verte34
18.11.06, 18:39
Drogie dziewczyny. Mam problem, który mnie dręczy, ale zdaję sobie sprawę że
to pewnie z braku innych problemów. Jak to widzicie z dystansu i obiektywnie?
Zacznę od retrospekcji:
Wracamy skądś samochodem - mąż, teściowa, ja podsypiam na tylnym siedzeniu.
Teściowa: A tej Ani z Poznania powiedziałeś, że się ożeniłeś?
Mąż: Nie...(tu zobaczył w lustrku że nie śpię) ciii....
Ja: siedzę cicho.
Po powrocie do domu, nie pytany, nie sprowokowany w żaden sposób: Słuchaj, ja
naprawdę do Anki nie dzwonię, nie kontaktujemy się od dawna, naprawdę, uwierz
mi, no proszę itd.
Ania jest, oczywiście, tą byłą z tytułu. Byli razem 6 przez lat kilka lat
temu i wiem, że był to w życiu meza ktos wyjątkowy, choćby ze względu na
staż. Przed ślubem mąż sporo o niej wspominał, razem podrózowali (my nie), on
ja obdarowywał wspaniałym kwieciem (mnie nie) i jest w typie przez męża
ulubionym (moje przeciwieństwo).
Napomknął też, że kiedyś, juz po rozstaniu, odwiedził A. i poszli do wyrka.
Tu retrospekcja nr 2:
Ja do córki: Jedźmy wreszcie do Poznania! (Od dawna planowałyśmy wyprawę
tropami Musierowicz. Córka moja, z pierwszego małżeństwa).
Mąż: Tak tak, jedźmy, ja was zostawię w śródmieściu, sam pójdę coś załatwić...
(Wtedy nie pokojarzyłam faktów). Ostatecznie nie pojechaliśmy.
M. ma nagie zdjęcia tej pani - powiedział mi o tym nie pytany. Kiedys
zaskoczył mnie stwierdzeniem, że odesłał je byłej, bo tak bardzo mnie kocha.
Nigy go o to nie prosiłam! Okazało sie później, że je trzyma "Tylko nie wie,
gdzie" + długie opowieści dziwnej treści.
Ostatnio, gdy niespodziewanie weszłam do komputerowego, w popłochu zatrzasnął
jakąś pocztę.
To tylko wybrane zdarzonka. Mąż mnie kocha, to wiem na pewno. Poza tym jest
raczej, hm, mało moralny.
Bardzo zależało mi żeby się streszczać, nie wiem, czy problem jest dla Was
czytelny. Zamartwiam się! Mam powód?