Dodaj do ulubionych

skad siły, zeby odejsc?

17.01.07, 12:57
"Oczywiście to ja musiałam podjąć decyzję o rozstaniu, bo on nigdy nie
powiedziałby, że to koniec. Uważam, że faceci boją się podejmować decyzje,
wolą wygodnictwo, asekuranctwo "otwartą furtkę". "

To wziełam z innego wątku, żeby nie mieszać.. Paula, niestety zgadzam się z
Toba.. oni nie umieją podejmować decyzji, chca zeby za nich je podejmowano,
zeby nie musieli czuc sie tacy winni i bo łatwiej.. Ja wczoraj z wielkim bólem
zrobiłam to samo. Postawiłam ultimatum, może nie powiedziałam albo ona albo
ja, ale znaczenie prawie takie samo.. Po prostu już nie daje rady.. nie mam
siły.. bo może nie potrafię zrozumieć dlaczego skoro tak mnie kocha i ciągle o
mnie myśli, itp itd.. to dlaczego nie moze sie z tamta rozstać?! Straci ją
owszem, bo "mu wyraznie oznajmiła, ze nie bedzie chciała go wiecej widziec",
ale bedzie miał przecież mnie.. nie wiem.. skoro tak sie z nia kłóci, nie
widzi sensu bycia z nią, to dlaczego nie może jej zostawić?!
Odbyłam bardzo poważna rozmowe z nim wczoraj, choć powiedziałam dowidzenia,
nie byłam w stanie powiedzieć zegnaj... taka zła byłam na siebie.. on m a
swiadomosc, ze jestem o krok od tej decyzji, wczoraj jeszcze bardziej mu to
uświadomiłam... bo ja już po prostu nie mam siły... a najgorsze jest to, że
tak naprawde ja nie chce od niego odejsć, ale nie widze innego wyjscia, skoro
on nie planuje lub nie jest w stanie zmienic tej toksycznej sytuacji.. dlatego
musze odejsc, chocby nie wiem jak to bolało, może to cos da... tylko skad
wziać siły na ten krok..
Juz straciłam jakakolwiek koncentracje.. nawet jesli ciągle staram sie czymś
zajmować nie mogę przestać o tym mysleć.. a wczoraj strasznie sie popłakałam..
było mi bardzo źle, kiedy mu powiedziałam, ze to nie ma sensu, ze juz nie mam
sily i ze praktycznie juz mnie stracil.. czuje sie dzisiaj jakos tak dziwnie..
było tyle rozmow, ale tak naprawde w koncu wczoraj cos powiedzial.. rozmawial
ze mna.. choc nie byl w stanie wyjasnic, dlaczego nie moze jej zostawic.. ja
tgo nie rozumiem.. i chyba przestane sie starac to zrozumiec..
co z tego, ze wiem, ze moglabym z nim stworzyc udany zwiazek, wrecz nawet o
wspolnej przyszlosci zaczelam myslec 9z tego co zauwazylam on tez, choc
bezposrednio nigdy tego nie powiedzial, ale on chyba bardziej o tym ode mnie
mysli), i dlatego tak trudno mi odejsc.. ale nie mam sily.. jak go przekonac?
albo skad mam wziac sily, zeby naprawde odejsc?
Przepraszam za takie dlugie wywody, moze i nagmatwalam, ale tak jakos zaczelam
pisac i dopiero teraz przestalam..
Obserwuj wątek
    • bogna71 Re: skad siły, zeby odejsc? 17.01.07, 13:16
      Margushia, a może spróbuj zniknąć z jego życia na jakiś czas?? Nie wiem, czy
      razem mieszkacie, wtedy to by było trudniej, ale jeżeli nie, to przestań się
      kontaktować - dzwonić, sms-ować, odwiedzać, odpowiadać na sms-y, no po prostu
      nie ma Cię dla tego Pana.
      Musisz się przekonać, czy jemu zależy na Tobie tak naprawdę, chociaż, kurczę,
      fakt, że on jeszcze z jakąś coś kombinuje, nie nastraja optymistycznie...
      No ale jak dotrze to do niego, że faktycznie może Cię stracić i zobaczy, jak to
      jest bez Ciebie, to może da mu to coś do myślenia..????
      A jak nie, to sorry, ale nie warto się w coś takiego angażować...

      Pozdrawiam, trzymaj się.

      PS: chciałaś kiedyś, żeby przesłać Ci plik z tego mojego doktoratu o
      zakażeniach wewnątrzmacicznych. Zapytałam się, do czego Ci to potrzebne - czy
      tak z ciekawości, czy w jakims konkretnym celu, ale nie odpowiedziałaś, więc
      nie słałam. Dalej to chcesz??? (tylko żebym potem w żaden proces o plagiat nie
      musiała się pakować;)))
      • margushia Re: skad siły, zeby odejsc? 17.01.07, 13:27
        Na razie przestałam sie odzywać. Stwierdziłam, niech on to robi.. wczoraj
        powiedziałam, ze nie bedzie zadnego seksu, dopoki z nia jest i ze w ogole moze
        zaczac o mnie zapominac.. Przymierzam sie do tego.. bo skoro jestem
        niezastapiona, to dlaczego dalej sie tak zachowuje?! W ten weekend bede sama ze
        soba, wiec moze uda mi sie wszystko przemyslec i faktycznie pozegnac sie.. moze
        go to kopnie jak zauwazy, ze mowie jak najbardziej powaznie.. i cos z tym
        zrobi.. licze, ze w moim kierunku...

        A co do doktoratu, to mialby on być tylko dla mnie, w sensie, interesuje sie
        takimi tematami i chcialabym tą wiedze pogłebic. Nic ponadto :)
        • bogna71 Re: skad siły, zeby odejsc? 17.01.07, 13:31
          No bo na niektórych to tylko terapia wstrząsowa działa:))
          Tak trzymaj i melduj, co tam i jak tam.
          OK, wyszperam ten wtęp i pchnę na pocztę gazetową.
          Pa.
          • margushia Re: skad siły, zeby odejsc? 17.01.07, 13:38
            Fajnie.. Będe miała lekturkę.. to może przestanę o tym debilu myśleć.. hehe
            Tekst o winogronach i perfumach mnie rozwalił.. oh! jak to forum pomaga :)))
    • paola1 Re: skad siły, zeby odejsc? 17.01.07, 14:34
      Margushia wiem w 100% co czujesz, ja też tak się czułam i nadal czuję, bo od
      rozstania nie minął jeszcze miesiąc. Sama nie wiem skąd wzięłam tyle sił, żeby
      zerwać, mówiłam, że nie wyobrażam sobie życia bez niego. To "wisiało" nade mną
      od pewnego czasu, aż doszło do tego momentu, że musiałam powiedzieć KONIEC.
      Jednak nie umiałam jednak tego zrobić bezpośrednio, na drugi dzień po ostatnim
      spotkaniu napisałam mu o tym na gg, a on chyba nie uwierzył, bo po kliku dniach
      spytał dlaczego nie rozmawiamy, nie dotarło do niego. Próbował chyba znów
      zostawić sobie "otwartą furtkę", zreszta kiedyś stwierdził, że może jak
      przestaniemy się spotykać, to dopiero wtedy dojdzie do wniosku, że chce spędzić
      ze mną życie. I oczywiście dobrze wiedział, że dla mnie może być już wówczas za
      późno, a mimo to nie zrobił nic by mnie zatrzymać. I jak to sie ma do tego,
      bardzo mnie kocha??
      Nie wiem jak to zrobiłam, ale "zamknęłam" wszystkie myśli i wspomnienia o nim w
      mojej głowie i sercu, nie pozwalam sobie na wchodzenie tam, bo to wywołuje
      ogromny ból, żal, smutek, wielką tęsknotę i mogłabym tylko płakać. Staram się
      wogóle nie myśleć o nim, ale jest to cholernie trudne.
      Nadzieja, której już nie powinno być ciągle tkwi i moim sercu. Dlaczego wciąż
      czekam na trzy słowa "wróć do mnie"??
      Przemyśl wszystko dobrze, a jeśli postanowisz odejść - zrób to i wierzę, że
      dasz radę, bo przecież my kobiety potrafimy być silne, mi też widawało się, że
      nie dam rady, a jednak. Trzymaj się, bądź dzielna, przecież nie chcesz się tak
      szarpać, a poza tym mamy prawo do miłości i szczęścia. Czas leczy rany - wiem,
      że to banał, ale ja też muszę w to wierzyć, choć teraz wolałabym, żeby ten czas
      leciał błyskawicznie.
      Pisz jeśli będziesz chciała się wżalić, sama wiem, że to pomaga.
      Pozdrawiam
      • margushia Re: skad siły, zeby odejsc? 17.01.07, 15:19
        No własnie w tym tkwi cały problem.. że moje serce ciągle buntuje się przeciwko
        moim myślom i mówi zostań.. ale wczoraj nie wytrzymałam.. Padło tak dużo słow,
        że teraz musze dać na wstrzymanie. Pozwole i jemu i sobie to wszystko strawić, w
        ten weekend to przemyślec w spokoju.. Stwierdził, że musi wyjechać na jakiś
        czas, zeby pozbierać ten mętlik w jedną całość i że może kiedyś ni z tad ni z
        owad sie pojawi.. ja mu na to, że mnie juz wtedy moze nie byc.. jest tego
        świadom. Myślę, że wszystko to co mu powiedziałam i fakt, że zaczęłam milczeć (w
        sensie, nie odzywam się choć bardzo kusi) troche go kopnął.. ale czy coś zrobi w
        tym kierunku.. Znając życie ocknie sie jak zwykle za późno.. Trudno się mówi..
        Ja sobie daje zaledwie kilka dni.. i takiej ciszy może się uda te siły zebrać.
        Tak bardzo bym chciała z nim być i żeby on to uznał za ważniejsze niż utratę
        kogoś kto tak naprawdę 'był', ale już nie jest...na razie mu powiedziałam, że
        skoro on nie jest w stanie podjąć decyzji ja to zrobię za niego i że
        postanowiłam wycofac sie z "gry". Jak po dobremu sie nie da, to po zlemu.. Jak
        nie poskutkuje, to jak mówisz, nie był tego wart.. ale to kurewsko boli!
        Podziwiam Cie i mam nadzieje, ze Twoja historia bedzie jednak ze stworzonym
        przez Ciebie happy endem :)... Pisanie tutaj mi pomaga.. i czytać Was jeszcze
        bardziej. Dzieki!
        • paola1 Re: skad siły, zeby odejsc? 17.01.07, 15:53
          I tak trzymaj, nie kontaktuj się, wiem, że to trudne i kusi, bo my
          rozmawialiśmy ze sobą w czasie pracy na gg i też nie wyobrażałam sobie, że tego
          nie będzie. Tylko jakoś nie potrafię usunąć go z listy, a w ciągu dnia mignie
          mi czasem (jak teraz)i wiem, że jest. Poza tym jest chyba we mnie troche buntu,
          że ja mu pokażę, że dam radę bez niego choćby nie wiem jak było tęskno i smutno.
          Mam nadzieję, że kiedyś zrozumie co stracił.
          Pisanie do Ciebie też mi w jakiś sposób pomaga, widzę w Twojej historii bardzo
          dużo z moich przeżyć i przemyśleń, a może choć trochę udało mi się Ciebie
          podnieść na duchu?
          Może ten Twój przemyśli i niedługo zaświeci dla Ciebie słońce, czego ci życzę.
          I napisz koniecznie po weekendzie jaką podejmiesz/miecie decyzje.
          Odezwij się koniecznie.
    • 0yotte Re: skad siły, zeby odejsc? 17.01.07, 18:45
      Rany, czy Ci faceci sa normalni?

      Mój ma dokładnie to samo!
      Mnie kocha, ale ona... ją też kocha... takie teksty słyszałam jeszcze niedawno.
      Teraz wiem, ze mnie kocha na pewno. Okazuje mi to na każdym kroku. A ją? Nie
      wiem, co do niej czuje, był zauroczony, moze zakochany, zafascynowany. A teraz?
      Nie wiem.

      Od paru dni staramy się żyć normalnie, jak dawniej, nie rozmawiamy na ten
      temat, bo nasze rozmowy przestały być konstruktywne. Zawsze konczyło się tym
      samym.
      Ja mówiłam: "zdecyduj się!!!", a on mówił: "daj mi czas!"

      Ostatnio bardzo się poprawiło, ale mam tak zrypaną psychike, ze głowa mała :(

      No i ona ciągle jest, niestety.
      Pocieszający jest fakt, że już nie czatują codziennie po nocach. Nie spotykają
      się za często. I z tego co mi wiadomo, a wierze w to (jakim cudem?), seks był
      tylko na wyjeździe integracyjnym, na którym się poznali, później już nie.
      Taka to małpa, włażąca do łóżka facetowi, o kótrym wiedziała, że jest w
      związku!!!
      Więc to jest jakies zauroczenie, przyjaźń, nie przyjaźń, diabli wiedza co.
      Moim zdaniem to jest jakaś toksyczna zalezność.
      Nie wierze w jej dobre intencje, w zauroczenie się itp. To po prostu perfidna
      bladź, która kosztem naszego związku chciała się dowartościowac.
      Babsko ma męża i dzieci! I zamiast pracowac nad swoim związkiem wpieprzyła się
      w czyjś!

      No dobra, dobra, przepraszam, bo ja się już nakręciłam i tak o sobie tylko
      piszę.

      Też nie miałam siły odejść.
      Póki co nie żałuję, choć były takie dni, kiedy chciałam sie wyprowadzić. Ale
      zawsze mnie zatrzymywał.

      Teraz naprawdę jest dobrze. Ale ona ciągle jest...
      Co oni, faceci, takiego mają w tych swoich łbach, ze nie potrafią zdecydowac.
      Ja rozumiem, zakochał się, zrozumiał, ze mnie już nie kocha.
      Sprawa jasna.
      Ale kochac dwie kobiety?

      Życzę Ci dużo jasności przy podejmowaniu decyzji.
      Ja wiem, ze ciągle chce z nim być.
      Gdybym miała choć cień watpliwości, albo gdyby on stał się zimny, nieczuły,
      otrącający, to byłoby jasne, co robić.
      Ale ja go ciągle kocham. I on mnie też.
      Absurd jakiś. Zapętlenie i poplątanie.

      Bardzo dobrze Cię rozumiem i tym bardziej życze szczęścia i jak najlepszego
      rozwiązania tej toksycznej bolesnej sytuacji.
    • joanna784 Re: skad siły, zeby odejsc? 17.01.07, 20:44
      tak,taka jest prawda.dopóki facet nie poczuje że coś traci nie podejmie żadnego
      kroku,nie wiem dlaczego.
      u nas było tak:
      jego koleżanka z pracy,kumpela.ale jakoś odraz byłam na nią dziwnie
      nastawiona.wyszło jak wyszło-stali się parą.nie wiedziałam o tym jeszcze ale
      przeczuwałam że coś się zaczyna lub zaczęło.oczywiście mój mąż zaprzeczał
      wszystkiemu,motał jak się da.byliśmy razem na imprezie u niego w
      pracy,widziałam to jej spojżenie przeznaczone tylko dla niego i to otworzyło mi
      oczy-byłam już pewna.wyszłam a on dobrze wiedział czemu.wrócił za mną do
      domu.rano ubrałam naszą córkę,spakowałam reklamówkę rzeczy i wyszłam.stał w
      drzwiach z oczami na pół buzi.powiedziałam że po resztę wrócę. popołudniu był u
      moich rodziców gdzie byłam.zażekał się że to skończy,płakał,prosił.wróciłam do
      domu.wiem, że jakbym wtedy się poryczała,pokłóciła jak to było w moim zwyczaju
      to nic by się nie zmieniło-dalej spotykałby się z tą kobietą,pewnie dopóki by
      jej się nie znudził,bo to kobieta po przejśćiach że tak powiem.pewnie dalej by
      mi tłumaczył jak to pracuje po godzinach,a ja bym darła ryja na niego i tak by
      to trwało nie wiem do kiedy. pewnie że bałam się że to już żeczywiście koniec-a
      jakby nie przepraszał?jakby po mnie nie przyszedł? sama bym nigdy nie wróciła
      bo wiedziałabym że nie zależy mu.więc czasem trzeba postawić sprawę na ostrzu
      noża. może to wiele naprawić lub otworzyć oczy.warto.
    • margushia Re: skad siły, zeby odejsc? 18.01.07, 13:49
      Mi też mówił, że był z nia tylko ze trzy razy w łózku (w ciagu ostatnich trzech
      miesiecy), ale i co z tego, był! Wiem, że się z nia rzadziej kontaktuje i
      widuje, że "powoli się zbiera do "zostawienia jej"", ale czy to powoli musi
      oznaczać az kilka miesiecy?!
      Może i mnie zbluzgacie, ale postanowiłam dać mu jedną szansę, ale tylko JEDNA!!
      Powiem dlaczego. Chyba po tamtej rozmowie coś ruszyło, nie mówię, że dotarlo,
      ale ruszyło. Wiedział, że wczoraj idę do kina, wiedział na która i gdzie.
      Postanowił zrobić mi niespodziankę i przyszedł i na dodatek zrobił naleśniki z
      jabłuszkami.. Mniam mniam. Na dodatek zarówno wczoraj jak i dzisiaj z rana
      zadzwonił do mnie, żeby mnie obudzić i przywitać na dzień dobry. Potem się
      jeszce odezwał. Idzie dzisiaj na jakieś tam spotkanie, gdzie ma coś podpisywać i
      powiedział, że potem zadzwoni, zeby powiedzieć co i jak.. Hmmm.. Co u niego zbyt
      normalne nie jest.. może dlatego ze wie, że jesli sie nie odezwie ja tego nie
      zrobie. W każdym razie, postanowiłam, że jeśli faktycznie tak będzie to jest
      jakaś szansa i nadzieja, że zakończy się to szczęsliwie i może ten proces
      rozstawania się szybciej zakończy (wiem, naiwność kobieca :///), ale jak tylko
      wykręci mi choć jeden numer, typu, że nie może się ze mną spotkać, bo musi z
      tamtą... (oczywiście mi tego nie powie, ale tak jakoś jest, ze ja to zawsze
      wyczuwam i okazuje sie to prawda) czy cokolwiek innego w tym stylu to wtedy bez
      nawet powiedzenia żegnaj odejdę.. ale wtedy to nawet odpisywać na nic nie bede,
      odbierać telefonów.nic.. Może to i głupie z mojej strony, ale jakoś mi trudno
      bez niego, choć owszem kryzys miałam już ogromny. Przynajmniej do następnego
      spotkania postaram się być dobrej myśli..
      • joanna784 Re: skad siły, zeby odejsc? 18.01.07, 15:55
        daj mu szansę.każdemu się nalezy.ale najpierw postaw warunek:koniec z tamtą
        kobietą.niech ci oczu nie przysłania naleśnikami i telefonami.niech skończy
        tamtą znajomość-tylko to powinno cię przekonać do powrotu.przecież jak ty teraz
        wrócisz wiedząc że on "kończy tamta sprawę" to on odbierze to jako przyzwolenie
        i będzie to kończył nie wiadomo ile czasu.
    • paola1 Re: skad siły, zeby odejsc? 18.01.07, 17:32
      Jeszcze wczoraj pisałam tam stanowczo, że muszę być silna i trwać w swoim
      postanowieniu, a wystarczyło, że przed chwilą dostałam od niego sms'a i mój
      spokój szlag trafił. Rece mi się trzęsą, serce wali jak oszalałe zaraz
      wybuchnę. Wiem, że on też cierpi i tęskni.
      Co robić, odezwać się, przecież nie mogę tego zrobić!!
      Dziewczyny pomóżcie, bo oszleję:-((
    • juliana03 Re: skad siły, zeby odejsc? 18.01.07, 19:25
      Moj przypadek jest inny, ale podoby. Rozstalam sie z mezem juz 3 tygodnie mija.
      Jesli zostawiasz go dlatego ze myslisz ze pojawi sie i poprosi o powrot, to
      ostrzegam- nie koniecznie!!! Moze byc tez tak ze wogole sie nigdy nie odezwie a
      ty bedziesz musiala nauczyc sie z tym zyc- poprostu. w moim przypadku nie
      chodzilo o kobiete, ale o jego chora rodzinke, ale zal za zmarnowanie zycia mi
      mojemu dziecku pozostaje... do nich, do niego... do calego swiata, na szczescie
      jest forum!!!
      • margushia Re: skad siły, zeby odejsc? 19.01.07, 09:32
        Wczoraj wieczorem sie ocknelam troche, bo mialam z nim drobna szowinistyczna
        sprzeczke (a widzialam go zaledwie 10' na przystanku) i masz racje joanna, zadne
        nalesniki mi nie moga przeslonic decyzji.. W ten weekend postanowilam wystawic
        go na probe (on sie tego nawet nie domysli). chce sie przekonac. Niestety z
        wielkim smutkiem coraz bardziej dochodze do wniosku, ze niestety, ale to mnie
        przerasta i ze jesli teraz tak jest, bedac on takim szowinista, skad moge miec
        pewnosc, ze i w przyszlosci tak nie bedzie, jak mu sie "znudze".... Dlatego
        prawdopodobnie nastepnym razem jak tu zajrze, bede, ze tak powiem samotna
        kobieta :( ale moze tylko na dobre mi to wyjdzie. Dzieki Wam zbieram sily i
        jesli podejme taka decyzje wiem, ze wytrwam! Musze tak myslec!

        Paolo: sms.. skad ja to znam.. Ten bunt, ze ja mu pokaze.. ogarnia zal i zlosc..
        A odpisalas? Nie wiem jaki kontakt byl miedzy Wami od momentu rozstania, ani
        tresci ewentualnych smsow, ale jesli faktycznie oboje za soba tesknicie, a nie
        tylko Ty, on przemyslal swoje bledy, moze nie za pierwszym razem, nie odpisujac
        od razu, a np. za drugim razem mmoglabys chociaz wysluchac co ma Ci do
        powiedzenia, ale tylko pod warunkiem, ze naprawde tego chcesz. Jesli nie, to
        wytrwac w swoim postanowieniu, choc wiem jakie to trudne i bolesne. Z tymi
        facetami roznie bywa i tak naprawde chyba nawet sami oni nie wiedza co w glowach
        maja..
        • paola1 Re: skad siły, zeby odejsc? 19.01.07, 13:02
          Nie, nie odpisałam, jakoś przeżyłam chociaż załapałam dolinę :-( Zresztą to był
          raczej komunikat w rodzaju "serce pęka, ale się nie poddam".
          Od rozstania raz próbował rozmawiać, ale ja wyraźnie powiedziałam, że zawieszam
          wszelkie formy kontaktu. Właśnie - zawieszam, bo słowo "zrywam" nie chciało mi
          przejść przez usta, co nie zmienia faktu, że etekt jest taki sam.
          Poza tym wszystko sobie powiedzieliśmy przed rozstaniem, więc on doskonale wie,
          że może odezwać się do mnie jedynie wtedy, kiedy zdecyduje się być ze mną na
          100%, żadne inne półzwiązki mnie nie interesują. Innego wyjścia nie ma. :-(

          Może powinniście od siebie jakiś czas odpocząć, przemyśleć spokojnie.
          Nie myśl czy mu się znudzisz, to do niczego nie prowadzi, tego się nie wie,
          równie dobrze może być odwrotnie, a poza tym gdyby tak myśleć to każdy bałby
          się wchodzić w jakikolwiek związek. Jak się kogoś kocha, to nie ma mowy o
          znudzeniu, tak mi się wydaje.
          Kobiety sa bardziej uczuciowe, do wszystkiego podchodzą emocjonalnie i dlatego
          facetom jest łatwiej.
          Życzę Ci podjęcia właściwej decyzji i wytrwałości choć to jest cholernie trudne.
          • margushia Re: skad siły, zeby odejsc? 19.01.07, 15:18
            Dobre ultimatum i dobrze w sumie, ze sie tego trzymasz, bo przynajmniej on wie
            na czym stoi. predzej czy pozniej sie ocknie i jesli naprawde Cie kocha, to
            wroci, pod waunkiem, ze nie bedzie juz za pozno. Miejmy nadzieje, ze nie. Zycze
            Ci tego z calego serca!

            Odpoczac od siebie? Powiedzial cos takiego, ze chce na pare miesiecy wyjechac i
            ze jak ja zostawi to to zrobi.. (a co ze mna, juz sie nie licze?!), zeby wszytko
            przemyslec i po jakims czasie wroci i powie: hej, co u ciebie? albo.. Hej
            Piekna, wyjdziesz za mnie? To byly jego slowa. Ja mu powiedzialam, ze mnie moze
            juz nie bedzie.. on, ze moze.. ale ze nie wyklucza mnie ze swoich planow.. Tylko
            takie zwodzenie mnie tez nie jest w porzadku. Dlaczego on sie kurwa nie moze
            zdecydowac to ja nie wiem... bo co, bo mu pokrzyzowalam plany, bo sie nie
            spodziewal, ze znajdzie swoja, ze tak powiem druga polowke?! to skoro juz tak
            sie stalo to po co mu ta druga? zeby wybic sobie ta mysl z glowy, bo chcialby
            byc sam i robic co chce i z kim chce?! bo nie jest gotowy na prawdziwy zwiazek?
            to po co w ogole sie ze mna wiazal? Juz tyle czasu minelo...Rzadko wychodzi to
            co sie planuje.. myslal, ze moze sobie miec dwie panienki na raz i ze ja mu na
            to pozwole? bo chcial mnie przetestowac czy ja na to pojde?! cholera wie, jak
            dziala mozg faceta.. szowinista pierdolony, ze mu wolno, bo to facet? nie wiem,
            niewazne. Wie przynajmniej jak wyglada sytuacja z mojej strony i ze jestem o
            krok od odejscia, ale calkowitego..Chcialabym wiedziec Paolo jaka jest ta
            wlasciwa decyzja.. ale tego nikt mi nie powie.. ja sama musze zajrzec w glab
            serca i glowy i to stwierdzic. tak czy siak jakos to bedzie, nie?! Musi! A
            wierze, ze zarowno u Ciebie jak u mnie, jakkolwiek sie to skonczy BEDZIE DOBRZE,
            bo jestesmy ZAJEBISTE laski!! Usmiecham sie do Ciebie:) aby choc przez sekunde
            pojawily sie doleczki w kacikach ust :))
            • margushia Re: skad siły, zeby odejsc? 22.01.07, 09:33
              No i skończyło sie ;(
              W sobote ostro przegiał... Jeszcze zanim sie spotkalismy.. A potem się tak
              strasznie pożarlismy, ze teoretycznie z samej kłótni by wynikało, że to już
              koniec, bo najwyraźniej on nie zamierza nic zrobić. Ja wredna, bo rano sie z nim
              pogodziłam i i było miło, jak zawsze, z tą różnicą, że on myślał, że pewno
              wszystko wróci do normy, ze tak jak gdyby zadnego zajscia nie było. A ja
              myślałam co innego, chciałam się miło pożegnać.. Choć z nocnych kłótni
              wynikałoby, ze sie pozegnaliśmy, wychodząc ode mnie pewno pomyślał, że to była
              tylko kłótnia i nic więcej, że wszystko w porządku i ze sie pogodzilismy.
              Tymczasem dla mnie do było ZEGNAJ. Postąpiłam nie w porządku, wiem o tym, bo
              może nie powinnam była sie juz z nim godzić, ale nie chciałam sie rozstawać w
              taki sposób. Choć mi smutno i źle, musze być konsekwentna i wytrzymać w swojej
              decyzji. Smsy, gg jakoś wytrzymam bez odpisywania, gorzej bedzie z nie
              odbieraniem telefonów.. Ale musze. Skoro taki ślepy i tępy.. jeśli to nic nie
              da.. to trudno, bede szukac w sobie sił by iść dalej.. Przynajmniej bede mogla
              sie tu wyzalic..
              • 0yotte Re: skad siły, zeby odejsc? 22.01.07, 09:50
                trzymaj się Margushia!
                Wiem, jak jest trudno.
                Myślisz, ze to już ostateczne?
                Jesli tak, to teraz czas na leczenie ran i zaczynanie nowego życia.
                Trzymam kciuki, zeby Ci się wszystko jak najlepiej poukładało!

                Dbaj o siebie :)
                • margushia Re: skad siły, zeby odejsc? 22.01.07, 10:07
                  Z mojej strony tak, chyba, ze on postanowi zmienić swoje postępowanie, ale że
                  tego się nie spodziewam.. to chyba faktycznie.. czas zacząć leczyć rany..
                  Dzięki za otuchę!! Tobie też tego życzę. Mam nadzieję, że mąż dotrzymuje słowa i
                  dba o Ciebie bardziej niż kiedykolwiek! Musi odzyskać zaufanie, nie ;)
              • paola1 Re: skad siły, zeby odejsc? 23.01.07, 09:02
                Ja też chcę powiedzieć "trzymaj się Margushia", bo wiem jak jest Ci ciężko i
                jak serce boli. Uważam,że dobrze zrobiłaś,że się z nim pogodziłaś, przynajmniej
                nigdy nie będziesz sobie wyrzucać, że rozstałaś się w złości, a poza tym
                zrobiłaś wszysko, aby ratować wasz związek.
                Ja w chwilach przygnębiającego smutku powtarzam sobie, że ten mój mnie nie
                chce, bo gdyby chciał to byłby ze mną i tyle, już minął miesiąc (nie wiem jak
                go przeżyłam) i nic się nie zmieniło :-(. Czasem takie myślenie pomaga.
                To normalne, że będzie Ci smutno i źle (skąd ja to znam), ale nie poddawaj się,
                wytrwaj w tym co postanowiłaś (no chyba, że on wróci na kolanach :-) i
                powie "tylko ty"). Patrz w przyszłość i uwierz w to, że każdy następny dzień to
                nowe sytuacje, zdarzenia i ludzie. Nie zamykaj się na świat i ludzi - dzieki
                temu łatwiej to wszystko znieść.
                I pamiętaj dla Ciebie i dla mnie też w końcu zaświeci słońce :-)
                • margushia Re: skad siły, zeby odejsc? 23.01.07, 11:37
                  Musi ;) Juz dzisiaj za oknem świeci ;)) Tak na dobry początek.. Stwierdziłam, że
                  dzieki Wam i dzieki temu, ze w najblizszym czasie szykuje sie duzo zajec, w tym
                  dzieki przypadkowo (ale mile) odzyskanym znajomosciom poznawanie ludzi tez..
                  moze bedzie cos dla odmiany.. oderwać się na chwile w innych "klimatach i
                  zajęciach".. Postaram się zajmować czas spotkaniami z koleżankami, lub np. w
                  chwili obecnej szukaniem zimowych butów.hehehe
                  Minie trochę czasu i albo będzie dobrze, bo zacznie iść w niepamięć (będę
                  starała się unikać możliwych spotkań-np. imprezy, gdzie wspolni znajomi sa),
                  albo sie ocknie i powie, ze tylko ja się licze..
                  A co do Twojego, to miesiac to faktycznie już sporo.. i jak tu zrozumieć tych
                  facetów, mówi, że Cie kocha, jaka to niezastąpiona jesteś, ale że potrzebuje
                  czasu, żeby co? pozbyc sie tamtej? czy żeby zagłebić sie bardziej w znajomość i
                  stwierdzic ze to nie to..
                  Mówię Ci, gdyby się dowiedział, że masz kogoś na oku, albo że zaczełas sie z
                  kims spotykać, na pewno by się ocknąl.. ale niestety, nie siedze w jego głowie,
                  więc trudno mi powiedzieć co by zrobił.. W kazdym razie życze oczywiście, żeby
                  ułozyło się po Twojej myśli, a nie jego :)
    • margushia Re: skad siły, zeby odejsc? 24.01.07, 15:51
      po 4 dniach nie odzywania napisal do mnie maila..
      nie odzywasz sie.. rozumiem.. tesknie. spotkamy sie dzis?

      i ku... co tu robic.. lapy mi sie az trzesa i sciska w zoladku.. skoro rozumie,
      to po co sie odzywa?! i to akurat dzisiaj, jak na zlosc, kiedy bym mogla..
      chcialabym, ale jestem zla i nie moge.. bo to tylko swiadczyloby o mojej
      slabosci.. mam ochote mu to samo napisac, ze skoro rozumie, to po co sie
      odzywa.. ale nie moge.. smsa tez nie moge.. bo boje sie, ze moj stan (ktory od
      wczoraj sie poprawil) znowu bedzie kiepski.. kuxwa, czy musza mis ie tak rece
      trzasc.. dlaczego nagle zachcialo mi sie plakac i nabluzgac na niego.. :((
    • margushia Re: skad siły, zeby odejsc? 24.01.07, 16:22
      odpisalam bardzo zimnym tonem.. ze spotkac sie mozemy, jesli zdecyduje sie na
      jakiekolwiek zmiany i takie tam jeszcze.. i ryczec mi sie chce teraz strasznie..
      a tu jeszcze na ta zamiec trzeba wyjsc..
      • paola1 Re: skad siły, zeby odejsc? 25.01.07, 08:20
        Mam nadzieję, że dziś jest Ci choć trochę lepiej.
        Wytrwaj w tym co postanowiłaś, bo tylko tak można osiągnąć cel, a przecież nie
        chcesz się ciągle szarpać i żyć w niepewności. Najtrudniejszy, pierwszy krok
        masz już za sobą.
        Mi też nie jest łatwo, wczoraj huśtawka nastrojów, dziś też dolina. Nie wiem po
        co, ale otworzyłam przed chwilą w kompie jego zdjęcie i kurna po co mi to było,
        żal mi serce ściska i mam łzy w oczach. Muszę się opanować i nie myśleć, NIE
        MYŚLEĆ, tylko jak to zrobić?
        Ci faceci to naprawdę matoły i kompletnie nic nie rozumieją.
        Nosek do góry, kiedyś musi być lepiej i będzie :-)
        • margushia Re: skad siły, zeby odejsc? 25.01.07, 09:48
          niestety czuje sie jak by czolg po mnie przejechal..
          Wczoraj miałam z nim niechcacy rozmowe.. Na szczescie i szkoda, ze nie w cztery
          oczy.. nabluzgalam strasznie..i oficjalnie sie z nim pozegnalam..
          "nie uwazam, zebym Cie ranil".. "najlepiej by bylo, zeby pozostało tak jak
          jest".. Tak jak rzadko bluzgam, od wczoraj jakos nie moge przestac.. leca slowka
          po kolei.. o dziwo wczoraj wsciekla nie bylam, tylko rozzalona, wyplakalam
          swoje, a dzisiaj wkurwiona sie obudzilam. Pierdole to wszystko.. Ciesze sie, ze
          sie juz z nim zadawac nie bede, psychopata pierdolony! Za grosz empatii! Tylko
          dlaczego poniekad, to ja czuje sie winna, bo mi sie nie udalo... zle, bo go
          zostawilam.. bo go nie zobacze.. fatum na mnie jakies ciazy czy co?!
          Teraz to juz wiem, ze dzieki Wam bedzie mi latwiej wytrwac. Wyrzucilam juz z
          siebie wszystko co chcialam, wiec moze jak sie jeszcze zlosci i zalu pozbede to
          bedzie latwiej..
          a najgorsze,z e mialam sie dzis z kolezanka spotkac, wieczorem wyjscie sluzbowe,
          jutro impreza, na ktorej musze byc, w sobote urodziny kolezanki.. niby fajnie,
          oderwe sie, poznam nowych ludzi, ale.. odechcialo mi sie.. chce sie zapasc pod
          ziemie, gdzie ciemno i pozostac tam przez jakis czas..beznadzieja..
          • paola1 Re: skad siły, zeby odejsc? 25.01.07, 13:25
            Mój znów się odezwał, na gg, że myśli o mnie cały czas itd. A co, ja to niby
            nie myślę o nim!, nie potrafię choćbym chciała.
            Tylko kurna ciągle brak konkretów!!
            To tylko powoduje moje wariackie bicie serca, boszeeee jak nic zejdę na zawał z
            tego świata, łaaaaa
            • margushia Re: skad siły, zeby odejsc? 25.01.07, 13:34
              to jak mysli, to niech do Ciebie wroci i tamta zostawi!!! czy oni sie dogadali
              czy co, zeby nas wczoraj na gg tak meczyc?! co oni maja zamiast mozgu?!
              Ale odezwalas sie do niego, czy tylko on do Ciebie..
              mozesz mu co najwyzej przypomniec, ze skoro teskni, to niech wraca, ale bez
              tamtej, bo tak to jest cos na zasadzie.. poczekaj, jeszcze nie jestem gotowy,
              ale masz na mnie czekac..az sie zdecyduje.. chamstwo!
              No, naprawde nie rozumiem takich sytuacji.. albo sie kocha albo nie.. niby Ci
              faceci takie prostaki, a komplikuja wszystko bardziej niz im sie wydaje.. ach..

              Biedaku Ty.. na pocieszenie jedyne moge Cie na orientalna imprezke zaprosic ;)
              beda tance pokazy..
              • paola1 Re: skad siły, zeby odejsc? 25.01.07, 13:52
                >No, naprawde nie rozumiem takich sytuacji.. albo sie kocha albo nie.. niby Ci
                faceci takie prostaki, a komplikuja wszystko bardziej niz im sie wydaje.. ach..

                Święte słowa Margushia!
                Czekać, aż jaśnie pan się zdecyduje! O nie!
                Nie odezwałam się, mimo, że w pierwszym odruchu rzucam się niemal, żeby pisać,
                ale zaraz zadaję sobie pytanie "co to zmieni??" i sama odpowiadam "nic".
                Smutne to dla prawdziwe.
                I wyzwala się we mnie przekora i złość "ja ci pokażę, że wytrzymam bez ciebie"
                Czekam tylko i wyłącznie na konkrety inaczej nie będę rozmawiać (i mam
                nadzieję, że nie zmienię zdania :-))
                • margushia Re: skad siły, zeby odejsc? 25.01.07, 14:11
                  i trzymaj.. chyba, ze napisze cos takiego, ze bedziesz mogla mu przypomniec o
                  "warunkach" powrotu.. jedno zdanie i nic wiecej.. no wlasnie, tez sobie zadaje
                  ciagle to pytanie..co to zmieni.. i tak samo jak Ty sie zloszcze odpowiadajac
                  sobie..nic.. a potem od razu na lzy sie zbiera..
                  mi wlasnie przyslal filmiki (ktore kiedys mi przerabial i ciagle zapominal
                  przyslac, a wczoraj mu to przypomnialam) z zimnym i suchym "do zobaczenia." bez
                  nawet :), :* niczego w tym stylu, jak zawsze. tylko zamiast tego kropka.. wiem,
                  moze to i glupie, moze i to drobiazg, ale znowu dol gigant mnie przez to
                  zlapal.. taka hustawka to jest najgorsze..
                  w kazdym razie, wiem, ze jesli Twoj jest Ci przeznaczony, to razem znowu
                  bedziecie.. bo skoro po miesiacu uczucia w ogole nie ruszyly, to tez jakis znak.
                  sam fakt, ze w ostatnim tygodniu az dwa razy sie odezwal.. miejmy nadzieje, ze
                  to tylko oznaka tego, ze cos w koncu ruszulo jego mozgownice..
                  moze i marne to pocieszenie, ale wiedz, ze jestem z Toba! :))
                  • paola1 Re: skad siły, zeby odejsc? 25.01.07, 14:32
                    Mój ma jedną z moich ulubionych płyt, gdy mu komunikowałam rozstanie
                    powiedziałam, że ma mi ją odesłać. Jak do tej pory tego nie zrobił,
                    więc "czekam", aż któregoś dnia napisze, że chce mi ja oddać osobiście.
                    Oczywiście na taki układ nie pójdę, nawet za cenę utraty płyty. Nich sobie
                    zostawi na pamiątkę, nich go w oczy kłuje jak na nią spojrzy. Zawsze mogę
                    załatwic sobie nową.
                    Dzięki za wsparcie, nie pisz, że marne to pocieszenie, bo dzieki temu pisaniu
                    trwamy i wytrwamy w naszych postanowieniach :-)
                    Życzę Tobie również jak najlepiej!
                • margushia Re: no i znalazlam :) 25.01.07, 14:42
                  oto link, o ktorym mowilam.. jak dotrzesz to sie usmiejesz. gwarantuje.. tak o
                  nas mysla faceci.. to zamien to co na koncu na wielka kupe, wyrzuc polowe tych
                  komplikacji a uzyskasz efekt myslenia faceta.. albo zamiast kupy klebek welny
                  (czyli dalej poplatanie), albo nic..
                • margushia Re: skad siły, zeby odejsc? 25.01.07, 14:43
                  zapomnialam go umiescic :/
                  oto on:

                  c.sed.pl/pierdolnik/mozg_kobiety/
                  • margushia Re: skad siły, zeby odejsc? 27.01.07, 00:52
                    siedze sobie tu na forum i wiem, ze on tez przy kompie.. tak bym sie chciala do
                    niego odezwac, tak bardzo bym chciala, zeby tu byl, po prostu byl... a tak to
                    jest mi tylko przykro, i jeszcze bardziej, bo on raczej tez wie, ze ja jestem
                    przed kompem i sie nie odzywa. tez przykre..jednoczesnie sie wkurzam, jak o niej
                    pomysle i wszystko od nowa, lzy, zal zlosc, a potem tesknota.. czy to musi byc
                    takie chore kolo bez konca...
                    • paola1 I znów się odezwał 29.01.07, 12:08
                      Poniedziałek, nowy tydzień się zaczyna, humor mam nawet całkiem dobry i sruuu!
                      Znów się odezwał - na gg w sumie to powinnam być zadowolona, bo to oznacza, że
                      jednak o mnie myśli, ale z drugiej strony co z tego. Tym razem jest to wyrzut,
                      że jak mogłam go tak zostawić. Co on sobie myśli, że dla mnie to "bułka z
                      masłem"?, przecież mnie to tak wiele kosztuje i ciągle tak bardzo boli.
                      Zupełnie jakby zapomniał, że ja tylko postawiłam "kropkę nad i", bo to on nie
                      mógł się przecież zdecydować.
                      Spokój szlag trafił. Sama już nie wiem co robić, CHCĘ wytrwać i nieodezwać się,
                      a z drugiej strony łamię się, że może powinnam?
                      • margushia Re: I znów się odezwał 29.01.07, 12:22
                        Wiesz co ja robie? Daje opisy na gg.. nie moge sie odezwac, on sie nie odzywa,
                        to rzucam hasla lub aluzje na gg..
                        co do jednego masz rracje, co on sobie wyobraza, zostawilas go bo nie mogl sie
                        zdecydowac. wie, ze dopoki konkretow nie bedzie to nie ma na co liczyc. niech ci
                        udowodni jak bardzo Cie kocha, a potem wyrzuty robi, a nie odwrotnie!
                        A czy odpisac.. pod warunkiem, ze nie bedzie to w przyplywie zlosci.. mozesz cos
                        odpisac, ale zimno i sucho. na zasadzie, tak u mnie wszystko w porzadku.
                        koniec.kropka. tak zeby wiedzial, ze jestes, ale nadal nieugieta..
                        • bumer21 Do Marghusia 31.01.07, 10:55
                          hej tak sobie cały ten wątek przesledziłam i chce ci tylko powiedziec iz zycze
                          tobie wszystkiego najlepszego . Badz silna tak jak do tej pory . Wiem ze łatwo
                          mi mówic ale sadze ze dobrze robisz . Nie wierze w to ze mozna kochac 2
                          kobiety. Jesli koles teraz tak postepuje to znaczy ze jest słaby a nawet bardzo
                          słaby i to jest smutne. Nawet gdyby zdecydowal sie wrocic czy chcialabys nadal
                          z kims takim zyc? A co z zaufaniem? i z dalszym zyciem . Przeciez w przyszłosci
                          jak juz beda dzieci i tak dalej to moze sie znowu powtorzyc . Uwazam ze
                          powinnas bardzo otworzyc sie na nowe znajomosci w szcegolnosci meskie . Nie
                          musi to byc jakis romans ale wiem ze jak kogos poznasz nawet jakiegos kolege to
                          bardzo sie dowartosciujesz. powodzenia zycze i badz silna
                          • sunrise2006 Re: Do Marghusia 31.01.07, 11:05
                            Margushia, tak samo uważam jak bumer. Naprawdę, czy chiałabyś żyć z facetem,
                            który nie mógl sie zdecydować, czy chce z tobą żyć??? wiem, ze nie moge być
                            autorytetem i poradzić ci jak odejść, bo sama nie umiem tego zrobić, mimo że mi
                            w obecnym związku bardzo dużo rzeczy brakuje. Ae z boku patrząc odradzałabym ci
                            to. Pospotykaj się z innymi, zobacz jak facet może być zainteresowany kobietą,
                            jak może za nią szaleć itp... może się odkochasz.
                            A poza tym ja wierze, że wszuystko w zyciu jest po coś - w końcu los lepiej
                            wie. Może to, że on się nie może zdecydować jest po coś? zastanów się może to
                            ma sens. Na przykład po to, żebyś poznała Kogoś DLA CIEBIE odpowiedniejszego????
                    • tereska54 Re: skad siły, zeby odejsc? 29.01.07, 22:30
                      margusia przeszłam właściwie przechodzę przez to juz 4 lata nie odeszłam nie
                      znalazłam tyle siły może dlatego że dla mnie związek ma ogromne znaczenie
                      szczególnie rodzina, do dzisiaj tkwie w tym chorym związku,Zostałam zdradzona w
                      okrutny sposób nie tylko fizycznie ale i psychiczne.Bardzo Ci współczuje nie
                      potrafię Ci nic doradzić, byc moze dlatego że moja decyzja była scalająca
                      rodzinę ale ja jestem wiąż"chora" z żalu który chyba nigdy nie miną, a jak
                      nałożą się inne troski jest jeszcze gorzej.Trzymaj się.Pamietaj o czymś takim
                      jak ochydne skojarzenia których się nie wyzbędziesz.Może warto zostać może nie,
                      ty musisz zdecydować ile masz siły aby potem grać poniekąd komedię że jest ok.
    • monia_77 Re: skad siły, zeby odejsc? 30.01.07, 01:09
      Musisz byc dzielna i konsekwentna, niech ten zwiazek bedzie dla Ciebie nauka,
      zrozumiesz to po okresie zaloby po nim, jak spotkasz TEGO WLASCIWEGO mezczyzne.

      Nie ma sensu zebys tkwila w chorej milosci do mezczyzny zonatego, ktory tak czy
      owak decyzje podejmie na korzysc zony. Zapomnij i ciesz sie zyciem za jakis
      czas!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka