ann.k
11.11.03, 21:37
Bo podjęłam decyzję mojego życia i postanowiłam w ostatni piątek listopada
rzucić w mojej pracy wypowiedzeniem o stół. Różne drobne wydarzenia w
ostatnim czasie doprowadziły do sytuacji, w której przestałam widzieć
jakiekolwiek szanse na dalszą współpracę z moimi aktualnymi kolegami. Chodzi
nie tylko o kwestie braku porozumienia z szefem, ale również o coraz gorsze
traktowanie mojej osoby, chamskie i prostackie odzywki pod moim adresem,
płacenie za jedno stanowisko, a obarczanie obowiązkami trzech w tym
sprzątaczki, a przede wszystkim o warunki zdrowotne - moi koledzy wypalają we
dwóch cztery paczki papierosów dziennie i niestety robią to w pomieszczeniach
biurowych. Po dołożeniu do tego pieca węglowego, którym firma jest ogrzewana,
od dwóch tygodni obserwuję u siebie coraz większe kłopoty z oddychaniem.
Suma sumarum - postanowiłam odejść. Między innymi dlatego, że mam szanse na
nową pracę. Daleko od domu rodzinnego (patrz wątek o kłopotach z bratem), w
mieście, w którym mieszka teraz mój mąż. Jeśli wszystko się uda tak jak tego
chcemy, od 1 stycznia już będziemy razem tam :) Jestem z tego powodu tak
szczęśliwa, że boję się cieszyć głośno, żeby nie zapeszyć. Dodatkowo ostatni
weekend był bardzo owocny jeśli chodzi o ważne decyzje życiowe i wszystko
zaczyna być bardziej różowe.