Dodaj do ulubionych

Dylemat moralno - towarzyski

27.08.07, 22:22
taki dtlemat ma, wnioskuję tak, z czytania równzych forów, wielu ludzi. Moze
sie zdarzyc kazdemu z nas.
Ciekawam jestem opinii Waszej na ten temat ...
Jakims tam przypadkiem, nie chodząc za tym Boże uchoń, dowiaduje się, ze ktos
zwiazany z kims innym z Waszego otoczenia, ma romans.

Co robicie?
Mówicie "drugiej połowie" romasującego/romansującej, czy nie? Puszczacie
aluzje? Milczycie jak grób ?

Szczerosc nakazuje mi najpierw samej powiedzieć, co mysle.

W moim przypadku to, czy podzieliłabym sie taka wiedza ze zdrazdanym/
zdradzaną zalezałoby od:
- stopnia zażyłosci z ta osobą - musiałabym wiedzieć, ze to osoba, która w
takiej sytuacji CHCE wiedzieć o zcyms takim bez zwględu na wszystko i da radę;
- calkowitej pewnosci co do uzyaknej informacji (czyli nie z drugiej reki)

Żeby wiedzieć, czy da rade i czy CHCE musiałabym dobrze znać
zdradzanego/zdradzaną, zaryyzykuję, ze bardzo dobrze.
Wielu ludzi w necie pisze, ze nie należy wtrącać sie do nie swoich sparw, ale
z drugiej strony - oszukać siostre, btrata, przyjaciólke, przyjaciela ?
Ja wiem na pewno, ze chciałabym wiedzieć, nie umialam zaakceptować faktu, że
wszyscy wokół mnie wiedzieli o tym, a ja - nie :) chociaz Ci ludzie nie byli
moimi przyjaciółmi (choc bardzo starali się stworzyć takie wrazenie:). Nie
wiem, jak mogli się bawic na wspólnych imprach, okazywac mnie i komuś tam
jeszcze zdradzanemu i znanemu im serdecznosc i trzymac opaszcze na kłodki?:)
Nie umiałabym- serio. Wiem,z e Ci ludzie, silą faktu wiezdieć musieli, zreszta
sami o tym post factum - mówili :)

Z kolei ja sama słyszalam o czymś tam w spwie mojej bardzo dobrej koleznki (w
jakimś stopniu się potwierdziło), ale od ludzi, nie wizdiałam nigdy, pewnie z
braku okazji też , sytuacji, która by mi tompotwierdzala i nie powiedziałam.
Ale tylko dlatego, ze nie wiedziałam osobiscie, a ploty powtarzać nie chcialam ...

Tamtym ludziom wybaczyłam, bo nie sa to moi przyjaciele, ale przyjaciołom,
albo np. siostrze nie wybaczyłabym milczenia.
A jak z Wami?

PS. Nie martwcvie sie o mnie:) Raz trzeba to przeżyć, mineło już sporo zcasu,
a moje życie osobiste uklada się bardzo dobrze - jednak już zkims innym, nie
wybaczylam zdrady - nie potrafie :)
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Dylemat moralno - towarzyski 27.08.07, 23:06
      Nic nie robimy.

      Uchowaj nas Boże przed "życzliwymi", z wrogami poradzimy sobie sami.

      Kłaniam się nisko.
      • a000000 Re: Dylemat moralno - towarzyski 27.08.07, 23:17
        Zgadzam się ze stanowiskiem Diabolcia.
        • lynx.rufus Re: Dylemat moralno - towarzyski 28.08.07, 00:30
          a000000 napisała:

          > Zgadzam się ze stanowiskiem Diabolcia.

          A co odpowiadasz na pytanie najlepszej przyjaciółki: "I Ty wiedziałaś?!", kiedy
          już się dowie? Tak się pytam...

          gente Ruthenus natione Polonus Lynx Rufus
          • a000000 Re: Dylemat moralno - towarzyski 28.08.07, 00:47
            nikt nigdy nie zna całości sprawy - uznam, że przyjaciółka nie
            chciała psuć jeszcze bardziej....
            Ja przyjaciółce bym nie doniosła - z powodu możliwości pogorszenia
            sytuacji. Często "życzliwe" przestrogi psują małżeństwa, które
            miałyby szansę na przeżycie...
            • monikaannaj Re: Dylemat moralno - towarzyski 28.08.07, 09:49
              a ja prawdę mówiąc nie wyobrażam sobie.że mozna zupełnie nic nie
              robic tylko czekac az przyjaciłka wracajac wczesniej obejrzy sobie
              męza kopulującego na kanapie z inna panią, dostanie nie wiadomo skąd
              choroby wenerycznej, albo usłyszy od małolaty stojącej na progu, ze
              w zawiniątku jest braciszek jej dzieci.

              PS. a gdyby nie chodziło o zdradę tylko o np. hazard. tez
              czekalibyście spokojnie az do przyjaciólki zapuka komornik?
              • a000000 Re: Dylemat moralno - towarzyski 28.08.07, 11:57
                nie, hazard to choroba psychiczna - uzależnienie. Im wcześniej się leczy tym
                większe szanse.
                • monikaannaj Re: Dylemat moralno - towarzyski 28.08.07, 12:01
                  Im wcześniej się leczy tym
                  > większe szanse.


                  a ze zdradą odwrotnie? Im dłużej małżonka tkwi w nieswiadomości -
                  tym lepiej?

                  Ciekawe jak wyglądałyby twoje rozmowy z przyjaciólka np. na temat
                  jej męza gdybyś wiedziała o jego podwójnym zyciu...
                  • a000000 Re: Dylemat moralno - towarzyski 28.08.07, 14:54
                    nie, Moniko, to nie tak. Musiałabym WIDZIEĆ zdradę - same pogłoski to zbyt mało.
                    A jak wiesz - ludzie uwielbiają plotki. Poza tym - zdrada to sprawa WEWNĄTRZ
                    małżeńska. Często taki skok w bok nie ma żadnego znaczenia dla zdradzającego - a
                    powiadomienie drugiej strony potrafi rozbić rodzinę, ucierpią NIEWINNE dzieci.

                    Gdyby osoba zdradzana była mi osobą bardzo bliską - wiedziałabym w jakim stanie
                    jest jej małżeństwo i czy żona coś podejrzewa. Gdybym WIDZIAŁA zdradę - być może
                    ostrożnie nakierowałabym żonę aby sama odkryła. Ale z jęzorem nie polecę, to nie
                    w moim stylu.
                    Uczucia między ludźmi to są bardzo delikatne sprawy - nie ma tam miejsca na
                    osoby trzecie.
                    • monikaannaj Re: Dylemat moralno - towarzyski 28.08.07, 15:11
                      ja coś pisałam o plotkach? Pisałam że nie wyobrazm sobie herbatek i
                      przyjacielskiego ple ple o niczym w sytuacji gdy WIEM, ze
                      przyjaciółka jest zdradzana.

                      Często taki skok w bok nie ma żadnego znaczenia dla zdradzającego -
                      > a
                      > powiadomienie drugiej strony potrafi rozbić rodzinę, ucierpią
                      NIEWINNE dzieci.


                      nawet nie mm siły wyobrazac sobie że nagle orientuję sie iz moja
                      przyjaciólka ma meża dla którego seks z inna kobietą nic nie
                      znaczy... a ona ciągle sypia z tym facetem nieświadoma - więc nie
                      martwiąca sie czy w kontaktach z innymi paniami używa on
                      prezwratyw, czy sprawdza czy aby na pewno nie mają one opryszczki...
                      Ohyda.
                      Nie mogę tez sobie wyobrazić ze w takiej sytuacji rzucam jedynie
                      niejednoznaczne teksciki czekając aż ona sie sama domyśli ( on w tym
                      czasie przespi sie z kochanką czy prostytutką jescze kiladziesiąt
                      razy,) bo to brzydko latać z jezorem..
                      • kora3 Re: Dylemat moralno - towarzyski 28.08.07, 17:54
                        monikaannaj napisała:

                        > ja coś pisałam o plotkach? Pisałam że nie wyobrazm sobie herbatek i
                        > przyjacielskiego ple ple o niczym w sytuacji gdy WIEM, ze
                        > przyjaciółka jest zdradzana.

                        No wlasnie! Nie wyobrazam sobie uczestnictwa w takim przedstawieniu, nawet jesli
                        nie szłoby o przyjaciółke, ale zwyczajną kolezanke. ie cierpie obłudy i nie
                        byłoby mnie na to stać - nie poszłabym w tym towarzystwie. Kropka
                        >
                        > Często taki skok w bok nie ma żadnego znaczenia dla zdradzającego -
                        > > a
                        > > powiadomienie drugiej strony potrafi rozbić rodzinę, ucierpią
                        > NIEWINNE dzieci

                        >
                        >
                        > nawet nie mm siły wyobrazac sobie że nagle orientuję sie iz moja
                        > przyjaciólka ma meża dla którego seks z inna kobietą nic nie
                        > znaczy... a ona ciągle sypia z tym facetem nieświadoma - więc nie
                        > martwiąca sie czy w kontaktach z innymi paniami używa on
                        > prezwratyw, czy sprawdza czy aby na pewno nie mają one opryszczki...
                        > Ohyda.

                        racja !

                        > Nie mogę tez sobie wyobrazić ze w takiej sytuacji rzucam jedynie
                        > niejednoznaczne teksciki czekając aż ona sie sama domyśli ( on w tym
                        > czasie przespi sie z kochanką czy prostytutką jescze kiladziesiąt
                        > razy,) bo to brzydko latać z jezorem..

                        tyż racja !
                      • diabollo Re: Dylemat moralno - towarzyski 28.08.07, 18:51
                        monikaannaj napisała:

                        > nawet nie mm siły wyobrazac sobie że nagle orientuję sie iz moja
                        > przyjaciólka ma meża dla którego seks z inna kobietą nic nie
                        > znaczy... a ona ciągle sypia z tym facetem nieświadoma - więc nie
                        > martwiąca sie czy w kontaktach z innymi paniami używa on
                        > prezwratyw, czy sprawdza czy aby na pewno nie mają one opryszczki...
                        > Ohyda.
                        > Nie mogę tez sobie wyobrazić ze w takiej sytuacji rzucam jedynie
                        > niejednoznaczne teksciki czekając aż ona sie sama domyśli ( on w tym
                        > czasie przespi sie z kochanką czy prostytutką jescze kiladziesiąt
                        > razy,) bo to brzydko latać z jezorem..

                        Czcigodna Monikoannaj,

                        Byłyby jaja, gdybyś tak podzieliła się swoim wstrętem owej przyjaciółce i
                        opowiedziała jej o zdradach męża, na co by Ci przyjaciółka odpowiedziała, abyś
                        się odpierdoliła od niej i jej rodziny...

                        Jest to reakcja wysoce prawdopodobna, bo wielu ludzi, może większość (o ile nie
                        są maniakalnie zazdrośni i nie mają zbolałego, pokieraszowanego, niepewnego i
                        zdołowanego ego), otóż większość ludzi nie chce dowiadywać się takich rzeczy.

                        Weźmy przykład pierwszy z brzegu, czyli mój. Osobiście to takiego
                        przyjacielskiego "życzliwego", który "oświeciłby" mnie w kwestii zdrad mojej
                        żony stłukłbym dotkliwie po ryju za brak szacunku do najbliższej mi osoby.

                        Inna sprawa, że co to za związki, o których wszyscy dookoła wiedzą o zdradzie
                        jednego z partnerów?
                        Jakaś infantylna dziecinada chyba nie związek? Tym bardziej nie wolno wtrącać
                        się w życie tak niedojrzałych ludzi, na tej samej zasadzie jak chyba głupio
                        ingerować w świat dzieci i mówić swojemu dziecku: "nie baw się z Jasiem, bo
                        słyszałem, że on Cię, moje dziecko, nie lubi".

                        Choć najczęściej to jest tak, że ludzie mają świra na punkcie życia erotycznego
                        innych, tworzą i powtarzają fantastyczne plotki na podstawie tego "jak on na nią
                        patrzy", "jak się o niego otarła", etc.

                        No i w ogóle gdzie się podziali ci dżentelmeni i te damy jak z tej chyba już
                        opisywanej przeze mnie anegdoty, kiedy żona niespodziewanie dla wszystkich wraca
                        wcześniej nad ranem do domu i spotyka męża spiącego z inną kobietą we własnym
                        łóżku. Cicho wraca do kuchni i przygotowuje śniadanie. Kiedy wszystko jest
                        gotowe delikatnie puka w drzi własnej sypialni i mówi:
                        "Kochanie, zapłać tej pani i chodź na dół, śniadanie już gotowe".

                        Kłaniam się nisko.
                        • monikaannaj Re: Dylemat moralno - towarzyski 28.08.07, 19:11
                          Nie mam raczej prztyjaciółek o twoim poziomie chamstwa, ale fakt, że
                          w emocjach wulgarne słówa nie s a niczym wyjątkowym.
                          Liczyłabym sie z taką reakcją, bo masz rację - ludzie nawet do
                          lekarza nie chodzą mimo niepokojących objawów bo nie chca usłyszeć
                          niczego nieprzyjemnego. jednak zdecydowanie wolałbym żeby
                          przyjaciółka dowiedziała sie tego ode mnie niż od wenerologa albo
                          od noiwej narzeczonej męza..

                          żona niespodziewanie dla wszystkich wrac
                          > a
                          > wcześniej nad ranem do domu i spotyka męża spiącego z inną kobietą
                          we własnym
                          > łóżku. Cicho wraca do kuchni i przygotowuje śniadanie. Kiedy
                          wszystko jest
                          > gotowe delikatnie puka w drzi własnej sypialni i mówi:
                          > "Kochanie, zapłać tej pani i chodź na dół, śniadanie już gotowe".

                          Załosna istota która opisujesz nie jest żadną damą. jest idiotką.
                          • diabollo Re: Dylemat moralno - towarzyski 28.08.07, 19:23
                            monikaannaj napisała:

                            > Nie mam raczej prztyjaciółek o twoim poziomie chamstwa, ale fakt, że
                            > w emocjach wulgarne słówa nie s a niczym wyjątkowym.
                            > Liczyłabym sie z taką reakcją, bo masz rację - ludzie nawet do
                            > lekarza nie chodzą mimo niepokojących objawów bo nie chca usłyszeć
                            > niczego nieprzyjemnego. jednak zdecydowanie wolałbym żeby
                            > przyjaciółka dowiedziała sie tego ode mnie niż od wenerologa albo
                            > od noiwej narzeczonej męza..
                            >
                            > żona niespodziewanie dla wszystkich wrac
                            > > a
                            > > wcześniej nad ranem do domu i spotyka męża spiącego z inną kobietą
                            > we własnym
                            > > łóżku. Cicho wraca do kuchni i przygotowuje śniadanie. Kiedy
                            > wszystko jest
                            > > gotowe delikatnie puka w drzi własnej sypialni i mówi:
                            > > "Kochanie, zapłać tej pani i chodź na dół, śniadanie już gotowe".
                            >
                            > Załosna istota która opisujesz nie jest żadną damą. jest idiotką.

                            Dlaczego idiotką? Skąd wiesz jakie wyciągnęła konsekwencje w stosunku do męża
                            kiedy ta pani wyszła?

                            Kiedyś czytałem pana Starowicza, że pisał o idiotach, którzy z każdą zdradą lecą
                            do partnera i o niej opowiadają i obiecują poprawę...

                            Rzeczywiście mogą sobie wtedy robić testy na choroby weneryczne.

                            Kłaniam się nisko.
                            • kora3 Re: Dylemat moralno - towarzyski 28.08.07, 20:27
                              diabollo napisał:

                              >
                              > Dlaczego idiotką? Skąd wiesz jakie wyciągnęła konsekwencje w stosunku do męża
                              > kiedy ta pani wyszła?

                              Wg mnie Diabollciu to Monika użyła pewnego skrotu myslowego w tej wypowiedzi.

                              Z anegdoty wynika, ze pani jeszzce sniadanko zrobila, no, ale klasy nie ma ,
                              powinna i pania zaprosic, skoro tak miła i nie sugerowac złośliwie, ze pani jest
                              prostytutką ...

                              Ta anegdotka Diabollo jest moze i smieszna, ale dosc wyraźnie pokazuje pewnien
                              dosc powszechny u kobiet mechanizm.
                              Mianowicie tak, ze jak ON (ach ten jedyny, wspaniały) zdradza to ZAWSZE WINNA
                              JEST ONA (glupia, wredna szmata). Na niej należy się wyzyć, jemu wybaczyć, bo
                              on taki zagubiony, widać mu czegoś brakowało, taki bieduś...

                              Tymczasem niemal ZAWSZE wiekszej chyba lojalnosci oczekujemy od swojego
                              partnera, niż od przykladowo nieznanej nam i w dodatku niewiadomo, czy
                              świadomej, że jest kochanką, kobiety?
                              Tak byłoby logicznie, nie?
                              Faceci z reguły wunią partnerki za dzradę, ze "szwagrem" potrafia się i napić :).
                              Oczywiscie sytuacje są rozne - gdy obiekt zdrady naszego partnera/rki sam jest
                              do nas agresywny, obłuddny, kopie pod nami, albo jest bliską nam osoba - to
                              pewnie, ze trudno nam jego/jej nie winic.

                              Nie uwazasz, ze ta dama :) powinna zapytać "A czy poinformowałes panią, że
                              jesteś zonaty i to NASZE łozko?" - wszak nalezałoby od tego wyjsć, nieprawdaż?
                              Dlazcego zaraz podejrzwać miałaby dama, że to k***a i w ogóle wie, ze na
                              codzień, albio co noc to łozko jest łożkiem takze innej kobiety? hmm?:)

                              >
                              > Kiedyś czytałem pana Starowicza, że pisał o idiotach, którzy z każdą zdradą lec
                              > ą
                              > do partnera i o niej opowiadają i obiecują poprawę...
                              >
                              > Rzeczywiście mogą sobie wtedy robić testy na choroby weneryczne.

                              No to tu idioci dobrali sobie idiotow - sorry za sczerosc :)
                              >
                              > Kłaniam się nisko.
                          • kora3 Re: Dylemat moralno - towarzyski 28.08.07, 20:11
                            monikaannaj napisała:
                            jednak zdecydowanie wolałbym żeby
                            > przyjaciółka dowiedziała sie tego ode mnie niż od wenerologa albo
                            > od noiwej narzeczonej męza..

                            :) Gdy emocvje już oapdna, jak po wielkiej bitwie kurz , mądry czlowiek
                            podziękuje przyjacielowi za takie "wtrącanie sie", glupi - zerwie kontakty i
                            przyleci klamkować po 7 następnych zdraddach, bo 8 juz nie bedzie w stanie
                            wybaczyć "sktuszonej" polowce :)
                            >
                            >
                            > > gotowe delikatnie puka w drzi własnej sypialni i mówi:
                            > > "Kochanie, zapłać tej pani i chodź na dół, śniadanie już gotowe".
                            >
                            > Załosna istota która opisujesz nie jest żadną damą. jest idiotką.

                            Monika :) to jak sam Diabollo pisze ANEGDOTA - znasz kogoś takiego?

                            W mojej rodzinie dalszej, jest babka, ktora tak nakryla swego pierwszego meża
                            ...wrócila właśnie od gina w 8 miesiącu była.
                            Z natury swej to spokojna babka, ale jak sama opowiadała, wtedy to jakaś taka w
                            ogóle wytłumiona była, bo ja zatkało zwyzcajnie. Faktycznie zamkneła drzwi
                            spokojnie, poszła do kuchni, napisła się wody i wyszła bez slowa.
                            Piowlokła się do swojej siostry, której powiedziała, ze nie chce rozmawiac z
                            mezem, gdyby sie pojawil, albo dzwonil, tylko tyle. Zero krzykow, łez ,
                            histerii, czegokolwiek, po prostu siedziała.
                            Dziecko urodzone przedwcześnie tego samego dnia nie pzreżyło:(
                            Z męzem kobieta byla w stanie stanąc twarzą w twazr na rozwozdie.
                            Są "spokojni" ludzie
                        • kora3 Re: Dylemat moralno - towarzyski 28.08.07, 20:01
                          diabollo napisał:


                          > Czcigodna Monikoannaj,
                          >
                          > Byłyby jaja, gdybyś tak podzieliła się swoim wstrętem owej przyjaciółce i
                          > opowiedziała jej o zdradach męża, na co by Ci przyjaciółka odpowiedziała, abyś
                          > się odpierdoliła od niej i jej rodziny...

                          Diabollo, jasne, takie ryzyko istnieje, choc ja sobie go nie wyobrazam w kregu
                          MOICH przyjaciół - przyznaję.

                          Gdyby tak powiedziała - ok- to znaczy, ze:
                          a) już wie i zgrywa, ze nie wie
                          B) wie, ale jej to zwisa
                          c) wie wie i udaje ze jej to zwisa
                          d) nie wierzy, bo jest wpatrzona w partnera, jak w obraz ...

                          Do kazdej z tych postaw - ma prawo, tak samo, jak do prywatnosci - jasne.

                          Jednak wg mnie przyjaźń (prawdziwa) nie zzwyczajna znajomisc typu czeste
                          grilllowanie, dzieci w podobnym wieku i podobna muzyka, jakiej sie słucha,
                          ewentualnie hobby, jest przeslanka do tego, by choc spróbowac wybadać sytuację.
                          Wg mnie trzeba spróbować i tyle.

                          >
                          > Jest to reakcja wysoce prawdopodobna, bo wielu ludzi, może większość (o ile nie
                          > są maniakalnie zazdrośni i nie mają zbolałego, pokieraszowanego, niepewnego i
                          > zdołowanego ego), otóż większość ludzi nie chce dowiadywać się takich rzeczy.

                          Moze mam zbolałe i pokiereszowane ego :) - trudno, trza dalej żyć.
                          Zwłaszca, ze mineło już sporo zcasu :) a ja nadal żyje i nie zaczełam takiego
                          wątku 2 lata temu, ale teraz bo na podobne natknelam się na innych forach ...

                          Ale tak, zcy owak - wolałabym takie coś wiedzieć i nie tylko tacie coś, ale np.
                          także to, ze m,nie chca zwolnić z pracy, ze ktoś mi d*** myje, ze szykowana jest
                          na mnie prowokacja (modne teraz takie:), ze ktos moze planowac oszukac mnie w
                          interesach.
                          Wszystko to chcialabym wiedzieć! Chociaz nie wywalono mnie z roboty, nie
                          oszukano w interesach, nie było przeciow mnie prowokacji:) wiec moze to nie ejst
                          tylko ta pokieroeszowana duma ?:)
                          Od przyjaciela oczekiwalabym, ze mi o tych rzeczach powie, ostrzeże, poradzi ...

                          > Weźmy przykład pierwszy z brzegu, czyli mój. Osobiście to takiego
                          > przyjacielskiego "życzliwego", który "oświeciłby" mnie w kwestii zdrad mojej
                          > żony stłukłbym dotkliwie po ryju za brak szacunku do najbliższej mi osoby.

                          Chwała ci Diabollo, ok ...
                          A gdyby jakiś przyjaciel zapytal po prostu "A gdzie stary Twoja żona?" a ty
                          odpowiedziałbys "A od tygodnia w delegacji w X" a on "Hmmm serio? Dziwne, bo
                          wczoraj widzialem ją w centrum" to też dostalby po ryju?

                          W taki sposób od KLIENTA odwiedzającego firmę koleznka dowiedziała się, ze mąż
                          ją zdradza. Gość wcale nie miał zamiaru tego zdradzać, ani nawet nie mial
                          wiedzy, ze to zaraz taka sprawa. Ot zapytal zwyczaja znajomą, czy sie
                          przeprowadziła na jego osiedle, bo wiedzial, ze tam nie meiszka. Powiedzuiała,
                          ze nie, ale zapytala dlaczego pyta, wtedy on wspomnial, ze widfział tam jej meza
                          trzepiacego dywany, robiacego zakupy. Przeciez mógl tam być u matki, siostry,
                          brata, kuzynostwa, wujka - kogokolwiek z rodziny i pomagać, nie?
                          Ale ją to zastanowiło, bo oficjalnie to byl w delegacji :)
                          Diabollo nie odbierz tego do siebie i swego zwiazku - z tym pytaniem kupla, to
                          był przyklad ....
                          >
                          > Inna sprawa, że co to za związki, o których wszyscy dookoła wiedzą o zdradzie

                          No wlasnie, wlasnie ...

                          > Choć najczęściej to jest tak, że ludzie mają świra na punkcie życia erotycznego
                          > innych, tworzą i powtarzają fantastyczne plotki na podstawie tego "jak on na ni
                          > ą
                          > patrzy", "jak się o niego otarła", etc.

                          Diabollo, ustalmy, ze wszyscy mówimy o sytuacji, ze widzieliśmy coś takiego, co
                          EWIDENTNIE swidczy o zdrazdie, ok ?
                          O plotach i głupotachj wymyślanych, nie rozmawiamy teraz :)

                          >
                          > Cicho wraca do kuchni i przygotowuje śniadanie. Kiedy wszystko jest
                          > gotowe delikatnie puka w drzi własnej sypialni i mówi:
                          > "Kochanie, zapłać tej pani i chodź na dół, śniadanie już gotowe".
                          >
                          A sa, sa Diabollo, tyle, ze oni mają gdzies wiernosc swych partnerow i nie muszą
                          być wcale damami, ani gentalmanami, tylko lubią swingować np. :)
                    • kochanica-francuza ... albo zdradzającej? 28.08.07, 16:22

                      > małżeńska. Często taki skok w bok nie ma żadnego znaczenia dla zdradzającego -

                      To po grzyba jasnego przysięgał wierność?
                    • kora3 Re: Dylemat moralno - towarzyski 28.08.07, 18:07
                      a000000 napisała:

                      Musiałabym WIDZIEĆ zdradę - same pogłoski to zbyt mało

                      Ale Azercia - nie mówimy o plotkach z 3 reki, sama napisalam, ze takowe do mnie
                      dotarły w temacie meża mej bliskiej kolezanki, ale ja nie widziałam takiej
                      sytuacji (inna sparwa,z e nie mialam okazji). Mówiły mi to osoby wiarygodne
                      (potem sie potwierdziiło), ale one też znaly te kolezanke blisko, wiec skoro
                      widziały to powinny one powiedziec, a nie ja ploty nosić.
                      Jednak chyba nie musisz widzieć aktu seksualnego, zeby wiedzieć, Jesli ludzie
                      się całuja namiętnie gdzieś po katach, sciaskaja, wychodzą na 2 godziny z firmy,
                      a potem wracają niby "osobno", ale w odstępie 10 min:) dzwonią to siebie co pare
                      minut to chyba zcaisz bazę ?:)

                      > .
                      > A jak wiesz - ludzie uwielbiają plotki. Poza tym - zdrada to sprawa WEWNĄTRZ
                      > małżeńska. Często taki skok w bok nie ma żadnego znaczenia dla zdradzającego -
                      > a
                      > powiadomienie drugiej strony potrafi rozbić rodzinę, ucierpią NIEWINNE dzieci.

                      la zdrazdającego mzoe sobie mieć, albo nie mieć znaczenia - tak robi i cześć.
                      Ciekawe kto chciałby być na miescu zdradzanego? Czy dla niego to tez nie ma
                      żadnegio znaczenia, ze z przeproszeniem śpi z kimś, kto robi to z kimś innym
                      pare godzin wczesniej ?
                      z kimś kto go oszukuje?
                      Dzieci? Hmmm sorry, ale czy zdradzający o ile mają dzieci nie są pierwszymi
                      osobami, które powinny o NICH myśleć?
                      Dlaczego dziecko jakiejś baby, czy faceta ma byc dla mnie waznjiejsze niż moja
                      przyjaciółka, brat, siostra ? Dlazcego ma byc dla mnie wazniehjsze niż sorry,
                      ale w tej kwestii dla WLASNEGO OJCA , ZCY MATKI ?
                      A czy moja niezdradzająca i niczego nieświadoma kolezanka jest WINNA, zeby ja
                      kolo ciał po rogach i narazał na zakazenie czymś i upokorzenie?
                      Uwazasz, ze wine za rozbicie rodziny i cierpienie niewinnych dzieci poniesie
                      ten, kto nie chce byc cięty po rogach?
                      Przeciez nawet jeśli kolezanka si dowie, ale dla dobra dzieci zechce posostać w
                      takim czymś to zostanie.
                      Albo po rozmowie z nią i zagrozeniu odejsciem mąż się spamięta i przestanie?
                      A tak to jest nieświadoma :( Jest w sytuacji czlowieka, który nie kieruje swoim
                      zyciem.

                      > Uczucia między ludźmi to są bardzo delikatne sprawy - nie ma tam miejsca na
                      > osoby trzecie.

                      Nigdy w życiu nie wybazcyłabym bliskiej mi osobie milczenoa, gdyby wiedziala.
                      Osoby, które wiedzialy i nie mówiły , a niektóre świetnie sie zapewne bawiły w
                      gronie dwojga rogazcy i pary zakochanych , nie są moimi przyjaciówlmi, wiec nie
                      mam zalu, ze nie chcialy sobie riobic kwasu w miejscu pracy. Nie umeim
                      zrozumieć, jak mogly jedank okazywać mi np. serdecznosc, jak mogły zlożyć
                      patrzac w oczy noworoczne zyczenia szczescia - to sa zwyczajne świnie i dlatego
                      żadnych kontaktów towarzyskich z tą ekipa nie utrzymuję, odpowiadam na "czesc".
                      Paradoksalnie, najmniej mam zalu do pewnehj kobitki, która nie ejst przeze mnie
                      lubiana :) i wzcesniej też nie była. Najmniej mam, bo ona nigdy mi sie nie
                      narzucala, nie zgrywala wielkiej kumpelki i bya przyjaciówłką mojego
                      ekspartnera- w tej sytuacji rozumiem, że chrioniła jego i jego tajemnicę.
      • kora3 wiesz Diabollo ... 28.08.07, 18:14
        diabollo napisał:

        > Nic nie robimy.
        >
        > Uchowaj nas Boże przed "życzliwymi", z wrogami poradzimy sobie sami.
        >
        Niestety, jak napisalam, zaliczylam to :(
        I to wyjątkowo perfidnie, bo z babą, którą znałam i któta udawała wielką moją
        kolezankę - imprezy, zaproszenia, ZWIERZENIA...
        asne- najwiekszy zal mialam (miałam bo było mineło,) do eks partnera, ale do
        niej też (pzrez to glupie zachowanie, nie przez sam fakt - skoro ja wybtrał to
        pewnie lepsza byla :), ale do znajomych ludzi też ...
        Tyle zcasu to trwało, oni wiedzieli (pracują z nimi) wszyscy tacy kochani,
        ereczni , a śmiali sie za moimi plecami. TTypowe dla sorry, ale wieśniurów
        małomiasteczkowych :(
        Wołałabym chociaz sygnal dostac, aluzje, cokolwiek .. a tak to czułam sie total
        opuszczona i upokorzona :(
        • diabollo Re: wiesz Diabollo ... 28.08.07, 19:17
          kora3 napisała:

          > diabollo napisał:
          >
          > > Nic nie robimy.
          > >
          > > Uchowaj nas Boże przed "życzliwymi", z wrogami poradzimy sobie sami.
          > >
          > Niestety, jak napisalam, zaliczylam to :(
          > I to wyjątkowo perfidnie, bo z babą, którą znałam i któta udawała wielką moją
          > kolezankę - imprezy, zaproszenia, ZWIERZENIA...
          > asne- najwiekszy zal mialam (miałam bo było mineło,) do eks partnera, ale do
          > niej też (pzrez to glupie zachowanie, nie przez sam fakt - skoro ja wybtrał to
          > pewnie lepsza byla :), ale do znajomych ludzi też ...

          Przepiękna Koro, w cale nie była lepsza! Przecież to absurd.
          Zwierzę Ci się jak mężczyzna, choć ten niezdradzający.
          Otóż moja żona jest najinteligentniejszą osobą jaką znam w dodatku jest
          niesamowicie piękna, o innych zaletach zamilczę... no więc gdybym miał określić
          potencjalną kochankę do zdrady to napewno nie byłaby ani piękna, ani chudsza,
          ani młodsza, no i z definicji trudno byłoby o mądrzejszą.

          > Tyle zcasu to trwało, oni wiedzieli (pracują z nimi) wszyscy tacy kochani,
          > ereczni , a śmiali sie za moimi plecami.

          E, tam się śmiali, po prostu podniecali się cudzym życiem, co jest oczywiście
          perwersyjne w stylu, jaki mi perwersyjnie nie odpowiada.

          TTypowe dla sorry, ale wieśniurów
          > małomiasteczkowych :(
          > Wołałabym chociaz sygnal dostac, aluzje, cokolwiek .. a tak to czułam sie total
          > opuszczona i upokorzona :(

          Twój eks przegiął, mieliście kryzys związku, który doprowadził do ostatecznego
          zerwania, choć odnoszę pewne wrażenie, że tak jak zdrada tego dupka równie mocno
          zabolało Cię to, że był takim nieodpowiedzialnym idiotą, że wszyscy o tym
          wiedzieli, oprócz Ciebie.
          Rzeczywiście, brak słów.

          Kłaniam się nisko.
          • kora3 Re: wiesz Diabollo ... 28.08.07, 19:37
            diabollo napisał:

            >
            > Przepiękna Koro, w cale nie była lepsza! Przecież to absurd.

            Cudny Diabollo :)
            Była, nie byla - to juz dla mnie bez znaczenia :)
            To nie był "skok w bok", ale długotrwaly romans, to znaczy relatywnie
            długotrwaly, bo nasz zwiazek do mementu, kiedy się dowiedziałam , trwal dwa lata...
            Nie ejstem zarozumiala- ta osoba nie ejst ode mnie ani młodsza, ani
            szczuplejsza, ani ladniejsza, ani bardziej zadbana, ani mądrzejsza, ani nawwt
            bardziej sympatyczna - tio nie jest moja opinia, tylko ludzi, którzy znają ja od
            wielu lat.
            To bardzo nielubiana kobita i trudno sie zdiwić, bo pełna jadu, zawisci, lubi
            intrygi ...
            Samo za siebie mówi to, ze nie ma ona dosłownie zadnych przyjaciół, ani nnawet
            znajomych chcących z nią poklachać i isc na kawe, zcy piwo.
            Ma jednak pewną cechę, która była ważna dla mojego eks partnera, sam mi
            poweudział :)
            On jest dla niej dosłownie WSZYSTKIM, darem niebios. Dla mnei też byl wszystkim,
            ale ja poza nim miałam znajomych:)
            Nie zrozum tego źle- jej nikt nie bwdzie podrywal, ani z nia flirtował, nikt
            tajemniczy nie wyslę walentynki, nikt też nie powie, ze ona coś lepiej od niego
            robi, chocby nawiazuje kontakty z ludźmi.
            Dla mnie zwiazek z nim był czyms wspaniałym, owszem, dla niej jedynym zwiazkiem
            poza zawartym zwiazkiem malzeńskkim ...
            Myślę,z e mimo chaotycznego opisu, wiesz o co biega o przecudny ...

            > Zwierzę Ci się jak mężczyzna, choć ten niezdradzający.

            Jak ja Cię lubię przystojniaku! Tak 3maj!

            > Otóż moja żona jest najinteligentniejszą osobą jaką znam w dodatku jest
            > niesamowicie piękna, o innych zaletach zamilczę... no więc gdybym miał określić
            > potencjalną kochankę do zdrady to napewno nie byłaby ani piękna, ani chudsza,
            > ani młodsza, no i z definicji trudno byłoby o mądrzejszą.

            Gratuluje i nie dziwię się, zeście siebie wybrali :)

            >
            > > Tyle zcasu to trwało, oni wiedzieli (pracują z nimi) wszyscy tacy kochani
            > ,
            > > ereczni , a śmiali sie za moimi plecami.
            >
            > E, tam się śmiali, po prostu podniecali się cudzym życiem, co jest oczywiście
            > perwersyjne w stylu, jaki mi perwersyjnie nie odpowiada.

            Śmiali się i ze mnie i z jej meza i z ..nich samych - takie kreaturki :)

            >
            > TTypowe dla sorry, ale wieśniurów
            > > małomiasteczkowych :(
            > > Wołałabym chociaz sygnal dostac, aluzje, cokolwiek .. a tak to czułam sie
            > total
            > > opuszczona i upokorzona :(
            >
            > Twój eks przegiął, mieliście kryzys związku, który doprowadził do ostatecznego
            > zerwania, choć odnoszę pewne wrażenie, że tak jak zdrada tego dupka równie mocn
            > o
            > zabolało Cię to, że był takim nieodpowiedzialnym idiotą, że wszyscy o tym
            > wiedzieli, oprócz Ciebie.
            > Rzeczywiście, brak słów.

            Wiesz co Diabollo:)
            Masz troche racji, urazona duma tu też grala :)
            Ale jeszcze coś glębszego.
            Żeby zostać moim partnerem, trzeba sie ze mną :) zaprzyjaźnić. Z nim znaliśmy
            sie pare dobrych lat, jako kumple.
            Jego zachowanie odbieglo calkowicie od składanych deklaracji, i to nie tylko
            tych skladanych kobiecie - partnerce, ale także tych wyglaszanych do kobiety -
            kumpla ( w zcasach kiedy naprawde ani nam sie siło, ze kiedykolwiek moglibyśmy
            być parą).
            Najbardziej zabolał mnie brak lojalnosci :(
            W tamtym czasie , ogolnie mówiąc, nie bylam łatwą partnerka do życia -
            przyznaję ...
            nawet bardzo trudną, ale mimo to uwazam, ze zasługiwalam na coś wiecej niż
            oszukiwanie, na szczerą rozmowę np. :)
            Jak pisze - było minelo ...
            Jestem od niedawna znowu z kimś, ostroznie- przyznaję:)
            Czas pokaze:)

            Pozdrawiam :)
    • herbarium Re: Dylemat moralno - towarzyski 28.08.07, 12:56
      Musiałabym wiedzieć NA PEWNO, że to jest romans. A w tej kwestii zdarza się, że
      krążą najbardziej fantastyczne plotki. Tzn. musiałabym nakryć in flagranti
      romansujących.
      • kora3 Re: Dylemat moralno - towarzyski 28.08.07, 17:47
        A nie wystarczyłoby, gdybys np. zobaczyla, ze się namiętnie calują, obsciskują w
        kącie biurowego pokoju, dostałabyś np. przypadkiem maila ze szczegółówym opisem
        ostatniej rozbieranej randki i wyznaniami?

        Nie uwierzysz, ale ja osobiscie znam ludzi tak sie zachowujących - zero
        dyskrecji przy znajomych.
        • diabollo Re: Dylemat moralno - towarzyski 28.08.07, 19:24
          kora3 napisała:

          > A nie wystarczyłoby, gdybys np. zobaczyla, ze się namiętnie calują, obsciskują
          > w
          > kącie biurowego pokoju, dostałabyś np. przypadkiem maila ze szczegółówym opisem
          > ostatniej rozbieranej randki i wyznaniami?
          >
          > Nie uwierzysz, ale ja osobiscie znam ludzi tak sie zachowujących - zero
          > dyskrecji przy znajomych.

          A czyż to Twoja lub moja sprawa, niewiasto?

          Kłaniam się nisko.
          • kora3 Re: Dylemat moralno - towarzyski 28.08.07, 19:42
            diabollo napisał:

            > kora3 napisała:
            >
            > > A nie wystarczyłoby, gdybys np. zobaczyla, ze się namiętnie calują, obsci
            > skują
            > > w
            > > kącie biurowego pokoju, dostałabyś np. przypadkiem maila ze szczegółówym
            > opisem
            > > ostatniej rozbieranej randki i wyznaniami?
            > >
            > > Nie uwierzysz, ale ja osobiscie znam ludzi tak sie zachowujących - zero
            > > dyskrecji przy znajomych.
            >
            > A czyż to Twoja lub moja sprawa, niewiasto?
            >
            No wlasnie nie o szlachetny mezu, ale przyznaj Diabollo, ze taka sytuacja, nawet
            gdyy tak zachowuje się "legalna" para jest dosc niezreczna :)
            Osobiscie niezbyt fajnie sie czuję, jak znajomi przy mnie i moim facecie oraz
            kawiarnianym stoliku, niemal kopulują. Ignoruję, jasne, ale to zenada :(
          • monikaannaj Re: Dylemat moralno - towarzyski 29.08.07, 10:07
            a czym jest dla ciebie przyjaźń diabollo? Na czym polega, skoro gdy
            widzisz żone przyjaciela pozwalającą innemu facetowi czyścic sobie
            migdałki językiem, stwierdzasz że to nie twoja sprawa? Przeciez
            znasz przyjaciela, znasz jego poglądy na zdradę, wiesz czy jest z
            tych co wola stosowac wyparcie czy z tych co raczej odważnie mierzą
            się z rzeczywistością. Tak zupełnie NIC byś nie zrobił?
            Jego życie intymne - nie twoja sprawa. A jego zdrowie? a jego
            finanse - patrzyłbys spokojnie wiedziąc że ktoś bliski go okrada?

            Tak sczerze mówiąc to nie wiem jak dokładnie zachowałabym sie
            wiedząc że mąz zdradza moją przyjaciółkę bo nigdy nie byłam w takiej
            sytuacji. Ale dziwią mnie kategoryczne deklaracje ze nic sie nie
            powinno robic...
        • herbarium Re: Dylemat moralno - towarzyski 29.08.07, 23:37
          Namiętnie całują i obściskują - owszem, uznałabym to za
          przyłapanie "na gorącym uczynku". Ale nie w sytuacji, kiedy np. nie
          mam pewności, czy przytulanie nie jest, np. pocieszaniem
          strapionej/zrozpaczonej/przestraszonej:)
          • kora3 Re: Dylemat moralno - towarzyski 30.08.07, 19:02
            herbarium napisała:

            > Namiętnie całują i obściskują - owszem, uznałabym to za
            > przyłapanie "na gorącym uczynku". Ale nie w sytuacji, kiedy np. nie
            > mam pewności, czy przytulanie nie jest, np. pocieszaniem
            > strapionej/zrozpaczonej/przestraszonej:)

            Ok Herbarium :) jansne, ja też:) - ale z zalozenia mówimy o sytuacji, kiedy masz
            pewnosc, widzialaś i nie było to pocieszanei :)
            • a000000 Re: Dylemat moralno - towarzyski 30.08.07, 19:09
              przemyślałam.

              gdybym miała PEWNOŚĆ - będąc koleżanką z pracy - bym milczała. Korciu, w pracy
              nie ma przyjaciół, możesz mi wierzyć na słowo. Praca, szczególnie Twoja, to
              konkurencja.
              Gdyby chodziło o siostrę - najpierw bym ostrzegła szwagra, że wiem i jak się nie
              przyzna, to...
              Gdyby chodziło o przyjaciółkę - najpierw bym poszła do jej siostry/brata lub
              matki/ojca na naradę.
              • kora3 Re: Dylemat moralno - towarzyski 30.08.07, 20:07
                a000000 napisała:

                > przemyślałam.
                >
                > gdybym miała PEWNOŚĆ - będąc koleżanką z pracy - bym milczała. Korciu, w pracy
                > nie ma przyjaciół, możesz mi wierzyć na słowo. Praca, szczególnie Twoja, to
                > konkurencja.

                Azerciu, ja nie uwazam, bym tutaj miala jakiś przyjaciół, mam natomiast dobrych
                znajomych. Wg mnie mieszkam tu i znam ludzi za krótko, by zaraz o przyjaźni mówic.
                W pracy też mozna się przyjaźnic, to znaczy z ludźmi z pracy, wiem, bo mam
                przyjaciółke, która własnie w pracy poznałam :)

                Hitoria o ktorej pisałam, bliskiej kolezanki, nie dotyczyla osoby z pracy,
                akurat. Ale musze Ci powiedzieć, ze pracuję tutaj w malym zespole i moja kumpela
                z parcy w tym amym zawozdie jest bliska moją znajoma i bardzo milą. Soedzamy z
                soba sporo zcasu takze po pracy, a niekeidy pracujemy razem:) Radzimy sie
                siebie, zawodowo i prywatnie, a konkurencji jak dotąd, przez 3 lata nie
                stanowiłysmy dla siebie:) - piszemy zupełnie w innych tematach, mamy podział na
                terytorium i jedna drugiej w życiu w to nie wchodzial, chyba, ze poproszona o
                zastepstwo, zcy pomoc.
                Fakt, ze podobno stanowimy ewenement:) w srodowisku, doszły nas takie sluchy.
                Nam dobrze z tym:)

                > Gdyby chodziło o siostrę - najpierw bym ostrzegła szwagra, że wiem i jak się ni
                > e
                > przyzna, to...
                > Gdyby chodziło o przyjaciółkę - najpierw bym poszła do jej siostry/brata lub
                > matki/ojca na naradę.

                Dzięki za wyrazenie opinii...
                To sa jekieś sposoby
              • hiperrealizm azerzyca 01.09.07, 22:08
                ma rację.
                To co robią twoi wspołpracownicy prywatnie nie powinno ciebie
                obchodzić.
                Ty masz z nimi jak najlepiej wsołpracowac a nie dbać o ich moralność.
                =============
                Inna sprawa jeśli dotyczyło by to kogoś z twojeje rodziny. Wtedy
                trzeba by było podjąć działania.
                • kora3 przepraszam Hiper ... 02.09.07, 09:05
                  a gdzie ja napisalam coś o moralnosci moich współpracowników, bo jakoś tak mnie
                  ex catedra pouczyłeś, a nic takiego nie było ...
                  mozesz jakoś mnie naprowadzić o co chodzi ?:)

                  > ma rację.
                  > To co robią twoi wspołpracownicy prywatnie nie powinno ciebie
                  > obchodzić.
                  > Ty masz z nimi jak najlepiej wsołpracowac a nie dbać o ich moralność.
                  > =============
                  > Inna sprawa jeśli dotyczyło by to kogoś z twojeje rodziny. Wtedy
                  > trzeba by było podjąć działania.
                  >
                  • hiperrealizm jeśli nie chodzi o moralność 03.09.07, 17:27
                    to po co ten watek?
                    • kora3 mam taką sugestię Hiper ... 04.09.07, 08:43
                      hiperrealizm napisał:

                      > to po co ten watek?


                      po prostu przeczytaj o co chodzi w tym watku, nim się wypowiesz, ze
                      chodzi o to, czy tamto, ok?

                      od poczatku tego samego szkoda pisac:) chodzi o dylemat moralny, a
                      nie moralnosc współpracowników, dla wszystkich innych, to było
                      jasne, wiec myslę sobie, ze nie chciało ci się przeczytać nawet
                      przewodniego posta:)
                      • hiperrealizm dobra, niech ci bedzie 05.09.07, 16:22
                        moralność zdradzającego ciebie nie obchodzi.
                        Boli cię jedynie to że nie wiesz jak się zachować w takiej sytuacji.
                        Twój dylemat wynika z dyskomfortu psychicznego w jakim sie znalazłaś.
                        Hmmmm
                        Jak już zdradza to powinie to robić dyskretnie...
                        Tak coby korci na dylematy nie narażać.
                        • kora3 Nie, niech mi bedzie, tylko fakty :) 05.09.07, 20:07
                          hiperrealizm napisał:

                          > moralność zdradzającego ciebie nie obchodzi.

                          nie, bo co ja mam do czyjeś moralnosci?
                          Dorosły czlowiek ma prawo postępować ze SWOIM życiem, jak uwaza. Nie mam
                          mandatu do umoralnianai go ...

                          Ale zdrazdany TEŻ ma prawo postępowac jak uwaza ze swoim życiem, a żeby moc
                          postępowac jak uwaa to powinien wiedzieć w jakiej jest sytuacji, wiec jeśli
                          szłoby o bliska mi osobę, tak, jak pisalam powiedzialabym jej o tym. Nie mam
                          zadnych watpliwosci, przy zachowaniu warunków, ktore podalam, rzezc jasna .

                          > Boli cię jedynie to że nie wiesz jak się zachować w takiej sytuacji.

                          Jak pisałam na początku, nie ejst to tylko mój dylemat, a mój nawet w tej chwili
                          nie wystepuje, bo teraz nie mam takiej sytuacji. Jeśli miałabym , postąpiłabym
                          wg podanych przeze mnie moich kryteriów oceny sytuacji. wiem jak ja bym siez
                          achowala, interesowalo mnie zdanie innych i ich powody, dla kiach zachowaliby
                          się tak, albo inaczej ...

                          > Twój dylemat wynika z dyskomfortu psychicznego w jakim sie znalazłaś.
                          > Hmmmm

                          Hiper, po 1000-kroć:) gdzież ja pisze, ze mam jakiś dylemat i dyskomfort?
                          Przeciez napisałam na samym początku, jak ja uwazam i jak ja zachowałbtym się:)
                          Gdzież tu widzisz dylematy i dyskomforty?
                          Wytłumacz mi, ale jasno , ok ?:)

                          > Jak już zdradza to powinie to robić dyskretnie...
                          > Tak coby korci na dylematy nie narażać.

                          Dalej swoje klepiesz Hiper. Nie chcialo Ci się przeczytać? Ok, nie musisz, ale w
                          takim razie, moze wpowstrzymałbyś się od jakiś "wniosków", bo sa od zcapy
                          całkiem ...

                          Nie umiesz odpowiedziec na pytanie - nie odpowiadaj, a niz wmawiaj komuś jakiś
                          "dylematów" bo to niepoważne :)
    • mamalgosia Re: Dylemat moralno - towarzyski 02.09.07, 14:26
      Przyjaciółce bym powiedziała i tego samego chciałabym od niej.
      Ale co do dalszych znajomych, to nie wiem
      • kora3 Re: Dylemat moralno - towarzyski 02.09.07, 16:19
        mamalgosia napisała:

        > Przyjaciółce bym powiedziała i tego samego chciałabym od niej.
        > Ale co do dalszych znajomych, to nie wiem

        Witaj znów Mamałgosiu, ostatnio malo się udzielasz, ale mam nadzieję, ze
        wszystko u Ciebie ok ?
        Dzięki za wypowiedź ... :)
        oweidzieć "Nie wiem" jest zcasem trudniejsze i wazniejsze niż powiedzenie "tak"
        , abo "nie" ... Nie jest to z mojej strony mysl gleboka zapewne, albo
        oryginalna, ale serio tak uwazam, bo ...ba też nie wiem.. zależałoby od
        okolicznosci
        • mamalgosia Re: Dylemat moralno - towarzyski 02.09.07, 21:16
          Udzielam się gdzie indziej. Ale nie, wesoło nie jest

          Wiesz, kiedyś dość bliska mi osoba nie powiedziała mi o pewnym
          wyjeździe, który miał dla mnie znaczenie. Obie chciałyśmy tam
          jechać, jej sie udało, mnie nie. I nie powiedziała mi, że jej się
          udało. Czułam się oszukana. Czułabym się również oszukana, gdyby
          przyjaciółka nie powiedziała mi tak ważnej rzeczy jak zdrada.

          Ale w każdej innej relacji zupełnie nie wiem, jak bym postąpiła. Na
          pewno nie byłyby to aluzje, jesli już, to na pewno i zawsze tylko
          rozmowa w 4 oczy.
          • kora3 Re: Dylemat moralno - towarzyski 02.09.07, 21:39
            mamalgosia napisała:

            > Udzielam się gdzie indziej.

            aha ..

            Ale nie, wesoło nie jest

            Jeśli chcesz pogadać to pisz na priva.

            > Wiesz, kiedyś dość bliska mi osoba nie powiedziała mi o pewnym
            > wyjeździe, który miał dla mnie znaczenie. Obie chciałyśmy tam
            > jechać, jej sie udało, mnie nie. I nie powiedziała mi, że jej się
            > udało. Czułam się oszukana.
            No własnie tak bywa. Ja sobie zdaję sprawe, ze zcasem ludzie milczą njie tylko z
            powodu "a nie bede się wtrącać", ale też dlatego, ze nie chcą urazić, nie wiedzą
            jaka bedzie reakcja itepe. Moze ta osoba nie powiedziala, by nie czynić Ci
            przyktrośc, tak też mogóo być, ale tak zcy owak wyszło kiepsko, bo wiekszą
            przykrosc mialaś z tego, że ktos nie powiedzial, wygladało to jak ukrywanie, a i
            tak w końcu wychodzi ...

            Czułabym się również oszukana, gdyby
            > przyjaciółka nie powiedziała mi tak ważnej rzeczy jak zdrada.

            Też, ale wiem, ze akurat przyjaciółka by mi powiezdiala ...

            >
            > Ale w każdej innej relacji zupełnie nie wiem, jak bym postąpiła. Na
            > pewno nie byłyby to aluzje, jesli już, to na pewno i zawsze tylko
            > rozmowa w 4 oczy.

            No jasne, o gadaniu przez osoby trzecie ( w co mnie swego zcasu próbowano
            wrobić) jest bez sensu.

            Wiesz , Hiper mi tu walnął trochę ni zgruszki, niz pietruszki :) o niby
            pilnowaniu moralnosci współparcowników, mzoe się czym zasugerował, ale ja nie to
            mialam na mysli ...

            Jak pisałam wczesniej - sama takiej sytuacji doswiadczyłam i nie miałabym
            niczego do współpracowników mojego partnera, gdyby nie pewne okolicznosci.

            Otoż te osoby znaly mnie nie z widzenia, nie z rzadkich jakiś imprez, ale z
            regularnych i czestych spotkań. Z kawek i hernbatek take bez udziału mojego
            ekspartnera (to glownie kolezanki), tudzież z piwek (to i kolzeanki i koledzy),
            pogaduszek mailowych i realnych , tudzież na gg, zakupów i imprez typu bale,
            prywatki, odniska, grille.
            Ja naturalnie rozumiem, ze moze nie chciały się mieszac, ale skoro tak, to nie
            rozumiem jak mogły udawać takie "przyjaźnienie się". Pzryznam się - ja bym nie
            mogla.. No, ale co o nich nawiajać, ajk mj eks zdecydował sie ochoczo isc na
            imprezę z udzialem swojej ukochanej i jej meza (wtedy jeszcze) i mnie oraz paru
            znajomków (z firmy, oblatani w sprawie:). Masochizm ? Sadyzm? Głupotka?:)
    • bja74 Re: Dylemat moralno - towarzyski 03.09.07, 22:19
      Dobrywieczór wszytkim.
      Korciu - podpisuję się pod słowami Diabolla i Azerki.
      Nauczona doświadczeniem. Nie włazi się między ludzi w takich
      momentach. Prawda - jeśli musi, i tak na jaw wyjdzie.

      A ja po sugestii danej przyjaciółce, zeby dała sobie z pewnym panem
      spokój(Pan ów zerwał z mą przyjaciółka duuużo wceśniej) i przestala
      do niego wzdychać, bo on już z inna jest - straciłam przyjacółkę...
      Ona wolała żyć w złudzeniach i karmic się wspomnieniami ich związku
      A już z pewnością nie bya gotowa na przyjęcie faktów.

      Rozumiem Twoją sytuację, ale więcj tego błędu nie popełnię
      • kora3 Re: Dylemat moralno - towarzyski 04.09.07, 08:46
        bja74 napisała:

        > Dobrywieczór wszytkim.

        hej :)
        > Korciu - podpisuję się pod słowami Diabolla i Azerki.
        > Nauczona doświadczeniem. Nie włazi się między ludzi w takich
        > momentach. Prawda - jeśli musi, i tak na jaw wyjdzie.

        dzięki za wypowiedź ...
        straciłam przyjacółkę...
        > Ona wolała żyć w złudzeniach i karmic się wspomnieniami ich
        związku
        > A już z pewnością nie bya gotowa na przyjęcie faktów.

        albo nie wyczułas momentu, ale ten typ juz tak ma ...

        >
        > Rozumiem Twoją sytuację, ale więcj tego błędu nie popełnię

        ale jaką moją sytuacje?:)
        rzezc w tym, ze takowej nie ma ...
        nie mam żadnej takiej sytuacji w tej chwili, p prostu łaziłam troche
        o innych portalach i forach i tego typu dylemat pojawia sie dosc
        czesto, wiec "zapodałam" też tutaj ...:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka