aiczka
24.11.06, 16:44
Czytałam ostatnio rozmowę z kilkoma kobietami na temat ich podejścia do
różnych życiowych spraw, celów, pragnień etc. Zadano im m.in. pytanie, na czym
polega samoakceptacja. Na podstawie tego pytania i odpowiedzi na nie odniosłam
wrażenie, że samoakceptacja jest jakimś mistycznym i trudnym do osiągnięcia
celem, czymś w rodzaju świętego Graala czy nirwany. Osobiście nie miałam nigdy
takiego wrażenia. Owszem, miewam czasem tzw. "doły", zdarza mi się mieć do
siebie o coś pretensje, być niezadowoloną ze swojego postępowania, czasem
nawet przez dłuższy czas czuję się przybita. Ale zdecydowanie są to epizody,
odstępstwa od normy. Na co dzień akceptuję swoje postępowanie, ciało, poglądy
etc.
Chciałabym się zorientować, co Wy sądzicie/czujecie na ten temat. Czy problem
z samoakceptacją dotyczy większości, połowy, czy mniejszości społeczeństwa?
Czy Wy go macie?