Dodaj do ulubionych

Funny Games

22.09.08, 22:43
Nie obejrzalam. Zaczelam ogladac (oczywiscie nowa wersje, o starej
nawet nie wiedzialam), ale zaraz po pierwszym obroceniu sie Paula w
strone kamery i zapytaniu, czy JA wole, zeby rodzina przezyla, czy
nie, stwierdzilam, ze ja sie nie bawie w te gierki.
I dlatego przestalam ogladac.
Haneke irytuje mnie jako rezyser. Uwazam, ze traktuje widzow z gory.
Mozecie sie ze mna nie zgadzac (twierdzac na przyklad, ze wlasnie
angazuje widza intelektualnie i moralnie, ale mnie TEN akurat sposob
na angazowanie widza, zupelnie wbrew jego woli, i zabawa nim, ten
rodzaj prowokacji, kompletnie nie odpowiada). Widzialam do tej pory
chyba trzy jego filmy (zakladajac, ze "widzialam" Funny Games -
oprocz tego Pianistke i Cache) i nie lubie go. Nie uwazam, ze filmy
sa zle. Ale Haneke to nie moj typ.
Aha, i jakos nie meczy mnie, co sie stalo dalej (moj maz obejrzal do
konca).
Obserwuj wątek
    • braineater Re: Funny Games 23.09.08, 01:02
      A dla mnie ta scena w oryginale (nie widziałem amerykańskiej, boję się tego filmu), to był kop prosto w szyszynkę. generalnie cały ten film, i większośc filmó hanekego, jakie widziałem tak na mnie działa. to nie jest reżyser, którego chcę oglądać, ale z jakiejś czysto masochistycznej przyjemności oglądam. wiem, że mnie obrzyga, ale i tk właczam, bo jako jeden z nielicznych cokolwiek ze mną jeszcze robi. nie, że każe mi myśleć, coś rozważać, nad czymś się zastanawiać i dochodzić do głebokich wniosków, tylko po prostu robi mi krzywde psychiczną i fizyczną, zmuszając do oglądania rzeczy, o których wiem, ale nie chcę wiedzieć, które znam, ale się zupełnie nie mieszczą w mojej definicji człowieczeństwa, takich, które mi rozpieprzają światopogląd i zastane pomysły - tu jakby cała trylogia funny, ukryte i pianistka, gdzie są pokazani ludzie na których się nie zgadzam, których zupełnie nie kumam, ale ktorych istnienie muszę jakoś tam przyjąc do wiadomości. Haneke ma jeden patent - pokazuje te typy zupełnie nie mieszczące się w mieszczańskim przekroju, jako coś zupełnie normalnego, pozbawionego sensacji, nie robi z nich widowiska ani tabloidu, tylko wrzuca ich na ekrani w stylu -o, tacy też są. tam nie ma szoku, oburzenia, skandalu, tylko jest pani krysia, nauczycielka muzyki, która ma nienajlepsze relacje z matka, dwóch fajnych chłopaków, dla których uprzejmośc i konwenans jest wszystkim, alebo zwyczajne małżeństwo, które się czasem kłóci za ścianą. generalnie, pokazuje takich ludzi, o których wydaje nam się, że coś wiemy, bo mamy jakąś opinię (np sąsiedzi), tylko sięga nieco głębiej, próbuje pokazać, że pod tymi wszystkim pozorami, jakie oglądamy, może siedzieć totalny pojeb, ktoś, o czyjego istnieniu wolelibyśmy nie wiedzieć. cokolwiek myślisz o swojej sąsiadce, to jednak wolisz nie wiedzieć, że obwąchuje zużyte chusteczki w tanich peep-showach, albo rżnie się w kiblu z przypadkowymi kolesiami. A Haneke każe ci na to patrzeć, w pewnym sensie nie pozwala ci ucieć - między innymi dlatego, że prawie zawsze potrfi wkręcić w swoje filmy jakąs historię, od której nie potrafimy się oderwać, ma duży talent do takiego kręcenia fabuła, żeby trzymać widza, jak przy dobrym blockbusterze, perfidnie wykorzystuje wszystkie zgrane patenty kina gatunkowego, ze szczególnym uwzględnieniem filmów grozy, tylko po to, żeby ci wkręcić w głowę proste stwierdzenie - ludzie, ogólnie rzecz biorąc, są chujowi. jak są dobrzy, to są nieporadni, jak są źli, to są niebezpieczni dla otoczenia i dla siebie. i to w sumie jest taki zwykły truizm, wszycy o tym wiemy, że dobrzy najczęsciej dają dupy, a źli robią swoje i nawet jeśli na tym dobrze nie wychodzą, to mają więcej radochy z życia, niż dobrzy, ale jakoś mimo tej wiedzy staramy sie trzymać jakiś zasad. a haneke przychodzi i mówi dobitnie, że nie warto. wynik zawsze będzie taki sam, mamy przejebane.

      sam ma straszne opory przed zabieraniem się do jego filmów, bo wiem, mogę podejrzewać, co mi zrobi - z ukrytymi chyba z rok zwlekałem, zanim się dałem sponiewierać. ale z drugiej strony, takie kopy otrzeźwiajace są chyba potrzebne, nie wiem po co w sumie, ale pozwalają mi jakoś utrzymać się w normie, nie spodziewać się za dużo. no to w końcu oglądam.
      • staua Re: Funny Games 23.09.08, 02:01
        > to nie jest reżyser, którego chc
        > ę oglądać, ale z jakiejś czysto masochistycznej przyjemności
        oglądam. wiem, że
        > mnie obrzyga, ale i tk właczam, bo jako jeden z nielicznych
        cokolwiek ze mną je
        > szcze robi.
        No wlasnie, czyli robisz to, co on chce. A mnie sie to nie podoba,
        ze on czegos takiego ode mnie chce.

        >cokolwiek myślisz o swojej sąsiadce, to jednak wolisz nie wiedzieć,
        > że obwąchuje zużyte chusteczki w tanich peep-showach, albo rżnie
        się w kiblu z
        > przypadkowymi kolesiami.
        Moge to wiedziec. Wszystko mi jedno.

        >
        > sam ma straszne opory przed zabieraniem się do jego filmów, bo
        wiem, mogę podej
        > rzewać, co mi zrobi - z ukrytymi chyba z rok zwlekałem, zanim się
        dałem sponiew
        > ierać. ale z drugiej strony, takie kopy otrzeźwiajace są chyba
        potrzebne, nie w
        > iem po co w sumie, ale pozwalają mi jakoś utrzymać się w normie,
        nie spodziewać
        > się za dużo. no to w końcu oglądam.

        Ja nie. I nie bede ogladac. Bo wiem to wszzystko i tak, nie
        potrzebuje tego typu katharsis.
        • braineater Re: Funny Games 23.09.08, 17:42
          Mnie to katharsis (choć nie wiem, to chyba nie jest takie czyste arystotelejskie katharsis, bo się nie pozbywam lęku i obrzydzenia, wręcz przeciwnie, po jego filmach jakby te emocje we mnie narastają), jest chyba czasem potrzebne, bo generalnie jestem wesoły i optymistyczny i czasem muszę sobie przypomnieć, że dookoła nie jest rurzowo, a raczej zgniło. Na tej samej zasadzie, mimo, że nie chcę, to przynajmniej raz w roku wracam do Ciorana i do opowiadań z Bagna Amanitiego (inna skala, wiem), bo robią mi to samo - przywracają jakiś trzeźwiejszy ogląd świata, nie pozwalają się zamknąc w jakimś takim kręgu zbudowanym na pomyśle, że wszyscy są tak samo fajni jak ja i ludzie, których lubię, więc nie ma się co przejmować światem.
          Masz w sumie rację, że robię to co chce reżyser, i tańczę, jak mi zagra, ale jest mi to w jakimś stopniu przydatne po prostu. I naprawdę jest to jeden z tych nielicznych przypadków, kiedy totalnie niezgadzając się z czyjąś wizją świata, tak czy tak, przyjmuję ją za prawdziwą i równą temu, co sobie sam na temat rzeczywistości wymyślam.
          • staua Re: Funny Games 23.09.08, 22:21
            Jasne, jesli Tobie to odpowiada, to czemu nie.
            Ja wole, jak ktos mi przedstawia swoja wizje w bardziej subtelny
            sposob - chyba.
            Chciaz, po zastanowieniu, niekoniecznie. Nie mam nic przeciwko
            Solondzowi na przyklad, a przeciez jego wizja jest bardzo zgnila.
            Jakos jednak nie czuje sie tak obrzydliwie wpuszczana przez niego w
            maliny, jak przez Haneke.
    • noida Re: Funny Games 24.09.08, 21:40
      Mam bardzo mętne wrażenie, że jakieś wieki temu to oglądałam i zdało mi się
      obrzydliwe. Oglądałam tę starą wersję. Ale byłam wtedy młoda i teraz bym już
      chyba sobie ten eksperyment odpuściła, bo też nie lubię, jak się ze mną tak
      pogrywa...
      • daria13 Re: Funny Games 25.09.08, 10:08
        A ja jakoś zupełnie nie czuję się zmanipulowana przez reżysera. Wiem, że jego
        kolejny film mnie poruszy i dlatego oglądam, bo właśnie to poruszenie cenię
        sobie najbardziej podczas obcowania ze sztuką (filmem, przedstawieniem, książką czy
        obrazem), przez większe lub mniejsze s.
        Wiem, że będę zaniepokojona, lekko zdezorientowana i nawet przerażona, ulegam
        zagęszczającej się atmosferze, wczuwam się i tak właśnie chcę odbierać te filmy.
        Dostaję to, czego oczekuję i biorę to z całym dobrodziejstwem inwentarza; z
        rozbudzonym poczuciem zagrożenia, z niesmakiem dla natury ludzkiej, ale po
        jakimś czasie ze świadomością nabrania dystansu, może lekkiego uodpornienia.
        Sztuka ukazująca podobne problemy w sposób bardziej subtelny, mniej agresywny
        też ma niewątpliwe zalety, ale czasami lubię poczuć coś bardziej intensywnie. A
        może po prostu lubię się czasami bać, a Haneke straszy naprawdę koncertowo.
        Z wymienionej trylogii najbardziej lubię Ukryte, bardzo mnie ten film
        zaniepokoił; zaraz potem Funny games, choć zupełnie inaczej, bo też i innymi
        środkami wyrazu i niepokój po tym filmie to jednak chyba za małe słowo.
        Pianistkę oglądałam zaraz po lekturze książki, więc oprócz wielkiego ukłonu w
        stronę aktorstwa, nie mogę się zachwycić tak bardzo samą ekranizacją; jednak
        oryginał znacznie ją przerasta.
        Mimo że mniej na mnie podziałał, ale też dał sporo do myślenia Kod nieznany. To
        bardzo smutne kino.
        Generalnie Haneke jest jednym z moich ulubionych reżyserów i czekam z wielką
        niecierpliwością na jego kolejne filmy.
        Ps.
        Własnie wyguglałam sobie zdjęcie reżysera: ależ ma piękną i ciekawą twarz, wow.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka