hlm
18.05.09, 01:18
mialo byc tak pieknie. dwa, trzy miesiace na to czekalam. prosilam. argumentowalam. podzialalo! malz zwany hassanem wyciagnal moto z garazu. zdjal zen cirka ebaut dwie tony trocin, nieco cementu, troche sypkiej gladzi tynkowej, pewnie nieco odpryskow kafelkow [bo nasz garaz to tymczasowy sklad budowlany na czas wykanczania domu jest...]. malz podladowal akumulator, choc opornie szlo. z karnisterkiem na stacje benzynowa poszedl bo podobno paliwo wywietrzalo. [ostatni raz virazka i zefirek na kolkach jakies 3/4 roku temu byli...] wyciagnelam spodnie moto i okazalo sie, ze skora moje dupsko zmiescila. znalazlam rekawice i odkurzylam 5 cm kurzu z kasku. kurtka tez sie znalazla i po liftingu szmata nadawala sie do uzytku. i prawie mialam ja na grzbiecie gdy uslyszalam slowa, ktore na sekund 15 zabily mnie na smierc....: "nigdzie nie pojedziemy. ubezpieczenie twojego moto skoczylo sie w pazdzierniku, mojego w sierpniu"
zamarlam. skulilam sie w sobie. zmienilam spodnie. zmoczylam chusteczke plynem fizjologicznym. i poszlam spac na godzine zeby rozpaczy nie czuc tak dotkliwie. potem bylo juz latwiej. choc i tak cholernie trudno. dwa, trzy miesiace czekania. niech to jasny szlag....
musialam sie podzielic rozpacza...