margushia
17.01.07, 12:57
"Oczywiście to ja musiałam podjąć decyzję o rozstaniu, bo on nigdy nie
powiedziałby, że to koniec. Uważam, że faceci boją się podejmować decyzje,
wolą wygodnictwo, asekuranctwo "otwartą furtkę". "
To wziełam z innego wątku, żeby nie mieszać.. Paula, niestety zgadzam się z
Toba.. oni nie umieją podejmować decyzji, chca zeby za nich je podejmowano,
zeby nie musieli czuc sie tacy winni i bo łatwiej.. Ja wczoraj z wielkim bólem
zrobiłam to samo. Postawiłam ultimatum, może nie powiedziałam albo ona albo
ja, ale znaczenie prawie takie samo.. Po prostu już nie daje rady.. nie mam
siły.. bo może nie potrafię zrozumieć dlaczego skoro tak mnie kocha i ciągle o
mnie myśli, itp itd.. to dlaczego nie moze sie z tamta rozstać?! Straci ją
owszem, bo "mu wyraznie oznajmiła, ze nie bedzie chciała go wiecej widziec",
ale bedzie miał przecież mnie.. nie wiem.. skoro tak sie z nia kłóci, nie
widzi sensu bycia z nią, to dlaczego nie może jej zostawić?!
Odbyłam bardzo poważna rozmowe z nim wczoraj, choć powiedziałam dowidzenia,
nie byłam w stanie powiedzieć zegnaj... taka zła byłam na siebie.. on m a
swiadomosc, ze jestem o krok od tej decyzji, wczoraj jeszcze bardziej mu to
uświadomiłam... bo ja już po prostu nie mam siły... a najgorsze jest to, że
tak naprawde ja nie chce od niego odejsć, ale nie widze innego wyjscia, skoro
on nie planuje lub nie jest w stanie zmienic tej toksycznej sytuacji.. dlatego
musze odejsc, chocby nie wiem jak to bolało, może to cos da... tylko skad
wziać siły na ten krok..
Juz straciłam jakakolwiek koncentracje.. nawet jesli ciągle staram sie czymś
zajmować nie mogę przestać o tym mysleć.. a wczoraj strasznie sie popłakałam..
było mi bardzo źle, kiedy mu powiedziałam, ze to nie ma sensu, ze juz nie mam
sily i ze praktycznie juz mnie stracil.. czuje sie dzisiaj jakos tak dziwnie..
było tyle rozmow, ale tak naprawde w koncu wczoraj cos powiedzial.. rozmawial
ze mna.. choc nie byl w stanie wyjasnic, dlaczego nie moze jej zostawic.. ja
tgo nie rozumiem.. i chyba przestane sie starac to zrozumiec..
co z tego, ze wiem, ze moglabym z nim stworzyc udany zwiazek, wrecz nawet o
wspolnej przyszlosci zaczelam myslec 9z tego co zauwazylam on tez, choc
bezposrednio nigdy tego nie powiedzial, ale on chyba bardziej o tym ode mnie
mysli), i dlatego tak trudno mi odejsc.. ale nie mam sily.. jak go przekonac?
albo skad mam wziac sily, zeby naprawde odejsc?
Przepraszam za takie dlugie wywody, moze i nagmatwalam, ale tak jakos zaczelam
pisac i dopiero teraz przestalam..