wie... Mogą to być równie dobrze jakieś pierdoły, które, kiedy się
      skumulują, mogą wywołać zasadną nieufność...
      I po trzeciw w końcu - raczej pytanie : co to znaczy, że on
      jest "niemoralny " ? - dlaczego , na jakiej podstawie, czy coś się kiedyś
      zdarzyło ?...

      Jeśli Ci napiszę porozmawiaj z nim na poważnie, to zabrzmi to banalnie, wiem...
      Ale próbuj...
      A jeżeli rzeczywiście ma coś na sumieniu, małe prawdopodobieństwo, że się
      przyzna jak na spowiedzi. Już prędzej po prostu zaplącze się w pajęczynę
      niedomówień i kłamstw...

      Trudno tu diagnozować, jak jest naprawdę, co jest prawdą... Za mało danych.

      Ale jak Ci napisałam : jest problem, bo nie ufasz mu :)

      Mam nadzieję, ze to tylko Twoje przeczulenie :)...
      Pozdrawiam...
      • verte34 No własnie. 18.11.06, 19:14
        M. jest dobry, kochający i słodki (nie: czaruś bawidamek), stara się dla mnie
        jak może, ale należy do tych panów, którzy kłamią, bo tak jest ładniej, milej,
        unika się komplikacji. Żadna patologia, po prostu ta niemoralność, jak to
        nazywam, pewnie wyniesiona z domu.
        Co jeszcze nazywam niemoralnością, z braku lepszego sformułowania: "Bzyknięcie"
        byłej narzeczonej w ciązy na jej ślubie ("Zebrało się jej na amory"), o
        znajomym, usprawiedliwiająco: "Nie chodziłby do burdelu gdy żona z nim
        pojechała za granicę" itd.
        To wszystko mnie martwi, M. to widzi i chyba rozumie w czym rzecz, bo już od
        dawna nie słyszałam od niego podobnych tekstów.
        Tylko ta Ania, szlag by to...
        • zlota-puma Re: No własnie. 18.11.06, 19:22
          Acha, juz rozumiem co masz na myśli. Rzeczywiście, niby (!) drobnme kłamstewka,
          żeby uniknąć kłopotliwej sytuacji... No cóż, zaletą to nie jest, co nie ? ;)
          Ale rozumiem Twój niepokój.
          Mam alergię na nieuczciwość i na te "niewinne" kłamstewka, więc to, co Ci
          napiszę jest subiektywne, zaznaczam...
          Ja na Twoim miejscu nie godziłabym się na nie, jasno dałabym do zrozumienia, że
          to mi sie nie podoba... Wiesz, małe czy duże to relatywna rzecz...

          "Bzyknięcie" byłej na jej ślubie ?...No to już małe nie jest, mów co chcesz.

          Próbuj wyjaśnić co z tą Anką, bo Cie będzie to żreć, sama wiesz... Ale nie na
          zasadzie awantury. Tyle mogę Ci poradzić nie mądrząc się :)

          - - -
          Człowiek jest jedynym bytem, dla którego jego własne istnienie jest problemem.
          • verte34 No własnie nr 2 18.11.06, 19:33
            Mam taką sama alergię, uwiera mnie to niemiłosiernie. Rozmowa (spokojna ale
            smutna)już była, ale to na nic, bo usłyszałam same wykręty.
            Człowiek nigdy nie wie, czy to co słyszy jest prawdą czy niewinnym
            kłamstewkiem/wykrętem/konfabulacją. Kocham go. On mnie kocha. Najwyraźniej w
            kazdej beczce miodu musi znaleźć się kupa.
            Tu wolno kląć, więc @#%@*&^!! psiakrew. Aha, w poprzednim moim poście powinno
            być "gdyby", nie "gdy".
            • ciociapolcia Re: No własnie nr 2 18.11.06, 21:02
              Nalogowy klamczuch - tak jak moj. Nawet jezeli nie musi, to czesto zmysla,
              koloryzuje itd.
              Jak ci pomoc? Nie wiem. Obrocic wszystko w zart? Zapomniec? Byc czujnym?
              • verte34 Re: No własnie nr 2 18.11.06, 21:53
                Polciu :) to nie jest nałogowy kłamczuch. Takim patologicznym w ostrej postaci
                był mój pierwszy mąz, nie uwierzyłabyś że tacy ludzie chodzą na wolności i
                uchodzą za normalnych. M. czasem tylko coś namiesza, chyba z nawyku, i nie
                byłoby problemu na zasadzie zminimalizowanych wymagań w drugim małzeństwie
                gdyby nie Ania, bogu ducha winna ale na dźwiek tego imienia juz mnie telepie.
                • ciociapolcia Re: No własnie nr 2 18.11.06, 22:07
                  No ja nie mowie, ze taki co ciagle kreci, bo musi cos ukrywac. Zmysla bez
                  powodu, nawet jak nie musi... ;)
                  • verte34 Re: No własnie nr 2 18.11.06, 22:18
                    Fakt. Kurczę, nie rozumiem tego.
                    • zlota-puma Re: No własnie nr 2 18.11.06, 22:19
                      kochana, tego się nie da zrozumieć :) Na logikę tego nie warto brać, nie da
                      rady ! :)
                  • to-wlasnie-ja Re: No własnie nr 2 18.11.06, 22:23
                    Witaj. NO coz, mnie by tez telepalo. Tak sobie mysle, ze ja bym jednak jeszcze raz pogadala. Skoro jak piszesz sie kochacie , to rozmowa ma sens. Jasno powiedzialabym, ze tak bardzo mi nie przeszladza fakt , ze mam zdjecia tej Anki ( nawet gole ) ile fakt, ze sklamal mowiac , ze je zwrocil. Sklalam bez potrzeby sam Cie informujac o zwrocie. I ze nie chcialabys, aby przy okazji waszej wspolnej wizyty w Poznaniu zostawial was same, bo gdy Ance sie zbierze na amory , to co wtedy? Chcialabym dac jasno do zrozumienia, ze te wszystkie niedomowienia Cie rania i powoduja brak zaufania i niech sie temu nie dziwi.

                    Od przyjaciół Boże strzeż, z wrogami sobie poradzę... Richelieu
    • wredna_zmija Re: Problem (?) z byłą męża (debiut, długie) 19.11.06, 11:05
      Hm... tak sobie czytam wyszystkie wypowiedzi i problem główny tego postu...
      Ech... Brak zaufania czy może inaczej - zaufanie niepełne, nie prowadzi raczej
      do niczego dobrego... Nagle zaczynają pojawiać się podejrzenia, nagle zaczynasz
      wyłapywać rozmaite rzeczy, na które wcześniej nie zwracałaś uwagi, nagle coś
      staje sie problemem... Bo... bo nie masz już pewności co jest prawdą co zaś
      bajką... Toż w takiej konfiguracji łatwo jest postradać zmysły... Może
      faktycznie, skoro się kochanie, porozmawiaj z nim szczerze? Faceci są czasami
      tak strasznie krótkowzroczni - może on zwyczajnie nie zdaje sobie sprawy z tego,
      że rani Cię w jakimś tam stopniu.. Przychylam się do sugestii poprzedniczki:
      warto uświadomić mu, że fakt istnienia Anki w jego życiu, wspomnieniach i
      pamiątkach, nie jest problemem samym w sobie. Problem robi się wtery, gdy on
      zaczyna mataczyć, plątać sięw zeznaniach i nade wszystko mieć przed Tobą te
      swoje "nerwowe tajemnice" (nawiązanie do historii z "komputerowym"). To jest
      problem... myślę sobie, że doprowadziłby do rozstroju nawet kogoś bezgranicznie
      ufającego... owo zaufanie zostałoby bolesnie ukąszone...

      Ech...
      Życzę Ci, aby on okazał się być "ciapą", ktora motając się pomiedzy informacją o
      tym, że odesłał jakąś pamiątkę a tym, że ma gdzieś, ale sam nie wie gdzie...ehm,
      która tak naprawdę roi to, by uchronić Cię przed powiedzmy zazdrością... a robi
      to w tak nieudolny sposób, iż tylko bardzije Cię rozdrażnia... ech, chyba
      zamotałam trochę ....
      • verte34 Hm. 19.11.06, 20:51
        No zupełnie jakby człowiek gadał z lustrem :) To co napisałaś, do dokładnie
        moje przemyślenia. Czyli nic ując nic dodać, jestem w punkcie wyjścia, ale
        przynajmniej przewietrzyłam problem i to jest ulga. Dzięki :)
        • wredna_zmija Re: Hm. 20.11.06, 09:41
          A widzisz, bo my, istoty myslące :), w gruncie rzeczy jesteśmy takie same... ot,
          róznią nas detale li tylko...

          Życzę wszystkiegodobrego i przesyłam (ja, czarownica) falę pozytywnej emergii.
          • verte34 Re: Hm. 20.11.06, 17:23
            Dzięki. Właśnie się zastanawiałam skąd u mnie tyle energii przez cały dzień :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka