Dodaj do ulubionych

O przyjaźni...

26.10.03, 12:59
Wiecie, co? Jakieś takie mnie naszły myśli z zupełnie innej beczki.A
mianowicie, kiedyś słyszałam, że podobno najwięcej przyjaźni zawieramy do 24
roku życia. Nawet to logiczne, pewnie chodzi o to, że mamy wtedy najwięcej
możliwości, szkoły, pierwsze prace itd itp.
Czy myślicie, że im dalej w las, tym gorzej? Czy uważacie, że jest możliwe
nawiązanie przyjaźni i mam tu na myśli prawdziwą przyjaźń, nie znajomość, czy
nawet dobre koleżeństwo , po tym progu wiekowym?? Biorę go tak przykładowo,
mam na myśli w ogóle, jak to jest, im jesteśmy starsi? Trochę się ostatnio
zawiodłam na ludziskach wokół i może stąd te myśli...
Obserwuj wątek
    • ann.k Re: O przyjaźni... 26.10.03, 17:22
      Ja myślę, że z miłością jest jak z przyjaźnią. W każdym wieku może nadejść. No
      z miłością to może przesada, ale jednych spotyka w wieku lat 20, innych w wieku
      lat 50. Przyjaźń można znaleźć w piaskownicy i na zebraniu rodzicielskim w
      szkole dziecka.
      • ferla Re: O przyjaźni... 26.10.03, 18:19
        a ja wlasnie całkiem niedawno spotkalam bardzo bliska mi osobe i chociaz znamy
        sie stosunkowo niedługo ( biorac pod uwage np inne moje przyjaznie ), to wiem,
        ze nie jest to zwykłe koleżeństwo. czasem mam wrażenie, że ona zna mnie lepiej
        niz moj własny mąż, aczkolwiek nie jestem do końca pewna czy to jest
        mozliwe :) i licze na to, ze czas bedzie nam sprzyjal, tzn ze ta budujaca się
        przyjazń bedzie trwać w nieskończoność. sa takie chwile, że jestem tego
        niemal pewna ( ona także ). życie pokaże :)) jeśli się tak stanie, a jest
        wielkie prawdopodobieństwo, to będzie to klastyczne zaprzeczenie jakiejs
        teorii o zawieraniu przyjaźni do 24 roku życia :D
        • chiara76 Re: O przyjaźni... 27.10.03, 09:52
          To Ci bardzo zazdroszczę. Ja ostatnio się nacięłam, myślałam, że nawiązuje się
          jakiś kontakt, jeszcze nie przyjaźń, ale jakiś zalążek, aż tu nagle totalna
          zmiana frontu z jej strony. Napisałam do niej na gg szczerze, że czuję się
          olana, myślałam, że jeśli mi się wtylko wydaje, to szczere powiedzenie, co się
          czuje jest najlepszym rozwiązaniem, ale...brak odzewu, czyli dla mnie znak, że
          się nie myliłam.
          Najgorsze, że jestem naiwniakiem, jakich mało, mam jakieś przedziwne połączenie
          w sobie, z jednej strony niby cynicznie twierdzę, że ludzie nie potrzebują się
          obecnie przyjaźnić, a z drugiej ciągle mam nadzieję, że mnie się jakaś
          przydarzy i...nic. Strasznie jestem naiwna i nacinam się okrutnie. Zastanawia
          się, czy z tego się wyrasta, mam 27 lat i czy z czasem nabiorę tak zwanej
          życiowej mądrości...dobra, musiałam się wygadać, bo ostatnią sprawę
          przypłaciłam strasznymi nerwami, aż się zdziwiłam, jak wielkiego doła złapałam.
          • camina Re: O przyjaźni... 28.10.03, 12:14
            chiara76 napisała:

            > To Ci bardzo zazdroszczę. Ja ostatnio się nacięłam, myślałam, że nawiązuje
            się
            > jakiś kontakt, jeszcze nie przyjaźń, ale jakiś zalążek, aż tu nagle totalna
            > zmiana frontu z jej strony. Napisałam do niej na gg szczerze, że czuję się
            > olana, myślałam, że jeśli mi się wtylko wydaje, to szczere powiedzenie, co
            się
            > czuje jest najlepszym rozwiązaniem, ale...brak odzewu, czyli dla mnie znak,
            że
            > się nie myliłam.
            > Najgorsze, że jestem naiwniakiem, jakich mało, mam jakieś przedziwne
            połączenie
            >
            > w sobie, z jednej strony niby cynicznie twierdzę, że ludzie nie potrzebują
            się
            > obecnie przyjaźnić, a z drugiej ciągle mam nadzieję, że mnie się jakaś
            > przydarzy i...nic. Strasznie jestem naiwna i nacinam się okrutnie. Zastanawia
            > się, czy z tego się wyrasta, mam 27 lat i czy z czasem nabiorę tak zwanej
            > życiowej mądrości...dobra, musiałam się wygadać, bo ostatnią sprawę
            > przypłaciłam strasznymi nerwami, aż się zdziwiłam, jak wielkiego doła
            złapałam.

            Nie martw się, moja przyjaciółka, ktoś z kim się śmiałam, płakałam, spałam w
            jednym studenckim łóżku tak mnie zraniła, że do tej pory (minął rok) nie mogę
            dojść do siebie. Brakuje mi jej cholernie, czasami mam ochotę do niej zadzwnić,
            ale zraniona duma i serce nie pozwala. Szukam teraz kogoś równie bliskiego, ale
            myślę, że będzie trudno, bo staram sie być ostrożna, boję się, a zresztą-
            ciągle porównuję nowe znajome do niej.
            Mam nadzieję, ze to przysłowie sie nie sprawdzi, bo chcę mieć jeszcze
            przyjacółkę.
            • chiara76 Re: O przyjaźni... 28.10.03, 12:23
              Życzę Ci , żebyś jeszcze w życiu poznała swoją przyjaciółkę. Tak samo, jak
              samej sobie tego życzę. Moja Mama poznała swoją najlepszą przyjaciółkę, kiedy
              miała 30 lat, tamta 25, wprowadziły się do tego samego bloku i raz tamta
              poprosiła moją Mamę, żeby została z jej starszym synkiem, kiedy jechała z
              młodszą córcią do szpitala, i w sumie tak to się zaczęło...więc chyba nigdy nie
              wiadomo.
    • donna25 Re: O przyjaźni... 26.10.03, 21:58
      Wiesz co właściwie to równie dobrze ktos mógłby napisać , że przyjeźnie te
      prawdziwe zawiera się głównie w szkole podstawowej . Uważam , że na to nie ma
      reguły. Wiadomo , że później mamy mniej czasu , aby te przyjaźń nie tylko
      nawiazać co pielęgnować . Mam grupkę wypróbowanych przyjaciół . Jedną
      przyjaciólkę z podstawówki , z którą zresztą studiowalam.Druga całe życie była
      moją sąsiadką . Z moją przyjaciólka z liceum mogę nie widzieć się z dwa lata ,
      a zawsze jak się spotykamy mamy masę tematów do rozmowy . Nie zauważam nawet ,
      że tak długo się z nią nie widziałam . Dwie inne poznałam juz na
      studiach.Niedawno skończyłam studia , zaczęłam nową pracę , poznaję codziennie
      nowych ludzi .Wiem , że o prawdziwych przyjaciół niezwykle trudno , dlatego
      dbam o tych których mam i wiem , że oni o mnie dbają . Lubię ludzi , chętnie
      się zaprzyjaźniam . Samo życie weryfikuje niektóre znajomości , na pewno jednak
      nie warto rezygnowac z zaprzyjaźniania się :)
      ps. myślałam ,że nasz język jest bogatszy a nie umiałam zastapić słowa
      przyjaciel czymś równie istotnym
      ps. dzisiaj na przykład spotkalam się z jedna z moich przyjaciółek ,
      przegadałyśmy jakies 3 godzinki , uzgodniłyśmy , że wybieramy się do wróżki i
      od razu humor mi się poprawił duża buźka pa pa
    • julia.julia Re: O przyjaźni... 26.10.03, 22:22
      Może i coś w tym jest, bo moje 3 bardzo bliskie przyjaciółki znam jeszcze z
      dzieciństwa. Mam masę znajomych, ale z nikim nie jestem tak blisko jak z nimi.
      Ale mam nadzieję, że nowych przyjaciół poznajemy przez całe życie :-)
      • fyde do julii 03.11.03, 11:33
        julio a co z Twoim forum??
    • ariel23 Re: O przyjaźni... 27.10.03, 11:29
      Ja zawsze myslalam, ze tylko do konca liceum mozna znalezc prawdziwych
      przyjaciol. Bo pozniej sie nie da (chociaz nie potrafilam tego uzasadnic).
      Jednak na studiach poznalam pare bardzo wartosciowych osob, ktore po 3-4 latach
      znajomosci moge nazwac przyjaciolmi.
      Ale i tak najbardziej moge liczyc na moje dwie przyjaciolki, jeszcze ze szkoly
      podstawowej.
      No i jestem dumna jak moge komus powiedziec, ze sie przyjaznimy juz dwanascie
      lat :)
    • wakarpl Re: O przyjaźni... 27.10.03, 18:00
      Zaprzyjaznic sie zawsze mozna, choc wydaje mi sie, ze moje przyjaznie zostaly
      juz zawarte na stale i chyba tak bliskich przyjaciol jak dotychczas, mial juz
      nie bede. Nie mowie NIE, ale nad przyjaznia sie troszke pracuje i chyba lepeij
      pielegnowac stare niz szukac nowych, wystarcza mi dobrzy znajomi i koledzy!
      • ariel23 Re: O przyjaźni... 29.10.03, 10:50
        Ale spotkasz sie z nami???

        wakarpl napisał:

        > Nie mowie NIE, ale nad przyjaznia sie troszke pracuje i chyba lepeij
        > pielegnowac stare niz szukac nowych, wystarcza mi dobrzy znajomi i koledzy!
        • wakarpl Re: O przyjaźni... 29.10.03, 22:01
          A chcesz/chcecie???
          Nie spotkam sie, bo mnie wszyscy zaraz pokochaja, hahhhaahahah, a tak
          powaznie.... bardzo bym chcial, ale nie dam rady, zrobmy imprezke za zachodnia
          granica albo poczekajcie na mnei (tylko,z e wtedy WY juz wszyscy sie bedziecie
          znac i zapomnicie o mnie i o innych)
          :(
          • chiara76 Re: O przyjaźni... 29.10.03, 22:17
            Sorry, że się wtrącę w Waszą dyskusję, ale jak tak czytam, jak Namawiasz nas na
            te wojaże zagraniczne, ech, żeby takie to było łatwe i tanie, ot tak sobie
            wyskoczyć na przykład na weekend do Paryża, albo Amsterdamu, to...pewnie co
            weekend by mnie w domu nie było:))
            Pozdrawiam!
            • wakarpl Re: O przyjaźni... 30.10.03, 08:46
              Przepraszam, wyszedl ze mnie okropny samolub, ale to wszysttko tylko dlatego,
              zeby sie z Wami spotkac:(
              • mocca2003 Re: O przyjaźni... 30.10.03, 22:40
                wakarpl napisał:

                > Przepraszam, wyszedl ze mnie okropny samolub, ale to wszysttko tylko dlatego,
                > zeby sie z Wami spotkac:(
                Wiemy , rozumiemy i lubimy dalej . A kiedy będiesz w kraju? przyjeżdżasz chyba
                na święta ?
    • klamerka_28 Re: O przyjaźni... 02.11.03, 09:47
      moja najlepsza przyjaciolke poznalam w szkole podstawowej, siedziala za mna...
      potem bylo to samo liceum, ale inne klasy, potem poltora roku mieszkania razem
      w czasie studiow, potem przyjazn na odleglosc: mna rzucalo po kraju: wroclaw,
      poznan, ona na stale pod warszawa... znamy sie jak lyse konie, wystarczy
      jej 'slucham', kiedy odbiera telefon i juz wiem, ze cos jest nie tak... tak
      samo zreszta w druga strone...
      ale moja siostra cioteczna (tak zwana kuzynka w innych czesciach kraju) swoja
      przyjaciolke (bliska kolezanke) poznala na zebraniu rodzicielskim klasy swojej
      corki (wowczas osmioletniej) - tak wiec - nigdy nic nie wiadomo...
      :-)
      s.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka