a000000 15.07.08, 09:31 W pierwszym dniu po 219 rocznicy zburzenia Bastylii przyjmij Kochaniczko droga moje wyrazy sympatii i życzenia, abyś w zdrowiu i zamożności doczekała rocznicy trzechsetnej... Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
maria421 Re: Do Kochanicy jest.... 15.07.08, 09:57 Dolaczam sie z moimi najserdeczniejszymi zyczeniami. Odpowiedz Link Zgłoś
isma Re: Do Kochanicy jest.... 15.07.08, 10:02 Klep, klep (po przyjacielsku, w ramie). Wszystkiego dobrego. Odpowiedz Link Zgłoś
hiperrealizm przecież to rocznica tragiczna jest! 15.07.08, 16:27 rewolucja francuzka wiaże się niebywałym ogromem cierpień! niech tylko wspomnę terror jakobinów pl.wikipedia.org/wiki/Jakobini oraz los wandei pl.wikipedia.org/wiki/Wojny_wandejskie Odpowiedz Link Zgłoś
a000000 Re: przecież to rocznica tragiczna jest! 15.07.08, 16:47 hipciu, TA rocznica, którą Kochaniczka świętuje dzisiaj, jest nieco mniej tragiczna hehehe Odpowiedz Link Zgłoś
hiperrealizm Re: przecież to rocznica tragiczna jest! 15.07.08, 18:08 a000000 napisała: > hipciu, TA rocznica, którą Kochaniczka świętuje dzisiaj, jest nieco mniej > tragiczna hehehe ========================= Autor: a000000☺ 15.07.08, 09:31 Dodaj do ulubionych Odpowiedz cytując Odpowiedz W pierwszym dniu po 219 rocznicy zburzenia Bastylii === A TO PO WYŻEJ TO NIBY CO JEST, JAK NIE POCZATEK KOSZMARU? Odpowiedz Link Zgłoś
a000000 Re: przecież to rocznica tragiczna jest! 15.07.08, 20:07 Hipciu, pierwszy dzień PO 219 rocznicy zburzenia bastylii to jest że tak powiem dzień dzisiejszy. No i naprawdę to nie moja wina, że w tym dniu Kochaniczka obchodzi swe szesnaste urodziny... oj Hipek, Hipek.... skądeś się waćpan urwał.... Odpowiedz Link Zgłoś
hiperrealizm hmmmm 16.07.08, 15:56 tylko po jakie licho odwołujesz sie do tak tragicznego wydarzenia jak wybuch rewolucji w kontekście urodzin kochanicy? Czy uczyniła byś to rownież gdyby kochanica urodzila się np. 2 dnia września (odwojując się do daty wybuchu II wojny śwatowj)? PS To ty namotałaś, jakbyś nie mogła napisać wprost: "wszystkiego najlepszego z okazji 35 rocznicy urodzin kochanico!" Odpowiedz Link Zgłoś
a000000 Re: hmmmm 16.07.08, 18:06 to proste. Kochanica - FRANCUZA. Urodziła się dzień PO wielkim francuskim święcie narodowym. II Wojna Światowa nie ma żadnych wspólnych skojarzeń z Kochanicą. Gdybym napisała wprost, nie miałbyś motywu na zastanawianie. Odpowiedz Link Zgłoś
hiperrealizm Re: hmmmm 16.07.08, 19:07 a000000 napisała: > to proste. Kochanica - FRANCUZA. Urodziła się dzień PO wielkim francuskim > święcie narodowym. > > II Wojna Światowa nie ma żadnych wspólnych skojarzeń z Kochanicą. ===================== Jak to!? Przecież miłujący pokój Francuzi nie mieli ochoty umierac za Gdańsk! ===================== > Gdybym napisała wprost, nie miałbyś motywu na zastanawianie. ==== No tak, wychodzi na to że życzenia dla kochanicy były sprawą drugorzedną.... Odpowiedz Link Zgłoś
a000000 Re: hmmmm 16.07.08, 19:20 a właśnie, że nie.... Kochanica jest zawsze pierwszorzędna... drugorzędne i przypadkowe jest święto narodowe Francji... Co z tego, że nie chcieli umierać za Gdańsk, skoro świętują razem z Kochanicą? Odpowiedz Link Zgłoś
hiperrealizm Re: hmmmm 16.07.08, 20:11 a000000 napisała: > a właśnie, że nie.... Kochanica jest zawsze pierwszorzędna... ============= Sama sobie przeczysz... ============= > drugorzędne i przypadkowe jest święto narodowe Francji... ============= Świętowanie zbrodni to jakiś rodzaj perwersji jest. ============= > Co z tego, że nie chcieli umierać za Gdańsk, skoro > świętują razem z Kochanicą? ===================================== Tyle samo z tego co ze wspólnego świętowania kochanicy i Francuzów! Odpowiedz Link Zgłoś
marcinlet Re: przecież to rocznica tragiczna jest! 15.07.08, 16:58 Ale już nie musisz tak krzyczeć. Terror jakobinów i Wandea były po zburzeniu Bastylii. Odpowiedz Link Zgłoś
hiperrealizm Re: przecież to rocznica tragiczna jest! 15.07.08, 18:08 marcinlet napisał: > Ale już nie musisz tak krzyczeć. Terror jakobinów i Wandea były po > zburzeniu Bastylii. ========================= Odpowiedz Link Zgłoś
hiperrealizm Re: przecież to rocznica tragiczna jest! 15.07.08, 18:09 marcinlet napisał: > Ale już nie musisz tak krzyczeć. Terror jakobinów i Wandea były po > zburzeniu Bastylii. ============================ Hmmmmm.... Kpisz, czy o drogę pytasz? Odpowiedz Link Zgłoś
marcinlet Re: przecież to rocznica tragiczna jest! 15.07.08, 21:28 hiperrealizm napisał: > marcinlet napisał: > > > Ale już nie musisz tak krzyczeć. Terror jakobinów i Wandea były po > > zburzeniu Bastylii. > ============================ > Hmmmmm.... Kpisz, czy o drogę pytasz? A kiedy były? Przed? Odpowiedz Link Zgłoś
diabollo 14 lipca 1789 r. Nic. 15.07.08, 19:56 wyborcza.pl/1,75480,5449273,14_lipca_1789_r__Nic.html 14 lipca 1789 r. Nic Włodzimierz Kalicki 2008-07-15, ostatnia aktualizacja 2008-07-11 20:50:00.0 Gubernator zamku Bastylia na paryskim przedmieściu Saint Antoine Bernard René Jourdan Delaunay oddycha z ulgą - dziś ataku nie będzie. Monarchia grzęźnie w kryzysie finansowym i politycznym. Bierny, ospały król Ludwik XVI od dawna nie panuje nad sytuacją. Od paru tygodni na jego rozkaz pod Paryżem koncentruje się wojsko, bo król zamierza rozpędzić Stany Generalne, Paryż zaś odciąć od dostaw chleba. Gdy przed trzema dniami Ludwik XVI zdymisjonował popularnego ministra finansów Jacques'a Neckera, lud Paryża wyszedł na ulice. Od dwóch dni pospólstwo potyka się z oddziałami wojsk królewskich, pali komory celne, zbroi się, tworzy milicję. Król się ruchawką nie przejmuje. Ale gubernator Delaunay ostatnimi dniami rozkazał odkurzyć zabytkowe armaty i wymógł na zwierzchności uzupełnienie załogi Bastylii - 95 starych, schorowanych inwalidów wojennych - 32 Szwajcarami, żołnierzami z krwi i kości. Przewieziono też do Bastylii 250 beczek prochu strzelniczego z Arsenału 0 9 rano na przedmieściu St. Antoine panuje spokój. Spokoju nie ma za to w ogrodach Palais Royale. Camille Desmoulins, 26-letni dziennikarz, wzywa do działania zrewoltowany tłum: "Obywatele! Tej nocy niemieckie i szwajcarskie oddziały wyjdą z Pola Marsowego, by nas zmasakrować!". 30-tysięczny tłum rusza na Arsenał na placu Inwalidów. Gdy uzbrojony paryski plebs maszeruje na Arsenał, przed pierwszym mostem zwodzonym na przedzamczu Bastylii pojawia się oficjalna deputacja stałego komitetu paryskiej milicji, a za nią liczące kilkaset osób zbiegowisko okolicznych mieszkańców. Wartownicy zatrzymują deputację. Po chwili zjawia się gubernator w otoczeniu oficerów swego sztabu. Delaunay zaprasza deputację do swego salonu, częstuje śniadaniem. Choć przybyła ona z prowokacyjnym wobec królewskiego majestatu żądaniem, by armaty zdjęto ze szczytów wież, podlewana obficie winem rozmowa jest bardzo miła. Gubernator tłumaczy, że armaty zdjąć z murów może tylko na rozkaz króla, ale uprzejmie obiecuje, że cofnie je na cztery stopy od blanek, by lud poczuł się bezpiecznie. I rzeczywiście, o 11 lufy armat znikają. Gdy w salonie gubernatora Bastylii delegacja milicji popija wino, 30-tysięczne tłumy z Palais Royale docierają do placu Inwalidów i rabują z Arsenału ponad 32 tys. karabinów i kilkanaście armat. Tyle że bez prochu. Na wieść, że proch przewieziono do Bastylii, część uzbrojonych zdobywców Arsenału rusza w jej kierunku. Miejskie władze przedmieścia St. Antoine czują, że przybycie uzbrojonego tłumu może skończyć się przypadkową strzelaniną, na którą odpowiedzą armaty z zamku - a to oznaczałoby pożar dzielnicy. Wysyłają więc do Bastylii swoją deputację, na czele której stoi popularny adwokat Thuriot de la Roziere. Zastaje pierwszą deputację przy stole z Delaunayem, ale nie ma zamiaru przyłączyć się do biesiady. Żąda zwołania całej załogi na dziedziniec. Tam de la Roziere wzywa żołnierzy do kapitulacji, grozi straszliwymi konsekwencjami w razie stawiania ludowi oporu. Inwalidzi wahają się - no, właściwie to można by się poddać. Gubernator wreszcie wyzwala się spod uroku adwokata. - Nadużywasz pan tytułu parlamentariusza! Zdradziłeś mnie! - krzyczy. Dochodzi 14, gdy obie deputacje opuszczają Bastylię. Paryżanie stojący przed zwodzonym mostem przedzamcza są przekonani, że załoga Bastylii poddaje się. Thuriot de la Roziere przezornie oddala się, bez słowa wyjaśnienia, do ratusza. Gdy członkowie pierwszej deputacji przyznają, że uzyskali tylko cofnięcie armat, a nie kapitulację zamku, rozgorączkowani zdobywcy Arsenału tłuką ich, ile wlezie. W chwilę potem ruszają do ataku na przedzamcze. Czterech śmiałków wdrapuje się na dach stojącej przy murach przedzamcza perfumerii, stamtąd na dach kordegardy i zeskakuje za murem. Nie mogąc znaleźć klucza do mechanizmu pierwszego mostu zwodzonego, rąbią łańcuchy. Drewniany most z hukiem opada na kamienne łoże. Gubernator przytomnie rozkazuje wszystkim inwalidom, by wycofali się do właściwego zamku. Przedzamcze jest w rękach pospólstwa. Napastnicy rabują siedzibę gubernatora, z poddasza wynoszą jedyną cenną rzecz w Bastylii - kolekcję starej broni białej i dawnych sztandarów. Wymachując nimi, tłum rusza w stronę mostów zwodzonych właściwego zamku. Wtedy gubernator rozkazuje oddać kilka strzałów karabinowych na postrach. Tłum rozprasza się, wszyscy krzyczą: "Zdrada!". Część pospólstwa strzela w stronę zamku z bram okolicznych domów. Tymczasem adwokat Thuriot de la Roziere w ratuszu wyjaśnia, że ze strony Bastylii nie grozi żadne niebezpieczeństwo. W chwilę później słychać strzały. Komitet wysyła do Delaunaya trzecią już tego dnia deputację z żądaniem podporządkowania zamku. Ale deputacja nie ma dobosza ani chorągwi, więc oblegający zamek w bitewnym zapale nie zwracają na nią uwagi. Delegaci cofają się do ratusza. Komitet wysyła czwartą deputację, jak należy, ze sztandarem i bębniącym z całych sił doboszem. Oblegający przestają strzelać, inwalidzi na murach podnoszą karabiny kolbami do góry na znak, że respektują rozejm. Gdy jednak deputacja niosąca biały sztandar zjawia się tuż przed mostem zwodzonym do wysokiego zamku, gubernator zauważa, że towarzyszy jej kilkudziesięciu uzbrojonych ludzi. To podnieceni sytuacją gapie, ale Delaunay węszy podstęp i rozkazuje Szwajcarom strzelać. Salwa rani kilku delegatów. Wszyscy w panice uciekają pod osłonę domów. Wściekły tłum najpierw bije członków deputacji, w bezsilnym, absurdalnym paroksyzmie gniewu oskarżając ich o zdradę i podstęp, potem rzuca się do niszczenia domu gubernatora na podzamczu. Gubernator widzi ze szczytu murów, jak pospólstwo rabuje jego dom. Wściekły każe Szwajcarom strzelać. Od ich ognia pada kilkudziesięciu paryżan na przedzamczu. Pod Bastylię dociera oddział gwardzistów wysłany przez paryski komitet milicji. Dowodzeni przez ppor. Hulin i chorążego Elie gwardziści ciągną ze sobą pięć starych armat, używanych już tylko do wiwatów. Hulin i Elie zaprowadzają trochę porządku: odbierają butelki wina z rąk oblegających, w sporej części kompletnie już pijanych, rozkazują odtoczyć z przedzamcza płonące wozy z sianem i gnojem i ustawiać armaty. Obsługują je cywile. Jednemu koło miażdży nogę, inny, nie wiedząc, że strzelające działo ma odrzut, zostaje przez nie przy pierwszym strzale znokautowany. Dwie armaty ustawione na przedzamczu w odległości 60 metrów od murów zamku oddają kilkanaście strzałów, ale żaden pocisk nie trafia w bramę wjazdową. Chaotyczna i niegroźna strzelanina z armat załamuje morale inwalidów. Gubernator, świadom, że pospólstwo nie daruje mu masakry pod murami, z zapalonym lontem biegnie do bastionu, w którym złożono beczki z prochem. Pilnujący wejścia strażnik Ferraud i inwalida Bécard bez ceregieli odpędzają swego dowódcę. Inwalidzi wołają z murów: "Bastylia poddaje się!". Widząc, co się dzieje, dowódca Szwajcarów por. de Flue oświadcza przez dziurę w uniesionym zwodzonym moście, że załoga skapituluje, jeśli będzie mogła odejść z bronią. Oblegający nie zgadzają się. W końcu jednak chorąży Elie woła: "Oficerskie słowo, zgadzamy się!". Most zwodzony, skrzypiąc, powoli opada. Hulin i Elie wysyłają gwardzistów, by zablokowali bramę i nie wpuścili tłuszczy do Bastylii, ale pospólstwo jest szybsze. Tłum dobiega do przedostatniej zapory, zamkowej furty. Wszyscy walą w nią kolbami. Po paru minutach judasz uchyla się. "Czego to chcą?" - pyta stary inwalida. "Aby poddano Bastylię!". Furta uchyla się, inwalidzi opuszczają ostatni most zwodzony. W zamku Szwajcarzy i inwalidzi stoją osobno, w dwóch szeregach. Inwalidzi liczą na łaskę ziomków i sąsiadów. Ale rozgorączkowane pospólstwo bierze Szwajcarów za więźniów twierdzy, a inwalidów Odpowiedz Link Zgłoś
diabollo Re: 14 lipca 1789 r. Nic. 15.07.08, 19:58 W zamku Szwajcarzy i inwalidzi stoją osobno, w dwóch szeregach. Inwalidzi liczą na łaskę ziomków i sąsiadów. Ale rozgorączkowane pospólstwo bierze Szwajcarów za więźniów twierdzy, a inwalidów za ich oprawców. Paryżanie biją ich do nieprzytomności. Bécarda, który uratował Bastylię przed wysadzeniem, zabijają. Ktoś szablą obcina trupowi dłoń, ktoś inny ruszą z nią na ulice Paryża i pokazuje przechodniom "rękę, która targnęła się na lud". Dowodzący gwardzistami Elie i Hulin bronią gubernatora przed linczem i pod eskortą wysyłają go do ratusza. Przed ratuszem tłum wrzeszczy: "Obciąć mu głowę! Powiesić na latarni!". Delaunay nie wytrzymuje stresu. Krzyczy, by go dobić, szarpie się. Niechcący kopie w przyrodzenie stojącego obok uczestnika szturmu Bastylii kucharza Desnotsa. Ten wrzeszczy, że jest ranny. Tłum szlachtuje gubernatora bagnetami i domaga się, by Desnots obciął mu głowę. Ktoś wręcza kucharzowi szablę. Ten niewprawnie uderza nią w szyję zabitego. Bez skutku. Tłum denerwuje się. Przerażony zdobywca Bastylii pracowicie urzyna głowę Delaunaya nożem i nabija ją na usłużnie podsunięte przez kogoś trójzębne chłopskie widły. Inne grupki gawiedzi mordują oficerów inwalidów i Szwajcarów. Tymczasem w Bastylii pozostali zdobywcy uwalniają więźniów z cel. Wyzwolicieli spotyka podwójna konsternacja: więźniów jest tylko siedmiu, zajmują pokoje, o jakich większość wyzwolicieli może tylko pomarzyć, i są w dobrej formie, pięknie odżywieni. Tłuszcza odzyskuje szybko kontenans, pośród wiwatów zabiera więźniów na ratusz. Czterej z nich, fałszerze weksli, grzecznie wymawiają się od zaszczytu i znikają w uliczkach St. Antoine. Ludwik XVI przez cały dzień bawi pod Paryżem na polowaniu. Wieczorem rozmawia z życzliwym mu diukiem de Liancourt, gdy przychodzi wieść o upadku Bastylii. - To wielka rewolta - zauważa beznamiętnie król. - Nie, Sire, to wielka rewolucja! - odpowiada de Liancourt. Ale monarchy to nie porusza. Ludwik XVI zapisuje w dzienniku pod datą 14 lipca: "Rien". Nic, nic się nie wydarzyło. Włodzimierz Kalicki Odpowiedz Link Zgłoś
a000000 Re: 14 lipca 1789 r. Nic. 15.07.08, 20:10 Diabolciu, to co opisujesz to ZDOBYCZE Wielkiej Rewolucji Francuskiej, po sztandarami której cwałują po Europie liberały i inne masony. Odpowiedz Link Zgłoś
diabollo Re: 14 lipca 1789 r. Nic. 15.07.08, 21:53 a000000 napisała: > Diabolciu, to co opisujesz to ZDOBYCZE Wielkiej Rewolucji Francuskiej, po > sztandarami której cwałują po Europie liberały i inne masony. Nie, czcigodna to co opisuje pan Kalicki, to przebieg wydarzeń. Rewolucja jako taka była pasmem zbrodnii, z resztą Restauracja była możliwa w wyniku wielu wojen, czyli wielu zbrodni. Rewolucja, czy też Cesarstwo (Kodeks Napoleona), zmieniło Europę, jej Ducha, która już nigdy nie mogła być taka jak przedtem. A zmiana tego Ducha była w jak najbardziej dobrym kierunku. W jakimś większym lub mniejszym stopniu to właśnie dzięki Rewolucji Francuskiej Europa jest dzisiaj tym czym jest, czyli w większości związkiem państw o demokracji liberalnej. Kłaniam się nisko. Odpowiedz Link Zgłoś