ladymloda
12.04.07, 13:57
witam..chciałabym dowiedziec sie co sądzicie o mojej sytuacji. rok temu
spotkałam wspaniałego mezczyzne.dzieli nas spora róznica wieku. Kiedy go
poznałam nie byłw najlepszym stanie psychiczny (dołek,załamanie)..stałam sie
dla niego radością.. wspraciem i sensem zycia.. jednak jego sytuacja rodzinna
jest dośc skomplikowana.Ma trójke dzieci...Jego zona wyjechala do USA 4 lata
temu,była tez wczesniej ,lecz wróciła do polski by urodzic tu trzecie
dziecko,i za niedlugo znowu powrocila zagranice.Ciagle obiecuje ze przyjedzie
lecz tego nie robi.od 4 latach nie przyjezdza tez na swieta.. i nie kontaktuje
sie zbyt czest oz dziećmi.T. chciałby z nia porozmawiac lecz ich kontakty
telefonicznie badz mailowe sa sporadyczne i dotycza zazwyczaj spraw
pienieznych. bardzo hcialabym im pomoc.. tzn Jemu i jego dzieciom.. wiem jak
bardzo to przezywaja.. najmłodsze dziecko w ogle nie pamieta mamy...
praktycznie jej nie zna.. .poki co to nie zyjemy razem..ale bardzo chcialabym
zaczac z nim wspolne zycie ,..jednak boje sie zranic dzieci.On tez mnie bardzo
kocha...juz klka razy chcialam odejsc lecz to on mnei wciaz zatrzymuje przy
sobie... ja jestem gotowa poswiecic i udzwignac ten ciezar... i przyjac te
milosc taka jaka jest teraz!! wiem ze ma tez duze szanse na uniewaznienie
ślubu kościelnego.. mogłabym walczyc z Jego zona... ale nie potrafie walczyc z
dziecmi..!! choc mam z nimi dobry kontakt.. cięgle sie czuje jak odrzutek..
bo on nie ma wyjasnionej sytuacji roidznnej.. co robic??? z góry dziekuje za
odpowiedź pozdrawiam
Elly