jerzykrajewski7
20.03.07, 23:56
Niniejszym inauguruje na tym forum Akademię Innego Myślenia.
Widzę bowiem, że większość forumowiczów korzysta tylko z mediów głównego
nurtu propagandowego, a w interencie można przecież znaleźć różne nurt
myślenia.
Pozdrawiam
Jerzy Krajewski
za www.michalkiewicz.pl
Kompromis w służbie Bezpieczeństwa
Komentarz · tygodnik „Nasza Polska” · 20 marca 2007 |
www.michalkiewicz.pl
„Panie Boże, jeśli jesteś, zbaw duszę moją, jeśli ją mam”. Podobno tak
właśnie modlił się francuski żołnierz w epoce rewolucji, która wstrząsnęła
dotychczasowymi dogmatami, by na ich gruzach wznieść niewzruszalny dogmat
kompromisu.
Kult kompromisu jest następstwem podważenia chrześcijaństwa i ubóstwienia
demokracji, a właściwie nie tyle demokracji, co Ludu, jako jedynego źródła
Władzy i Prawa. Tak było w wieku XVIII, kiedy to filozofowie jeszcze naiwnie
wierzyli w „dzikiego Hurona”, którego, ma się rozumieć, nigdy nie widzieli na
oczy, a ponieważ Lud był prawie tak samo obcy i nieznany, niczym Irokezi,
więc łatwo było przypisać mu atrybuty boskie.
Te naiwniactwa rozwiał Napoleon, przekonując, że umiejętnie grając na
emocjach Ludu, można wyprowadzić go na zatracenie, a on, w entuzjastycznym
zachwycie nawet tego nie zauważy.
W XX wieku, po kompromitacji kultów ubóstwianych wodzów w osobach wybitnych
przywódców socjalistycznych Adolfa Hitlera i Józefa Stalina (nawiasem mówiąc,
ciekawe dlaczego Sławomir Sierakowski tak się w „Rzeczpospolitej” dystansuje
od Hitlera; to przecież w końcu człowiek lewicy, która niezależnie od
różnych „błędów i wypaczeń”, przecież zawsze „dobrze chciała”, a i teraz
znowu chce jak najlepiej, nieprawdaż?
Te skompromitowane kulty pozbawiły również niewinności Lud, który w znacznej –
ba – przeważającej części dał się „nadczłowiekom” uwieść. Ale
dzisiejsze „nadczłowieki” też czegoś się od Stalina i Hitlera nauczyły – co
mową wiązaną streścił Janusz Szpotański w „Carycy i zwierciadle”: „Wot
Gitler, kakoj to durak. On się przechwalał zbrodnią swoją. A mudriec, to by
sdiełał tak: nu czto, że gdzieś koncłagry stoją? Nu czto, że dymią
krematoria? Toż w nich przetapia się historia!”.
Dzisiejsze „nadczłowieki” Ludem w gruncie rzeczy gardzą i – opanowawszy
wszystkie dziedziny kształtującego wyobraźnię Ludu przemysłu rozrywkowego,
podsuwają mu co i rusz rozmaite makigigi. Zwrócił na to kiedyś uwagę Józef
Mackiewicz, wspominając, jak to w dzieciństwie wielkie wrażenie zrobił na nim
paryski dorożkarz, czytający na koźle gazetę. Jako dziecku szalenie mu
zaimponował kulturą i światowością.
Ale w wieku dojrzałym Mackiewicz bardziej cenił białoruskiego chłopa, który,
zamiast gazetowymi rewelacjami, pasjonował się takimi oto głupstwami: czy,
dajmy na to, jest Bóg? Gdzie jest prawda? I tak dalej. Dzisiaj pewnie takich
chłopów nie ma nawet na Białorusi, bo przecież i tam mają telewizję, która
bombarduje audytorium opisami „różnicy między przodkiem, a tyłkiem”, albo
przedstawieniami „budowy cudnej tronu monarszego; jego poręczy słodkich i nóg
sprawiedliwych”.
Zarówno tam, bowiem, jak i tu, gdzie z jednej strony „nadczłowieki”
schlebiają Ludowi, ale z drugiej biją go pałami, polewają wodą, podglądają i
podsłuchują, pozwalając mu, ma się rozumieć, wybrać sobie jak nie tego, to
tamtego pałowacza i podglądacza, ale samej zasady pałowania i podglądania nie
pozwalając mu zakwestionować. No a Lud, jak to Lud; też nie lubi być
pałowany, ani podglądany, więc pozostaje tylko wytłumaczyć mu, najlepiej od
przedszkola, poprzez szkołę, uniwersytet i niezawodne media – że jedynym
sposobem na uniknięcie tych przykrości, jest kompromis.
Kompromis polega na tym, że każdy coś tam ustępuje ze swego poglądu gwoli
społecznego pokoju. Na przykład, jedni są zwolennikami wolnego rynku, a
drudzy – państwowego interwencjonizmu. Kompromis polega na tym, że, dajmy na
to, rynek regulowany jest przy pomocy decyzji administracyjnych – co
stanowiłoby jednostronne zwycięstwo interwencjonistów – gdyby nie to, że
decyzje owe podejmowane są przy udziale korupcji, co wprowadza do systemu
elementy wolnorynkowe, bo jużci – bardziej zainteresowany gotów jest wręczyć
większą łapówkę.
Gdyby takiego kompromisu nie było, zadowolona byłaby przynajmniej jedna
strona, a tak, to nie jest zadowolony nikt. W ten oto sposób ludzie zostali
zmuszeni do składania ofiar z tego, co świadczy o ich człowieczeństwie, tzn.
ze swego rozumu – na ołtarzu bóstwa, któremu na imię Święty Spokój.
Kult Świętego Spokoju najwyraźniej wypiera religie tradycyjne, których
przedstawiciele lękają się już nie Szatana, (w którego zresztą chyba nie
bardzo wierzą, bo jakże tu wierzyć w byt nie poddający się głosowaniu?) ale
oskarżenia o „ekstremizm” lub „fundamentalizm”, kiedyś oznaczającego po
prostu posiadanie wyraźnego poglądu i gotowości jego obrony.
Ale po cóż bronić jakiegoś poglądu i po cóż w ogóle go posiadać, kiedy i
jedno i drugie nie sprzyja kompromisowi? Toteż w dzisiejszych czasach coraz
częściej poglądy zastępowane są przez role, które Gombrowicz nazywał „gębami”.
Ale Święty Spokój jest tylko bóstwem pośrednim, formą przejściową do bóstwa
najwyższej rangi, któremu na imię Bezpieczeństwo. To jemu składamy ofiary z
naszej Wolności, z naszej Autentyczności i naszego Rozumu na ołtarzu
kompromisu, który – jak zresztą wszystko inne – pozostaje w służbie
Bezpieczeństwa.
Stanisław Michalkiewicz
www.michalkiewicz.pl